Janek Kos „zawędrował na Syberię”, jego ojciec bronił Westerplatte, a „Rudy” 102 szturmował Berlin. Trzy fałsze w jednym zdaniu. Ile historycznej prawdy jest w słynnym serialu i książce „Czterej pancerni i pies”?

Janusz Przymanowski podpisuje książki na kiermaszu przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie podczas Dni Oświaty, Książki i Prasy; 12 maja 1969 r. (fot. Grażyna Rutowska, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/40/0/4/327/3)

W 1962 roku Wydawnictwo MON ogłosiło konkurs na książkę dla młodzieży nawiązującą do dziejów ludowego Wojska Polskiego. Udział w konkursie postanowił wziąć Janusz Przymanowski, znany już wówczas pisarz i dziennikarz, w czasie wojny sam żołnierz 1. Armii WP. Zbierał właśnie materiały do reportażu historycznego o bitwie pod Studziankami, stoczonej w sierpniu 1944 roku przez 1. Brygadę Pancerną im. Bohaterów Westerplatte. Do sprawy podchodził bardzo poważnie: spotykał się z uczestnikami, gromadził relacje, analizował dokumenty, wielokrotnie odwiedzał miejsce bitwy. Po latach wspominał:

Miałem ogromny materiał: na dwu tysiącach stron ponad trzysta biografii żołnierzy I brygady pancernej. Do „Studzianek” wybrałem z nich tylko króciutki okres ośmiu dni. Dysponując hałdą niewytopionej rudy, postanowiłem napisać przygodową opowieść o załodze czołgu. […] Mając wspaniałe tworzywo – setki autentycznych przygód pancerniackich – niczego nie zmyślałem, ale mogłem dowolnie wybierać i przekształcać. […] Od planu pierwszych rozdziałów do kropki na końcu gotowego maszynopisu pierwszego tomu upłynęło pięć miesięcy.

„Czterej pancerni i pies” – zapach na antyimportowy serial

Wyniki konkursu ogłoszono jesienią 1963 roku. Książka Przymanowskiego nie zdobyła pierwszej nagrody, lecz zaledwie wyróżnienie, w dodatku jedno z pięciu. Mimo to zakwalifikowano ją do druku. Ukazała się w czerwcu 1964 r. w niewielkim jak na tamte czasy nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Czytelnicy przyjęli ją jednak lepiej niż jurorzy i powieść zaczęła zyskiwać popularność. Zapotrzebowanie czytelnicze zostało zauważone, bo już w następnym roku „Czterej pancerni i pies” ukazali się w nakładzie 30 tys. sztuk.

Takie były początki wielkiej kariery tej powieści. Powieści, która dała Przymanowskiemu uznanie, sławę i pieniądze, a polskiej kinematografii jeden z najpopularniejszych seriali. Dodajmy jeszcze, że o książkach, którym w konkursie Wydawnictwa MON przyznano nagrody, dziś już nikt nie pamięta.

Dobrze napisaną powieścią – z wartką akcją i ciekawymi bohaterami – zainteresował się kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „Syrena” Stanisław Wohl. Pewnego razu w lutym 1965 roku pojawił się u Przymanowskiego i wskazując na książkę, powiedział: „To jest zapach na duży antyimportowy i eksportowy serial dla telewizji”. Wohl poruszył odpowiednie sprężyny i cztery miesiące później serial został skierowany do realizacji.

Premiera serialu „Czterej pancerni i pies” w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki; 1966 r. Od lewej stoją Janusz Gajos, Włodzimierz Press, Roman Wilhelmi, Małgorzata Niemirska, Konrad Nałęcki (reżyser serialu) i Janusz Przymanowski (fot. Lech Zielaskowski, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/53/0/10/699/8)

Odtwórcami głównych ról zostali młodzi aktorzy: Janusz Gajos, Włodzimierz Press, Franciszek Pieczka i Roman Wilhelmi. Jak się potem okazało, wybór był trafny, bo stworzyli oni wspaniałe kreacje. Serial realizował Zespół Filmowy „Syrena”, a zaplecze techniczne zapewniła Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Zdjęcia powstawały m.in. w Kotlinie Kłodzkiej, Żaganiu, Wrocławiu i Gdyni.

Publiczność chce więcej

Telewizja Polska wyemitowała pilotowy odcinek serialu prapremierowo w Dzień Zwycięstwa 9 maja 1966 roku o godz. 20. Całość puszczono jesienią, w niedzielne popołudnia od 25 września do 13 listopada. Zaraz potem przygody pancernych wyświetlono w Związku Radzieckim.

Sprawnie nakręcony serial, ze świetnymi aktorskimi kreacjami, sporą dawką humoru i wpadającą w ucho czołówkową balladą Edmunda Fettinga stał się hitem. Niedzielne emisje gromadziły przed telewizorami setki tysięcy widzów, a ulice polskich miast rzeczywiście w tym czasie pustoszały. Telewizja Polska rychło wyemitowała powtórkę, podobnie telewizja radziecka, a potem poszły kolejne wznowienia.

Mało kto dziś pamięta, że serial liczył pierwotnie tylko osiem odcinków. Podobnie jak książka, kończył się dojściem brygady do Bałtyku, zdobyciem Oksywia i spotkaniem Janka z odnalezionym ojcem. Jednak widzowie chcieli więcej. Przymanowski, Telewizja Polska oraz redakcje gazet zasypane zostały tysiącami listów (tylko do samego pisarza dotarły ich cztery tysiące), w których domagano się kontynuowania serialu. Autorowi proponowano dalszy ciąg losów załogi, dzielono się własnymi frontowymi przeżyciami, a nawet grożono konsekwencjami, jeżeli nie napisze dalszego ciągu.

W takiej sytuacji Komitet ds. Radia i Telewizji oraz TVP podjęły decyzję o realizacji kontynuacji „Czterech pancernych”. Przymanowski ze swoją żoną Marią napisał szybko scenariusze 13 kolejnych odcinków, w których doprowadził załogę „Rudego” do Berlina i do końca wojny. Scenariusze natychmiast skierowano do realizacji, a pisarz przystąpił do przerabiania ich na wersję książkową. Cały serial, liczący 21 odcinków (w takiej formie, jaką znamy dziś), wyświetlano od 14 grudnia 1969 roku do 10 maja 1970 roku.

Wyzwolony od trosk materialnych

Festyn z okazji Dnia Dziecka na pl. Defilad w Warszawie. Janusz Przymanowski podpisuje książki w mundurze pułkownika, 4 czerwca 1967 r. (fot. Lech Zielaskowski, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/53/0/10/700/7)

Polskę ogarnęło szaleństwo na punkcie „Czterech pancernych i psa”. Na spotkania z aktorami, którzy odbywali tournée po kraju, przychodziły dziesiątki tysięcy ludzi. Do telewizyjnego „Klubu Pancernych” w ciągu dwóch tygodni zapisało się 100 tys. młodych widzów. Serial powtarzano co roku (a nawet częściej), a w 1968 roku wyświetlano go w kinach. Został też sprzedany do prawie wszystkich krajów socjalistycznych, gdzie również zdobył dużą popularność i jest pamiętany do dziś.

Na podstawie filmu powstał musical i dwa komiksy. Równolegle karierę robiła książka, której kolejne wydania ukazywały się w dużych nakładach. Przełożono ją na wiele języków: rosyjski, ukraiński, czeski, hiszpański, niemiecki, bułgarski, słowacki, litewski, estoński, rumuński, gruziński, szwedzki, portugalski i inne.

Do końca lat 80. łączny nakład książki „Czterej pancerni i pies” osiągnął w Polsce ponad 2,5 mln egzemplarzy. Z kolei łączny nakład wszystkich przekładów wyniósł według relacji samego autora ponad 7 mln sztuk. Sam Przymanowski przyznawał, że powodzenie „Czterech pancernych” wyzwoliło go od trosk materialnych. Za honoraria kupił sobie dom z ogrodem w Warszawie i  samochód, mógł też co roku podróżować po Europie i świecie.

Wesoła męska przygoda

Nie da się ukryć, że serial i książka mocno wpłynęły na wyobraźnię milionów ludzi. Dla kilku pokoleń młodych Polaków II wojna światowa kojarzyła się w dużej mierze z „Rudym”, Jankiem Kosem i uciekającymi Niemcami. Przeciwnicy filmowego dzieła płk. Przymanowskiego od samego początku podkreślali, że ukazany w nim obraz wojny jest mocno uproszczony, naiwny, pozbawiony realizmu i sprowadzony do wesołej męskiej przygody.

Żartowano, że bohaterowie serialu sami wygrywają II wojnę światową, a przy okazji kilka razy ratują z opresji Armię Czerwoną. Niemcy zaś to fajtłapy, z którymi załoga „Rudego” bez trudu daje sobie radę. Po 1989 roku doszły zarzuty natury politycznej: film zakłamuje historyczną przeszłość, w nieprawdziwy sposób ukazując wydarzenia z 1944 i 1945 roku, w tym rolę Armii Czerwonej i ludowego Wojska Polskiego w tzw. wyzwoleniu kraju. Ile prawdy jest w tych zarzutach? Jak filmowo-powieściowa rzeczywistość „Czterech pancernych i psa” ma się do prawdy?

Drewniany czołg „Rudy” wykonany przez nieznanych miłośników serialu „Czterej pancerni i pies” z Rawicza (fot. „Młody Technik”, nr 4/1970, domena publiczna)

Janek zawędrował na Syberię

Ani z książki, ani z serialu nie dowiemy się, skąd właściwie wzięli się w ZSRR Polacy wstępujący do wojska w Sielcach nad Oką. Nie ma tam ani słowa o wywózkach z Kresów przeprowadzonych przez Sowietów w 1940 i 1941 roku. Nie ma słowa o łagrach, więzieniach i przymusowych osiedleniach. W książce przeczytamy tylko, że Janek w poszukiwaniu ojca „zawędrował aż w pobliże Oceanu Spokojnego”. Bohaterowie filmu nie wykazują nawet cienia nieufności do Rosjan, od których musieli wszak sporo wycierpieć.

W ogóle Rosjanie w serialu i książce to wyłącznie pozytywne postacie. Radzieccy dowódcy są po ojcowsku mądrzy i troskliwi, a żołnierze sympatyczni i koleżeńscy. Armia Czerwona nie podpala, nie rabuje i nie gwałci. Na froncie nie ma NKWD i Smiersza, a na pomoc radzieckich kolegów zawsze można liczyć. Niesympatyczni bywają za to Polacy: kucharz, który kradnie jedzenie, żandarm służbista, który aresztuje Janka, chorąży Zenek, który podrywa Lidkę…

„Ta armia wygląda dość rosyjsko”

Obecność Rosjan w 1. Brygadzie Pancernej została w filmie pokazana w sposób bardzo delikatny. Jej dowódca – pułkownik – świetnie mówi po polsku i w niczym nie przypomina Rosjanina. Pierwszy dowódca „Rudego” Olgierd Jarosz to wprawdzie oficer Armii Czerwonej, ale z pochodzenia Polak. Jest jeszcze radziecki Gruzin Grigorij Saakaszwili i to w zasadzie tyle. Reszta pojawiających się w filmie oficerów, podoficerów i żołnierzy brygady to bez wątpienia Polacy. Tymczasem rzeczywistość była nieco inna.

W większość oficerów tej jednostki stanowili Rosjanie. Zajmowali wszystkie najważniejsze stanowiska w sztabie, byli też instruktorami, kierowcami-mechanikami, dowódcami pułków, kompanii i poszczególnych czołgów. Mało tego: niektóre pododdziały brygady (np. 13. Pułk Artylerii Samobieżnej) składały się w całości z Rosjan. W 1. Pułku Czołgów, z którego powstała potem brygada, Polaków mających za sobą służbę w przedwojennych jednostkach pancernych było zaledwie kilkunastu i wszyscy byli tylko podoficerami.

Tego wszystkiego w filmie nie widzimy. Twórcy byli chyba na tę kwestię wyczuleni, bo dokonali znaczącej zmiany w stosunku do książki. W literackim oryginale pierwszym dowódcą „Rudego” był por. Wasyl Semen, Rosjanin o ukraińskich korzeniach, który z Polską nie miał nic wspólnego. W scenariuszu zastąpiono go wspomnianym Olgierdem Jaroszem, Rosjaninem polskiego pochodzenia, który w dodatku okazał się potomkiem powstańca styczniowego.

Przypinka dla miłośników serialu (fot. Carson Dial)

Nawet jednak ta zmiana nie ustrzegła serialu przed pretensjami komisji kolaudacyjnej, która w marcu 1966 roku oceniała dwa pierwsze odcinki. Ówczesny przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji płk Włodzimierz Sokorski stwierdził:

Otóż mam wrażenie, że ta polska armia została przedstawiona według bardzo konkretnej recepty, a więc pułkownik, porucznik, a nawet prowadzący czołg – to Rosjanie. Nie kwestionuję, że ogólnie sprawy tak wyglądały, ale mieliśmy i gen. Berlinga, i polskich oficerów, byli też Polakami pułkownicy i dlatego wydaje mi się, że w tym filmie doskonale pułkownik mógłby być Polakiem, a tak ta armia wygląda dość rosyjsko i właściwie nikogo wśród oficerów nie widzimy, a Polacy wypełniają te niższe funkcje…

Nie ten czołg!

Kolejne przekłamanie wiąże się z samym „Rudym” 102. Filmowa załoga od pierwszego odcinka jeździ czołgiem T-34-85 (z armatą kalibru 85 mm). Tymczasem 1. Brygada Pancerna aż do jesieni 1944 roku używała maszyn T-34-76 (z armatą kalibru 76 mm, o innym kształcie wieży i z krótszą lufą). Nowe, lepsze modele dostarczono jej dopiero po bitwie pod Studziankami. Załoga czołgu T-34-85 liczyła pięciu ludzi, a ekipa „Rudego” składała się zawsze z czterech żołnierzy, de facto była więc niepełna.

Znający realia brygady Przymanowski opisał w książce wszystko należycie – pancerni dostają nową maszynę wiosną 1945 roku przed walkami o Gdańsk i Gdynię, a piątym członkiem załogi ma zostać kapral Wichura. Twórcy serialu ze względów praktycznych używali jednak przez całe zdjęcia modelu T-34-85. Był on wówczas powszechnie używany przez wojsko, więc wystarczyło wypożyczyć z miejscowej jednostki maszynę i namalować na niej nazwę „Rudy” oraz numer 102. Wprawdzie udałoby się na pewno znaleźć gdzieś w zasobach WP model z armatą 76 mm, ale ten starszy typ bywał mocno awaryjny, a o zastępstwo nie byłoby już tak łatwo.

W ten oto sposób wierność faktom przegrała z wymogami praktycznymi. Nota bene „Rudego” zagrało kilkanaście różnych czołgów. W pierwszej serii pochodziły one głównie z 8. Pułku Czołgów z Żagania i zostały wyprodukowane w zakładach Bumar w latach 1951–1956. Maszyny użyte w filmie różniły się nieco od siebie wyglądem, osprzętem, numerem wieży, a nawet krojem liter napisu „Rudy”.

Czołg T-34-85 użyty podczas kręcenia zdjęć wewnątrz pojazdu. Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu (fot. Radomil, CC BY-SA 3.0)

Inne ustępstwo na rzecz telewizyjnej umowności to wojenne realia walki pancernej. Na swoim szlaku bojowym 1. Brygada ponosiła duże straty. W bitwie pod Studziankami utraciła 18 maszyn. Po ciężkich walkach o przełamanie Wału Pomorskiego zdolnych do działania było zaledwie 10 czołgów. W walkach o Gdańsk i Oksywie zniszczone zostały 64 czołgi, a uszkodzone 54.

Filmowi pancerni naprawdę mieli szczęście, że ich „Rudy” w serialu zniszczony został tylko dwa razy (pod Wejherowem i na niemieckim poligonie artyleryjskim). W rzeczywistości maszyna powinna się znacznie częściej psuć, palić co najmniej kilka razy, a członkowie załogi powinni być poznaczeni bliznami po oparzeniach…

Seria z kałasznikowa

Wnętrze jednego z czołgów wykorzystanych w realizacji serialu (fot. Radomil, CC BY-SA 3.0)

Równie lekko twórcy serialu podchodzili do kwestii technicznych i mundurowych. Na planie używano powojennych pojazdów, np. ciężarówek ZiS, Lublin, Star i Tatra, radzieckich transporterów BRDM-1 i BTR-152 oraz węgierskich FUG-ów. Czołgi niemieckie to zamontowane na podwoziach T-34 makiety zbudowane we wrocławskiej wytwórni filmowej i tylko z grubsza przypominające oryginały.

Niektórzy pancerni używają w kilku odcinkach powojennych hełmofonów czołgowych wz. 52 zamiast wz. 36. Z kolei zwiadowcy Czernousowa pojawiają się w przedwojennych polskich hełmach wz. 31 (!). Wielokrotnie dostrzec można karabinki Kałasznikowa (ich produkcję rozpoczęto w 1949 roku) odgrywające rolę niemieckich Sturmgewehrów 44. Japoński dywersant z pierwszego odcinka używa natomiast brytyjskiego pistoletu maszynowego Lanchester.

Zupełny chaos panuje w mundurach żołnierzy niemieckich. Statystów ubrano w przypadkowo dobrane sorty mundurowe, akurat takie, jakie znajdowały się w magazynach wytwórni. Spadochroniarze noszą hełmy wojsk lądowych, a artylerzyści hełmy spadochronowe. Żołnierze dywizji „Hermann Göring” noszą mundury i oznaczenia jednostek Waffen SS. Obergefreiter Kugel ma na sobie kurtkę mundurową z oznaczeniami stopni używanymi w armii NRD…

„Rudego” nie mogło być w Berlinie

Pisząc książkę i scenariusz płk Przymanowski pozwolił sobie na pewne odstępstwa od prawdziwego wojennego szlaku 1. Brygady. Po zdobyciu Gdańska i Gdyni z powodu dużych strat jej pododdziały skierowano do obrony wybrzeża w okolicach Trójmiasta. Jedną kompanię sprawnych czołgów w liczbie 10 maszyn wysłano natomiast do udziału w operacji berlińskiej. Pancerniacy walczyli nad Kanałem Hohenzollernów na północ od Berlina, a ostatni będący na chodzie czołg dotarł nad Łabę 5 maja 1945 roku. „Rudy” nie mógł więc uczestniczyć w zdobyciu stolicy III Rzeszy, bo polskich czołgów tam po prostu nie było.

Także inne przygody załogi w II i III serii filmu (wzięcie do niewoli podczas forsowania Odry, ucieczka z poligonu artyleryjskiego, opanowanie niemieckiego fortu itd.) są wyłącznie wytworem fantazji autora. Przymanowski sprytnie rozwiązał też drażliwą sprawę powstania warszawskiego. By uniknąć szerszego opisywania tego wątku zastosował taki oto chwyt fabularny: po zajęciu Pragi „Rudy” został trafiony na podjeździe na most Kierbedzia, a ciężko poraniona załoga trafiła na kilka miesięcy do szpitala. Nota bene w scenach walk o Pragę nie pojawiają się akowcy (jak było w rzeczywistości), a żołnierzom 1. Armii pomagają tylko cywilni mieszkańcy.

Z innych błędów lub świadomych przeinaczeń autora wymieńmy wątek ojca Janka, który walczył na Westerplatte. Do załogi Wojskowej Składnicy Tranzytowej wybierano oficerów służby czynnej i w dodatku kawalerów. Por. Stanisław Kos, był oficerem rezerwy, mieszkał w Gdańsku, miał żonę i syna, nie mógł więc znaleźć się wśród obrońców Westerplatte.

Literackim zabiegiem są też ciągłe spotkania Pancernych z oddziałem zwiadu Czernousowa i Janka z Marusią. Jeżeli zwiadowcy walczyli pod Studziankami, to znaczy, że należeli do radzieckiej 8. Armii Gwardii. W styczniu 1945 roku armia ta uderzała prosto na zachód w kierunku Odry. Czernousow i Marusia nie mogli się więc znaleźć pod Gdańskiem i zdobywać tam niemieckiego schronu.

Tylko bez polityki

Kwestie polityczne w serialu pojawiają się sporadycznie. Tu i ówdzie wspomina się o nowej Polsce i nowym rządzie, który rozdawać będzie ziemię chłopom, a fabryki robotnikom. Niektórzy bohaterowie z dystansem odnoszą się do Rosjan (nazywanych „Ruskimi”, a nawet „bolszewikami”), ale szybko przekonują się do sojuszników ze wschodu. Przecież Armia Czerwona niesie Polsce wyzwolenie i nowy, sprawiedliwy ustrój, a także nowe granice („Gdzie my – tam granica” – tytuł jednego z odcinków). Wyrazem tego jest słynne zdanie Gustlika wypowiedziane po przejściu Bugu (!): „My są już w Polsce”.

Nie znajdziemy w filmie tego, co naprawdę składało się na polityczną rzeczywistość 1944 i 1945 roku w Polsce: przejmowania władzy przez PPR, aresztowań przeprowadzanych przez UB i NKWD, wywózek akowców na wschód, walk z niepodległościowym podziemiem.

Równie ugładzony jest obraz wojska. Nie ma mowy o nieufności, z jaką podchodziła do armii komunistów większość społeczeństwa. Nie wspomina się o permanentnych brakach w zaopatrzeniu, pijaństwie, złym traktowaniu żołnierzy i będących tego skutkiem dezercjach, terrorze Informacji Wojskowej czy ogromnych stratach ponoszonych podczas walk. Autor nie napisał też ani w książce, ani w scenariuszu o tym, co działo się z 1. Brygadą Pancerną po zakończeniu działań wojennych. Latem 1945 roku jej pododdziały skierowano do walki z podziemiem niepodległościowym…

Bibliografia

  • Janusz Przymanowski, Czterej pancerni i pies, Wydawnictwo MON, Warszawa 1984.
  • Serial Czterej pancerni i pies, 1966–1970.
  • Janusz Przymanowski, Poprzez fronty i afronty, Pomorze, Bydgoszcz 1989.
  • Marek Łazarz, Czterej pancerni i pies. Przewodnik po serialu i okolicach, Torus Media, Wrocław 2006.
  • Kacper Śledziński, Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych, Znak Horyzont, Kraków 2014.

5 KOMENTARZE

  1. ja już wolę oglądać pancernych z przymrużeniem oka takie były czasy niż jakieś reality show w którym młodzi ludzie robią z siebie debilne tresowane małpy nie obrażając małp po ich to natura ukształtowała

  2. Po co takie rozbieranie tej fikcji literackiej? Sam autor mówi, że to film, a nie dokument historyczny. Może autor pokusi się o porównanie RAMBO to rzeczywistości. Serial mnie bawił i bawi dalej.

Leave a Reply