Było jednym z najradośniejszych, najbardziej rozśpiewanych i roztańczonych świąt.  Dziś już mało kto pamięta o Rodusiu, majeniu domów czy słupie majowym.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, Pięćdziesiątnica, Zielone Świąt – jakiej nazwy nie użyć, wciąż chodzi o to samo – jedno z najważniejszych świąt kościoła katolickiego. Obchodzone jest na pamiątkę objawienia trzeciej osoby Trójcy Świętej i przypada 49 dni po Wielkiej Nocy. Mimo jego ogromnego znaczenia, nie jest jednak świętowane tak uroczyście jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Nie zawsze jednak tak było…

Stado, rusałczy tydzień i święto wiosny

Jeszcze niedawno Zielone Świątki były nie tylko kościelną uroczystością, ale też ważnym świętem ludowym, pełnym śpiewów, tańców i beztroskiej zabawy. Wiele praktykowanych przez wieki zwyczajów swe korzenie miało w pradawnych tradycjach słowiańskich, gdyż już w czasach pogańskich ludy zamieszkujące nasze ziemie uroczyście świętowały pełnię wiosny i starały się wkupić w łaski bóstw związanych z płodnością.

Rusałki (młode, długowłose, nagie kobiety) kąpią się przy brzegu jeziora w świetle Księżyca prześwitującym przez chmury.
Najważniejsze to pozbyć się rusałek (obraz Konstantina Makowskiego)

Jedną z najważniejszych słowiańskich uroczystości było Stado, o którym wspominał m.in. Jan Długosz. Podczas jego obchodów organizowano igrzyska sportowe, tańce i śpiewy, palono ogniska, a wszystko po to, by uczcić bóstwa płodności i wychwalać piękno i bogactwo wiosny. Nie można wykluczyć, że zabawy te kończyły się w sposób hulaszczy i lubieżny. Taką też wizję przedstawił Józef Ignacy Kraszewski w „Starej Baśni”:

Szał czasem opanowywał nad ranem te gromady i dziksze z nich szły jak „stada” w las, porywając gwałtownie dziewczęta. Zwano też te szały „stadem”. Rodzina jednak każda pilnowała swoich i stała na czatach, aby do „stada” nie dopuścić i od porywania obronić.

Dodatkowo pełnia wiosny była odpowiednim momentem, by zacząć przeciwdziałać demonom wodnym, które jako istoty bardzo wredne mogły doprowadzić do nieurodzaju, jak również licznych utonięć w sezonie letnim. Robiono więc wszystko by pozbyć się rusałek, nimf wodnych i innych wodnych potworów z okolicy. Było to na tyle ważne, że na Rusi świętowanie wiosny trwało tydzień i nosiło nazwę rusałczego tygodnia.

Dwie młode kobiety w strojach ludowych wieszają gałązki drzew nad progiem domu.
Majenie domów na Zielone Świątki w Bronowicach, 1930 rok (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-F-109-11, domena publiczna)

W późniejszym czasie uroczystości te stały się świętem wiosny obchodzonym w okolicach katolickiej Pięćdziesiątnicy. Wkrótce zaczęto obie tradycje ze sobą łączyć, a zwyczaje pogańskie zaczęły mieszać się z chrześcijańskimi.

Nasza izba umajona

Zielone gałązki zatknięte za obrazy, kwiaty w wazonach, gałęzie brzozy przy drzwiach i w kątach pokoi. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach tataraku, bo jeśli tylko się dało kalmusowym zielem wykładano całe podłogi. Udekorowane na zielono – głównie brzozą – było też całe obejście. Właśnie tak jeszcze kilkadziesiąt lat temu na Zielone Świątki wyglądał każdy dom i każde gospodarstwo. Taki obraz polskiego domostwa ukazała też Maria Konopnicka w wierszu „Zielone Świątki”:

Nasza izba umajona,

Tatarakiem obstawiona,

Tatarakiem, wodną trzciną

I czeremchą i kaliną.

Zielone Święta

La, la, la, la!

Majenie praktykowane było w całej Polsce. Stroiło się wszystko, co związane z gospodarstwem, by zapewnić sobie dobry byt, płodność i obfite plony w nadchodzącym sezonie. Był jeszcze jeden ważny powód takiego postępowania, który nie podobał się zwłaszcza klerowi – miało to służyć odstraszeniu demonów wodnych, które mogłyby sprowadzić nieurodzaj.

Roduś, Roduś!

Jak już wspomniano, majone było całe gospodarstwo, w tym również bydło. Zwierzęta przystrajano białym płótnem, do którego przyczepiano wstążki, a na łby nakładano im wianek z kwiatów. Zwykle zajmował się tym parobek, który za takie zaklinanie – to również miało powodować większą płodność, jak i obfitość mleka – dostawał drobne od gospodarza.

W niektórych regionach Polski, głównie na Podlasiu i Kujawach, takie wystrojone bydło oprowadzano po wsi w otoczeniu muzyków, wśród śpiewów i dźwięków trzaskających biczy. Czasem na takiego umajonego woła sadzano słomianą kukłę, rzadziej żywego jeźdźca. Na ulicach podczas tzw. wołowego wesela gromadziły się tłumy, które za pędzonym bydłem wesoło wołały „Roduś! Roduś!” i obdarowywały parobków pieniędzmi.

Skąd się wziął Roduś? Wiadomo, że tradycja ta na ziemiach leżących w dorzeczu środkowej i dolnej Łaby istniała już w X wieku. Wszystko wskazuje więc na to, że przywoływany Roduś to Rod – słowiańskie bóstwo płodności.

Na szarym tle na przekątnej pocztówki leży brzozowa gałązka z liśćmi, a na niej dwa chrząszcze. Poniżej w prawym dolnym rogu ozdobny napis „Wesołych Zielonych Świąt”
Pocztówka zielonoświątkowa z 1915 roku (domena publiczna)

Królowie na polach

Oprowadzanie bydła po wsi często kończyło się kolejną zielonoświątkową zabawą – wyścigami w pędzeniu wołów. Zwykle wyznaczano metę na okolicznym wzgórzu, a parobek, który najszybciej doprowadził swoje zwierzęta do celu, uzyskiwał tytuł króla (najszybsza dziewczyna stawała się królową). Królewska para otrzymywała ozdobny strój, a następnie wyznaczała funkcje pozostałym uczestnikom zabawy. Cała ta wesoła ferajna obchodziła domy i gospody, by zebrać datki na wieczorną ucztę.

Innym zwyczajem było wybieranie najładniejszej dziewczyny w miejscowości i koronowanie jej wiankiem z kwiatów na królewnę. Następnie oprowadzano ją w towarzystwie innych panien, śpiewając i tańcząc, granicami pól. Po okolicy niosło się wówczas: „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi”.

Dwa chrząszcze jadą na czerwonym motocyklu. Jeden z nich trzyma gałązkę brzozową. Taką samą gałązką przyozdobiona jest kierownica motocyklu. U dołu napis: „Frohes Pfingstfest” - „Wesołego dnia Pięćdziesiątnicy!”
Pocztówka zielonoświątkowa z Niemiec. Chrząszcze majowe to jedno z symboli tego święta (pocztówka ze zbiorów Izoldy Wysieckiej)

Oprócz urodzaju miało to również zapewnić opuszczenie tych ziem przez rusałki. Według wierzeń to właśnie na Zielone Świątki przypadało zakończenie aktywności tych pradawnych nimf wodnych. Należało je wyprowadzić poza granice wsi, dzięki czemu m.in. możliwa była kąpiel w okolicznych rzekach i jeziorach bez lęku o utonięcie.

Wszystko to kończyło się całonocną zabawą pełną śpiewów i tańców. Oba te zwyczaje były też bardzo źle postrzegane przez Kościół i przez wieki potępiane jako zbyt hulaszcze i lubieżne.

Kawalerowie – do dzieła

Kolorowy rysunek (akwarela?) przedstawiający drewniany słup, po którym wspina się chłopiec, by dosięgnąć do znajdującej się na szczycie zielonej platformy. U stóp słupa stoi czwórka dzieci: dwóch chłopców i dwie dziewczynki.
Słup majowy na niemieckiej pocztowce (pocztówka ze zbiorów Izoldy Wysieckiej)

Zielone Świątki, jako wyznacznik pełni wiosny, były też idealnym momentem, by starać się o uwagę ukochanej. W tym celu kawaler w środku nocy stawiał pod oknami swej wybranki słup majowy – wysoki pień sosny, na którego szczycie mocował bukiet bądź wieniec z kwiatów udekorowany wstążkami. Oczywiście im bardziej był okazały, tym lepiej spełniał swoją rolę.

Uwagę wybranki można było też przyciągnąć w inny sposób. Czasem stawiano takie słupy na środku wsi, a na ich szczycie umieszczano fant ufundowany przez lokalnego wielmożę. Mogła to być butelka wódki, para butów czy kamizelka, a młodzieńcy rywalizowali ze sobą, próbując wspiąć się na szczyt tego drzewka majowego. Czasem, dla dodatkowej zabawy, maik ten smarowany był mydłem lub olejem. Zwycięzca zdobywał nagrodę i zapewne uznanie niejednej panny. Również i w tym wypadku wszystko kończyło się radosną zabawą ze śpiewami i tańcami wokół przystrojonego pala.

Pełnia wiosny jest też połączona z wyzwolinami – swego rodzaju chrztem bojowym przyszłych pasterzy. Smagano ich młodymi witkami, a także dawano im dodatkowe zadania i wyzwania. I znów obchody te przeradzały się w całonocną zabawę, bo po przejściu wyzwolin należało innym, doświadczonym parobkom, postawić wódkę i jadło.

Wszystko idzie w zapomnienie

Jeszcze w przedwojennej Polsce radosne obchodzenie Zielonych Świątek było czymś naturalnym. Zapewne część tradycji zanikła pod naciskiem Kościoła, który nie godził się na łączenie tak ważnego święta katolickiego z rozpustnymi i hulaszczymi zwyczajami wynikającymi z pradawnych tradycji pogańskich. Mimo iż w Niemczech wiele symboli związanych z tymi dniami zachowało się do dziś (m.in. wciąż jako ozdobę wystawia się na rynkach słupy majowe, a różnym produktom spożywczym nadaje się charakterystyczne kształty, np. chrząszczy), to obchody tego święta w czasach okupacji właściwie zanikły.

W Polsce Ludowej m.in. w Głosie Ostrowskim pisano:

Od lat pojęcie Zielonych Świąt kojarzy się nam z zapachem młodej brzeziny i tataraku, którymi i lud wiejski na wsi, i miasta polskie kraszą po odświętnych porządkach izby swych mieszkań. […] Od lat też długich pojęcie Zielonych Świąt kojarzy się z pojęciem święta wsi polskiej, z pojęciem Święta Ludu Polskiego i pojęciem Świąt Chłopskich.

Niestety, do dziś niewiele z tego przetrwało…

Bibliografia

  • Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce, wyd. Verbinum, Warszawa 2001.
  • Ogrodowska Barbara, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, wyd. Muza, Warszawa 2012.
  • Wojtyński Jan, Zielone Święta – Ludowe Święta, „Głos Ostrowski”, 1948, nr 120 (369), s. 1.