Do niedawna odkrywca Ameryki miał dobrą prasę – zwłaszcza w Europie. Podkreślano jego talenty jako nawigatora, odwagę i niedocenienie go za życia. W porównaniu z Cortésem czy Pizarrem jawił się jako łagodny eksplorator wiedziony głównie ciekawością. A jednak Krzysztof Kolumb miał wiele na sumieniu.

Cała historia zaczyna się 12 października 1492 roku, kiedy ekspedycja pod dowództwem upartego kapitana z Genui wylądowała na jednej z wysp wchodzących w skład archipelagu Bahamów. Wśród naukowców trwają dyskusje, która to była dokładnie wyspa, kto pierwszy zobaczył ląd, kto rzeczywiście jako pierwszy dotarł do Ameryki itd. Zostawmy te spory, skądinąd bardzo interesujące, na inną okazję i przyjrzyjmy się ludziom, których spotkał Kolumb na nowo odkrytych ziemiach.

Byli to Tainowie, Indianie zamieszkujący w tym czasie Wielkie Antyle (tzn. Kubę, Jamajkę, Haiti i Portoryko) i właśnie Bahamy. Ich przodkowie przybyli z delty Orinoko około 250 r. p.n.e. a po drodze zasiedlili też wyspy Małych Antyli. Prowadzili osiadły tryb życia, tworzyli dość złożone społeczności, choć nie aż tak zaawansowane jak imperia Azteków i Inków. Dzięki sprzyjającemu klimatowi wyspy mogły wyżywić dużą liczbę mieszkańców. Szacunki zaludnienia dla samego Haiti (albo inaczej Hispanioli) wahają się od stu tysięcy do miliona, przy czym bardziej prawdopodobne są te bliższe wyższej liczbie. Istnieją też estymacje sięgające ośmiu milionów, ale raczej nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością.

Lądowanie Krzysztofa Kolumba na jednej z wysp Bahamów 12 października 1492 r. Obraz Dióscora Puebli i z 1862 r. (ze zbiorów Museo del Prado, nr inw. P006766)

Społeczeństwo Tainów

Tainowie zamieszkiwali osady liczące, wedle relacji Europejczyków, nawet tysiąc domów i trzy tysiące mieszkańców. Rządy sprawowali wodzowie cieszący się sporym autorytetem i zakresem władzy, a wodzostwa obejmowały duże obszary. Na Hispanioli w 1492 roku istniało pięć lub sześć takich jednostek. Władza była prawdopodobnie dziedziczona w linii żeńskiej. W społeczeństwie Tainów istniał też podział na warstwy wyższe i pospólstwo. Dzięki całkiem zaawansowanej znajomości nawigacji między wyspami kwitł handel, a część dóbr luksusowych pozyskiwano nawet ze stałego lądu, a konkretnie z okolic ujścia Orinoko. Było to możliwe dzięki temu, że Indianie potrafili konstruować łodzie mieszczące nawet 150 pasażerów.

Podstawą wyżywienia był maniok, a Tainowie, podobnie jak Indianie zamieszkujący Amerykę Południową, umieli wypiekać chleb przy użyciu maniokowej mąki. Prócz tego uprawiali także kukurydzę, paprykę, orzeszki ziemne, fasolę i papaję. Sporą część ich diety stanowiły ryby, zarówno słono- jak i słodkowodne. Mieszkańcy wysp polowali także na dzikie zwierzęta, nie gardząc jaszczurkami, wężami, a nawet owadami. Za szczególny przysmak uchodziły iguany, których jedzenie Hiszpanie uważali za wyjątkowo obrzydliwe.

Iguany były przysmakiem Tainów, Hiszpanom zaś wydawały się obrzydliwe (fot. Bjørn Christian Tørrissen, CC BY-SA 4.0)

Duchowym światem Tainów rządziły bóstwa zwane zemis reprezentujące siły natury, a czasem także fizyczne obiekty, takie jak drzewa czy strumienie. By zapewnić sobie przychylność zemis, korzystali z pomocy specjalistów (swego rodzaju szamanów) – behiques. Tainowie wierzyli również w życie po śmierci, czasem zwracali się o pomoc do zmarłych przodków, toteż ich kult odgrywał znaczącą rolę.

Jak widać z tego krótkiego opisu, Tainowie tworzyli zaawansowane społeczeństwo, nie tak rozwinięte jak cywilizacje Mezoameryki, ale radzące sobie zupełnie nieźle i umiejące wykorzystać zalety przyjaznego klimatu. A teraz zobaczmy, jak potraktował ich Krzysztof Kolumb.

Rekonstrukcja wioski Tainów na Kubie (fot. Michal Zalewski, CC BY-SA 2.5)

Nawiązanie relacji

Pierwsze kontakty nie zwiastowały późniejszych problemów. Początkowo największym problemem była bariera językowa, lecz pomimo niej kwitł handel wymienny. Zainteresowanie Europejczyków budziły zwłaszcza ozdoby ze złota noszone przez indiańską arystokrację. Krzysztof Kolumb jednak od samego początku traktował Tainów instrumentalnie. Przykładem może być schwytanie kilku Indian w celu wykorzystania ich jako przewodników (a później jako tłumaczy). Niektórym udało się uciec, ale część z nich popłynęła do Europy. Tylko dwóch wróciło potem na ojczyste wyspy. Trudno nawet wyobrazić sobie, jak traumatyczna musiała być dla nich ta podróż.

25 grudnia 1492 roku Santa Maria, największy statek wyprawy, wpadł na mieliznę. Szczęśliwie załogę udało się uratować, nie było jednak mowy, by wszyscy pomieścili się na dwóch pozostałych jednostkach, tym bardziej, że w perspektywie był długi i niebezpieczny powrót do Europy. Podjęto decyzję o pozostawieniu trzydziestu dziewięciu członków załogi w zbudowanym w naprędce forcie. Tak powstało La Navidad, pierwsze europejskie osiedle w Nowym Świecie.

Pinta, Niña i Santa María – repliki statków Krzysztofa Kolumba w muzeum Przystań Karaweli w Palos de la Frontera w Andaluzji (fot. Edward the Confessor, CC BY-SA 4.0)

Krzysztof Kolumb i jego propaganda sukcesu

Prócz niewątpliwych umiejętności nawigacyjnych Krzysztof Kolumb wykazał też talent do rozpropagowania swojego osiągnięcia. Po wylądowaniu w Hiszpanii zorganizował pochód, w czasie którego zgromadzeni gapie mogli oglądać egzotyczne ptaki i ozdoby podarowane przez Indian, a nawet samych rdzennych Amerykanów. Dzięki tej zręcznej propagandzie, a także roztoczeniu przed monarchami wizji bajecznych zysków, kolejna wyprawa mogła być zorganizowana bardzo szybko.

Krzysztof Kolumb (prawdopodobnie) na pośmiertnym portrecie Sebastiana del Piomba, 1519 r. (ze zbiorów Metropolitan Museum of Art, nr inw. 00.18.2)

Flota siedemnastu statków wyruszyła z Kadyksu 25 września 1493 roku. Podróż przez Atlantyk trwała zaskakująco krótko i już 27 listopada Hiszpanie dotarli do La Navidad. Problem w tym, że osada już nie istniała – znaleziono jedynie jej pozostałości i kilka ciał w stanie rozkładu. Zagadkę udało się rozwikłać dopiero po kilku latach, kiedy Indianie i Hiszpanie poznali swoje języki i byli w stanie porozumieć się w sprawach bardziej skomplikowanych niż wymiana błyskotek.

Historia upadku La Navidad wyglądała tak: tuż po odpłynięciu Kolumba do Europy pozostali na Hispanioli Hiszpanie zaczęli napadać Tainów, okradać ich ze złota i porywać kobiety. Europejczycy podzielili się na walczące ze sobą gangi, które wyprawiały się czasem w głąb wyspy, by rabować indiańskie wioski.

W końcu cierpliwość lokalnego wodza o imieniu Caonabo wyczerpała się. Jego wojownicy rozpoczęli polowanie na grupy Hiszpanów grasujące na wyspie, aż w końcu pozostało ich zbyt mało, by bronić La Navidad. Kolejne kontakty między mieszkańcami Starego i Nowego Świata przebiegały w podobny sposób, ale nie uprzedzajmy faktów.

Założenie La Isabela

Kolumb zdecydował o założeniu nowej osady, nazwanej La Isabela na cześć królowej Izabeli Katolickiej. Prace przy budowie osiedla rozpoczęły się w styczniu 1494 roku. Początkowo stosunki między kolonistami i okoliczną ludnością układały się nie najgorzej, szybko jednak okazało się, że wyspy nie są bogate w złoto, stąd też handel wymienny przestał przynosić dochody. Hiszpanie rozpoczęli rajdy w głąb wyspy w poszukiwaniu cennego kruszcu, co budziło zrozumiałą niechęć Indian.

Kolumb nakazał budowę fortów w interiorze, których zadaniem miało być trzymanie Tainów w ryzach. Jego list datowany na 9 kwietnia 1494 roku przekazuje instrukcje dla dowódcy fortu Santo Tomás dotyczące traktowania Indian, sprawiających problemy: „Jeśli odkryjesz, że któryś z nich kradnie, powinieneś ukarać ich, ucinając ich uszy i nosy, bo są to części ciała, których nie mogą ukryć”. Prócz tego Pedro de Margarite, bo to on dowodził hiszpańską placówką, miał: „siać terror wśród Indian, by pokazać, jak silni i potężni są chrześcijanie”.

Tainowie nie pozostawali dłużni, jednak ze względu na słabsze uzbrojenie trudno im było pokonać kolonistów. Dużo bardziej dolegliwy dla Hiszpanów był bierny opór polegający na wstrzymaniu dostaw żywności, bez których osiedle nie miało szansy przetrwać. Europejskie rośliny słabo przyjmowały się w tropikalnym klimacie, miejscowych osadnicy nie umieli uprawiać, a zapasy przywiezione na statkach topniały w zastraszającym tempie.

Wodzostwa na Hispanioli w chwili przybycia Krzysztofa Kolumba. Caonabó rządził Maguą (il. domena publiczna)

Wymuszało to organizowanie kolejnych ekspedycji w celu zdobycia żywności, którym często towarzyszyły gwałty i porwania kobiet. Spirala przemocy nakręcała się coraz bardziej. Caonabó, odpowiedzialny za zniszczenie La Navidad, zdołał zmontować koalicję obejmującą większość wodzów rządzących na wyspie i zaczął odnosić pewne sukcesy.

W międzyczasie Krzysztof Kolumb powrócił z rekonesansu, w trakcie którego eksplorował Kubę i Jamajkę. Na początku 1495 roku wyruszył w głąb Hispanioli z kolejną karną ekspedycją. Wodzów winnych napadów na Hiszpanów nie udało się złapać, jednak wymiernym efektem wyprawy było schwytanie 1500 Indian, których następnie zapędzono do La Isabela, by potem 550 z nich załadować na statki płynące do Hiszpanii. Około 200 zginęło w trakcie podróży, a resztę sprzedano na targu w Sewilli jako niewolników. Część schwytanych Tainów, którzy pozostali na wyspie, została rozdzielona pomiędzy kolonistów, a część puszczono wolno. Michele de Cuneo, świadek tych wydarzeń, opisuje, że indiańskie kobiety porzucały swoje dzieci i uciekały w obawie, że Hiszpanie będą ponownie próbowali wziąć je w niewolę.

W końcu lutego 1495 roku Caonabó obległ Santo Tomás i Hiszpanie pozostawali odcięci w forcie przez niemal miesiąc. Wkrótce jednak Alonso de Hojeda schwytał przywódcę indiańskiego oporu, co przyspieszyło pacyfikację regionu.

Makieta domu Krzysztofa Kolumba w La Isabeli; Museo Parque Nacional Histórico y Arqueológico de La Isabela (fot. Mariordo (Mario Roberto Durán Ortiz), CC BY-SA 4.0)

Krzysztof Kolumb nakłada trybut na Tainów

By zapewnić stały dopływ złota, Krzysztof Kolumb nałożył na Indian specyficzny trybut. W przypadku regionów bogatszych w kruszec każdy mieszkaniec powyżej czternastego roku życia musiał dostarczyć co trzy miesiące taką ilość złotego piasku, jaka mieściła się dzwoneczku używanym przez sokolników. W miejscach, gdzie w ogóle nie występowały drogocenne złoża, Tainowie zobowiązani byli przynosić jedną arrobę (około 12 kg) bawełny.

Ci którzy wywiązali się z narzuconych zobowiązań, otrzymywali mosiężną lub miedzianą plakietkę, którą nosili na szyi. Indianie złapani bez tej plakietki mieli być karani. Wedle źródeł karą było ucięcie dłoni, jednak wydaje się wątpliwe, by działo się tak w każdym przypadku, ponieważ ówczesna medycyna słabo radziła sobie z tamowaniem krwawienia i amputacja nierzadko równała się wykrwawieniu na śmierć.

Bulwy manioku, najważniejszej rośliny uprawianej przez Tainów. Hiszpanie żądali jednak złota (fot. David Monniaux, CC BY-SA 3.0)

System mógł działać dopóki istniał zorganizowany system powiązań społecznych, który jednak powoli zaczął się rozpadać. Głównym powodem były epidemie europejskich chorób, które dziesiątkowały Indian. Obracanie w niewolę i praca ponad siły też miały wpływ na katastrofę demograficzną, która wymusiła w 1497 roku odejście od opisanego wyżej trybutu. Wedle niektórych szacunków między 1494 a 1496 rokiem, a więc wtedy, gdy Krzysztof Kolumb kierował kolonią, zginęła 1/3 rdzennej populacji Hispanioli (szacowanej w tym przypadku na 300 000 w 1492 roku).

Ostatnie podróże Krzysztofa Kolumba

Odkrywca powrócił do Hiszpanii ze swojej drugiej podróży w czerwcu 1496 roku. Długo musiał tłumaczyć się z nieudolnego zarządzania kolonią, w związku z czym w kolejną wyprawę wyruszył dopiero w 1498 roku. Ta ekspedycja, podobnie jak kolejna z lat 1502–1504, polegała głównie na eksploracji kolejnych wysp, a później także stałego lądu. W związku z tym, prócz zwyczajowego porywania Indian i sporadycznych starć z mniej przyjaznymi mieszkańcami, nie przyniosły one już takich okrucieństw, jak działalność Kolumba na Hispanioli.

Podróże Krzysztofa Kolumba. Pierwsza wyprawa: niebieski; druga wyprawa: czerwony; trzecia wyprawa: zielony; czwarta wyprawa: żółty (il. Phirosiberia, CC BY-SA 3.0)

W tym miejscu można chyba pokusić się o negatywną ocenę odkrywcy. Część czytelników podzieli się zapewne uwagą w rodzaju: ale przecież nie można osądzać człowiek w oderwaniu od jego czasów, trudno wymagać od Genueńczyka urodzonego w XV wieku, by myślał jak my dzisiaj. W zasadzie nie sposób się nie zgodzić, tylko że współcześni Kolumbowi, a przynajmniej spora ich część, oceniali kolonizację Hispanioli bardzo negatywnie. Mowa głównie o duchownych, jak na przykład dominikanin Antonio de Montesinos, który przybył na Hispaniolę w 1510 roku i szybko dał się poznać jako obrońca Indian, czy słynny Bartolomé de Las Casas.

Odkrycie Ameryki przez Europejczyków jest bez wątpienia jednym z najdonioślejszych wydarzeń w dziejach. Trzeba jednak pamiętać, że przyniosło wiele cierpienia i śmierci, a często także fizyczną zagładę indiańskich kultur. Warto też pamiętać, że wielki odkrywca i doskonały żeglarz Krzysztof Kolumb intencjonalnie przyłożył rękę do tych cierpień.

Lądowanie Krzysztofa Kolumba na jednej z wysp Bahamów 12 października 1492 r. Obraz Johna Vanderlyna, 1847 r.

Bibliografia

  • Kathleen Deagan, José María Cruxent, Columbus’s Outpost among the Taínos Spain and America at La Isabela, 1493‒1498, Yale University Press, New Haven & London 2002.
  • William Least Heat-Moon, Columbus in the Americas, John Wiley & Sons, New Jersey 2002.
  • Tink Tinker, Mark Freeland, Thief, Slave Trader, Murderer: Christopher Columbus and Caribbean Population Decline, „Wíčazo Ša Review”, r. 2008, №. 1, s. 25–50.
  • Bartolomé de Las Casas, Krótka relacja o wyniszczeniu Indian, tłum. Krystyna Niklewiczówna, Wydawnictwo W drodze, Poznań 1988.

Dodaj komentarz