W listopadzie 2018 roku na terenie kompleksu piramid w Sakkarze niedaleko Kairu dokonano ciekawego odkrycia. Znajdowały się tam dziesiątki mumii: kotów, psów, a nawet skarabeuszy. Nie jest to ani pierwsze takie znalezisko, ani jedyny sposób celowego zachowywania ciał zwierząt po śmierci.

Potrzeba utrwalenia fauny nie wynikała wyłącznie z kwestii religijnych i nie dotyczyła tylko rodzimych gatunków. Inność i egzotyka od zawsze budziła ludzką ciekawość. Starano się więc zachować wizerunki zwierząt widzianych podczas dalekich podróży, zarówno dla samych siebie, jak i innych osób. Dlatego też osoby powracające w rodzinne strony przywoziły niekiedy żywe eksponaty, które następnie stawały się obiektami podziwu w pierwszych menażeriach. Transport zwierząt był jednak kosztowny, a wiele z nich nie przeżywało drogi do Europy. Szukano więc innych metod uwieczniania fauny, by poszczególne egzemplarze odzwierciedlały wygląd prezentowanych organizmów w środowisku naturalnym.

Choć londyńska Tower znana jest przede wszystkim jako więzienie, mieściła się tam również królewska menażeria. Na zdjęciu nawiązujące do tego faktu rzeźby przedstawiające egzotyczne zwierzęta autorstwa Kendry Haste (fot. Gyula Péter, CC BY 3.0)

Utrwaleniu obrazów z dalekich wojaży często służyły więc relatywnie tanie do wykonania ilustracje szkicowane z natury. Stanowiły one uzupełnienie relacji podróżników, pomagały słuchaczom i czytelnikom wyobrazić sobie m.in., jakie przedziwne istoty zamieszkują dalekie lądy. Rysunki wymagały jednak zdolnego artysty, a i tak nie były w stanie oddać w pełni doświadczenia nieznanego w jego rodzinnych stronach. Problem stanowiło również właściwe odwzorowanie koloru.

Inną formą zachowywania wizerunków fauny było zbieranie najtrwalszych elementów zwierząt. Wśród eksponatów wytrwanych kolekcjonerów nigdy nie brakowało kości, piór, muszli, skorup czy poroży. Nie było to jednak wystarczające. Wybierano więc różne sposoby unieśmiertelniania okazów, m.in. poprzez konserwację ich zwłok.

Suszenie

Pierwsze i zarazem najprostsze techniki konserwacji martwych zwierząt znane były już w prehistorii. Najstarsze poświadczające to znaleziska, z Peru i Chile, pochodzą sprzed 10 tysięcy lat. Są wśród nich wysuszone skóry rozpięte na drewnianych lub kościanych ramach. W renesansie rozwinięto tę metodę: po odwodnieniu całego organizmu stosowano jeszcze lakierowanie, aby wydobyć barwę skóry. Technika ta nie ograniczała się jednak tylko do fauny. W tym okresie pojawiły się także pierwsze zielniki z wysuszonymi roślinami, które były rozprasowywane, a następnie przytwierdzane do papieru.

W większości wczesnych gabinetów osobliwości, jak widać to na zachowanych rycinach obrazujących ich wnętrza, pokazywane były przede wszystkim elementy zwierząt, które nie podlegały rozkładowi: rogi, szkielety, czaszki czy muszle. We wnętrzu kopenhaskiej wunderkamery należącej do duńskiego lekarza i antykwariusza Ole Worma (1588–1654), ukazanej na miedziorycie z 1655 roku, dominują duże skorupy żółwi, a także wysuszone przykłady gadów: krokodyli, jaszczurek i węży.

Rycina z 1655 roku przedstawiająca gabinet osobliwości Ole Worma (Museum Wormianum) w Kopenhadze

Okazy prezentowano w charakterystyczny dla tego czasu sposób – sztywne i wyprostowane. Ciała w trakcie suszenia były rozpinane, a wspomniany lakier dodatkowo je impregnował. Oprócz tego w Museum Wormianum znajdowały się różnego rodzaju skamieniałości i eksponaty, które dzisiaj nazwalibyśmy etnograficznymi. Skarby te, skatalogowane przez syna Worma, Willuma, zostały zakupione przez Fryderyka III Oldenburga do zbiorów królewskich w Kopenhadze.

Inny sławny nowożytny gabinet osobliwości, znajdujący się w Palazzo Orsini di Gravina w Neapolu, należał do aptekarza Ferrante Imperato (1525?–1615?). Został on przedstawiony na rycinie z jego książki Dell’Historia Naturale (Neapol 1599). Na kolekcję tego gabinetu składał się zielnik, muszle, ptaki, morskie zwierzęta, skamieniałości, minerały i kamienie szlachetne.

W pracy nad spisywaniem spostrzeżeń badawczych pomagał Imperato jego syn, Francesco, który widoczny jest na wspomnianej ilustracji. Pokazuje on wskaźnikiem eksponaty odwiedzającemu gabinet. Na grafice ukazane zostały także liczne wysuszone gady i płazy. Dominującym obiektem przyrodniczym jest wiszący u sufitu krokodyl.

Rycina z książki Ferrante Imperato Dell’Historia Naturale (1599 rok) ukazująca jego gabinet osobliwości w Neapolu

Mumifikacja

Następna technika preparowania wiąże się zwłaszcza z kulturą i wierzeniami religijnymi starożytnego Egiptu, gdzie mumifikacji poddawano także zwierzęta. Nie posiadamy, niestety, egipskich źródeł opisujących ten proces, znamy natomiast relację Herodota (V w. p.n.e.), greckiego historyka, który wspominał również o stosowaniu tej metody wobec fauny:

Zdechłe koty zanosi się do świętych komór w mieście Bubastis, gdzie po zabalsamowaniu są grzebane; psy zaś każdy w swoim mieście grzebie w świętych komorach. Tak samo jak psy grzebane są ichneumony [mangusty egipskie – przyp. aut.]. Kretomysze zaś i sokoły odnoszą do miasta Buto, ibisy do Hermupolis. Niedźwiedzie [zapewne syryjskie, przyp. aut.], które należą do rzadkości, i wilki, które niewiele większe są od lisów, grzebią tam, gdzie znajdą je leżące.

Każdy gatunek, jak widać z opisu, posiadał osobną nekropolię. Warto dodać, że poza kotami małymi balsamowano również wielkie – np. lwy. Wszystkie uważane były za święte i przeznaczano je bogini Bastet. Poza wymienionymi wyżej gatunkami mumifikowano także krokodyle, kobry, a nawet skarabeusze. Zakonserwowane osobniki mogły być wkładane do ozdobnych sarkofagów z drewna lub granitu i grzebane w indywidualnych lub masowych grobach.

Mumie kotów w londyńskim British Museum (fot. Mario Sánchez, CC BY-SA 2.0)

Mumifikowane zwierzęta nie były tylko składane w ofierze bóstwom. Mogły np. towarzyszyć dawnym właścicielom w życiu po śmierci albo też stanowić ich pożywienie – wówczas chowano je obok ludzi, a w tym drugim przypadku balsamowano jedynie ich jadalne części.

Proces mumifikacji polegał na usunięciu wnętrzności, wysuszeniu lub soleniu i zabalsamowaniu ciała z wykorzystaniem nasączanych lnianych bandaży, z którymi do dziś kojarzy się wizerunek mumii. Egipcjanie zawsze pozostawiali w ciele serce, gdyż według ich wierzeń musiało ono zostać zważone w trakcie ostatecznego sądu Ozyrysa. Herodot opisał szerzej trzy odmiany tego procesu stosowanego względem ludzi, które wynikały z zamożności zmarłych. Najlepiej dziś kojarzona metoda dotyczyła najbogatszych osób:

Naprzód zakrzywionym żelazem wyciągają przez dziurki od nosa mózg, przy czym jedną jego część tak właśnie wydobywają, a resztę przez wlanie rozczynników. Potem ostrym, kamiennym nożem etiopskim robią cięcie w pachwinie i wyjmują wszystkie wnętrzności. Po oczyszczeniu jamy brzusznej i przepłukaniu jej winem palmowym, jeszcze raz wycierają roztartymi wonnościami. Wreszcie napełniają brzuch czystą roztartą mirrą, cynamonem i innymi wonnościami — prócz kadzidła ofiarnego — i znowu go zaszywają. Uporawszy się z tym, wkładają zwłoki do sody i trzymają w ukryciu przez dni siedemdziesiąt; dłużej nie wolno balsamować.

Kiedy upłynie siedemdziesiąt dni, myją trupa, owijają całe jego ciało pociętymi z płótna byssosu [bisioru – przyp. aut.] opaskami, smarując je gumą [żywicą olibanową – przyp. aut.], którą Egipcjanie zazwyczaj posługują się zamiast kleju. Następnie krewni otrzymują zwłoki z powrotem i każą sporządzić drewnianą trumnę w kształcie człowieka, w której zamykają zwłoki. Zamknięte przechowują niby skarb w komorze grobowej, stawiając je w prostej pozycji pod ścianą.

Pozostałe, mniej staranne metody, polegały na oczyszczeniu ciała i zachowaniu tylko skóry oraz kości. W kosztowniejszym z tych sposobów do rozpuszczania wnętrzności używano oliwy cedrowej, a w uboższym – sody.

Sarkofag na mumię ibisa (ok. 305–30 r. p.n.e.) w nowojorskim Brooklyn Museum. Wykonany został z drewna, srebra, złota i kwarcu (fot. Brooklyn Museum, Charles Edwin Wilbour Fund 49.48)

Zwierzęta mumifikowano także w późniejszych epokach, przynajmniej do drugiej połowy XVIII wieku, choć nie w celach religijnych, a raczej sentymentalnych czy, przede wszystkim, naukowych. Jednak w wyniku balsamowania nie uzyskiwano dobrych efektów wizualnych. Mumifikacja była procesem dobrze utrwalającym, chroniła także przed grzybami i insektami, ale mocno zniekształcała obiekt. Powodowało to zmiany w wyglądzie tkanek oraz utratę prawidłowej barwy ze względu na utlenianie, użycie soli i innych substancji konserwujących.

Konserwacja w roztworze

Zwierzęce preparaty zakonserwowane w roztworze (Frederik Ruysch, „Opera omnia”, Amsterdam 1710)

Kolejnym stosowanym powszechnie w starożytności sposobem zachowywania zwierzęcych eksponatów było ich moczenie w morskiej wodzie lub w roztworze solanki, co odnotował także wspomniany Herodot. Stosowano również ocet, miód i olej. Od ok. 1000 roku zakonserwowanych w ten sposób przedstawicieli fauny przechowywano w zapieczętowanych skrzynkach czy szkatułach. W XVII wieku zastąpiły je szczelnie zamknięte szklane słoje.

Wysokoprocentowy alkohol stosowano w celu zabezpieczania żywności już w średniowieczu. Do preparowania eksponatów naukowych – m.in. małych zwierząt – używano go przynajmniej od drugiej połowy XVII wieku. Wykorzystywano roztwór wina, w którym było co najmniej 50% czystego alkoholu etylowego, a także arak, rum i brandy.

Dzięki tej metodzie prezentowane zwierzęta uzyskiwały charakterystyczny skręt ciała. Należało je bowiem umieścić w słojach, które były kosztowne. Wybierano zatem jak najmniejsze naczynia, a osobniki układano w pierścienie. Efektem tego jest zmiana w ilustracji naukowej, również żywych zwierząt. Poszczególne gatunki, szczególnie węże, przestały być rysowane jako proste, wrzecionowate istoty, a nacisk kładziono na nienaturalny skręt ich ciała. Alkohol powodował także zmianę koloru skóry niektórych gatunków np. zielony z natury boa psiogłowy (Corallus canninus) stawał się niebieskawy. Tak też często przedstawiany był w katalogach i wczesnych albumach historii naturalnej.

Słoje z preparatami ukazane są na rycinach autorstwa Cornelisa Huybertsa zamieszczonych w traktacie medycznym holenderskiego botanika i anatoma, pioniera technik konserwacji narządów i tkanek, Frederica Ruyscha (1638–1731) pt. Opera omnia (Amsteram 1721). Widać na nich, że dokonywał on we własnym muzeum osobliwości aranżacji artystycznych swojego zbioru. Niewątpliwie są to nieco fantastyczne wyobrażenia tej kolekcji. W sumie jego preparaty obejmowały ponad 2 tys. próbek anatomicznych, patologicznych, zoologicznych i botanicznych, które zostały zachowane przez suszenie, balsamowanie lub właśnie zanurzanie w roztworach.

Boa psiogłowy (Corallus canninus), wąż o intensywnym, zielonym kolorze. W wyniku konserwacji w alkoholu jego skóra zmieniała barwę na niebieskawą (fot. Derek Ramsey, CC BY-SA 2.5)

Ten sam sposób konserwacji stosował Albertus Seba (1665–1736), duński farmaceuta, zoolog i kolekcjoner. Na swoim portrecie trzyma jaszczurkę zachowaną w słoju z roztworem. Za nim znajduje się także pokaźny zbiór podobnych preparatów. Zgromadzone przez siebie eksponaty sprzedał w 1717 roku Piotrowi Wielkiemu, który był także wielkim wielbicielem kuriozów natury. Car ten wzniósł w Petersburgu w 1727 roku specjalny budynek nad brzegiem Newy, zwany po prostu Kunstkamerą. Było to pierwsze muzeum w Rosji, a kolekcja Seby stanowiła jedną z podstaw prezentowanego zbioru.

Albertus Seba ze swoją kolekcją osobliwości. W słojach widoczne są zatopione w alkoholu eksponaty zwierzęce (grafika z 1731 r. autorstwa Jacobusa Houbrakena na podstawie obrazu Jana Mauritsa Quinkharda)

Szczegółowe wytyczne dotyczące przechowywania okazów w słojach przedstawiali także podróżnicy, którzy musieli zadbać o ich transport. Edward Bancroft (1744–1821) po wyprawie do Gujany opublikował w 1769 roku książkę, w której opisał swoje metody konserwacji (tłumaczenie własne):

Kiedy wąż zostanie zabity, należy go najpierw umyć i uwolnić od wszelkiego brudu i nieczystości; następnie wkłada się go do szkła odpowiedniego rozmiaru, najpierw ogon, a potem resztę ciała, zwijając go w spiralne, wznoszące się okręgi, prezentując zawsze grzbiet, który jest najpiękniejszy. Nić z nanizanym małym szklanym koralikiem, dzięki igle przechodzi przez górną szczękę od wewnątrz na zewnątrz, a następnie przez korek butelki, gdzie musi być zamocowana: w ten sposób głowa zostanie przymocowana w naturalnej pozycji, a usta będą otwarte i przytrzymywane przez koralik, przez co zęby i tym podobne zostaną odsłonięte.

Szkło należy następnie napełnić rumem, a korek zamknąć, aby zapobiec jego wietrzeniu. Następnie na wosku nad korkiem należy umieścić etykietę zawierającą nazwę i właściwości węża. W ten sposób wąż będzie wyglądał pięknie i będzie mógł być przechowywany przez wiele lat, a roztwór nie osłabi ani nie zmieni blasku jego kolorów.

Taksydermia

Najstarszą wzmiankę o taksydermii – technice wypychania zwierząt – znaleźć możemy w traktacie Fryderyka II Hohenstaufa, uczonego władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego, pt. De arte venandi cum avibus („O sztuce polowania z ptakami”) z lat 40. XIII wieku. Kolejnymi dziełami zawierającymi informacje o takim preparowaniu zwierząt były m.in. L’Histoire de la nature des oyseaux (Paryż 1555) Pierra Belona (1517–1564) i Uccelliera, overo, Discorso della natura, e proprieta di diversi uccelli (Rzym 1622) Giovanniego Petra Oliny (1585–ok. 1645). Na temat ten pisał również w swoim katalogu z fauną Ameryki Północnej z 1771 roku urodzony w Rzeczypospolitej Johann Reinhold Forster (1729–1798), duchowny kalwiński i naturalista szkockiego pochodzenia (tłumaczenie własne):

Wszystkie czworonogi o wielkiej masie muszą być oskórowane jak najszybciej po śmierci; ogon, pazury, zęby, rogi, uszy, włosy na nosie i brodzie, muszą być z ostrożnością zachowane; futro najmniej poplamione krwią, jak to tylko możliwe; [wykonany] otwór powinien być najmniejszy, jak się w praktyce da bez utrudniania operacji; wewnętrzna strona skóry może być umyta lub wygarbowana z roztworem, wykonanym z uncji soli amonowej, rozpuszczonej w kwarcie wody, do której później dwie uncje chlorku rtęci muszą być dodane: albo cztery uncje arszeniku muszą być ugotowane w dwóch kwartach, albo w dwóch i pół kwartach wody, aż całość lub większość tego arszeniku rozpuści się, i ten roztwór może posłużyć w tym samym celu do umycia wewnętrznej części skóry.

Potem całe wnętrze musi zostać wypchane trocinami albo pakułami, w ten sam sposób namoczone powyższym roztworem, następnie wysuszone i zmieszane z proszkiem złożonym z czterech części tytoniu, czterech części mielonego czarnego pieprzu, jednej części palonego ałunu, jednej części chlorku arszeniku: na koniec, całość powinna być zszyta nitką umoczoną w powyższym roztworze, i skóra wcześniej wypchana musi zostać delikatnie wysuszona, i dzień później włożona do pieca, którego ciepło musi być tak delikatne, żeby włosy albo pióra włożone na próbę do środka, nie spiekły się, nie skręciły, ani nie pogięły; i w ten sposób będą idealnie wysuszone […].

Warto zauważyć, że Johann Forster wraz z synem Georgiem uczestniczył później w drugiej wyprawie Jamesa Cooka po południowym Pacyfiku (1772–1775), gdzie zajmował się m.in. preparowaniem pozyskanych egzotycznych ptaków.

Preparowanie ptaków dla angielskich muzeów. Obraz Ramsaya Richarda Reinagle’a z 1802 r. (ze zbiorów Yale Center for British Art, sygn. B1981.25.517)

Jak dokumentuje Forster i wcześniejsi nowożytni przyrodnicy, zwierzęta patroszono, a do środka sypano sól. Eksponaty suszono nie tylko we wspomnianym piecu, ale także na słońcu. Od XVIII wieku wstrzykiwano im także barwiony wosk lub rtęć, aby nadać należyty kształt preparowanym zwierzętom. Uzupełniano w ten sposób wysuszone tkanki, zachowując ich naturalną formę. Przełomowym wynalazkiem przy wypychaniu fauny okazało się mydło arsenowe (mieszanina mydła i proszku arsenu), które używane było do garbowania skóry. Zastosowano je po raz pierwszy pod koniec XVII wieku. Zabezpieczało ono znacznie lepiej eksponaty przed insektami niż wcześniejsze środki.

Trochę inną metodą, zbliżoną do taksydermii, praktykowaną od XVII wieku, było zdjęcie całej skóry zwierzęcia (np. ptaka – wówczas razem z piórami), a następnie zakładanie jej na sztuczne ciało, wykonane z drewna lub bawełny. Aby zabezpieczyć skórę przed gniciem, nacierano ją ałunem zmieszanym z solą kuchenną. Takie eksponaty były jednak bardzo nietrwałe. Dla wydłużenia ich żywotności stosowano arszenik i trzymano je w szczelnie zamkniętych pojemnikach.

Lew z zamku Gripsholm – ofiara źle wykonanej taksydermii z XVIII w – stał się inteternetowym memem. Tutaj w roli lwa Aslan na przerobionym plakacie filmowej adaptacji „Opowieści z Narnii”

Od początku XVI wieku popularność taksydermii rosła. Spowodowane to było m.in. rozwojem handlu, odkryciami geograficznymi i zwiększającą się fascynacją egzotyką wśród społeczeństw zachodnich. Ta metoda preparowania zwierząt była również coraz szerzej wykorzystywana do celów naukowych. Co ciekawe, na podstawie zakonserwowanych obiektów wykonywano również przynajmniej niektóre ilustracje fauny umieszczone w słynnych dziełach nowożytnych uczonych – Conrada Gessnera (Historiae animalium, Zurych 1551–1558) i Ulissesa Aldrovandiego (Ornithologiae, hoc est de avibus historiae libri XII, Bolonia 1599). Obaj naukowcy posiadali oprawione i zmumifikowane egzemplarze w swoich kolekcjach.

Dość łatwo stwierdzić, że uczeni ci stosowali taką metodę, ponieważ techniki preparacji zwierząt oddziaływały na specyfikę ilustracji, np. kobry przedstawiane były z rozpiętymi skórnymi kapturami, ponieważ tak je tradycyjnie konserwowano. Pozostałe rysunki zwierząt we wspomnianych książkach tworzono na podstawie żywych lub niedawno zmarłych istot, jak i na bazie dzieł innych autorów.

Wypchane eksponaty zaczęły się pojawiać, obok tych wysuszonych i zakonserwowanych w roztworze, w gabinetach osobliwości, a nawet w aptekach, jak np. w kolekcji wspominanego Ferrante Imperato. Preparowanie zwierząt wymagało jednak zdolnego rzemieślnika, który posiadał wiedzę na temat danego gatunku, inaczej jego dzieło mogło nie odzwierciedlać dobrze rzeczywistości.

Jednym ze słynniejszych przykładów źle zastosowanej taksydermii jest lew znajdujący się obecnie w muzeum na Zamku Gripsholm w mieście Mariefred w Szwecji. Według jednej z wersji, w 1731 roku bej Algieru sprezentował królowi Szwecji Fryderykowi I Heskiemu żywego lwa, jednego z pierwszych, który dotarł na tereny Skandynawii. Trzymany był w klatce na sztokholmskiej wyspie Djurgården, gdzie znajdowały się królewskie tereny łowieckie.

Kilka lat po śmierci zwierzęcia zdecydowano o jego wypchaniu. Niestety, po lwie zostały już wówczas tylko skóra i kości, a taksydermista, któremu przydzielono to zadanie, nie widział nigdy wcześniej na żywo prawdziwego lwa (znał jedynie jego wizerunki pojawiające się w heraldyce). Efekt jego prac był więc bardzo nierealistyczny. Groteskowo odtworzono zwłaszcza pysk zwierzęcia. W XXI wieku jego wizerunek stał się bardzo popularny dzięki mediom społecznościowym. Tak więc lew, w swej karykaturalnej wersji, zyskał już trzecie życie – w internecie.

Nowe formy uwieczniania

Wraz z powstawaniem i rozwojem nowych możliwości uwieczniania rzeczywistości preparowanie zwierząt zaczęło stopniowo tracić na znaczeniu. Kluczowe w tym procesie okazało się wynalezienie fotografii na początku XIX wieku oraz filmu pod koniec tego stulecia. Coraz dokładniejsze i lepiej oddające rzeczywistość obrazy można było oglądać w telewizji, a teraz również przez internet – także na urządzeniach mobilnych. Dzięki technologii strumieniowania na żywo (live streaming) widz może oglądać w czasie rzeczywistym zachowania zwierząt, które oddalone są od niego o tysiące kilometrów.

Przekrój ryby zakonserwowanej w opracowanej dopiero 1977 r. technice plastynacji (fot. dr Christoph von Horst, CC BY-SA 3.0)

Preparowane okazy fauny używane w celach edukacyjnych, chociażby w szkołach czy muzeach, jeszcze w XX wieku zaczęto zastępować wiernymi, trójwymiarowymi kopiami, wykonanymi m.in. z plastiku. Bezpośredni kontakt z nimi jest trochę inny. Futro i pióra straciły swoją naturalną fakturę, ale wizualnie nie odbiegają od prawdziwych. Możliwe jest natomiast wykonanie eksponatów w wersji powiększonej, przygotowanie przekrojów czy wręcz wprowadzenie elementów inżynieryjnych, które pozwalają naśladować i obserwować naturalne procesy wewnątrz organizmów.

Konserwacja martwych zwierząt nie została jednak zupełnie porzucona i wciąż powstają nowe jej techniki. Należy do nich plastynacja opracowana przez Gunthera von Hagensa w 1977 roku. Najpierw stosowana była na ludzkich ciałach, natomiast wobec fauny wykorzystano ją po raz pierwszy w 2010 roku. Jest to skomplikowany proces, który polega na usunięciu z tkanek organizmu wody oraz tłuszczów z pomocą kąpieli w acetonie o temperaturze -250C. Następnie, po wyssaniu acetonu z komórek w zbiornikach próżniowych, nasyca się je odpowiednimi polimerami, co powoduje zatrzymanie ich rozkładu. Na samym końcu preparat utwardza się przez podgrzewanie promieniami ultrafioletowymi lub w komorach gazowych.

Istotne jest, że metoda ta zachowuje oryginalny kształt i kolor ciała, które nie wydziela żadnego zapachu. Powstałe w ten sposób eksponaty używane są m.in. jako modele anatomiczne w medycynie oraz w sztuce. Znane są wywołujące sprzeczne opinie wystawy z preparowanymi ludzkimi ciałami ustawianymi dynamicznie w sceny z życia codziennego. Ekspozycje prezentują także poszczególne organy czy części ciała.

Różne techniki preparowania eksponatów zawsze miały na celu jak najbliższe oddanie rzeczywistości. Unieśmiertelnione obiekty imitowały naturę, nadawano im niekiedy dynamiczne pozy naśladujące zachowania w ich środowisku. Suszenie, balsamowanie i moczenie w roztworze konserwowało ciała, a taksydermia miała na celu ich odtworzenie i budowała obraz przyrody. W gabinecie osobliwości i muzeum natury kultura pokonywała śmierć za pomocą techniki, rzemiosła i ludzkich umiejętności.

Bibliografia

Źródła

  • Edward Bancroft, An Essay on the Natural History of Guiana, in South America, Becket and P.A. De Hondt, London 1769.
  • Johann Reinhold Forster, A catalogue of the animals of North America… to which is added, short directions for collecting, preserving, and transporting, all kinds of natural history curiosities, B. White, London 1771.
  • Herodot, Dzieje, tłum. Seweryn Hammer, t. 1–2, Czytelnik, Warszawa 1959.

Opracowania

  • Karl Schulze-Hagen, Frank Steinheimer, Ragnar Kinzelbach, Christoph Gasser, Avian taxidermy in Europe from the Middle Ages to the Renaissance, „Journal of Ornithology”, Vol. 144, Issue 4 (October 2003), s. 459–478.
  • E. Simmons, Julianne Snider, Observation and Distillation – Preservation, Depiction, and Perception of Nature, „Bibliotheca Herpetologica: A Journal of the History and Bibliography of Herpetology”, Vol. 9, Issue 1–2, (January 2012), s. 115–134.

Strony internetowe

Aleksandra Jakóbczyk-Gola
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!