Okrucieństwo wojny nie zdołało wyplenić wśród żołnierzy dawnych zwyczajów. Pamiętając tradycje świąteczne celebrowane w gronie rodzinnym, starali się przestrzegać ich również na polu walki. Tym razem jednak w niezwykłych okolicznościach i zupełnie innym towarzystwie.

Jedną z takich wyjątkowych chwil była Wielkanoc, najważniejsze święto w kalendarzu każdego chrześcijanina, przypadające u progu wiosny, gdy wszystko dookoła budzi się do życia. Gdy nie spełniły się kalkulacje dowódców zakładające koniec wojny przed Bożym Narodzeniem 1914 roku i wizja świąt spędzonych w rodzinnych stronach oddaliła się, kolejnym takim momentem, z którym wiązano nadzieje, była właśnie Wielkanoc 1915 roku. I wówczas jednak nie nastąpiło upragnione rozstrzygnięcie konfliktu, a żołnierze, skoro nie mogli wrócić do domu, musieli stworzyć sobie jego namiastkę na froncie.

Nawet na froncie żołnierze nie zapominali o najważniejszych świętach. Na ilustracji pocztówka wydana w Warszawie w 1915 r. (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS XII 8b/p.48/11, domena publiczna)

Czas rozpocząć świąteczne przygotowania

Na froncie najczęściej powtarzały się życzenia szybkiego powrotu do domu. Na ilustracji pocztówka z Królestwa Polskiego, 1915 r. (il. ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS XII 8b/p.48/11, domena publiczna)

Żołnierze nie zapominali o świętach i gdy zbliżał się dzień Zmartwychwstania Pańskiego, przygotowywali się do niego, śląc do bliskich listy z prośbami o kilka produktów żywnościowych, jak na przykład masło, na Wielki Tydzień, a także o trochę święconki. Wysyłano również życzenia przepełnione tęsknotą, ale i nadzieją:

List ten odbierzesz pewnie w samą Wielkanoc. Mój Boże, – w tym dniu Zmartwychwstania, który jest naszych dążności symbolem – my zdala od siebie, niepewni jutra, zdani na łaskę Opatrzności. Dzieląc się w rodzinie jajkiem wielkanocnem, wiedzcie, że i ja będę z Wami sercem, duszą i myślą i z Wami zasiądę do święconego. Krwawe ofiary to piętno tegorocznej wiosny i Wielkanocy, lecz one wydadzą, bo musza wydać plon obfity i przyjdzie rzeczywiście zmartwychwstanie dla ludów Europy.

Ci, którzy otrzymali urlopy, mieli szczęście święcić dzień święty w domu, z najbliższymi. Mogli spotkać się również z ciepłym przyjęciem swoich kapłanów, którzy zachęcali ich nie tylko do spowiedzi i przystąpienia do komunii, ale także przedłużali „termin Komunii św. wielkanocnej aż do Zielonych Świątek”, a nawet wzywali pozostałych parafian do ustępowania, „bez szemrania” miejsca w kolejce do konfesjonałów.

Magia świąt

Z okazji świąt zaprzestawano nieraz walk, a żołnierze obu stron, dotychczas będący dla siebie śmiertelnymi wrogami, okazywali sobie przyjacielskie gesty. Do zawieszenia broni doszło w kwietniu 1915 roku gdzieś na froncie wschodnim. Inicjatywa wyszła ze strony Rosjan, oddalonych o jakieś 100–150 metrów od rowów niemieckich. W Wielką Sobotę wywiesili tablice z wielkanocnym pozdrowieniem w języku rosyjskim i niemieckim „Chrystus Zmartwychwstał”. Jednocześnie zaczęli nawoływać Niemców, by ci przyłączyli się do świętowania.

rano […] przeżywaliśmy wszyscy chwile prawdziwie rozrzewniające, gdy po jednej i po drugiej stronie powyłaziliśmy z rowów z ukrycia, dążąc ku sobie, dłoń ściskając i obdarowując się wzajemnie papierosami, cygarami itp. Ja otrzymałem od oficera rosyjskiego kilka orzechów i cukierków. Rosjanie dzisiaj śpiewają, grają na harmonice i tańczą. – Również jedna jak i druga strona pozbierała swoich zabitych […]. Ta pierwsza Wielkanoc w okopach stanowić będzie wspomnienie jednej z najmilszych chwil życia mego.

Na innym odcinku Rosjanie wczesnym rankiem, po wstrzymaniu ognia, powychodzili z okopów, powiewając chustkami i kłaniając się baranimi czapkami. Niemiecki komendant wyraził zgodę na opuszczenie okopów. Doszło do wymiany podarków. Rosjanie prosili o spokojne święta, na co i Niemcy przystali.

Dochodziło do wzruszających momentów, gdy: „Jeden z oficerów rosyjskich ucałował nawet niemieckiego piechura, gdyż taki jest rosyjski zwyczaj wielkanocny nakazujący pogodzenie się z nieprzyjacielem w Wielkanoc”. Wkrótce jednak wydano ostry zakaz udawania się do rosyjskich okopów na herbatę. Walki rozpoczęły się na nowo, choć rozwijały się powoli. Nie wszyscy mieli szczęście. Do żołnierzy rozkoszujących się ciszą dolatywały z daleka odgłosy walk.

Święcenie pokarmów w w 1 Pułku Piechoty Legionów Polskich; 7 kwietnia 1917 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/22/0/-/168/1, domena publiczna)

Różnie układało się poznaniakowi Witoldowi Czachertowi, który w 1915 roku był w Galicji, „w polskiej krainie! Wielkanoc sama była wspaniała. Wiosna w całej pełni ogarnęła wtedy naturę”. W roku następnym trafił jednak do spustoszonej walkami Francji, a w 1917 roku przerzucono go na Wołyń:

Niedziela palmowa i Wielki tydzień były stosunkowo dość spokojne. Sądziliśmy, że i święta wielkanocne spędzimy w pokoju. Tymczasem w wielką sobotę rozpoczęła się silna walka działowa, a liczne samoloty szybowały w powietrzu. […] Niedziela wielkanocna… jakaś złowroga panowała cisza. W poniedziałek, w samo południe rozpoczęła artylerya nieprzyjacielska na dobre działać, rowy i baterye nasze zasypując wprost żelazem. Cały front tworzył jedną linię ognistą. Nad nami wciąż przelatywały, nawet w nocy, latawce i co chwilę, bomby z trzaskiem pękały na ziemi […] A to dopiero początek…

Co postawić na świąteczny stół na froncie?

W odpowiedzi na listy wędrujące z frontów do kraju wojacy otrzymywali paczki, które były najlepszym prezentem – bez względu na to, czy zbliżały się święta. W okresie przedświątecznym, na co zwracano uwagę w prasie, rodziny musiały wcześniej zatroszczyć się o przesyłki dla wojaków, gdyż im bliżej Wielkanocy, tym ruch pocztowy stawał się bardziej intensywny. Brak było pewności, że wysłane na ostatnią chwilę dotrą do bliskich w wojsku. A najcenniejszy podarunek stanowiło jedzenie. Gdy żołnierz miał co nieco smakołyków do przyrządzenia, wówczas nic więcej nie było mu do szczęścia potrzebne. Wojakom wraz z przybyciem paczek:

Życzenia dla żołnierzy od producenta likierów (il. „Kurier Poznański”, 1915, nr 66, s. 8)

humor […] poprawił się […] znakomicie, ponieważ otrzymaliśmy z domów paczki. W południe ugotowaliśmy sobie kakao, jajko natomiast dostałem od kolegi. Do kompletu uczty brakło nam tylko placków, ale trudno.

W Wielkanoc nie mogło zabraknąć święconki, na którą składała się żywność pochodząca z kilku źródeł. Pozbierane wśród swoich, nie wyłączając kuchni polowych, lub kupione od miejscowej ludności skromne jedzenie, świadczyło o chęci dochowania wierności tradycji, którą, jak się wydawało, pozostawili daleko za sobą, niemalże w innym świecie. Starszym już nieco Polakom, należącym w 4 kompanii pospolitego ruszenia stacjonującej w Rawie, udało się zebrać na pokropioną przez miejscowego księdza święconkę:

2 strucle (po 50 fen., więcej nie było można dostać), 4 jaja (również nie było więcej), kawałek masła, około ćwierć funta serwelatki [gat. wędzonej kiełbasy – przyp. A. K.], ćwierć funta surowej szynki (od żołnierza), którą ugotowaliśmy sobie, oraz trochę soli i pieprzu (z kuchni naszej kompanji).

W pierwszy dzień świąt ponad 60 wojaków podzieliło się tą poświęconą żywnością, ze łzami składając sobie życzenia, spośród których najważniejsze i najczęstsze dotyczyły oczywiście powrotu w rodzinne strony.

Świątecznym zwyczajem

Święta to jednak nie tylko lepsze niż w dni powszednie jedzenie. Korzystając z pobytu między rodakami na froncie wschodnim i kilku chwil wolnego czasu, Polacy w niemieckich mundurach szli „gromadnie” do spowiedzi i komunii świętej. Przy tej okazji pospolitacy z 4 kompanii złożyli na ręce ks. prob. Wierzbickiego w Rawie pieniądze na ubogich zebrane w swoich szeregach. Były to 64 marki przekazane 20 marca 1915 roku, a kolejne 70 marek oddano 4 kwietnia.

W duchowym przygotowaniu do świąt pomagali żołnierzom wojskowi kapelani, którzy mieli w tym czasie bardzo dużo pracy. Franciszek Wawrzyniak z radością pisał o możliwości uczestnictwa w wielkanocnym nabożeństwie, w czym dopomagało licznym chętnym z dywizji jedynie dwóch kapelanów: „Obaj są to niemieccy kapłani, ale bardzo gorliwi duszpasterze. Starają się bardzo o dobro i potrzeby dusz naszych, pamiętali też o spowiedzi i Komunii wielkanocnej dla nas”.

„Święcone żołnierza” – pocztówka z reprodukcją obrazu Józefa Ryszkiewicza; 1915 r. (il. ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS XII 8b/p.38/25, domena publiczna)

Nie zawsze jednak udawało się choć w małym stopniu uczcić święta. Nie miał tyle szczęścia m.in. Józef Iwicki, który Wielkanoc 1915 roku zmuszony był spędzić w okopach, pełniąc obowiązki pod nieprzyjacielskim ostrzałem i będąc oddalonym od Francuzów jedynie o około 20 metrów. Żołnierzom udało się wówczas podtrzymać tylko jeden świąteczny zwyczaj,

a mianowicie dyngus wodny […] Jeden z pocisków Minenwerferu spadł o jakie 30 metrów przed swym celem, akurat naprzeciw mnie w wodę kanału. Wspaniały, kilkadziesiąt metrów wysoki słup wody uniósł się prosto w górę. Ponieważ wiatr wiał w naszą stronę, zgiął się ów słup u góry prosto na nas i w kilka sekund ogromna masa wody z dość wielką siłą lunęła nas, mocząc nas i nasz aparat telefoniczny aż do ostatniej nitki […]. Przedtem siedzieliśmy w rozmiękczonej glinie, odtąd już w szczerej wodzie.

Obchodzone gdzieś na frontach Wielkiej Wojny święta wielkanocne dawały żołnierzom poczucie łączności z rodzinnymi domami oddalonymi od toczących się walk. Z jednej strony pozwalały oderwać się od wojennej codzienności i powrócić myślami do bliskich zasiadających wspólnie do świątecznego posiłku, a z drugiej niosły w tym trudnym okresie światowego konfliktu nadzieję, tak jak niósł ją światu zmartwychwstały Chrystus.

Bibliografia

  • „Kurjer Poznański”, r. 1915.
  • „Postęp”, r. 1915.
  • „Wielkopolanin”, r. 1915.
  • „Tygodnik Katolicki dla Parafii św. Marcina”, r. 1916, 1917.
  • „Tygodnik Kościelny dla Parafii Bożego Ciała”, r. 1917.
  • Józef Iwicki, Z myślą o Niepodległej. Listy Polaka żołnierza armii niemieckiej z okopów I wojny światowej 1914–1918, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1978.

Leave a Reply