Znany jest powszechnie rozejm bożonarodzeniowy z 1914 roku, ale to nie cały obraz świąt na frontach pierwszej wojny światowej. Jak naprawdę wyglądało Boże Narodzenie w okopach? Co jedli żołnierze w Wigilię? I przede wszystkim jakie prezenty znaleźć mogli pod choinką?

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas, który spędza się zazwyczaj z najbliższymi. Jednak podczas wojny sprawa nie była taka prosta. Nie każdy żołnierz mógł otrzymać urlop. Ktoś musiał stać na straży wojennych zdobyczy, pilnować składów amunicji czy jeńców wojennych schwytanych podczas ostatnich starć.

Niestety, zapowiedzi polityków i wojskowych, tak chętnie ogłaszane na początku konfliktu, szybko straciły znaczenie. Początkowo mówiono, że żołnierze znajdą się w domach, kiedy opadną liście, lecz gdy już dawno nie było ich na drzewach, żołnierze rozpoczynali dopiero budowę skomplikowanej sieci okopów, zwiastującej długotrwałe zmagania na frontach.

Rozejm bożonarodzeniowy między niemieckimi i brytyjskimi żołnierzami wg ilustratora „Illustrated London News”, 9 stycznia 1915 r. (il. A.C. Michael)

Święta w ojczyźnie, w rodzinnym mieście

Niektórym wojakom udało się jednak uzyskać urlop na ten wyjątkowy moment w roku. Dzięki temu choć na chwilę powrócili w rodzinne strony i spędzili ten czas z bliskimi. Poza ciepłem domowego ogniska czekały na nich organizacje, do których należeli przed wojną.

Choć wraz z wybuchem wojny środowiska skupiające młodych mężczyzn ograniczyły swoją aktywność, to nie zapomniały o swoich członkach powołanych pod broń. Wspierały finansowo zarówno ich samych, jak też ich rodziny. W okresie świątecznym organizowały gwiazdkowe obchody, zapraszając niezaciągniętych do wojska oraz przybyłych na urlop. Ogłoszenia o takich spotkaniach pojawiały się w grudniowej prasie dość często, m.in. w „Kurierze Poznańskim”:

Zjednoczenie Młodzieży kupieckiej urządza starym zwyczajem w pierwsze święto Bożego Narodzenia przed południem o godz. 11 na Sali Resury Młodzieży kupieckiej przy św. Marcinie 68 obchód wigilijny dla swych członków. Kolegów z prowincji i z Poznania, szczególnie kolegów – żołnierzy, zaprasza się szczerze na obchód.

Po świętach na łamach poznańskich tytułów nie mogło zabraknąć relacji z tych spotkań.

Zarząd Zjednoczenia Młodzieży kupieckiej, jak rok rocznie, zwołał członków swoich w pierwsze święto do Resury na wspólne „łamanie opłatka”. Zgromadziło się tym razem tylko około 50 członków z wszystkich dzielnic, ponieważ większą część młodzieży kupieckiej powołano na wojnę. Przybyło także kilku wojaków, których zwolniono na święta. Zgromadzonych powitał prezes Zjednoczenia p. Czesław Bugzel. Wśród śpiewu i miłej pogawędki spędzono kilka godzin.

Zlot drużyn harcerskich w Głuszynie, 1914 r. (fot. ze zbiorów Aleksandra Miklaszewskiego, Cyryl. Wirtualne Muzeum Historii Poznania, sygn. CYRYL_100_38_3_0044)

W szpitalu i w garnizonie

Pierwsza wojenna gwiazdka zastała część wojaków w szpitalach w kraju, dokąd trafili po odniesieniu ran bądź nabawieniu się na froncie choroby. O tych szczęśliwcach pamiętali uczniowie lokalnych szkół. Odwiedzanym rekonwalescentom wizyty te sprawiały wielką radość. Wzruszenia nie kryło 200 żołnierzy przebywających w szpitalu ss. Szarytek przy pl. Bernardyńskim w Poznaniu, zamienionym na lazaret wojskowy nr 8. 6 grudnia 1914 roku zjawiły się tam uczennice pensji panny Linke.

Każda z panienek dała co mogła, ta trochę czekolady, tamta pierniczków kilka, inna papierosy i cygara, a zebrały tyle, że każdy z rannych dostał paczuszkę z różnemi smakołykami jako podarek gwiazdkowy. […] panienki wdzięcznemi głosikami zanuciły wspólnie piosenki gwiazdkowe polskie i niemieckie. Łzy pokazały się w oczach niejednego wojaka […] W dwa dni potem nowa radość czekała naszych rannych. Dnia tego odwiedziły szpital nauczycielki i uczennice pensji panny Wegner i w równie miły sposób jak pensja panny Linke dały kilka chwil radosnych cierpiącym żołnierzom.

Pochodzący z Kaszub lekarz Aleksander Majkowski pierwsze wojenne święta Bożego Narodzenia spędził w garnizonie w Chełmnie. Obchody gwiazdkowe, choć skromne, to jednak odbywały się w bardzo podniosłej atmosferze. Chorzy oraz personel, „lekarz naczelny, generał, duchowni i mnóstwo kobiet”, zebrali się w jednej z sal tamtejszego szpitala. Wspólnie odśpiewano „Stille Nacht!”. Wśród zgromadzonych słychać było szlochy kobiet tęskniących za bliskimi, których być może nie było już pośród żywych.

Kolędnicy polscy u żołnierzy na Wschodzie (fot. „Przewodnik Katolicki”, r. 1916, nr 26, s. 104)

Namiastkę świątecznej atmosfery mieli okazję poczuć nie tylko przebywający w lazaretach. Żołnierze z garnizonu w Krzekowie pod Szczecinem, przygotowujący się dopiero do wyjazdu w pole, który nastąpić miał już wkrótce, 24 grudnia do południa pełnili swoją służbę. Po południu zaś, zamiast wyczekiwanej świątecznej przerwy, dostali nowe obowiązki, m.in. odśnieżanie baraków. Dopiero wieczorem mogli wreszcie odetchnąć. Wraz z wolną chwilą dostali drobne podarki, takie jak ciastka, cygara, jabłka i flaszkę piwa.

Na froncie podczas oficjalnych uroczystości

Boże Narodzenie w polu (fot. „Aus dem Ostlande”, 1917 r., nr 12)

Na frontach Wielkiej Wojny gwiazdka 1914 roku była dla wielu żołnierzy pierwszym dniem wolnym od służby od momentu rozpoczęcia konfliktu. Będąc z dala od domu i najbliższych, wojacy starali się zachować elementy świątecznej tradycji wszędzie tam, gdzie rzucił ich konflikt. Świąteczną atmosferę miały wytworzyć także oficjalne, organizowane przez wojskowe władze, uroczystości. Pewien anonimowy żołnierz pochodzący z Poznania, regularnie piszący listy do redakcji dziennika „Postęp”, przybliżył czytelnikom żołnierski wieczór wigilijny na froncie flandryjskim:

W wigilię był tu smutny dzień, gdyż już noc całą padało, a raczej lało jak z cebra […] Około 6-tej zebrała się nasza kompania w stajni […] W środku ustawiono stoły – 3 choinki – i tu odśpiewano kilka pieśni gwiazdkowych (naturalnie niemieckich) i obdarzono żołnierzy gwiazdką, dalej winem grzanem i po przemówieniu naszego kierownika udaliśmy się do naszych kwater, gdzie czekało na nas piwo.

Pochodzący spod Bydgoszczy Jan Mazurkiewicz podawał w swoich wspomnieniach, że wieczerzę wigilijną wzbogacały „przemówienia, deklamacje i śpiewy. Potem następuje rozdawanie paczek fundowanych przez społeczeństwo. Dostajemy także każdy po kuflu piwa, parę papierosów i po cygarze”.

Choć spędzane w gronie kolegów z oddziału, z choinką, prezentami i kolędami, uroczystości o charakterze oficjalnym nie do końca zadowalały Polaków w niemieckich mundurach. Dlatego po zakończeniu jednej imprezy udawali się na prywatne, urządzane w wąskim gronie i skromne obchody.

Wśród rodaków w szeregach wojska

Student politechniki gdańskiej pochodzący z Prus Zachodnich, Józef Iwicki, zamiast z matką i siostrą w domu, spędził swoją pierwszą gwiazdkę we Flandrii. Po oficjalnych uroczystościach: „ja z sześcioma towarzyszami wymknęliśmy się do naszej piwnicy. Tuśmy także zapalili drzewko, próbowaliśmy zaśpiewać kilka pieśni, ale pieśń się urywała, aż w końcu wszyscy umilkli i oddali się zadumie”. W atmosferze wspomnień wigilię spędził Antoni Matyla wraz z kolegami. Zostali oni dzień przed wigilią wycofani z okopów w lasach Argońskich we Francji. Spędzili w nich osiem tygodni, a dostali trzy dni wolnego:

Mamy budy pobudowane w ziemi z drzewa, słomy […] W nich po kilka osób siedzimy i święcimy Gwiazdkę. […] my Polacy i druhowie Sokoła, (a było nas sześciu) podzieliliśmy się staropolskim zwyczajem opłatkiem, a i zaśpiewaliśmy pieśń kolendową; poczem popijając herbatę, gawędziliśmy nieco. […] Tak to obchodziliśmy wigilię Bożego Narodzenia, nie z wielką radością, ale pociechę w położeniu naszem smutnem znaleźliśmy w wspomnieniu o kraju i stronach rodzinnych. W końcu uścisnąwszy bratnie dłonie, rozeszliśmy się każdy na swoje miejsce.

Żołnierze przy choince (fot. „Przewodnik Katolicki”, r. 1915, nr 3, s. 33)

Zgodnie z tradycją udawano się na nabożeństwo. Do ocalałych w okolicy kościołów licznie cisnęli się Polacy, których śpiew wypełniał świątynię, dając modlącym się poczucie, że są „w jednym z kościołów polskich w Poznańskiem”. Nieraz Polakom musiało wystarczyć towarzystwo ewangelików. Nawet podczas mszy:

O 11 i pół udaliśmy się my katolicy do kościoła […] Przybyli na Mszę św. nasi oficerowi z pułkownikiem na czele, dalej nasz dowódca dywizyi jenerał B., choć to protestanci, a nawet był obecny pastor ewangelicki. Kościół pięknie przystrojony – żłóbek – choinka, tak mi przypominały mój kościół parafialny św. Floriana w Jeżycach. Piękny był koncert, lecz brakło mi tego prześlicznego śpiewu naszego „Wśród nocnej ciszy” i innych naszych kolend.

Polacy służący na froncie wschodnim spędzali święta wśród rodaków z byłego zaboru rosyjskiego. Do tych wyjątkowych chwil powracali później we wspomnieniach, tak jak 25-letni poznaniak Witold Czachert:

Co za szalona różnica między gwiazdką r. 1915 a r. 1916. Przed rokiem obchodziłem dzień Bożego Narodzenia w kraju […] na Litwie! Mile ten dzień wspominam. W starej, litewskiej chatce siedzieliśmy, pięciu rodaków przy skromnej wieczerzy dzieląc się przesłanym nam opłatkiem i śpiewając nasze przepiękne kolendy. […] choć daleko od kraju nie czułem się tak obcym i samotnym jak tu w Szampanii […].

Wiadomości z Ojczyzny (poczta polowa) (fot. „Praca. Tygodnik polityczny i literacki, ilustrowany”, r. 1914, nr 47, s. 1350)

Z biegiem lat jednak coraz trudniej było o świąteczny nastrój, na co wpływ miała pełniona wciąż służba. Uskarżał się na to w 1916 roku Iwicki:

Święta gwiazdkowe i Wigilia minęły mi prędko, prawie niepostrzeżenie. Ani na chwilę jasno sobie z tego sprawy nie zdawałem, że to Gwiazdka w rodzinnym tego słowa znaczeniu. […] Dziś dopiero dokładnie mi się uprzytomniło, że Gwiazdka minęła, gdy w „Pielgrzymie” i „Kurierze” czytałem nagłówki artykułów gwiazdkowo-świątecznych.

Nowe zwyczaje

Reklama z „Kuriera Poznańskiego”, r. 1915, nr 286, s. 4

Wojna sprzyjała poznawaniu nieraz bardzo odległych zakątków świata, których w okresie pokoju wojacy często nie mieliby szans odwiedzić. Poznawali ludzi i kultywowane przez nich zwyczaje. Nie inaczej było w przypadku świąt Bożego Narodzenia. Dostrzegane różnice Polacy skrzętnie odnotowywali, a swoimi obserwacjami dzielili się z rodziną i czytelnikami lokalnej prasy. Ciekawi wojennej rzeczywistości mogli przeczytać na łamach „Przewodnika Katolickiego” o francuskich tradycjach świątecznych lub ich braku: „Tutaj Francuzi nie święcą prawie wigilii. Podarki składają sobie w dniu św. Mikołaja i w Nowy Rok, zresztą święta Bożego Narodzenia nie mają u nich wielkiego znaczenia”.

Sama religijność Francuzów nie była oceniana zbyt wysoko. Niewielu z nich miało chodzić do kościoła, więc byli szczerze zdziwieni, gdy zobaczyli, jak pobożne jest wojsko pruskie (a właściwie oddziały, w których służyło wielu Polaków). Podobnie było w Belgii, gdzie „na św. Mikołaja obchodzili mieszkańcy […] swoją «Gwiazdkę», obdarzając dziatwę cukierkami, piernikami i innemi drobnostkami. Nie znają tu choinki ani niema tu zwyczajów, jak u nas w Polsce we wigilię”.

Przy okazji pobytu w odległych stronach Polacy dzielili się również ze współtowarzyszami broni polskimi świątecznymi tradycjami. Kultywowano zwyczaj łamania się opłatkiem, który otrzymywano wraz ze świątecznymi listami oraz paczkami z domu od krewnych i kapłanów: „Jako jedyny Polak podoficer nie zaniedbałem tego dawnego staropolskiego zwyczaju łamania się opłatkiem i wytłomaczyłem go innym a mianowicie oficerom, którym się to najpierw wydawało bardzo dziwnem, a potem bardzo podobało”.

Prezenty pod żołnierską choinką

Żołnierze mogli liczyć na drobne podarki od bliskich. Zastanawiając się, co posłać synom i braciom na front, mogli znaleźć pomysł, wertując lokalne gazety. Publikowano w nich wiele reklam polecających prezenty, które powinny znaleźć się pod choinką, w tym również tą żołnierską.

O tym, że każda rodzina starała się przed świętami sprawić trochę radości żołnierzowi na froncie, świadczy fakt, że w tym czasie poczta miała znacznie więcej pracy niż zwykle. Na wysyłkę oczekiwały nie tylko paczki wypełnione smakołykami, ale i „drzewka gwiazdkowe”, co wywołać musiało urzędową reakcję.

W „Dzienniku Poznańskim” pisano: „z powodu nader wielkiego napływu paczek gwiazdkowych, niestety nie można zajmować się przesyłką drzewek gwiazdkowych dla żołnierzy przebywających w rowach strzeleckich”. Przesyłki nie zawsze trafiały też na czas do adresatów: „A szkoda – bo żona moja i inne żony oficerów, jak też i różni znajomi z daleka i z bliska zapowiedzieli różne podarki” – żalił się ppłk kawalerii Kazimierz Raszewski.

Wielka Sprzedaż Gwiazdkowa (il. „Dziennik Poznański”, r. 1914, nr 286, s. 8)

Więcej szczęścia miał Antoni Matyla i jego towarzysze, których bliscy odpowiednio wcześnie przygotowali i wysłali świąteczne podarki: „nastąpiło rozdzielenie paczek, które już dawniej były nadesłane i tu zachowane, by je na Gwiazdkę rozdać, prawie każdy coś od swoich otrzymał: ja na przykład dostałem od Rodziców kawy, herbaty, kakao, cukru, kiełbasy, okrasy i – co nie zapomnieć – opłatek”.

Żołnierze mogli również liczyć na prezenty od ludzi zupełnie obcych. Możliwe było nawiązanie z nimi kontaktu dzięki adresom umieszczanym w paczkach. Całe społeczeństwo wspierało walczących. Były wśród nich organizacje takie jak Czerwony Krzyż czy Krajowa Służba Kobiet (Nationaler Frauendienst), która w imieniu żon i matek żołnierzy wysłała w 1914 roku około trzech tysięcy paczek. Było to możliwe dzięki lokalnym firmom przekazującym na ten cel swoje produkty, m.in. Księgarni Katolickiej, której dziękowano „za tysiące pocztówek i Przewodników [Katolickich], które kobiety nasze z rozrzewnieniem do paczek dla walczących krewnych dokładały”.

Gwiazdka i wojna (il. „Postęp”, r. 1914, nr 292, s. 4)

Wśród fundatorów gwiazdkowych prezentów nie mogło zabraknąć polskich instytucji troszczących się o swoich członków pod bronią. Zjednoczenie Młodzieży Kupieckiej wysłało około 200 paczek za 500 marek, które uzbierano wśród pozostałych osób należących do organizacji. Bydgoskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” na święta 1915 roku przesłało swoim działaczom paczki:

z polską kiełbasą, czekoladą, papierosami, koniekami, papierem do pisania, pocztówkami, ołówkiem, gałązką świerki przypominającą polską choinkę. Także i o duchowej strawie nie zapomnieli. Bo oto nasz kochany „Dziennik Bydgoski” w paczce też się znajdował. […] Czołem Tobie zacny Zarządzie! Czołem Tobie kochana drużyno i staro polskie Bóg zapłać!

Żołnierze w trudnych wojennych warunkach potrafili przywołać namiastkę świątecznej atmosfery. Niecierpliwe wypatrywanie wieści i przesyłek z domu, wspomnienia minionych świąt i ciepłe myśli o bliskich sprawiały, że choć na chwilę oderwać się mogli od szarej wojennej rzeczywistości. A święta Bożego Narodzenia, jak i zbliżający się Nowy Rok, niosły nadzieję na zmianę sytuacji. Wśród życzeń, jakie sobie składali, często zapewne można było usłyszeć, by następne święta spędzić mogli już w kraju.

Bibliografia

  • „Dziennik Bydgoski”, r. 1915.
  • „Dziennik Poznański”, r. 1914.
  • „Kurier Poznański”, r. 1914.
  • „Postęp”, r. 1914, 1915.
  • „Praca. Tygodnik polityczny i literacki, ilustrowany”, r. 1915.
  • „Przewodnik Katolicki”, r. 1915.
  • „Tygodnik Kościelny dla Parafii Bożego Ciała”, 1916, 1917.
  • Józef Iwicki, Z myślą o Niepodległej. Listy Polaka żołnierza armii niemieckiej z okopów I wojny światowej 1914–1918, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1978.
  • Aleksander Majkowski, Pamiętnik z wojny europejskiej roku 1914, z rękopisu odczytał i opracował, wstępem i przypisami opatrzył Tadeusz Linkner, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej–Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej „Bernardinum”, Wejherowo–Pelplin 2000.
  • Jan Mazurkiewicz, Los żołnierza, słowo wstępne i redakcja Jerzy Dziewicki, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Oddział Miejski, Gdańsk 1975.
  • Kazimierz Raszewski, Wspomnienia z własnych przeżyć do końca 1920 roku, Księgarnia Wysyłkowa i Wydawnicza Józef Liczbiński, Poznań 1938.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!