Miecze posiadały w średniowieczu bogatą symbolikę łączącą sfery sacrum i profanum. Było to wykorzystywane również na ziemiach polskich, zwłaszcza przez dynastię panującą, w różnych zabiegach politycznych, a także przez autorów kronik, którzy używali związanych z tą bronią motywów literackich.

Jednym z głównym atrybutów władcy i rycerza był w średniowieczu miecz – to on miał dawać swemu właścicielowi szczególną moc. Nie był więc tylko zwykłą bronią, a w literaturze często traktowany był niemal jak istota świadoma. Najbardziej znanym spośród nich nadawano nawet imiona, które podkreślały ich właściwości indywidualne. Najsłynniejsze z mieczy należały do wielkich monarchów i wojowników. Symbolizowały męstwo, ale także dostojeństwo i sprawiedliwość. Wiązano z nimi legendy i opowieści, które kojarzone były z tradycyjnymi wierzeniami, a później także chrześcijańskimi.

Broń narracyjna

Najsłynniejszym polskim mieczem, po którym zachowały się jednak tylko ślady w polskich kronikach, jest Szczerbiec. Nie ten, który można obejrzeć dziś na Wawelu, lecz ten, o którym opowiada fragment „Kroniki wielkopolskiej” (XIII w.). Była to legendarna broń Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski:

Miał on również otrzymać od anioła miecz, którym z pomocą Boga zwyciężał wszystkich swoich przeciwników. Ten miecz aż do dziś przechowuje się w skarbcu kościoła krakowskiego. Królowie polscy, wyruszając na wojny, mieli zwyczaj nosić go i zawsze z nim triumfowali nad wrogami. […] Wspomniany zaś miecz króla Bolesława, dany mu przez anioła, nazywa się Szczerbiec dlatego, że na wezwanie anioła przybywszy na Ruś, pierwszy uderzył nim w Złotą Bramę, która zamykała gród kijowski na Rusi. Od tego uderzenia miecz poniósł niewielką stratę, która w polskim zwie się szczerba, i stąd nazwa Szczerbiec.

Piotr Michałowski, „Wjazd Bolesława Chrobrego do Kijowa”, ok. 1937 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. MP 293 MNW)

Nieznany z imienia autor kroniki posłużył się przy powyższym opisie dziełem Galla Anonima (XII w.), dodając do niego nazwę broni. W rzeczywistości pierwsza wzmianka o Złotej Bramie pochodzi dopiero z 1037 roku, a wspomniane w tym fragmencie zdobycie Kijowa miało miejsce 19 lat wcześniej. Opisywanego czynu nie mógł zatem dokonać Chrobry, chyba że potraktował żelazem inne wrota.

Wydaje się, że jest to nawiązanie do średniowiecznego zwyczaju uderzania w bramę miasta w momencie jego zdobywania i przejmowania nad nim władzy. Być może kronikarz pomylił tu jedynie nazwę kijowskich wierzei, a cała historia jest jednak opowieścią prawdziwą. Podobnie uczynić miał też prawnuk pierwszego króla Polski, Bolesław II Śmiały w 1069 roku, nie wiadomo jednak, czy dokonał tego tym samym mieczem co Chrobry. Dziejopisarz mógł też po prostu wykorzystać znany w tamtej epoce motyw.

Zdaniem niektórych uczonych znane do dziś opowieści o Szczerbcu mogą być refleksem najdawniejszego polskiego eposu, którego tekst niestety nie zachował się do naszych czasów. Miecz ten, według powyższego fragmentu, miał zostać podarowany wybrańcowi przez Boga, a w wielu legendach i romansach rycerskich ten rodzaj broni posiadał nadprzyrodzone pochodzenie. Tak było w przypadku obu mieczy (w starszych wersjach opowieści był tylko jeden) króla Artura. Władanie nimi dało mu prawo do korony i zjednoczenia kraju.

Kazimierz Sichulski „Wjazd Bolesława Chrobrego do Kijowa”, 1928 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie)

O innym piastowskim mieczu, w tym przypadku pozbawionym imienia, wspomina „Kronika polsko-śląska” (XIII w.). Kazimierz Odnowiciel, zniechęcony niepowodzeniami w walce z Miecławem, który po śmierci Mieszka II utworzył własne państwo na Mazowszu, złożył swoją broń na ołtarzu kościoła Panny Marii na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Usłyszał wtedy tajemniczy głos, który kazał mu podnieść broń i uderzyć na wroga. W ten sposób nastąpiło ponowne powołanie władcy do walki, jego sakralizacja, a zarazem uświęcenie miecza, którym książę pokonał wrogów w bitwie.

Miecze żądne krwi

Opisy mieczy o właściwościach ponadnaturalnych i podobnie jak w przypadku broni Kazimierza Odnowiciela znacząco pomagających w walce, odnaleźć można również w innych polskich kronikach. Wincenty Kadłubek w swoim dziele z przełomu XII i XIII wieku wspominał o orężu należącym do Bolesława Krzywoustego, którego ten miał używać podczas jednej z wypraw na Węgry:

Bolesław Krzywousty. Litografia W. Walkiewicza wg rysunku Alexandra Lessera, połowa XIX w. (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. A.2707/G.XIX/IV-10)

I dobywszy miecza, który Żurawiem zwą, rzekł: „Umie nasz Żuraw jeszcze obfitsze strumienie krwi z żelazem skrytych barków wytaczać i wypijać”. Przeto ani miękkie szaty nie chronią przed deszczem, ani gruba skóra nie ochrania piersi, ani kolczug drut potrójny, ani stal nie chroni hełmów, ani siła sprytu [nie chroni] przed sprytną siłą, wszystko rozwiewa [Bolesław] na kształt popiołu. Ilu tylko jednym ogarnie zamachem – rzecz trudna do uwierzenia – nie przecina [ich], lecz przenika tak, że niektórzy nie wydaliby ci się zranieni, dopóki już to pod własnym ciężarem, już to potrąceni przez innych nie rozpadli się w dwie przeciwne strony.

Broń ta nie tylko niosła więc wszystkim śmierć, ale też wzbudzała powszechną trwogę. Żurawia bali się przeciwnicy Krzywoustego, tym bardziej że przed jego ciosem nie mogła ich ochronić żadna zbroja. Gdy polski władca dzierżył w ręku ten oręż, stawał się w ich oczach niezwyciężony.

Wiemy jednak z literatury, że nie wszystkie ostrza sprzyjały swym (obecnym lub niedawnym) właścicielom. Przykładem tego są słynne dwa krzyżackie miecze spod Grunwaldu. Kiedy stanęły naprzeciwko siebie oddziały krzyżackie i polsko-litewskie, Mistrz zakonu posłał je królowi Władysławowi Jagielle i wielkiemu księciu litewskiemu – Witoldowi. Miecze wieźli dwaj heroldowie Ulricha von Jungingena. Tak pisał o tym, kilkadziesiąt lat po bitwie, Jan Długosz w swojej kronice:

Najjaśniejszy królu! Wielki mistrz pruski Ulryk śle tobie i twojemu bratu (nazwisko Aleksandra i tytuł księcia zamilczeli) przez nas, swoich heroldów, te dwa miecze w pomoc do zbliżającej się walki, abyś przy tej pomocy i orężu twego ludu nie tak gnuśnie i z większą niżeli okazujesz odwagą wystąpił do bitwy; a iżbyś się nie chował w gajach i zaroślach, ale na otwartym polu wyszedł walczyć.

Bitwa pod Grunwaldem na miniaturze z 1 tomu „Amtliche Berner Chronik” Diebolda Schillinga starszego; Bern, Burgerbibliothek, Mss.h.h.I.1, s. 304)

Wypowiedź, jak i sam gest, miały sprowokować króla polskiego do rychłego ataku. Jagiełło wykazać się miał jednak opanowaniem i rozsądkiem:

Miecze grunwaldzkie (rys. Halibutt, CC BY-SA 3.0)

Chociaż w wojsku moim mam dostatek orężów i od nieprzyjaciół bynajmniej ich nie potrzebuję, ku większemu jednak wspomożeniu, bezpieczeństwu i obronie słusznej mojej sprawy, przyjmuję w imię Boże te dwa miecze, od wrogów łaknących krwi mojej i narodu mego przysłane. […] Ufam w najpewniejszej Boga obronie i przyczynie jego Świętych, że i mnie, i lud mój swoją mocą i orędownictwem zasłonią i nie dopuszczą, abym z ludem moim uległ przemocy tak okrutnych wrogów, u których tylekroć dopraszałem się pokoju, i w obecnej nawet chwili, gdyby na sprawiedliwych mógł być zawarty warunkach, bynajmniej bym go nie odrzucił i wymierzoną do boju prawicę chętnie cofnął, teraz nawet, chociaż widoczną z niebios odbieram wróżbę zwycięstwa w tych mieczach, które mi sami przynieśliście.

Król polski umiejętnie odwrócił znaczenie, jakie przypisywali mieczom krzyżaccy posłowie. W jego wypowiedzi z wróżby pewnej klęski stały się one znakiem przyszłego sprawiedliwego zwycięstwa. Miecz traktowano również jako atrybut władcy-obrońcy i sędziego. W czasie pochodu niesiono go zresztą także przed osobami, które wydawały wyroki. W tym samym znaczeniu Jagiełło przedstawił oręż spod Grunwaldu – jako ten, który ma wydać osąd w słusznej, jego zdaniem, sprawie.

Po bitwie miecze te obrosły dodatkowo w symbolikę zwycięstwa nad zakonem krzyżackim i znalazły się w skarbcu koronnym na Wawelu. Od końca XV wieku królowie polscy zaczęli traktować je jako insygnia władzy. Podniesiono ich znaczenie do rangi mieczy państwowych Korony i Litwy – ich rękojeści i okucia pozłocono, umieszczono na nich również plakietki z herbami obu krajów. Podczas koronacji były niesione przed królem jako symbol Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Na początku XIX wieku Tadeusz Czacki, historyk i działacz oświatowy, który prowadził prace badawcze na Wawelu, przewiózł oba miecze do siedziby Czartoryskich w Puławach i przekazał je księżnej Izabeli, aby umieściła je jako eksponaty w swojej kolekcji Świątyni Sybilli, często określanej pierwszym muzeum polskiej historii. Po upadku powstania listopadowego i rozproszeniu zbiorów historyczne ostrza trafiły do proboszcza parafii we Włostowicach. W połowie XIX wieku przypadkowo odnalazł je patrol żandarmerii rosyjskiej. Wywiezione do Zamościa, zaginęły.

Miecz z jeziora

Jak wyżej wspomniano, miecze nie zawsze wykorzystywane były do walki. Niektóre z nich pełniły funkcje reprezentacyjne i ceremonialne, zwłaszcza podczas koronacji. Posiadały one z reguły dużo bogatszą ornamentykę od ich bojowych odpowiedników. Zdobienia te związane były często z symboliką religijną lub państwową. Nieraz pojawiały się na mieczach także dewizy, imiona właścicieli czy wręcz cytaty z Pisma Świętego, co podkreślało ich związek ze sferą sacrum. Mogły to być ostrza stworzone specjalnie do tego celu lub te dawne, z narosłą wokół nich tradycją i symboliką. Wiek przedmiotu zawsze był w przypadku rytuałów wartością nobilitującą.

Przemysł śpi z odkrytą piersią na łożu. Jego prawa ręka zwisa z łóżka i spoczywa na tarczy z herbem Orzeł Biały. Do śpiącego króla zbliża się ostrożnie morderca z nożem w ręku. Po prawej stronie kadru za kotarą ukryci dwaj inni zabójcy pilnujący zakneblowanego sługi.
Śmierć Przemysła II na obrazie Wojciecha Gersona, 1881 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. MP 2020 MNW)

Broń tego typu reprezentował miecz należący zapewne do Przemysła II, koronowanego na króla Polski w 1295 roku. Broń ta pochodziła z II połowy XIII wieku. Przez lata nikt nie wiedział o jej istnieniu, aż w okresie międzywojennym wyłowili ją rybacy z Jeziora Łoniewskiego. Nie wiadomo, kiedy i dlaczego tam się znalazła. Ostrze wykute zostało z żelaza, a na jego głowni umieszczone zostały nierozszyfrowane do dziś napisy. Na zbroczu zaś znajduje się wysokiej jakości artystycznej wizerunek ukoronowanej głowy, która, być może, jest świadectwem aspiracji politycznych Przemysła. Broń tę można by było zatem interpretować jako element propagandy władzy. Miecz powstał prawdopodobnie na terenie północno-zachodniej Polski, w Meklemburgii albo Brandenburgii.

Insygnium władzy

Po zamordowaniu Przemysła II w 1296 roku, a także śmierci czeskich Przemyślidów – kolejno Wacława II i Wacława III w 1305 i 1306 roku – głównym pretendentem do tronu polskiego został Władysław Łokietek. Gdy zamierzał się koronować w 1320 roku, Piastowie nie posiadali żadnych insygniów koronacyjnych. Potrzebne okazało się więc znalezienie lub stworzenie nowych. Najważniejsza była oczywiście korona, ale konieczne było także berło – symbol sprawiedliwych rządów – oraz jabłko, oznaczające potęgę króla jako władcy świata. Ważnym elementem samej koronacji był także miecz. Oznaczał on władzę wojskową, sądowniczą i administracyjną. Wiązał się też z obowiązkiem obrony królestwa i poddanych.

Szkice miecza koronacyjnego Szczerbca wykonane przez Krzysztofa Józefa Wernera, 1764 r.

Mieczem tym stał się Szczerbiec – nie ten znany z literatury, lecz inny, któremu nadano to samo imię, pragnąc wskrzesić w ten sposób tradycję legendarnej broni. Pochodzi on z XII–XIII wieku (najprawdopodobniej z przełomu tych stuleci) i ma 103 cm długości. Na znajdującej się na jego głowni blaszce, która zaginęła podczas dawnych prac konserwatorskich, widniał napis: Iste est gladius Bolezlai ducis (z łac. „Oto jest miecz księcia Bolesława”). Nie mówi on jednak o Chrobrym, ale o którymś z jego imienników – zapewne Bolesławie Pobożnym (1224/1227–1279) lub być może Bolesławie Kędzierzawym (ok. 1122–1173), Bolesławie I mazowieckim (ok. 1208–1248) lub Bolesławie kujawskim (1159–1195).

To zapewne dla jednego z tych książąt wykonano Szczerbiec z przeznaczeniem na miecz sprawiedliwości (z łac. gladius iustitiae), którego używano w trakcie sądów. Od początku miał więc charakter ceremonialny, ale dopiero od koronacji Władysława Łokietka służył już wyłącznie jako miecz koronacyjny większości królów polskich aż do 1764 roku, kiedy władcą Rzeczypospolitej został Stanisław August Poniatowski.

Jeden z zachowanych rysunków królewskiego malarza Józefa Krzysztofa Wernera (zm. 1778), wykonany w okresie inwentaryzacji polskich insygniów dokonanej po intronizacji ostatniego polskiego monarchy elekcyjnego, ukazuje rękojeść miecza, okucia jego pochwy oraz pozostałe symbole koronacyjne – berło, a także fragmenty jabłka i korony.

Najwięcej miejsca artysta poświęcił właśnie Szczerbcowi. Rysunek ukazuje każdą stronę rękojeści i wiernie oddaje wyobrażenia tetragrammatonu – czterech liter oznaczających imię Boga: A[lpha], O[mega], T[au] i stylizowanego C – oraz wici roślinnej na głowicy, a także przedstawienie Baranka Bożego (łac. Agnus Dei), jak również symboli i podpisów ewangelistów po obu stronach trzonu. Symbole te powtórzone zostały także na jelcu, tym razem na okrągłych polach. Na mieczu znajdowały się ponadto hebrajskie i łacińskie inskrypcje.

Rysunek Wernera pokazuje też fragmenty ozdobnej pochwy wykonanej dla Władysława Łokietka. Zaginęła ona po 1878 roku, a jedynym zachowanym jej fragmentem jest niewielka tarczka z polskim godłem. Przytwierdzona została do głowni miecza, aby zasłonić niewielki ubytek w ostrzu zwany szczerbą, skąd, jak głosi powszechne przekonanie, wzięło się jego imię. Obecnie Szczerbiec można oglądać na Zamku Królewskim na Wawelu.

Powiedzmy jeszcze kilka słów o tym, jak wyglądały ceremonie koronacyjne w średniowieczu. Były one obrzędami liturgicznymi i politycznymi – sakralnymi i świeckimi zarazem. W trakcie rytuału koronacyjnego, który przebieg spisywano pod tytułem Ordo coronandi, władca musiał trzykrotnie wykonać mieczem znak krzyża. Najstarszy opis tego obrzędu w Polsce znajduje się w jednym z pergaminowych kodeksów z XII wieku przechowywanym w gnieźnieńskiej bibliotece kapitulnej.

Szczerbiec na ekspozycji w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu (fot. metal.beast, CC BY-SA 2.0)

W trakcie koronacji często wykorzystywano miecze nie tylko ceremonialne, ale także związane z obrzędowością religijną. Jedna z koncepcji badawczych mówi, że szczerba w polskim ostrzu była w istocie przeznaczona do przechowywania relikwii. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że otwór ten powstał w wyniki silnych i szkodliwych zabiegów konserwatorskich, jakim poddawane było ostrze miecza każdą uroczystością. Często polerowano głownię, której metal jest najcieńszy tuż przy jelcu, dlatego też po wielu latach czyszczenia mógł powstać otwór.

Nieśmiertelna symbolika

Miecz od zawsze był nie tylko bronią i materialną pamiątką, która miała za zadanie ożywić dawne zwycięstwa, unieśmiertelniać bohaterów i głosić ich sławę. W każdym ostrzu zaklęte były także treści ze sfery duchowej i sakralnej, co dało podstawę do tego, aby wykorzystać je w różnego rodzaju ceremoniach, np. sądowniczych czy koronacyjnych. Był to zatem elemenent rytuałów oczyszczenia oraz przejścia, w czasie których często łączyły się sfery codzienności i mistycyzmu.

Mieczom przypisywano też nierzadko nadnaturalne cechy czy właściwości. Według średniowiecznych legend i kronik mogły one zapewniać wielkim rycerzom i monarchom m.in. niezwykłą siłę, a nawet nietykalność. Ich uniwersalną symbolikę wykorzystywano także na ziemiach polskich w propagandzie politycznej, legitymizując władzę konkretnej osoby. Imię miecza przechowuje pamięć tak o samym ostrzu, jak o nieśmiertelnym bohaterze, który go dzierżył.

Bibliografia

Źródła

  1. Jan Długosz, Bitwa Grunwaldzka, red. Stanisław Sierpowski, Oficyna Wydawnicza Foka, Wrocław 2010.
  2. Wincenty Kadłubek, Kronika polska, red. Stanisław Sierpowski, tłum. Brygida Kürbis, MAK Verlag GmbH, Diepholz 2010.
  3. Kronika Wielkopolska, red. Brygida Kürbis, tłum. Kazimierz Abgarowicz, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965.

Opracowania

  1. Mikołaj Jarmakowski, Excalibur i Szczerbiec na tle porównawczym, [w:] Miecze średniowieczne, [dostęp: 10 lipca 2020], <http://mieczesredniowieczne.pl/excalibur-i-szczerbiec-na-tle-porownawczym/>.
  2. Jerzy Lileyko, Regalia polskie, Krajowa Agencja Wydawnicza: Warszawa 1987.
  3. Olgierd Ławrynowicz, Treści ideowe broni rycerskiej w Polsce wieków średnich, „Acta Archaeologica Lodziensia”, nr 51 (2005), s. 7–177.
  4. Zdzisław Żygulski, Broń w dawnej Polsce: na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1982.
Aleksandra Jakóbczyk-Gola
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Leave a Reply