Bombowce nigdy nie cieszyły się takim zainteresowaniem jak myśliwce. To piloci tych drugich błyszczą na okładkach i rozkładówkach, a ich imiona znają tysiące. Osiągnięcia drużynowe nie cieszą się, niestety, podobną uwagą publiczności. Przypomnijmy więc o pomijanych bohaterach powietrznych walk.

Aby tłumy mogły pokochać sukces, musi on mieć konkretną twarz, na której mogą skupić się emocje wiwatujących. Mniej lub bardziej świadomie, wielbimy spersonifikowanych zwycięzców, spychając innych uczestników zdarzeń w cień, nawet jeśli bez nich dany „bohater” nie zrealizowałby swej misji.

Nietrudno uzasadnić to twierdzenie, wystarczy przypomnieć misję Apollo 11 i lądowanie na Księżycu. Wszyscy pamiętamy, że jako pierwszy na powierzchnię naszego naturalnego satelity zszedł Neil Armstong. Ale kto był drugi? Jak nazywał się trzeci astronauta, który krążył wokół Księżyca i pilotował moduł dowodzenia? A przecież Armstrong nie oderwałby się bez nich od Ziemi.

Neil Armstrong (po lewej), Buzz Aldrin (po prawej) oraz „ten trzeci” – Michael Collins (fot. NASA, ID: S69-31739, domena publiczna)

Mając powyższe na uwadze, spróbujmy przyjrzeć się roli strzelców pokładowych służących w siłach lotniczych państw zaangażowanych w działania zbrojne w czasie II wojny światowej.

Krótka historia strzelców pokładowych

Za pierwszego człowieka w historii, który oddał strzał z broni palnej z lecącego samolotu uznaje się Jacoba E. Fickela, który w sierpniu 1910 roku, lecąc samolotem Curtiss D (za sterami siedział Charles F. Willard), wystrzelił dwa razy do celu naziemnego z karabinu Springfield 1903. W ten sposób major stał się pierwszym w historii strzelcem pokładowym.

Pierwszy strzelec pokładowy: Jacob Earl Fickel; 1910 r. (fot. domena publiczna)

Kamieniem milowym w procesie militaryzacji lotnictwa stał się 8 czerwca 1912 roku, kiedy to kapitan Charles De F. Chandler zabrał ze sobą na pokład samolotu Wright Model B ręczny karabin maszynowy Lewisa, a następnie ostrzelał z niego rozciągniętą na ziemi brezentową tarczę, lecąc na wysokości ok. 90 metrów (pilotował porucznik Roy Kirtland). Z 47 wystrzelonych naboi trafiło około 12%.

Dalsze postępy w tej dziedzinie przyniosła Wielka Wojna i dążenie do rozwiązania problemu montażu broni maszynowej na samolocie. Dopóki nie pojawił się synchronizator, jednym ze sposobów na uniknięcie odstrzelenia własnego śmigła było przeniesienie silnika na tył samolotu (tzw. „pchacz”). Niektóre z tych maszyn były myśliwcami jednomiejscowymi, w innych jednak zasiadało dwóch lotników – pilot z tyłu, a strzelec i obserwator z przodu, co w połączeniu z ruchomym karabinem lub karabinami dawało całkiem szerokie pole ostrzału.

W 1912 po raz pierwszy otworzono ogień z karabinu maszynowego znajdującego się na pokładzie samolotu (fot. United States Army Air Service, domena publiczna)

Domknięciem kwestii wykorzystywania strzelców pokładowych w działaniach zbrojnych stało się wprowadzenie do użytku w lipcu 1916 roku tak zwanej obrotnicy Scarffa. Ta prosta w swej istocie konstrukcja pozwalała na prowadzenie ognia w zakresie pełnych 360 stopni, zapewniając jednocześnie wystarczająco stabilne podparcie broni. Ulepszane i modyfikowane, obrotnice te pozostały w użyciu aż do końca lat trzydziestych XX wieku.

Wielka Wojna cz. II

Szybki bombowiec. To hasło rozbrzmiewało w głowach wszystkich konstruktorów bombowców drugiej połowy dwudziestolecia międzywojennego. Wielkie i ciężkie maszyny niosące śmierć i zagładę mogły hulać co najwyżej po kartach książek i komiksów, na stołach kreślarskich rządziły małe i zwinne maszyny. Ówczesne myśliwce (najczęściej dwupłaty) były stosunkowo powolne, co rodziło nadzieję na spełnienie marzenia Giulio Douheta o rozstrzygającej roli lotnictwa w przyszłych wojnach.

Aby jednak idea ta mogła zostać zrealizowana w rzeczywistości, nowe bombowce musiały być rzeczywiście szybkie, co wymuszało z kolei ograniczanie ich wagi. Idąc dalej owym konstruktorskim ciągiem wnioskowania skoro w bombowcu naprawdę niezbędnymi elementami są płatowiec, silnik z osprzętem, pilot, bomby etc., to po zamknięciu tejże grupy pozostają rzeczy, które można usunąć lub też zredukować do minimum. Jedną z nich byli strzelcy i kaliber ich broni, ograniczany zazwyczaj do najpopularniejszego w danym kraju kalibru broni strzeleckiej.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej w lotnictwie myśliwskim nastąpiła jednak mała rewolucja. Dwupłaty raptownie przechodziły do lamusa (lub jednostek drugoliniowych), a ich miejsce zajmowały nowoczesne maszyny o mocnych silnikach i solidnych kadłubach, rozwijające wystarczającą prędkość niezbędną do dogonienia (i przegonienia) owych „szybkich” bombowców.

Przykładem rezultatów takiego spotkania może być starcie z 18 grudnia 1940 roku. 22 Wellingtony (całkiem solidnie uzbrojone jak na owe czasy) lecące bez eskorty zostały zaatakowane przez niemieckie myśliwce Me-109 i 110 nad Zatoką Helgolandzką. W rezultacie, Brytyjczycy stracili 12 maszyn, a 3 dalsze rozbiły się podczas lądowania. Niemcy stracili 3 „stodziewiątki”. Zginęło 57 lotników RAF i 2 pilotów Luftwaffe.

Messerschmitt Bf 109E-3 zmuszony do lądowania w Anglii 27 listopada 1940 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. E(MOS) 1225, IWM Non-Commercial Licence)

Rok 1940 pokazał wyraźną przewagę myśliwców nad bombowcami, spychanymi coraz bardziej do działań nocnych. Podejmowano też próby zwiększania liczby defensywnych stanowisk strzeleckich na samolotach, montowano też na nich broń coraz większego kalibru. Proces ten doprowadził do narodzin amerykańskich ciężkich bombowców, obficie wyposażanych w zasilane taśmowo WKM-y kalibru 12,7 mm.

Te „latające fortece” miały samodzielnie przebijać się do swych celów przez niemiecką obronę powietrzną. Kulminacją takiego podejścia stał się nalot na Schweinfurt z 14 października 1943 roku. Z 291 bombowców B-17 Niemcy (lotnictwo + obrona przeciwlotnicza) zestrzelili 60, a dalsze 17 trzeba było złomować po powrocie. 642 amerykańskich lotników zginęło, zostało rannych lub dostało się do niewoli. Będąc pod wrażeniem strat, Amerykanie zaprzestali nalotów dziennych wykonywanych poza zasięgiem własnych myśliwców aż do lutego 1944 roku.

Luftwaffe straciła ok. 30 maszyn.

Boeing B-17 Latająca Forteca w wersji G w czasie pokazów lotniczych w 2014 r. (fot. Airwolfhound, CC BY-SA 2.0)

Wnioski

Przebieg działań lotniczych w czasie II wojny światowej jasno pokazał, że mit o „szybkim” bombowcu czy też o „latających fortecach” jest pozbawioną jakichkolwiek podstaw bajką zbyt długo opowiadaną w rozmaitych sztabach czy biurach konstrukcyjnych. Wszędzie tam, gdzie istniała dobrze zorganizowana obrona powietrzna dysponująca nowoczesnymi myśliwcami, samotne bombowce nie miały czego szukać, a nawet jeśli towarzyszyła im eskorta, bombowce i tak ponosiły straty. Niemcy mieli okazję przekonać się o tym podczas bitwy o Anglię, a Amerykanie i Brytyjczycy nad Niemcami.

Wspomniane fakty nie ujmują jednak niczego z poświęcenia i bohaterstwa załóg bombowców jako takich, a strzelców pokładowych w szczególności. Ci ludzie, mając często do dyspozycji pojedynczy karabin maszynowy i niechronieni w żaden sposób przed pociskami, musieli mierzyć się z lepiej uzbrojonymi i szybszymi maszynami wroga, patrząc niejako prosto w lufy karabinów i działek atakującego myśliwca. Nie mogli uciec, skręcić, zwolnić czy przyspieszyć – tym zajmował się pilot. Oni mieli po prostu trwać i walczyć. Choćby z tego powodu warto o nich przypomnieć.

Początki

Stanowiska strzelców pokładowych niemieckiego bombowca R.IV (fot. domena publiczna)
Dzięki użyciu dwóch karabinów strzelec/obserwator brytyjskiego Fe-2 miał spore pole ostrzału (fot. Imperial War Museum, nr kat. Q 69650)
Strzelec pokładowy w wyobraźni międzywojennego artysty; okładka książki z 1931 r. (rys. Frederick Blakeslee, domena publiczna)
Okładka brytyjskiego czasopisma „The War Illustrated” z 1914 r. (Vol. 1, No 8)

Szkolenie

Rozpoznawanie celu w ułamku sekundy, czego uczy się ten pilot, było niezwykle pożądaną umiejętnością. Fotografia z lat II wojny światowej (fot. Imperial War Museum, nr kat. CH 3567, IWM Non-Commercial Licence)
Najważniejsze przykazanie górnego strzelca – uważać na ogon! Fotografia z lat 1940–1945 (fot. H. Hensser, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 4873, IWM Non-Commercial Licence)
Nauka strzelania do ruchomego celu. Amerykańska pocztówka z 1943 r.
Nauka obsługi wieżyczki; Palestyna 1944–1945 r. (fot. Brown, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CM 5754, IWM Non-Commercial Licence)
Tak Amerykanie prezentowali kursantom obsługę broni pokładowej na B-29 (B-29 Combat Crew Manual)

Służba

W wielu bombowcach początkowego okresu wojny, strzelcy byli całkowicie odsłonięci (fot. S.A. Devon, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. C 1653, IWM Non-Commercial Licence)
Fiński Junkers K 43. Wyraźnie widać odsłonięte stanowisko górnego strzelca; wrzesień 1941 r. (fot. E.J. Paavilainen, Finnish Wartime Photograph Archive, domena publiczna)
Instalowanie karabinów maszynowych w wieżyczce brytyjskiego bombowca; lata 1939–1941 (fot. B.J. Daventry, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 246, IWM Non-Commercial Licence)
Amunicji nigdy dość; listopad 1940 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. HU 107185, IWM Non-Commercial Licence)
Przeszklone nosy He-111 zapewniały strzelcom świetne widoki, jednak nie chroniły w żaden sposób swej załogi; wrzesień 1939 r. gdzieś nad Polską (fot. Stempka, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-S52911, CC-BY-SA 3.0)
Propagandowe ujęcie amerykańskiego strzelca pokładowego; kwietnia 1942 r. (fot. ze zbiorów National Archives and Records Administration, ID: 196271, domena publiczna)
Tylny strzelec He-177 gramoli się na swoje dobrze opancerzone stanowisko; styczeń 1944 r. (fot. Linden, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101I-668-7164-14A, CC-BY-SA 3.0)
Szkolenie polskich strzelców pokładowych w Wielkiej Brytanii; 14 lipca 1940 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 573, IWM Non-Commercial Licence)
Wbrew pozorom, dolny strzelec B-17/24 wchodził na swe stanowisko podczas lotu, kiedy to wieżyczkę obracano lufami do dołu, dzięki czemu lotnik mógł bez większych kłopotów zająć swe stanowisko (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CI 1028, IWM Non-Commercial Licence)
Boczni strzelcy na pokładzie B-17; 17 marca 1943 r. (fot. ze zbiorów National Archives and Records Administration, ID: 292574, domena publiczna)
Kanadyjczyk ze swoim amuletem, który nosi zawsze w czasie lotu. Dziurę zrobił w nim niemiecki szrapnel (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 2473, IWM Non-Commercial Licence)
Przednia część samolotu Me-323; grudzień 1942 r. (fot. Helmuth Pirath, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101I-552-0822-17, CC-BY-SA 3.0)
Strzelec na pokładzie PBY Catalina; sierpień 1942 r. (fot. Howard R. Hollem, ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA, digital ID fsac.1a34876, domena publiczna)
Niemiecki strzelec pokładowy na okładce „Der Adler”
W wielu samolotach, tylni strzelcy mogli poczuć się ciut samotni (fot. S.A. Devon, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 807, IWM Non-Commercial Licence)
Stała część służby – nuda (fot. L.H. Baker, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 8080, IWM Non-Commercial Licence)
Akcent rozrywkowo/humorystyczny (fot. P.H.F. Tovey, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 2450, IWM Non-Commercial Licence)
Niemiecka reklama z czasów wojny („Der Adler”, 1941 r.)
Strzelec pokładowy w nietypowej roli ofensywnej. Jedynym uzbrojeniem myśliwców Boulton-Paul Defiant były cztery karabiny maszynowe zamontowane w obrotowej wieżyczce (fot. P.H.F. Tovey, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 2526, IWM Non-Commercial Licence)
Strzelcy pokładowi często wykonywali także inne funkcje – np. radiooperatora. Tu jeden z nich nadaje sygnały świetlne do pozostałych samolotów dywizjonu (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 339, IWM Non-Commercial Licence)

Uszkodzenia

Strzelec tego lekkiego bombowca nie przeżył spotkania z włoskimi myśliwcami (fot. H. Hensser, ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CM 658, IWM Non-Commercial Licence)
W tym przypadku pocisk niemieckiej armaty przeciwlotniczej odstrzelił tylną wieżyczkę wraz ze strzelcem (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CH 9867, IWM Non-Commercial Licence)
Zarówno tylny, jak i górny strzelec tego Lancastera zginęli w walce; styczeń 1944 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CE 121, IWM Non-Commercial Licence)
Choć brzmi to nieprawdopodobnie, tylny strzelec tego B-17 przeżył, i dostał się do niewoli, styczeń 1944 r. (fot. American Air Museum, sygn. UPL 17089)
Halifax trafiony tuż obok stanowiska strzelca pokładowego przez bombę spadającą z innego samolotu. Nikt z załogi nie zginął; czerwiec 1943 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CE 84, IWM Non-Commercial Licence)
Przyczyna podobna, skutek dla strzelca pokładowego – tragiczny (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, nr kat. CE 79, IWM Non-Commercial Licence)

Bibliografia

  • Giulio Douhet, Panowanie w powietrzu, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1965.
  • Donald Nijboer, An Illustrated history of world war II aircraft turrets and gun possitions, Airlife Publishing Ltd, Shrewsbury 2001.
  • Harry Woodman, Early aircraft armament. The aeroplane and the gun up to 1918, Smithsonian Institution Press, Washington 1989.
  • Wallace R. Clarke, British aircraft armament, Vol. 1, RAF gun turrets from 1914 to the present day, Patrick Stephens Limited, Sparkford 1993.

Leave a Reply