Facebook-icon
Hrabia Tytus

Włoscy żołnierze to tchórze? Ta akcja pokazuje coś zupełnie innego

Obraz włoskiego żołnierza w II wojnie światowej jest w Polsce zniekształcony przez słynne „bordello bum bum”, które pamiętamy wszyscy z przygód Franka Dolasa. Wizerunkowi temu zadaje kłam najsłynniejsze dokonanie włoskich „Morskich Diabłów”, o którym jednak mało kto pamięta.

Włosi od czasów Wielkiej Wojny mieli doświadczenie w korzystaniu z niewielkich oddziałów szturmowych, których zadaniem było wedrzeć się do wrogiej bazy morskiej i dokonać tam jak największych zniszczeń. Już pierwsza taka akcja przyniosła sukces – 30 października 1918 roku dwóch marynarzy wpłynęło przy pomocy torpedy kierowanej do austrowęgierskiej bazy w Puli, a następnie posłało na dno pancernik Viribus Unitis oraz okręt-bazę u-botów. Był to pokaz możliwości oddziałów szturmowych, z których Włosi mieli zasłynąć w kolejnej wojnie.

Torpeda SLC (Maiale) w rzymskim Sacrario delle Bandiere (fot. Myrabella, CC BY-SA 3.0)

Od chwili przystąpienia do wojny 10 czerwca 1940 roku solą w oku włoskiej marynarki wojennej była baza brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej w Aleksandrii. Zdecydowano się uderzyć w nią, wykorzystując tajną broń – torpedy kierowane Maiale, nazywane przez załogi „świniami”. Dwie pierwsze próby zakończyły się porażką – Włosi utracili dwa okręty podwodne wraz z większością załóg. Mimo to zdecydowali się uderzyć jeszcze raz.

Do trzech razy sztuka

14 listopada 1941 roku zaczął się najczarniejszy miesiąc Royal Navy na Morzu Śródziemnym. Tego dnia zatonął na podejściach do Gibraltaru lotniskowiec Ark Royal. Jedenaście dni później trzy torpedy zatopiły pancernik Barham w trakcie rajdu na włoskie konwoje.

Odznaka 10. Flotylli Lekkiej (il. Ronnin45, CC BY-SA 3.0)

Flota Śródziemnomorska pozostała z dwoma pancernikami zakotwiczonymi w Aleksandrii, które miały stać się celem dla komandosów z 10. Flotylli Lekkiej, znanej szerzej jako Decima MAS. Była to jedna z najlepiej przygotowanych do wojny włoskich formacji zbrojnych. Świetnie wyszkolona, składająca się z ochotników, stała się zmorą brytyjskich baz morskich.

Do akcji przeciw Aleksandrii Włosi skierowali cztery załogi torped Maiale. Składały się wyłącznie z ochotników, którzy zdawali sobie sprawę, że ich szanse na powrót z akcji były niewielkie. Komandosów miał dostarczyć do wybrzeży Egiptu okręt podwodny Sciré dowodzony przez samego „Czarnego Księcia”, Junio Borghese. Cała akcja miała przebiegać w ścisłej tajemnicy, dlatego załogi przerzucono samolotem na wyspę Leros, skąd miały wyruszyć na pokładzie Sciré w kierunku przeznaczenia.

14 grudnia okręt „Czarnego Księcia” wyszedł w morze i skierował się ku Aleksandrii. Korzystając z dokładnych informacji o zastosowanych przez Brytyjczyków środkach obrony i przestrzegając ciszy radiowej, Włosi zbliżali się do brytyjskiej bazy, w ciągu dnia płynąc w zanurzeniu, a nocami wychodząc na powierzchnię. Wieczorem 17 grudnia dowódca Sciré został poinformowany, że w aleksandryjskim porcie stoją oba brytyjskie pancerniki.

18 grudnia o 18.40 okręt podwodny znalazł się w miejscu odległym o 1,3 mili od latarni morskiej znajdującej się w zachodniej części portu. Gdy tylko zapanowały ciemności, komandosi opuścili okręt i zajęli miejsca na swoich torpedach. Spokojne morze i oświetlony port ułatwiły sterowanie. Gdy załogi zbliżyły się do zagród sieciowych, okazało się, że zostały one otwarte. Przyczyną tego był powrót brytyjskich niszczycieli z 4. Dywizjonu. Wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności Włosi mogli wpłynąć na redę wewnętrzną, unikając czasochłonnych poszukiwań przerw pomiędzy przeszkodami.

Świnie w porcie

Jako pierwsza swój cel osiągnęła załoga w składzie Luigi de la Penne i Emilio Bianchi. Przepłynąwszy obok internowanych francuskich okrętów, w tym pancernika Lorraine, dotarła do pancernika HMS Valiant, minęła rozwinięte wokół niego zagrody sieciowe i znalazła się 30 metrów od celu. W tym momencie ich Maiale zatonęła. De la Penne zanurkował po nią, ale nie mógł znaleźć swojego pomocnika. Nie mogąc uruchomić silnika (w śruby zaplątała się stalowa lina), mając przeciekający kombinezon, zdecydował się samotnie przeciągnąć ważący 300 kg (sic!) ładunek wybuchowy.

Okręt podwodny Sciré, który dostarczył włoskich komandosów w pobliże bazy w Aleksandrii (fot. domena publiczna)

Po 40 minutach marszu po dnie znalazł się pod centralną częścią kadłuba, ustawił zapalnik na godzinę 6.00 miejscowego czasu i wypłynął na powierzchnię. Następnie podpłynął do beczki cumowniczej, gdzie odnalazł swojego pomocnika, Bianchiego, który ukrywał się tu, by nie wszczynać alarmu. O 3.30 obaj zostali zauważeni przez Anglików, wzięci na pokład pancernika i tam poddani przesłuchaniu. Nie udzielili odpowiedzi na żadne pytanie, więc zostali odprowadzeni do karceru, który znajdował się niedaleko miejsca, pod którym umiejscowiony był ładunek wybuchowy.

10 minut przed wybuchem de la Penne zażądał spotkania z dowódcą okrętu, komandorem Morganem. Poinformował go o zbliżającym się wybuchu. Następnie o 6.15 nastąpiła eksplozja, która wstrząsnęła całym okrętem. Pancernik przechylił się o około 5°, po czym osiadł na dnie. Tego samego dnia obaj Włosi zostali przewiezieni do obozu jenieckiego.

Druga załoga, którą tworzyli komandosi Antonio Marceglia i Spartaco Schergat, również przekroczyła zagrody sieciowe okalające jej cel – pancernik HMS Queen Elizabeth. Bez przeszkód udało jej się dostać w pobliże okrętu i założyć ładunek wybuchowy pod jego kadłubem. Następnie Włosi uruchomili zapalnik zegarowy i zaczęli się wycofywać. Po minięciu zagród sieciowych rozrzucili przygotowane wcześniej bomby zapalające, które miały spowodować pożar rozlanego w wyniku wybuchu paliwa, i popłynęli w stronę lądu, gdzie dotarli o 4.30 po wcześniejszym zatopieniu torpedy.

HMS Queen Elizabeth w porcie w Aleksandrii, w czasie II wojny światowej. Wizyta emira Mansura, syna króla Arabii Saudyjskiej (fot. E.E. Allen, ze zbiorów Imperial War Museum, IWM Non Commercial Licence)

Komandosi wydostali się z portu i ruszyli w kierunku dworca kolejowego, skąd pomaszerowali do Rosetty. W jej pobliżu na wszystkich uczestników akcji miał oczekiwać okręt podwodny Zaffiro. Dwójka Włochów dotarła do miasta, gdzie spędziła noc, a następnie udała się ku wybrzeżu. Tu zostali zatrzymani przez egipską policję, która przekazała ich w ręce Anglików.

Admirał Andrew Cunningham w 1947 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, IWM Non Commercial Licence)

Ostatnia załoga, Vincenzo Martelotta i Mario Marino, miała zaatakować znajdujący się w porcie lotniskowiec, jednak nie zdołała go odnaleźć w porcie. Zgodnie z wcześniejszymi wytycznymi komandosi skierowali się wobec tego do znajdujących się w bazie zbiornikowców. O 2.55 podłożyli ładunek wybuchowy pod kadłubem jednego z nich, a następnie porozrzucali w basenie portowym, w odległości 100 metrów od zbiornikowca, ładunki zapalające. Po zniszczeniu swojej torpedy i sprzętu wydostali się na brzeg, gdzie zostali aresztowani przez egipską policję.

O 5:56 nastąpił pierwszy wybuch – eksplodował ładunek podłożony przez Martelottę i Marino pod kadłubem wypełnionego ropą zbiornikowca Sagona. Uszkodzeniu uległ wówczas pobierający paliwo niszczyciel Jervis. 20 minut później nastąpiła detonacja ładunku pod kadłubem Valianta, około 6.20 zaś – pod kadłubem Queen Elizabeth. Siła tego wybuchu była tak ogromna, że znajdujący się na pancerniku admirał Cunningham został wyrzucony w powietrze, jak sam później pisał w autobiografii: „poczułem, jak unoszę się w powietrze na kilka stóp, ale szczęśliwe wylądowałem i momentalnie ujrzałem unoszącą się chmurę czarnego dymu”. Ciężko uszkodzony flagowy okręt Floty Śródziemnomorskiej niemal całym kadłubem skrył się pod wodą.

Zniszczenia na Jervisie okazały się niewielkie i po miesiącu dokowania niszczyciel wrócił do służby. Z kolei Valiant przeszedł kapitalny remont w Durbanie i był gotów do walki dopiero w 1943 roku. Najciężej uszkodzony był Queen Elizabeth. Został prowizorycznie naprawiony w Aleksandrii, a następnie opłynął Afrykę i udał się do bazy marynarki amerykańskiej w Norfolk, gdzie poddano go gruntownej renowacji. Do akcji wrócił dopiero w lipcu 1943 roku.

Niewykorzystany sukces

Wielki sukces Włochów nie został przez nich wykorzystany, mimo iż wbrew obiegowym opiniom zdawali sobie sprawę z powodzenia misji. W kwietniu 1942 roku sam Winston Churchill wyraził w Izbie Gmin zdziwienie, że armia Mussoliniego nie skorzystała z okazji i nie dokonała z końcem 1941 roku desantu w Egipcie. Wybrzeża nie byłoby komu bronić – Flota Śródziemnomorska mogła przeciwstawić włoskim pancernikom tylko kilka lekkich krążowników i mniejszych okrętów. Przyczyna tego zaniedbania pozostaje nieznana – być może zadecydowała odmowa przesłania posiłków przez Hitlera.

HMS Valiant, ok. 1939 r. (fot. ze zbiorów State Library of Victoria, domena publiczna)

Po powrocie z rajdu Junio Borghese utracił stanowisko dowódcy Sciré – sztab włoskiej marynarki nakazał mu skupić się na kierowaniu operacjami podwodnymi 10. Flotylli. Dzięki temu „Czarny Książe” przeżył wojnę, bo jego ukochany okręt podwodny zatonął latem 1942 roku w trakcie próby przeprowadzenia w porcie w Hajfie akcji podobnej do tej z Aleksandrii.

Wiosenna próba ponownego wejścia do aleksandryjskiej bazy zakończyła się porażką. Włosi nie wzięli od uwagę wzmocnionej obrony i zmian prądów morskich, co poskutkowało utratą trzech wziętych do niewoli załóg. Jeden z dowódców stwierdził potem, że łatwiej było wejść komandosom do portu w Aleksandrii niż włoskiemu lotnictwu przeprowadzić dokładny zwiad.

unio Valerio Borghese (fot. domena publiczna)

Po kapitulacji Włoch Borghese pozostał wierny Mussoliniemu i stworzył z żołnierzy swojej flotylli dywizję piechoty, jeden z najlepszych oddziałów Republiki Salo. Jego powojenne losy mogłyby stanowić kanwę świetnego filmu kryminalnego – wystarczy wspomnieć, że w 1955 roku wiązano go z zatonięciem należącego do ZSRR byłego włoskiego pancernika Giulio Cesare, który w niewyjaśnionych okolicznościach poszedł na dno w sewastopolskim porcie.

Po 8 września 1943 roku cała szóstka komandosów pojmanych przez Anglików opowiedziała się po stronie Aliantów. W czerwcu 1944 roku Luigi de la Penne wziął udział w akcji połączonych włosko-brytyjskich sił specjalnych przeciw przejętym przez Niemców krążownikom Bolzano i Gorizia. W tym samym roku Anglicy przekazali uczestnikom rajdu na Aleksandrię złote medale za odwagę przyznane im swego czasu przez Mussoliniego. Wręczył je im osobiście szef alianckiej misji we Włoszech, admirał Morgan – ten sam, który w grudniu 1941 dowodził zatopionym przez de la Penne Valiantem.

Akcja w Aleksandrii, mimo że słabo pamiętana, jest jednym z najlepszych przykładów odwagi włoskiego żołnierza w II wojnie światowej. Unieszkodliwienie w ciągu jednej nocy dwóch pancerników było niezaprzeczalnym sukcesem – tyle samo okrętów tej klasy zatopiły niemieckie u-booty w ciągu całych sześciu lat wojny. Udany atak sześciu nurków na bazę morską był też impulsem do rozwoju morskich sił specjalnych we wszystkich państwach świata. Warto o tym pamiętać, gdy ktoś znów wspomni przy nas o tym, że Włoscy żołnierze byli tchórzami.

Bibliografia

  • Charles Eade, Secret Session Speeches, Cassell and Company, London 1946.
  • Junio Valerio Borghese, Morskie Diabły, Finna, Gdańsk 2005.
  • Aldo Cochia, Submarines attacking Adventures of Italian Naval Forces, Wiliam Kimber and Co., London 1956.
  • Andrew Browne Cunningham, A sailor’s odyssey: the autobiography of Admiral of the Fleet Viscount Cunningham of Hyndhope, Hutchinson, London 1951.
  • Waldemar Benedyczak, Samotni wojownicy, Lampart, Warszawa 1995.
  • Paolo Crociani, Italian Navy & Air Force Elite Units & Special Forces 1940–45, Osprey Publishing, Oxford 2013.
  • Rafał Mariusz Kaczmarek, „Świnie” w porcie aleksandryjskim, „Morze, Statki i Okręty, numer specjalny 6, 1/2011.
  • Paul Kemp, Underwater Warriors, Brockhampton Press, London 1999.
  • Richard O’Neill, Samobójcze oddziały Broń specjalnego ataku państw „osi” i państw alianckich w II wojnie światowej; konstrukcje i misje bojowe, Sensacje XX Wieku, Warszawa 1996.
  • Lawrence Paterson, Desperaci Dönitza. Niemieckie żywe torpedy i bezzałogowe łodzie podwodne, Bellona, Warszawa 2008.
  • Andrzej Perepeczko, Komandosi głębin miniaturowe okręty podwodne i żywe torpedy w akcji, AJ-Press, Gdańsk 2001.
Udostępnij

Sławomir Mamoń

Absolwent Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, nauczyciel historii i modelarz amator. Pasjonat historii II wojny światowej (z naciskiem na oddziały specjalne państw Osi) i schyłkowego okresu cesarstwa rzymskiego.

Sławomir Mamoń