Niewiele osób zna historię Jordakiego Kuparenki – Mołdawianina z pochodzenia i warszawiaka z wyboru. Ten niecodzienny człowiek przełomu XVIII i XIX wieku był m.in. akrobatą, aeronautą, wynalazcą i właścicielem teatrów lalek. Stanowi on przykład twórczego umysłu epoki rewolucji przemysłowej.

Jordaki Kuparenko urodził się jako Iordache Cuparencu w 1784 roku w okolicach miejscowości Jassy, ówczesnej stolicy Hospodarstwa Mołdawskiego (obecnie na obszarze Rumunii). W źródłach i opracowaniach figuruje również jako Kuparentko lub Kupareńko. Pochodził z rodziny bojarskiej. Gdy miał piętnaście lat, uciekł z domu z powodu konfliktu z rodzicami i został malarzem dekoracji teatralnych w teatrze w Jassach. Rozpoczął tym samym niezwykłą karierę zawodową i na zawsze związał się ze sceną, a także z widownią.

Upadek akrobaty

Około roku 1800 Kuparenko wykorzystał swą życiową szansę. Przyłączył się jako linoskoczek do trupy artystów cyrkowych (kompanii atletów) Jana Koltera, którzy odbywali objazdowe tournée po Mołdawii. Z tym zespołem przybył do Warszawy w 1801 lub 1804 roku, czyli kilka lat po upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Młody akrobata występował początkowo w zespole swojego pryncypała w amfiteatrze zwanym Hecą lub szczwalnią. Budynek ten wzniesiono w 1782 roku na rogu ulic Chmielnej i Brackiej. Na okrągłej arenie odbywały się wówczas głównie pokazy i walki zwierząt (np. niedźwiedzi z brytanami ) oraz polowania. Heca mogła pomieścić do trzech tysięcy osób, ale według relacji przybywających tam obcokrajowców widownia rzadko była pełna. Niewielu warszawiaków lubiło tak prymitywną i krwawą rozrywkę. Mimo to chętnie odwiedzano amfiteatr, aby oglądać wspomniane popisy akrobatów.

Amfiteatr Heca na rogu Chmielnej i Brackiej w Warszawie, początek XIX w. Na arenie występują słoń, galopujące konie i akrobata na linie (il. z książki Augusta Sokołowskiego pt. „Dzieje porozbiorowe narodu polskiego ilustrowane”, t. 2, cz. 1, Warszawa 1904, s. 491)

W 1804 roku Kuparenko poślubił córkę Koltera i został współwłaścicielem trupy swojego teścia. Jego akrobatyczne wyczyny przerwał wypadek podczas spaceru na linie – Mołdawianin spadł z wysokości i złamał nogę. Wydarzenie to przekreśliło jego dalszą karierę cyrkową i na zawsze związało go z Warszawą. Nie dziwi więc fakt, że w polskich opracowaniach często określany jest jako Polak mołdawskiego pochodzenia. O jego oddaniu dla nowej ojczyzny świadczy fakt, że w okresie wojen napoleońskich w 1811 roku zaciągnął się nawet do armii Księstwa Warszawskiego – w artylerii dosłużył się stopnia porucznika.

Kuparenko znalazł jednak inny sposób, by sięgnąć znacznie wyżej – loty balonami.

Z głową w chmurach

Afisz z 1808 r. reklamujący lot balonowy Jordakiego Kuparentki w Warszawie (il. ze zbiorów Bibliothèque nationale de France, département Estampes et photographie, sygn. FOL-IB-3 (2))

Na początku XIX wieku aeronautyka wciąż była zjawiskiem nowym i bardzo pasjonującym. Pierwsze balony załogowe z sukcesem wzniosły się w powietrze we Francji w 1783 roku. Były zaprojektowane i wykonane przez braci Josepha i Jacques’a Montgolfierów. Natomiast pierwszy udany lot załogowego aerostatu na terytorium Rzeczypospolitej odbył się w Warszawie w 1789 roku. Balonem tym poleciał Francuz Jean-Pierre Blanchard (1753–1809) wraz ze swoją towarzyszką. W następnym roku z Blanchardem w powietrze uniósł się pierwszy Polak – słynny podróżnik i literat Jan Potocki.

Pierwszy lot Kuparenki miał miejsce kilkanaście lat później – w czerwcu 1806 roku w Warszawie. Dawny akrobata wykonał balon samodzielnie ze sklejonych afiszów teatralnych. Wystartował z ogrodu Vauxhall. Podczas podniebnej podróży aerostat zapalił się, przez co Mołdawianin musiał ratować się skokiem ze spadochronem, również własnej konstrukcji. Dzięki niemu wynalazca bezpiecznie wylądował na Krakowskim Przedmieściu. Warto zauważyć, że Kuparenko, podobno jako pierwszy lub jeden z pierwszych ludzi na świecie, przeżył katastrofę lotniczą i skorzystał ze spadochronu, by ocalić własne życie.

Drugi raz Mołdawianin wzbił się w powietrze w grudniu 1806 roku w Wilnie. Balon wykonany był tym razem z papieru, a samo wydarzenie odbyło się bez komplikacji. Konstruktor przeleciał ok. 7–8 km. Jego kolejna podniebna podróż miała miejsce w lipcu 1808 roku w Warszawie. Jak możemy dowiedzieć się z afiszu reklamującego to wydarzenie, miejsca w ogrodzie Vauxhall (dzisiejsza ulica Foksal) wyznaczone dla osób chcących obejrzeć początek lotu były płatne. Te, które znajdowały się najbliżej startującego balonu, kosztowały dziewięć złotych polskich, dalsze cztery złote, a najdalsze dwa złote.

Tak cały lot został opisany w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”:

Dnia 24go t. m. JPan Jordaki Kuparentko odprawił tu trzecią swoją napowietrzną podróż balonem swojego wynalazku. Puścił się on z ogrodu Foxhalowego przy licznie zebranej publiczności o godzinie ósmej w wieczór. Pogoda i czas spokojny sprzyjał temu doświadczeniu; lekki zachodnio-południowy wiatr kierował go ku Powązkom. Gdy już doszedł znacznej wysokości, balon został w równowadze z powietrzem, i ten napowietrzny żeglarz miał parę minut czasu obserwowania za pomocą instrumentów meteorologicznych przez Jmć Pana [Antoniego – przyp. aut.] Magiera sobie danych; jak wnieść można było z opadnienia merkuriuszu [rtęci – przyp. aut.] w barometrze, wyniesiony był z balonem na 3,882 stóp paryskich [ok. 1300 metrów – przyp. aut.].

Thermometr, który był na 23 stopnie ciepła [podczas startu – przyp. aut.], opadł w tej wysokości na kilka stopni i obserwator czuł zimno; ogień tylko będący w Balonie z wierzchu go ogrzewał; oddychanie miał dosyć wolne, ale w tym spokojnym czasie krótko zostawał, bo wiatr z wyższej warszty powietrza gwałtownie zaczął bić na Balon, który, gdyby z jak najmocniejszej był zrobiony materii, oprzećby się nie mógł jego mocy.

Otwierał żeglarz klapę, żeby się zniżył, ale wiatr zawsze mocny, zaczął rozdzierać Balon. Nie stracił przytomności Kuparentko, i trzymając się mocno galerii, w której siedział, chociaż Balon zbliżając się do ziemi zaczął się palić, piecyk rozpalony i dno galerii służyły mu za parachute [funkcję czaszy spadochronu pełnić musiała płonąca powłoka balonu – przyp. aut.], i z lekka spadł na piasek pod Powązkami. Podróż jego nie trwała kwadransa. Dwóch Francuzów tam przytomnych dali mu pomoc.

Warto dodać, że wspomniane wyżej pomiary meteorologiczne podczas lotu balonem Kuparenko przeprowadził jako pierwszy na ziemiach polskich. Mołdawianin miał przynajmniej jeszcze raz podróżować pośród chmur, w tym samym roku. Po wzlotach Kuparenki nad Warszawą przez wiele lat nie widziano balonu załogowego.

Jordaki Kuparenko był również organizatorem pokazów lotów balonów na uwięzi. Jedno z tych wydarzeń miało miejsce na placu Ujazdowskim (dzisiaj jest to teren Parku Ujazdowskiego) w Warszawie w końcu maja 1829 roku podczas uroczystości i zabaw związanych z koronacją cara Mikołaja I na króla Polski.

Na czele cyrku

Jak pisał w swym pamiętniku wspomniany we wcześniejszym cytacie fizyk i meteorolog Antoni Magier (1762–1837), na początku XIX wieku Heca:

Antoni Magier (il. z książki Augusta Sokołowskiego pt. „Dzieje porozbiorowe narodu polskiego ilustrowane”, t. 2, cz. 1, Warszawa 1904, s. 178)

kupioną została przez przejeżdżającego Włocha Padavani, którego żona dawała tutaj widowiska kobiety niespalnej. Padavani po rozwodzie z nią ustąpił jej własności tejże, a Jordaki Kupareńko ożeniwszy się z tą rozwódką został do dziś dnia [dzieło to zostało ukończone w 1833 roku, ale zawiera też trochę starsze informacje – przyp. aut.] właścicielem tej szczwalni, która bywa najęta nieraz na widowiska różnych przejeżdżających gimnastyków.

Wzmiankowana artystka cyrkowa nazywała się Anna Henrietta Teiflin. Kuparenko ożenił się z nią w 1808 roku po rozwiązaniu nieudanego małżeństwa z Kolterówną. Dzięki temu Mołdawianin przejął zarząd nad amfiteatrem, który nabył ostatecznie w 1821 roku. Heca przestała być wówczas szczwalnią i stała się cyrkiem z prawdziwego zdarzenia. Nowy właściciel organizował w niej przede wszystkim występy linoskoczków i woltyżerów oraz pokazy latających balonów i fajerwerków. Widać to chociażby na przedstawiającej ten budynek rycinie, na której widać galopujące po arenie konie, a także słonia i akrobatę na linie.

Po upadku powstania listopadowego Kuparenko sprzedał Hecę. Z powodu coraz rzadszego użytkowania amfiteatr zaczął popadać w ruinę i został ostatecznie rozebrany w 1852 roku. Zniknął z krajobrazu Warszawy, skrzyżowanie Chmielnej i Brackiej zajęły kamienice, a z czasem również Dom Handlowy Braci Jabłkowskich (dziś jest to ul. Bracka 25).

Od widowiska cieni do spektaklu automatów

Po sprzedaży Hecy Kuparenko poświęcił się w pełni innej swojej pasji, którą zajmował się od lat – teatrowi lalek. Jako pierwszy w Warszawie tworzył je na wzór popularnego i wysoce rozwiniętego w Mołdawii tureckiego teatru cieni (karagöz). Rozwój tej techniki artystycznej przypadł na Bliskim Wschodzie na okres między XIII a XVIII wiekiem. Początkowo, analogicznie do innych odmian teatru, miała ona funkcje mistyczne i sakralne, a z czasem stała się miejską rozrywką. Opierała się na animacji wyciętych z cienkiej skóry postaci, które rzucały kolorowe cienie dzięki ich oświetlaniu.

Lalki tureckiego teatru cieni (karagöz) ze zbiorów İstanbul Oyuncak Müzesi (muzeum zabawek w Stambule) (fot. Kıvanç, CC BY-SA 2.0)

W lalkarstwie Jordaki wykorzystywał swoje zamiłowania techniczne, konstruując mechanizmy poruszające lalkami, które zaprezentowane zostały na wystawie wynalazków w Paryżu. Pierwszy z założonych przez niego teatrów nie jest dokładnie znany. Kolejne powstały w pałacu Blanka (1816), salach redutowych Teatru Narodowego (1830) i w budynku dawnego Konserwatorium na Mariensztacie (1842). Ten ostatni był szeroko opisywany w polskiej prasie i wzbudził powszechny podziw dla swego twórcy. Taką recenzję odnaleźć można w „Kurierze Warszawskim”:

Znany u nas chlubnie od lat, z wielu rozmaitych zajmujących fizycznych i mechanicznych przedstawień JP. Jordaki Kuparenko, zadziwia teraz Publiczność Warsz: zachwycającymi widowiskami Pittoresque zwanymi, w byłej sali Konserwatorium Muzycz: dawanymi. Ażeby wszystkie na uwagę zasługujące przedstawienia jego szczegółowo opisać, potrzebaby ułożyć artykuł zakres tego pisma przechodzący. Wspomnimy wiec tylko o kilku, nie dla dania o nich wyobrażenia; bo nikt o nich, bez widzenia ich, wiernego wyobrażenia nie poweźmie; ale dla tego, ażeby pamięci tak znakomitego w tym zawodzie Artysty choć w cząstce należność wypłacić.

Wspaniały widok Gibraltaru i obszernego morza nabiera zupełnego życia i mamiącego złudzenia przez ruch rozmaitej wielkości okrętów przepływających w różnych kierunkach i odległościach; a gdy te z między nich, które cieśninę przebywają, z dział swoich salwy dawać i z różnych piątr fortecy takowe odbierać zaczną: przypatrujący się tej miniaturnej scenie Bywalec na morzu mimowolnie uczuje w sobie to wzruszenie, jakiego w podobnym razie doświadczał na pokładzie okrętu, na którym płynął. […] Naturę naśladujące przedstawienie nocy ustępującej zwolna porankowi aż do zupełnego wzniesienia się nad poziom wspaniałej i światłem swym rażącej tarczy słońca, tylko widzieć i czuć, ale opisać niepodobna.

Jean-Pierre Norblin de La Gourdaine, „Marionetki”, 1779/1780 rok (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. MP 3235 MNW)

W teatrach Kuparenki do odtwarzania różnych przedstawień (często były to wydarzenia historyczne) wykorzystywano nawet kilkaset figur z własnymi mechanizmami umożliwiającymi im poruszanie się. Teatr automatów często opierał się na złudzeniu i pobudzał wyobraźnię odbiorcy. W spektaklach Kuparenki animacja miała charakter mieszany – aktorzy wykorzystywali techniki bezpośrednie, ożywiając lalki swoimi dłońmi, automaty zaś wprowadzały formę pośrednią, powtarzalną, która tworzyła najczęściej tło, budujące też wrażenie naturalnego ruchu scenerii.

Konstrukcja mechanizmów poruszających figury opierała się na bogatej tradycji takich urządzeń, które początkowo, w starożytności i średniowieczu, miały przede wszystkim charakter sakralny i związane były z kultem religijnym. Z czasem ta funkcja zatraciła się i w epoce Kuparenki preferowano już raczej popisy techniczne wyższej klasy, które często miały charakter rozrywkowy. Powstały wtedy widowiska, które znane były w całej Europie jako theatrum mundi – spektakle przedstawiające różne scenerie świata.

Teatry automatów pojawiły się w Polsce już od XVII wieku. Impuls do ich rozwoju dał wyraźny postęp techniki i zmiana w podejściu do nauki w kolejnym stuleciu. Ruchome figury tworzyli wtedy wielcy mistrzowie: Jacques de Vaucanson, Pierre Jaquet Droz i jego syn – Henri Louis Jaquet Droz oraz Wolfgang de Kempelen i Lorenz Rosenegger.

W tym okresie teatr lalek poruszanych przez człowieka tracił na popularności, a na afiszach coraz częściej podkreślano ich związki z automatyką, licząc na to, że tylko taka niezwykłość przyciągnie wielu widzów. Dlatego marionetki cechowały się w owym czasie nadmierną mechanizacją. Popularne były chociażby takie, które na oczach publiczności potrafiły zupełnie się przekształcać. Metamorfoza ta zachodziła jedynie dzięki ludzkim umiejętnościom i precyzji wykonania. Lalki takie nazywano trikowymi, a ich najbardziej uznanym twórcą był Anglik Thomas Holden, żyjący w czasach Kuparenki.

O popularności i uznaniu teatru automatów Kuparenki świadczyć może jeszcze fakt, że w latach 30. XIX wieku miał on prezentować swoje zmechanizowane figury w innych miastach Imperium Rosyjskiego: Petersburgu, Moskwie, Odessie, Charkowie, a być może również i w Niemczech. Na początku lat 40. przebywał jeszcze w Wilnie, a od 1842 roku na stałe powrócił do Warszawy.

Teatr mechaniczny w Hellbrunn (Austria) autorstwa Lorenza Roseneggera (fot. Matthias Kabel, CC BY-SA 3.0)

Między Wschodem i Zachodem

Warto jeszcze dodać, że podczas występów, płatnych pokazów oraz wystaw Kuparenko prezentował własne wynalazki. Należała do nich m.in. wykonana w 1821 roku strzelba zbliżona swym działaniem do późniejszej broni maszynowej, a także powstały siedem lat później tzw. buzuton – mechaniczny instrument dęty podobny do katarynki, składający się z 27 trąb mosiężnych i grający z pomocą miechów. Automat ten wykonywał aranżacje fragmentów opery romantycznej „Wolny strzelec” Karla Webera, w tym uwerturę do opery i słynny „Chór strzelców” z aktu III.

Jordaki Kuparenko zmarł w styczniu 1844 roku w Warszawie i został pochowany na prawosławnym cmentarzu na Woli. Jego teatr przetrwał pod zmieniającymi się właścicielami do 1862 roku. Dzięki niecodziennym cechom Mołdawianina, który żył na obrzeżach dwóch kręgów kulturowych, udało mu się przeprowadzić wiele interesujących przedsięwzięć, a nawet zaprojektować i stworzyć kilka wynalazków. Bez wątpienia jest on jedną z ciekawszych i zarazem jedną z mniej znanych osób związanych z Warszawą pierwszej połowy XIX wieku.

Bibliografia

Źródła

  • Antoni Magier, Estetyka Miasta Stołecznego Warszawy, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław–Warszawa–Kraków 1963.
  • „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego.”, nr 60, 26 lipca 1808, s. 780.
  • „Kurier Warszawski”, nr 151, 12 czerwca 1842, s. 726–727.
  • Za pozwoleniem zwierzchności. JP. Jordaki Kuparentko ma honor donieść prześwietnej publiczności, iż w tych dniach z ogrodu Foxhalowego na Nowym Świecie balonem przez siebie wynalezionym trzecią napowietrzną podróż odprawi, n., Warszawa 1808. Dostępne online [w:] Gallica, 12 listopada 2012 [dostęp: 4 września 2020], <https://gallica.bnf.fr/ark:/12148/btv1b8509446g/f1.item.r=jordaki+kuparentko.langEN>.

Opracowania

Aleksandra Jakóbczyk-Gola
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Leave a Reply