Atrakcyjna fabuła, fantastyczna sceneria i ponadczasowe wartości sprawiły, że legendy arturiańskie stały się w średniowieczu ważną częścią kultury zachodnioeuropejskiej. Również na ziemiach polskich stały się elementem literatury, sztuki, a nawet polityki.

Legendami arturiańskimi określa się zbiór opowieści związanych z królem Arturem – którego rzekomym pierwowzorem był władca Brytów z przełomu V i VI wieku – oraz rycerzami okrągłego stołu. Wywodzą się one z wierzeń celtyckich. Początkowo rozpowszechniane były za pomocą pieśni i przekazów ustnych, a najstarsze zapisy ich fragmentów pochodzą z VIII wieku. Jednym z pierwszych, który szerzej opracował dzieje Merlina, czarodzieja i opiekuna Artura, był walijski duchowny i kronikarz Geoffrey z Monmouth (ok. 1100–1154).

Opowieści te dotarły do innych krajów Europy Zachodniej w XII wieku, kształtując jednocześnie kulturę dworską. Najpierw poznali je władcy, później rycerze, a w końcu mieszczanie. Pierwszego literackiego opracowania tych legend poza Anglią dokonał poeta francuski Chretien de Troyes, który wprowadził do nich motyw Świętego Graala, powiązany pod koniec stulecia z kielichem Chrystusa z ostatniej wieczerzy. Do niego też miała być zebrana Krew Pańska, a Józef z Arymatei przewiózł go właśnie do Anglii.

Rycerze Okrągłego Stołu doświadczający wizji Świętego Graala. Na górze widoczni m.in.: Gawain (drugi od lewej), Lancelot (czwarty od lewej), Galahad (pośrodku), król Artur (trzeci od prawej), Tristan (pierwszy od prawej). Autor: Évrard d’Espinques, ok. 1475 r. (ze zbiorów Bibliothèque Nationale de France, Département des manuscrits, Français 116, fol. 610v)

Choć nie w takim stopniu, jak na Zachodzie, opowieści te przynajmniej od XIII wieku cieszyły się popularnością również na ziemiach polskich, czego dowodem są różne zabytki kultury materialnej i piśmienniczej, a także znane do dziś legendy.

Lancelot znad Bobru

Do najciekawszych postaci z legend arturiańskich wykorzystywanych w sztuce polskiego średniowiecza należał Lancelot z Jeziora, najdzielniejszy spośród rycerzy okrągłego stołu. Przedstawienia ze scenami z jego przygód są jednym z istotniejszych motywów na ściennej polichromii gotyckiej wieży książęcej w Siedlęcinie. Była to pierwotnie wieża mieszkalna jednego z Piastów śląskich, którzy utrzymywali silne związki z dworami Europy Zachodniej i pozostawali pod wpływem tamtejszej kultury rycerskiej – należała zapewne do Henryka I Jaworskiego (1292/1296–1346). Jej budowę rozpoczęto najprawdopodobniej około 1314 roku, a wspominane malowidła, znajdujące się na drugim piętrze, powstały w połowie XIV wieku. Ich autorem był przypuszczalnie artysta z pogranicza niemiecko-szwajcarskiego.

Wieża rycerska w Siedlęcinie (fot. Pnapora, CC BY-SA 3.0)

Freski zostały opisane przez Jacka Witkowskiego. Pokazują one dwie ważne opowieści z życia Lancelota. Pierwsza z nich dotyczy jednej z wypraw rycerzy okrągłego stołu, niedługo po pasowaniu głównego bohatera opowieści. Jego towarzysze zostali zaatakowani i wzięci w niewolę przez okrutnego Turquina. Lancelot nie mógł temu zapobiec, ponieważ w tym czasie spał. Gdy tylko się obudził, stoczył zwycięski bój ze złoczyńcą i uwolnił kompanów. Był to moment jego chwały.

Druga seria namalowanych w wieży scen dotyczy relacji Lancelota z Ginewrą – żoną jego suwerena Artura. Pewnego dnia królowa została uprowadzona przez buntownika Malaganta, który był wcześniej rycerzem okrągłego stołu, ale popadł w konflikt z władcą. Dopiero interwencja bohatera z Jeziora doprowadziła do uwolnienia małżonki króla z siedziby porywacza – Gorre. Przygoda ta połączyła ich zakazaną, występną, ale i namiętną miłością, która była początkiem końca epoki rycerzy okrągłego stołu. Był to więc moment moralnego upadku Lancelota. Na jednym z przedstawień obejmuje on ramieniem Ginewrę. Kochankowie trzymają się za lewe ręce, co jest symbolem nieprawego związku.

Lancelot pogrążony we śnie podczas wyprawy Rycerzy Okrągłego Stołu. Polichromia z wieży rycerskiej w Siedlęcinie (fot. Ludwig Schneider, CC BY-SA 3.0)

Malowidła siedlęcińskie z niewyjaśnionych przyczyn nie zostały ukończone, o czym świadczą szkice zachowane do dziś na jednej ze ścian. Ich kompleksową renowację przeprowadzono w 2006 roku. Wieża w Siedlęcinie, znajdująca się nad rzeką Bóbr, udostępniona jest dla zwiedzających.

Skrzyneczka średniowiecznych romansów

Innym średniowiecznym zabytkiem kultury materialnej, który zawiera przedstawienia związane z legendami arturiańskimi, jest gotycka skrzyneczka wykonana z kości słoniowej w Paryżu w pierwszej połowie XIV wieku. Nie wiadomo, jak i kiedy ten cenny przedmiot dotarł do Krakowa. Według tradycji należał pierwotnie do królowej Jadwigi, która mogła ją przywieźć z Węgier w ramach ślubnej wyprawy. Monarchini miała przekazać artefakt do skarbca katedry wawelskiej. Nie mamy pewności, co pierwotnie przechowywano w tej stosunkowo niewielkiej (8,5×14,5×26 cm) szkatule. Według inwentarza z 1563 roku znajdowały się tam relikwie różnych świętych.

Leon Wyczółkowski: Kielich biskupa Maciejowskiego, tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi i pucharek „roboty króla Zygmunta III”, 1907 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. 180842 MNW)

Na skrzyneczce znajduje się siedemnaście scen z motywami zaczerpniętymi z romansów rycerskich. Na tylnej ściance znajdują się po dwa przedstawienia związane z próbami Lancelota z czasu zanim uratował Ginewrę, a także wyobrażenie Gawaina, siostrzeńca Artura, podczas bezowocnych poszukiwań Świętego Graala. Pierwszy z rycerzy wyszedł zwycięsko z walki z lwem, a następnie przeszedł przez most mieczowy. Drugi napotkał niebezpieczeństwa w zaczarowanym zamku. Bez szwanku wyszedł z mieczowej pułapki, która uruchomiła się podczas jego snu. Chwilę potem pojawił się lew, którego pokonał. Po tym wyczynie Gawain uwolnił więzione w zamku kobiety.

Inne przedstawienia zdobiące skrzynkę i związane z rycerzami okrągłego stołu znajdują się na jej prawej ściance: Enyas uwalniający dziewczynę z rąk Dzikiego Człowieka oraz Galahad – syn Lancelota i czarodziejki opiekunki Świętego Graala – otrzymujący po pokonaniu siedmiu rycerzy klucze do zamku, gdzie więzione były kobiety. Warto zauważyć, że Galahad jako jedyny spośród arturiańskich rycerzy okazał się godny odnalezienia Świętego Graala. Z kolei na lewej ściance wyrzeźbione zostało spotkanie kochanków, których połączyła nieszczęśliwa zakazana miłość: Tristana i Izoldy. Widzieli się w ogrodzie, a przysłuchiwał się im zazdrosny mąż Izoldy – król Marek.

Skrzyneczka królowej Jadwigi – rzut izometryczny (ze zbiorów Katedry królewskiej na Wawelu, nr inw. WKW/eIII/05; fot. domena publiczna)

Inne sceny znajdujące się na prawej ściance dotyczą popularnych w średniowieczu motywów miłości platonicznej i nieprzystojnej wiekowi. Ponadto na wieku przedstawione zostały sceny z życia dworskiego Europy Zachodniej (turniej rycerski i „zdobywanie zamku” – zabawa opierająca się na zalotach rycerzy względem dam).

Całość omówionych przedstawień stanowi spójny przekaz dotyczący miłości i obyczajowości dworskiej w średniowieczu. Poprzez ukazanie dobrych i złych przykładów postępowania skrzyneczka mogła pełnić funkcję moralistyczno-dydaktyczną. Prawdopodobnie około 1620 roku została z niewyjaśnionych przyczyn ukryta w schowku skarbca katedralnego i zapomniano o niej. Odnaleziono ją dopiero w 1881 roku. Od 1995 roku eksponowana jest na stałej wystawie Muzeum Katedralnego na Wawelu.

Skrzyneczka królowej Jadwigi – tylna ściana. Próby Lancelota przed uratowaniem Ginewry i próby Gawaina podczas poszukiwań Świętego Graala (ze zbiorów Katedry królewskiej na Wawelu, nr inw. WKW/eIII/05; fot. domena publiczna)

Legendy arturiańskie w polityce Piastów

Nie tylko przedmioty artystyczne były wzbogacane motywami pochodzącymi z legend o rycerzach Okrągłego Stołu. Zaczerpnięte z nich schematy narracyjne pojawiają się w źródłach pisanych. Tak jest w przypadku „Kroniki wielkopolskiej”. Jeden z jej rozdziałów opowiada historię trójkąta miłosnego Helgundy, Walgierza i Wisława. Bazuje on na niemieckim poemacie z X wieku o Walterze z Akwitanii i księżniczce Hildegundzie, ale niewątpliwie jest to ten sam schemat, który prezentują historie Ginewry, Artura i Lancelota oraz Izoldy, Marka i Tristana.

Pochodzący z XIII wieku tekst napisał zapewne dziejopisarz związany z Piastami wielkopolskimi, który znał literaturę i tradycję rycerską, co wykorzystywał również w kształtowaniu narracji historycznej. Zdaniem Jacka Wiesiołowskiego inspiracje legendami arturiańskimi widać we fragmencie kroniki opisującym wojnę między synami Bolesława Krzywoustego w 1146 roku. Książę zwierzchni, Władysław (znany później jako Wygnaniec) chciał ostatecznie rozprawić się ze swoimi młodszymi braćmi – Bolesławem Kędzierzawym i Mieszkiem Starym.

Rycerze okrągłego stołu. Miniatura z XIV-wiecznego rękopisu „Księgi Merlina” Roberta z Boron (ze zbiorów British Library, Add MS 38117, f.216r)

Mimo dużej przewagi liczebnej senior rodu nie zdobył obleganego Poznania, a następnie został zmuszony do ucieczki z kraju, co na wiele lat utrwaliło rozbicie dzielnicowe. Jego przeciwnikom pomogły posiłki z głębi kraju, które zaatakowały wroga na znak dany z grodu czerwoną tarczą. Dodatkowo w trakcie oblężenia arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina rzucił klątwę na Władysława, a odjeżdżając swym wozem z jego obozu, przewrócił namiot krnąbrnego księcia.

Także inni wychodzą z kryjówek, wpadają nagle do obozu Władysława, głodni rzucają się na ucztujących, wdzierają się uparcie w szeregi wrogów i potężnie mieczami rąbią, mordują i zabijają, tak iż dwa strumienie, Cybina i Główna, nad którymi toczyła się bitwa, wezbrane krwią zabitych, wypełniły, jak podają, rzekę Wartę powyżej brzegów. Tak więc Władysław, który pokładając ufność w ogromnej liczbie swego wojska, z uporem zlekceważył ojcowskie upomnienie arcybiskupa i ostrze klątwy, doznawszy zawstydzenia pod Poznaniem, w roku pańskim 1142 [1146 – przyp. aut.], wrócił do Krakowa smutny i z zupełną pustką w sercu.

Opis obrony miasta, który zakończył się zwycięstwem młodszych Piatów, przypomina oblężenie zamku Lancelota znane z cyklu literackiego z początku XIII wieku „Lancelot-Graal”. Miało ono miejsce po tym jak w ostatniej chwili oswobodził on skazaną na śmierć Ginewrę, zabierając ją do swej Strażnicy Radości. Ścigała go armia Artura, która została napadnięta pod twierdzą zbuntowanego rycerza przez oddział złożony z jego krewniaków. Ukrytym siłom dano znak z zamku czerwoną chorągwią, a podczas starcia upadł też namiot króla. Walki toczyły się jeszcze dwa miesiące. Wreszcie papież miał rzucić klątwę na Artura do czasu aż ten nie przyjmie z powrotem swej małżonki.

Artur i Ginewra Miniatura z XIV-wiecznego rękopisu „Księgi Merlina” Roberta z Boron (ze zbiorów British Library, Add MS 38117, f.224r)

Jak zauważył Wiesiołowski, motywami związanymi z Lancelotem posługiwał się w kształtowaniu swojego politycznego wizerunku również książę wielkopolski Przemysł I (1220/1221-1257), potomek Mieszka Starego. Gdy tylko rozpoczął on samodzielne rządy, zaczął używać pieczęci konnej, na której porównany jest do Lancelota. Dzierży w ręku tarczę z trzema ukośnymi pasami – godło tego rycerza.

Wiedza Przemysła na temat legend arturiańskich mogła wynikać z zainteresowań jego ojca, Władysława Odonica, który zatrudniał na swym dworze trubadura znającego romanse rycerskie, co było ewenementem wśród Piastów. Wśród innych możliwych źródeł recepcji tych opowieści historyk wymienia m.in. spokrewnienie książąt Wielkopolski z władcami Lotaryngii, osadzanie przez Odonica na swych ziemiach zakonów, które niewątpliwie znały te historie – cystersów, templariuszy i joannitów – a także jego możliwy udział w V krucjacie.

Galahad otrzymuje klucz do zamku, w którym więzione są porwane niewiasty. Miniatura z francuskiego rękopisu z 1. ćwierci XIV w. (ze zbiorów British Library, Royal MS 14 E III, f.97r)

Tomasz Panfil rozwinął tę myśl, porównując w powyższym kontekście syna Przemysła I, Przemysła II, do Galahada. Przemysłowi II udało się zdobyć swojego Świętego Graala – królewską koronę – w 1295 roku. Jego władza obejmowała jednak stosunkowo niewielki obszar dawnego państwa Piastów – Pomorze Gdańskie z Wielkopolską – on sam zaś został zamordowany niecały rok później.

Polskie Excalibury

Dokumentacja graficzna polskiego miecza koronacyjnego, Szczerbca (rys. Joseph Christoph Werner, 1764 r.; ze zbiorów Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, Inw.zb.d. 8396, domena publiczna)

W średniowieczu jednym z głównym atrybutów władcy był miecz. To on miał dawać swemu właścicielowi szczególną moc. W literaturze często traktowany był niemal jak istota świadoma. Najsłynniejsze z mieczów należały do wielkich monarchów i rycerzy. Często posiadały własne imię, które podkreślało ich właściwości indywidualne. Taką broń miał według „Kroniki wielkopolskiej” Bolesław Chrobry.

Miał on również otrzymać od anioła miecz, którym z pomocą Boga zwyciężał wszystkich swoich przeciwników. Ten miecz aż do dziś przechowuje się w skarbcu kościoła krakowskiego. Królowie polscy wyruszając na wojny mieli zwyczaj nosić go i zawsze z nim triumfowali nad wrogami. […] Wspomniany zaś miecz króla Bolesława, dany mu przez anioła, nazywa się Szczerbiec dlatego, że na wezwanie anioła przybywszy na Ruś, pierwszy uderzył nim w Złotą Bramę, która zamykała gród kijowski na Rusi. Od tego uderzenia miecz poniósł niewielką stratę, która w polskim zwie się szczerba, i stąd nazwa Szczerbiec.

Szczerbiec zatem był podarowany od Boga. Podobnie oba miecze Artura posiadały nadprzyrodzone źródło. Pierwszy z nich wyciągnął on ze skały lub kowadła. Tylko on był godzien tej broni, dlatego miecz poddał się jego woli. Dało mu to prawo do korony i zjednoczenia kraju. Drugi zaś, zwany Excaliburem, wykuty był w Avalonie – mitycznej krainie zmarłych z wierzeń celtyckich. Miecz ten otrzymał Artur od Pani Jeziora. W starszych wersjach opowieści – tych sprzed XIII wieku – był to jeden i ten sam miecz.

Wróćmy do Szczerbca. Opowieść o nim jest niemal równie legendarna. Zdobycie Kijowa miało miejsce w 1018 roku, natomiast Złota Brama jest wzmiankowana w źródłach po raz pierwszy w 1037 roku. Sam miecz pochodzi zresztą najprawdopodobniej z przełomu XII i XIII wieku, więc nie można było go użyć przy złupieniu miasta. Dzisiaj można go obejrzeć na Wawelu. Ma niecały metr długości i ozdobną rękojeść dekorowaną obustronnie symbolami religijnymi.

Szczerbiec wykorzystywano przy koronacji większości polskich władców. Według źródeł po raz pierwszy użył go w tej roli Władysław Łokietek w 1320 roku. Wydarzenie to symbolicznie zakończyło trwające od 1138 roku rozbicie dzielnicowe Polski, a misja zjednoczenia królestwa przypadła Łokietkowi podobnie jak królowi Arturowi.

Artur wyciągający magiczny miecz z kamienia, miniatura z „Historii Merlina” (cykl Lancelot-Graal), ok. 1230 r. (ze zbiorów British Library, Add MS 10292, f.99r)

Opisy magicznych mieczy, być może związane także z legendami arturiańskimi, znajdują się również w innych kronikach. Wincenty Kadłubek w swoim dziele z przełomu XII i XIII wieku wspominał o orężu należącym do Bolesława Krzywoustego, którego ten miał używać podczas jednej z wypraw na Węgry:

I dobywszy miecza, który Żurawiem zwą, rzekł: „Umie nasz Żuraw jeszcze obfitsze strumienie krwi z żelazem skrytych barków wytaczać i wypijać”. Przeto ani miękkie szaty nie chronią przed deszczem, ani gruba skóra nie ochrania piersi, ani kolczug drut potrójny, ani stal nie chroni hełmów, ani siła sprytu [nie chroni] przed sprytną siłą, wszystko rozwiewa [Bolesław] na kształt popiołu. Ilu tylko jednym ogarnie zamachem – rzecz trudna do uwierzenia – nie przecina [ich], lecz przenika tak, że niektórzy nie wydaliby ci się zranieni, dopóki już to pod własnym ciężarem, już to potrąceni przez innych nie rozpadli się w dwie przeciwne strony.

Warto zauważyć, że późniejszy polski kronikarz, Jan Długosz, utożsamił Szczerbiec z Żurawiem. Podobnie zresztą uczynił kopista dzieła Kadłubka, który kilkadziesiąt lat później obok nazwy broni Krzywoustego dopisał słowo „Szczerbyec”.

Schemat przedstawiający kształty i wymiary zasadniczych elementów Szczerbca (rys. Kpalion, CC BY-SA 3.0)

O innym piastowskim mieczu, w tym przypadku bez imienia, wspomina „Kronika polsko-śląska” (XIII w.). Kazimierz Odnowiciel, zniechęcony niepowodzeniami w walce z Miecławem, który utworzył własne państwo na Mazowszu, złożył swój miecz na ołtarzu kościoła Panny Marii na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Usłyszał wtedy tajemniczy głos, który kazał mu podnieść broń i uderzyć na wroga. W ten sposób nastąpiło ponowne powołanie władcy do służby wojennej, jego sakralizacja, a zarazem uświęcenie miecza, którym pokonał wrogów w bitwie.

Lochy i smoki

Pierwsza strona Kroniki Galla Anonima w Codex Zamoyscianus z ok. 1360 r. (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. Rps BOZ 28)

Smoki od tysięcy lat występują w wierzeniach całego świata, znane były również Słowianom. Podczas gdy na Dalekim Wschodzie mają one raczej pozytywne konotacje, cywilizacja Zachodu wiąże je niemal wyłącznie ze złem, a nawet z diabłem. Istoty te obecne były również w kulturze polskiego średniowiecza. W większości przypadków kojarzone były – zgodnie ze wzorcami chrześcijańskimi – negatywnie. Świadczy o tym chociażby zapisana przez Kadłubka legenda o smoku wawelskim, a także wizerunki tych stworzeń na niektórych polskich monetach. Najstarszym przykładem jest denar królewski Bolesława II Śmiałego (XI w.). Ukazuje on scenę walki tego władcy z potworem, z której ten pierwszy wychodzi zwycięsko. Pokonany smok występuje także na pieczęci Przemysława I.

W niektórych przypadkach stwór ten powiązany był na ziemiach polskich również z wartościami pozytywnymi. Potwierdzać to może inspirację opowieściami na temat rycerzy okrągłego stołu. To właśnie król Artur walczył pod znakiem tego mitycznego stworzenia, a jego ojciec Uter nosił przydomek Pendragon, czyli – według jednego z tłumaczeń – „Najwyższy Smok”. Symbol ten wiązany był więc z władzą, a nie diabłem. Co ciekawe, do dziś godłem Walii jest smok, a to w tym kraju zamieszkują głównie potomkowie Celtów.

Być może najstarsze na ziemiach polskich ślady recepcji legend arturiańskich, a zarazem wywodząca się z nich interpretacja smoka, znajdują się w kronice Galla Anonima (XII w.). Z uwagi na swe zachodnioeuropejskie pochodzenie i wykształcenie autor zapewne dobrze znał opowieści związane z rycerzami okrągłego stołu. Tak opisywał Bolesława Krzywoustego atakującego Pomorze w 1107 roku:

I jak ogniem zionący smok, samym tchnieniem paląc wszystko dokoła, a to, co nie spłonęło, rozbijając ruchem ogona, przebiega ziemię, by czynić spustoszenia – tak Bolesław uderzył na Pomorze, niszcząc żelazem opornych, a ogniem warownie.

Warto dodać, że pewien smok miał żyć w okolicach dzisiejszej Warszawy. Zamieszkiwał on lochy ciągnące się między zamkiem czerskim a wsią Coniew, pilnując tam jakoby skarbów księcia Konrada Mazowieckiego (1187/1188–1247). Gad ten był także godłem niektórych Piastów mazowieckich, począwszy właśnie od władcy ziemi czerskiej Trojdena I. Wyobrażenie to znane jest z pieczęci księcia z 1329 roku. Podobnych używali jego następcy: Siemowit III i Kazimierz I. Symbolika ta związana była z Mazowszem aż do śmierci ostatniego męskiego przedstawiciela tej gałęzi rodu, Janusza III, w 1526 roku. Co ciekawe żadna inna odnoga Piastów nie interpretowała wizerunku smoka jako uosobienia władzy. Do dzisiaj w herbach niektórych mazowieckich powiatów i miejscowości znajduje się ten stwór.

Herb Księstwa Czerskiego (rys. Maciej Szczepańczyk, CC BY-SA 3.0)

Nieśmiertelni rycerze okrągłego stołu

Powyższe przykłady świadczą o tym, że legendy arturiańskie musiały być w pewnym stopniu znane na ziemiach średniowiecznej Polski. Szczególną popularnością cieszyły się wśród niektórych Piastów. W sztuce i literaturze wykorzystywano i przetwarzano zwłaszcza wątki romansowe, np. w celach moralizatorskich, ale także te magiczne czy polityczne, m.in. uzasadniając prawa konkretnej gałęzi panującego rodu do zjednoczenia kraju.

Idea okrągłego stołu, będącego jednocześnie symbolem elitarności i braterstwa, była na tyle atrakcyjna również dla mieszczan, że zaczęli wznosić Dwory Artusa. Były miejscem zabaw, uczt i turniejów nawiązujących do arturiańskich legend, a także zgromadzeń kupieckich. Najsłynniejszy z nich zbudowano w latach 1348–1350 w Gdańsku. Można go zwiedzać do dzisiaj.

Dwór Artusa (pośrodku) w Gdańsku (fot. Gyddanyzc, domena publiczna)

Legendy arturiańskie pozostają istotnym elementem kultury do dnia dzisiejszego. Do postaci i motywów rycerzy okrągłego stołu chętnie sięgają twórcy książek, filmów i gier, na skutek czego cały czas powstają ich nowe interpretacje. Zaprezentowane przez bohaterów postawy stworzyły powszechnie rozpoznawalne toposy. Ich cechy ukazują ponadczasową prawdę o człowieku, jego wewnętrzną walkę ze swoimi błędami i słabościami. Mówią o dążeniu do doskonałości, ścieraniu się dobra i zła oraz o poszukiwaniu wyznaczonego celu.

Bibliografia

Źródła

  • Gall Anonim, Kronika polska, red. Stanisław Sierpowski, tłum. Roman Grodecki, MAK Verlag GmbH, Diepholz 2010.
  • Wincenty Kadłubek, Kronika polska, red. Stanisław Sierpowski, tłum. Brygida Kürbis, MAK Verlag GmbH, Diepholz 2010.
  • Kronika Wielkopolska, red. Brygida Kürbis, tłum. Kazimierz Abgarowicz, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965.

Opracowania

  • Wojciech Górczyk, Ślady recepcji legend arturiańskich w heraldyce Piastów czerskich i kronikach polskich, „Kultura i Historia”, nr 17/2010, [dostęp: 22 czerwca 2020], <http://repozytorium.lectorium.pl/bitstream/handle/item/1056/Slady_recepcji_legend_arturianskich_w_he.pdf>.
  • Mikołaj Jarmakowski, Excalibur i Szczerbiec na tle porównawczym, [w:] Miecze średniowieczne, [dostęp: 22 czerwca 2020], <http://mieczesredniowieczne.pl/excalibur-i-szczerbiec-na-tle-porownawczym/>.
  • Agnieszka Łaguna, Gotycka skrzyneczka z kości słoniowej w skarbcu katedralnym na Wawelu, „Studia Waweliana”, 6/7 (1997–1998), s. 5–28.
  • Olgierd Ławrynowicz, Treści ideowe broni rycerskiej w Polsce wieków średnich, „Acta Archaeologica Lodziensia”, nr 51 (2005), s. 7–177.
  • Jacek Wiesiołowski, Przemysł-Lancelot, czyli Strażnica Radości nad Wartą, „Kronika Miasta Poznania”, nr 2, r. 63 (1995), s. 123–135.
  • Jacek Witkowski, Szlachetna a wielce żałosna opowieść o Panu Lancelocie z Jeziora. Dekoracja malarska wielkiej sali wieży mieszkalnej w Siedlęcinie, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2001.
Aleksandra Jakóbczyk-Gola
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Dodaj komentarz