To były jedne z najważniejszych ról ich życia. Clark Gable latał w bombowcach nad Europą, John Huston dokumentował żołnierskie losy, a Audrey Hepburn ukrywała w butach wiadomości dla holenderskiego ruchu oporu. I choć brzmi to jak znakomity scenariusz filmu, to jednak napisało go samo życie…

To postawy godne pochwały i naśladowania – gdy patriotyzm okazał się ważniejszy od sławy, znakomitych ról czy pieniędzy. Gdy wybuchła II wojna światowa, wielu aktorów zeszło z filmowych planów, by pomóc ojczyźnie. Nie zamierzali być figurantami – chcieli brać udział w rzeczywistej walce. Jak powiedział Clark Gable: „Nie chcę sprzedawać obligacji wojennych, nie chcę przemawiać, nie chcę bawić. Po prostu chcę być wysłany tam, gdzie jest ciężko”.

Clark Gable – „Król Hollywood” w przestworzach

Gable od początku wybuchu wojny starał się wspierać wysiłki wojenne Amerykanów. Wykorzystując swoją pozycję „Króla Hollywood”, angażował się wraz z żoną, aktorką Carole Lombard, w akcję propagowania pożyczek wojennych. Niestety, w styczniu 1942 roku doszło do tragedii – samolot, którym leciała aktorka, rozbił się w górach nieopodal Las Vegas.

Zrozpaczony Gable zdecydował się wówczas wstąpić do amerykańskiego lotnictwa. Służył w 351 Grupie Bombowej i brał udział w stopniu kapitana w akcjach bojowych na pokładzie startujących z Anglii B-17 „Latająca Forteca”. Za swoją czynną służbę został odznaczony m.in. Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym, Medalem Lotniczym, Medalem Kampanii Amerykańskiej. W armii był bardzo lubiany – nie gwiazdorzył i często żartował sam z siebie, przysparzając sobie tym samym grono wojskowych przyjaciół.

Clark Gable na stanowisku strzeleckim w bombowcu B-17 „Latająca Forteca”, 6 czerwca 1943 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, sygn. FRE 3517, domena publiczna)

Podobno sam Hitler cenił Gable’a jako aktora. Wyznaczył nawet wysoką nagrodę za schwytanie filmowego Retta Butlera i dostarczenie mu go żywego. Aktorstwo jednak nie uciekło Gable’owi – po zakończeniu wojny wrócił do Hollywood i zagrał jeszcze w m.in. w takich tytułach jak „Bunt na Bounty”, „Mogambo” czy „Skłóceni z życiem”.

Leslie Howard – tajny agent Jej Królewskiej Mości?

Pomnik ku pamięci Lesliego Howarda w Cedeirze w hiszpańskiej Galicji (fot. Lmbuga, CC BY-SA 3.0)

O wiele mniej szczęścia miał kolega Gable’a z planu „Przeminęło z wiatrem”. Leslie Howard (grał Ashleya Wilkesa) podczas II wojny światowej zaangażował się w produkcję filmów propagandowych. W jego wojennej historii pojawia się także wątek polski – był lektorem w zrealizowanym przez Eugeniusza Cękalskiego polskim dokumencie „Biały Orzeł” z 1941 roku, który otrzymał nawet nominację do Oscara.

W 1943 roku Howard działał na terenie Półwyspu Iberyjskiego jako „brytyjski ambasador kultury” – jego oficjalnym zadaniem było pogłębianie relacji hiszpańsko- i portugalsko-angielskich. 1 lipca wracał na pokładzie cywilnego samolotu lecącego z Lizbony do Bristolu – na pokład dostał się w ostatniej chwili, poprosiwszy dwóch innych pasażerów, by ustąpili miejsca jemu i jego koledze. Samolot ten nie doleciał do celu – został zestrzelony nad Zatoką Biskajską przez Luftwaffe.

Spekulacje na temat śmierci aktora nie ucichły jeszcze przez wiele lat po wojnie. Domysłów było wiele: ponoć Howard miał przebywać na Półwyspie z tajną misją, o której dowiedzieli się Niemcy. Mieli zestrzelić samolot ze sławnym aktorem, by obniżyć morale Brytyjczyków. Inna wersja mówi, że piloci Luftwaffe dostali informację, iż na pokładzie samolotu wraca do ojczyzny Winston Churchill.

Aurę tajemniczości wokół śmierci Howarda pogłębia fakt, że akta dotyczące feralnego lotu są nadal tajne – niektórzy spekulują w związku z tym, że o planowanym ataku mogli wiedzieć kryptolodzy z Bletchley Park, jednak nic z tą wiedzą nie zrobili, nie chcąc ujawniać, że złamali szyfr Enigmy.

W momencie ogłoszenia w radiu BBC informacji o śmieci Howarda spiker powiedział: „Wojna pochłonęła kolejną ofiarę. Scena i ekran straciły bezinteresownego artystę, a miliony z nas straciły przyjaciela”.

James Stewart – pilot, nie aktor

Jimmy Stewart otrzymuje francuski Krzyż Wojenny (fr. Croix de Guerre) (fot. United States Army Air Forces, domena publiczna)

Jeszcze zanim za stery samolotu wsiadł Clark Gable, w wojsku służył już inny gwiazdor z Hollywood – James Stewart. Do amerykańskiej armii chciał zaciągnąć się już jesienią 1940 roku, wówczas jednak jego podanie odrzucono, argumentując to niedowagą aktora. Gdy udało mu się odwołać od decyzji, jego przełożeni uznali, że ten niezwykle znany aktor (Stewart miał już za sobą sukces „Filadelfijskiej opowieści”) lepiej sprawdzi się jako maskotka armii niż prawdziwy żołnierz.

Dla Stewarta było to tym bardziej bolesne, że miał już spore doświadczenie w pilotowaniu samolotu. Gwiazdor został zaangażowany m.in. przy propagandowym filmie „Winning Your Wings” (wyreżyserowanym przez Johna Hustona), którego celem była rekrutacja lotników. Swoje możliwości jako pilota, a nie jako aktora, mógł pokazać dopiero w 1943 roku. Został wówczas wysłany do Europy i brał udział w nalotach na Berlin, Frankfurt nad Menem, Kilonię czy Kolonię.

Po II wojnie światowej Stewart nie zapomniał ani o lataniu, ani o wojnie – w 1966 roku pilotował Boeinga B-52 podczas misji w trakcie wojny w Wietnamie. Po osiągnięciu wieku emerytalnego, dla uhonorowania wieloletniej służby dla kraju, został odznaczony Medalem Sił Lądowych.

W 1944 roku do Europy trafiła również pewna wschodząca gwiazda Hollywood – Mickey Rooney. W przeciwieństwie do Stewarta nie przeszkadzał mu fakt, że nikt nie chce go posłać do walki. Do Europy przyjechał, by występować przed żołnierzami.

Mickey Rooney parodiuje hollywoodzkich aktorów przed żołnierzami 44 Dywizji Piechoty; 13 kwietnia 1945 r. (fot. Louis Weintraub, National Archive, domena publiczna)

Wojenni dokumentaliści: John Ford i John Huston

Podczas gdy Gable czy Stewart chcieli uciec w wojsku od łatki gwiazdora z Hollywood, twórca „Sokoła maltańskiego” John Huston uczynił ze swojego zawodu atut. Służył w randze kapitana, ale wykorzystywał swoją umiejętność uważnej obserwacji do dokumentowania losów amerykańskich żołnierzy.

Reżyser nakręcił m.in. film o misji amerykańskich oddziałów walczących na archipelagu Aleutów – „Report from the Aleutians” z 1943 – a także „Bitwę pod San Pietro” z 1945 roku – dokument traktujący o niepowodzeniach amerykańskiego wywiadu, który został ocenzurowany przez armię. Wojennej chwały nie przysporzył mu także „Let There Be Light” z 1946 roku – opowieść o weteranach cierpiących na zespół stresu pourazowego, która spędziła 35 lat na cenzorskich półkach.

Pomimo faktu, że nie zawsze pokazywał wojnę taką, jaką chcieli oglądać w filmach Amerykanie – pełną glorii i patriotyzmu – Huston został awansowany do stopnia majora. Otrzymał odznaczenie Legii Zasługi za „odważną pracę w warunkach bitewnych”.

Podobna rola jak Hustonowi przypadła innemu znanemu wówczas reżyserowi. Twórca „Dyliżansu”, John Ford został podczas wojny szefem Działu Fotograficznego w Biurze Służb Strategicznych. (Office of Stategic Services – OSS) Tam zajął się realizacją dokumentów dla marynarki wojennej – filmował m.in. japoński atak na Midway (podczas którego został ranny w ramię) oraz D-Day na plaży Omaha.

Z czasem stał się nawet głównym doradcą szefa OSS, Williama Josepha Donovana. Jego ostatnim filmem wojennym był „They Were Expendable” – dokument opowiadający o porażce Amerykanów na Filipinach. W 1945 roku pod przysięgą potwierdził autentyczność obrazów ze swoich filmów dokumentalnych dot. obozów koncentracyjnych.

Po wojennej zawierusze wrócił na plan filmowy – wyreżyserował m.in. „Mogambo” z Clarkiem Gable’em, a za „Spokojnego człowieka” otrzymał (czwartego w karierze!) Oscara. Na II wojnie światowej nie skończyła się także jego przygoda z wojskiem — do czynnej służby powrócił podczas wojny koreańskiej.

Wayne, Sinatra, Chevalier – bohaterowie (nie)wojenni

Walczyć za ojczyznę chciał również John Wayne, który w momencie przystąpienia USA do wojny przeciw Niemcom był już gwiazdą „Dyliżansu”. Ku uldze jego pracodawców w Hollywood został jednak zwolniony ze służby ze względu na wiek oraz status rodzinny. Aktor nie był z tego zadowolony – wielokrotnie pisał w tej sprawie do Johna Forda z prośbą o interwencję. Przeciwko zaciągnięciu protestował za to głośno prezes Republic Studios – wytwórni, w której Wayne był zatrudniony. Herbert J. Yates groził nawet aktorowi pozwem!

John Wayne w filmie „Najdłuższy dzień” (ang. „The Longest Day”) (fot. domena publiczna)

Co ciekawe, okazuje się, że aktor dostał ostatecznie przydział do OSS, do jednostki fotograficznej, której szefem był właśnie Ford. List trafił jednak do żony Wayne’a, Josephine, z którą aktor był w tym okresie skłócony, a ta nigdy go o powołaniu nie poinformowała.

Konsternację wywołały też plotki związane z powołaniem Franka Sinatry – ponoć piosenkarz miał zapłacić 40 000 dolarów, by nie trafić na front. W rzeczywistości gwiazdor został sklasyfikowany jako niezdolny do służby wojskowej – oficjalnie z powodu perforacji błony bębenkowej, nieoficjalnie – z powodu niestabilności emocjonalnej, która w armii była nie do przyjęcia. Sinatra towarzyszył więc żołnierzom „na odległość” – jego występy nadawane były często przez Armed Forces Radio Service.

O wiele boleśniejszy upadek ze szczytu zaliczył francuski aktor Maurice Chevalier. Podczas gdy za walkę w czasie I wojny światowej otrzymał Krzyż Wojenny, ponad dwadzieścia lat później stał się znanym admiratorem marszałka Petaina. Cieniem na jego karierze położyły się także występy dla niemieckich żołnierzy.

Maurice Chevalier w teatrze Apollo w Lens, 16 listopada 1939 r. (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, sygn. O 234, IWM Non Commercial Licence)

Wschodzące gwiazdy

Marylin Monroe w 1945 r. (fot. David Conover, „Yank, the Army Weekly” z 26 czerwca 1945 r., domena publiczna)

Epizody związane ze służbą w czasie II wojny światowej mają także osoby, które dopiero w przyszłości miały zyskać status gwiazdy filmowej. Zanim pojawił się a wielkim ekranie, Kirk Douglas służył w latach 1941–1945 w amerykańskiej marynarce wojennej. Alec Guinness, czyli pułkownik Nicholson z „Mostu na rzecze Kwai” brał udział w inwazji na Sycylię.

Norma Jeane Mortenson, która w historii kina zapisała się jako Marilyn Monroe, pracowała w fabryce, opryskując lakierem kadłuby samolotów i sprawdzając spadochrony. To tam pierwszy raz wystąpiła przed kamerą – do fabryki przybyła ekipa przygotowująca film o dzielnych patriotkach pracujących w służbie ojczyzny.

Z kolei nastoletnia Audrey Hepburn brała udział w występach tanecznych, z których dochód przeznaczony był na działalność holenderskiego ruchu oporu. Niezbędny wówczas element jej garderoby – baletki – wykorzystywała, by przemycać zbierane podczas recitali wiadomości dla członków podziemia. Ponieważ hałas aplauzu mógłby przykuć uwagę Niemców, widownia miała zakaz klaskania. Po latach gwiazda „Śniadania u Tiffany’ego” wyznała: „Najlepsza publiczność, jaką kiedykolwiek miałam, nie wydała ani jednego dźwięku na koniec mojego występu”. Co ciekawe – ponoć już po wojnie, gdy pomagała w szpitalu, spotkała młodego brytyjskiego spadochroniarza Terence’a Younga – reżysera, z którym dwadzieścia lat później nakręciła „Doczekać zmroku”.

Podobne przykłady osób, których kariera aktorska dopiero miała rozkwitnąć, możemy znaleźć również w Polsce. Wśród powstańców warszawskich była m.in. Alina Janowska czy Irena Kwiatkowska. Z kolei Leon Niemczyk służył m.in. w… 444 batalionie 97 Dywizji Piechoty 3 Armii generała Pattona.

Życie pisze zatem najciekawsze scenariusze.

Bibliografia

Leave a Reply