W XIX wieku kobiety coraz śmielej zaczęły wkraczać w przestrzeń życia zawodowego. Pilnie się szkoliły, poszukiwały dla siebie lepszych stanowisk i zdobywały pieniądze na zaspokojenie swoich potrzeb. Droga, którą podążały, wcale nie była łatwa, ale skorzystały na tym nie tylko same panie, ale też społeczeństwo.

Działalnością dobroczynną zajmowała się z dużym zaangażowaniem m.in. Celestyna z Zamoyskich Działyńska (1804–1883) (fot. PAN Biblioteka Kórnicka, sygn. AO VIII 698, domena publiczna)

Przez długi czas to rodzina była głównym polem aktywności kobiet. Jednak w XIX wieku, a zwłaszcza w jego drugiej połowie, zaczęły one szukać dla siebie innych zajęć – poza domem. Początkowo były to działania o charakterze charytatywnym, pedagogicznym czy literackim, będące odpowiedzią na potrzeby chwili, jak na przykład utworzenie Dyrekcji Opieki nad Rannymi podczas Wiosny Ludów czy Towarzystwa Pań św. Wincentego à Paulo niosącego pomoc najbiedniejszym. Dostrzeżono też potrzebę kształcenia dziewcząt.

Towarzystwo Naukowej Pomocy dla Dziewcząt Polskich, podobnie jak jego męski odpowiednik, udzielało stypendiów dziewczętom, aby mogły wyuczyć się zawodu. Stawiano sobie przy tym dwa główne cele: „pierwszy, aby ułatwić niezamożnym kobietom naukę, która by im służyła jako środek do życia, a po drugie, aby pomnażać liczbę pożytecznych pracowniczek w społeczeństwie”.

Praca zarobkowa – rozpoczynamy karierę

Za działalnością w stowarzyszeniach poszła wkrótce aktywizacja zarobkowa, na co wpływ miała w wielu przypadkach zła sytuacja materialna. O poprawę swojego bytu zawalczyły siostry Aniela i Zofia Tułodzieckie, które po śmierci ojca sprowadziły się do Poznania wraz z matką i rodzeństwem. Zofia miała 16 lat, gdy rozpoczęła naukę zawodu krawieckiego – w tym celu pojechała do Warszawy.

Po powrocie rozpoczęła swoją pracę od skromnego pokoiku przy ul. Strzeleckiej. Wkrótce przeniosła się na Aleje Wilhelmowskie (dziś Al. Karola Marcinkowskiego), jedną z głównych ulic miasta, gdzie wspólnie z siostrą Anielą, również krawcową, otworzyła salon mód. „Rzetelną, sumienną i umiejętną pracą, wytwornem poczuciem smaku stworzyła […] pracownię krawiecką w swoim czasie najpierwszą w Poznaniu”.

Nie tylko Tułodzieckie podjęły się prowadzenia własnego biznesu. W lokalnej prasie można było znaleźć wiele ofert pracy skierowanych do dziewcząt, jak i towarów przez panie reklamowanych. W sąsiedztwie sióstr Tułodzieckich, przy Alejach Wilhelmowskich, pierwszą pracownię wyrobów higienicznych w Poznaniu uruchomiła pani Władysława Koszutska. Przy ul. Berlińskiej (dziś 27 Grudnia) garderobę dla dzieci polecała Franciszka Kutznerowa, a rodzice, którym zależało na szybkim i tanim wykonaniu podług najnowszej mody „ubiorków dla chłopców”, mogli zgłosić się do pani Hojnackiej na Chwaliszewie.

Coraz więcej pań zaczęło pojawiać się też w rzemiośle, rozwijającym się przemyśle, za sklepowymi ladami i biurkami urzędów. Na początku XX wieku stanowiły część załogi największych poznańskich zakładów – fabryki chemicznej Milcha na Jeżycach i fabryki Cegielskiego, gdzie panowały trudne warunki pracy.

Fabryka Wagonów i Parowozów „Cegielski” SA w Poznaniu – wnętrze zakładu; dwudziestolecie międzywojenne (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/8/1609/1, domena publiczna)

Niełatwy był też los pracownic szyjących „bieliznę dla składów kupieckich za nader niskiem wynagrodzeniem. Od wczesnego rana do nocy a często i późno w noc warczą w ciasnych zaułkach miasta maszyny do szycia, przy których siedzą prawdziwe obrazy nędzy ludzkiej, matki które, wyczerpując resztę sił swoich, starają się o kawałek chleba dla dzieci, a nieraz i żony, które utrzymywać muszą męża pijaka”.

Organizujmy się!

Takim właśnie kobietom – zarówno doświadczonym już życiowo, jak i dziewczętom wkraczającym dopiero na drogę zawodowej kariery – zamierzała dopomóc Zofia Tułodziecka. Choć odniosła zawodowy sukces, nie zamierzała na tym kończyć swej działalności. W 1903 roku powołała do życia Stowarzyszenie Personału Żeńskiego w Handlu i Przemyśle. Była to pierwsza tego typu organizacja w Wielkopolsce, biorąca w opiekę „ruch zarobkowy licznej rzeszy dziewcząt i kobiet, wyzyskiwanych często przez niesumiennych pracodawców”.

Zofia Tułodziecka (rys. Fundacja Kochania Poznania)

Towarzystwo to ma dla Poznania wielkie znaczenie! Zważmy na to, jak niesłychanie liczną jest liczba Panienek w składzie kupieckim i w przemyśle żeńskim, a te wszystkie chodzą w samopas i nie łączą się jedna z drugą, to też nie mogą mieć świadomości o wspólnych interesach materyalnych. Wszelkiego rodzaju kupcy i przemysłowcy wyzyskują ich ciężką nieraz pracę, za zapłatę, która wprawdzie wystarcza, aby z głodu nie poumierały, ale która trzyma je w biedzie i ciągłym niedostatku.

Organizacja ta pośredniczyła w poszukiwaniu posad, udzielała porad prawnych, urządzała specjalistyczne kursy i odczyty. A nauczyć można się było na przykład kroju bielizny i sukien czy księgowości. Poza tym przygotowywano do egzaminów czeladniczych i mistrzowskich na „krawcowe i modniarki”. Do stowarzyszenia mogły należeć „kobiety pracujące po kantorach, handlach, składach i pracowniach, a więc książkowe, kasjerki, sklepowe, krawcowe i t. p.”.

Dbano też o wykształcenie pań. Do ich dyspozycji była biblioteczka, uczestniczyć mogły w lekcjach gramatyki, historii i literatury polskiej, na które przychodziły chętnie, pomimo „uciążliwej nieraz pracy zarobkowej”. Powodzeniem cieszyły się również comiesięczne wykłady, które zawsze dotyczyły spraw kobiecych. Wśród tematów pojawiały się takie jak budżet kobiety pracującej, równouprawnienie czy nowe prawo rzemieślnicze dla kobiet. Działalność była zatem wszechstronna. Propagowano potrzebę ciągłej pracy nad sobą.

Tułodziecka walczyła o prawa kobiet pracujących podczas zjazdów kobiet polskich i wieców organizowanych w Poznaniu, gromadzących setki pań. Na jednym z nich nakreśliła cel, do którego powinny zmierzać: „Świat potrzebuje dziś innej kobiety […] nowej, wolnej obywatelki, któraby obok mężczyzny stanęła przy warsztacie pracy i jako równouprawniona towarzyszka, wypełniając próżnię, jaka się tworzy w społeczeństwach, w których kobiety praw są pozbawione”.

Ten ruch, dotąd niespotykany, natrafiał jednak na opór wielu, którzy wiecujące panie nazywali „rozczochranymi feministkami”.

Pochód sufrażystek w Krakowie, Dzień Kobiet w 1911 r. (fot. „Nowości Illustrowane”, nr 12, 25 marca 1911, domena publiczna)

Nowe możliwości wraz z wojną

Wybuch światowego konfliktu w 1914 roku zmienił dotychczasową sytuację. Z powodu mobilizacji armii funkcjonowanie wielu instytucji zostało znacznie utrudnione. Powołanych pod broń mężczyzn ktoś musiał w pracy zastąpić. Wojna wprowadziła „zasadnicze zmiany nie tylko w życiu państwowem lecz i społecznem, zniosła przeszkody, o jakie rozbijały się nieraz najlepsze chęci i zamiary. W ruchu kobiecym dokonał się przewrót, jeden z największych przewrotów jakie zna ludzkość – nastąpił niesłychany rozrost pracy zawodowej kobiet, zmieniły się zapatrywania i poglądy”.

M. Kazubowski M., Podręcznik kroju damskiego

Już na początku sierpnia 1914 roku dowództwo magazynów artyleryjskich zaoferowało pracę przy produkcji amunicji ponad 2 tys. kobiet. Komunikat ten skierowany został do tych pań, których mężowie zostali zaciągnięci do wojska. Kolejnych 800 z nich chciano zatrudnić przy pracach fortyfikacyjnych. Zalecano, by chętne wyposażyły się w szpadel lub łopatę, wełnianą derę, miskę oraz łyżkę. Pracownicom zapewniano nocleg i całodzienne wyżywienie.

W tramwaju i na kolei

Bardzo wcześnie zaczęto odczuwać skutki zaciągnięcia do armii tysięcy mężczyzn. Wzorem innych miast, także w Poznaniu podjęto odpowiednie kroki, by zaradzić rodzącym się problemom, m.in. dopuszczono kobiety do służby konduktorskiej. Dzięki temu pozostałych jeszcze na służbie konduktorów zatrudniono jako motorniczych. Pozwoliło to ponownie uruchomić cztery zawieszone linie tramwajowe. Za komunikacją miejską poszła też kolejowa. „Obok kobiet, pełniących służbę biletowych, na kolejach elektrycznych będziemy więc mieli w niezadługim czasie i szafnerki peronowe”.

To jednak nie wszystko. Kobiety znalazły zatrudnienie przy „czyszczeniu wagonów, lamp, latarń itp.”. Dopuszczono je, zgodnie z okólnikiem ministra dotyczącym robót publicznych, do pracy „w warsztatach kolejowych przy siodlarstwie tapicerstwie czyli robotach wyścielania […], przy ładowaniu lżejszych przesyłek, do posługi przy sprzedażach, przy utrzymywaniu ogródków dworcowych, przy robotach na torach kolejowych, przy uprawie odłogiem leżących parcel kolejowych itp.”. W kolejnych latach rozszerzano jeszcze zakres stanowisk dostępnych dla kobiet. Miały one trafiać na mniej uczęszczane dworce oraz tory, gdzie pełniłyby funkcje strażników kolejowych i zwrotniczych.

Osobne przepisy dotyczyły ubioru służbowego, który należało wprowadzić dla nowych pracownic. Pruski minister kolei osobnym rozporządzeniem określił, że „dla urzędniczek pomocniczych, biletowych […] itd. wchodzą w rachubę, jako mundur: jupa, szarawary, kamasze i czapka; dla kobiet zatrudnionych w warsztatach i na torach kolejowych: jaczki w rodzaju bluzki, spodnie i czapki”. A więc, dla zapewnienia bezpieczeństwa osobistego, panie przywdziały ubiór służbowy podobny do męskiego. Konduktorkom kolejowym dyrekcja kolejowa zakazała noszenia w pracy obuwia na wysokim obcasie, „ponieważ z tej przyczyny wydarzyło się wiele nieszczęść”. Naczelnicy zostali zobowiązani do zapewnienia paniom osobnych pomieszczeń do przebierania się.

Potrzeba zatrudnienia nowych pracownic na opróżnionych przez mobilizację stanowiskach była duża, o czym świadczy zgoda ministra robót publicznych na rezygnację z rewizji lekarskiej podczas przyjmowania na służbę wewnętrzną, i ograniczenie badań do sprawdzenia wzroku, słuchu i umiejętności rozróżniania kolorów przy służbie zewnętrznej.

„Dziennik Poznański”, r. 1890, nr 253, s. 6

Niestety, mimo że dzięki paniom możliwe było przywrócenie płynności pracy, to nie do końca doceniano ich rolę i oferowano im mniejsze niż mężczyznom wynagrodzenie. „Zarobek ich niema przekraczać trzech czwartych zarobku męskich robotników”. Zaznaczano również, że mogą one zostać zatrudnione „tylko tam, gdzie nie zachodzi obawa pod względem uchybienia dobrym obyczajom”. Przed nimi w kolejce do pracy byli jeszcze inwalidzi i starsi robotnicy.

Pani listonoszka, urzędniczka i stróż w spódnicy

Pod koniec 1915 roku pierwsze panie ruszyły jako listonoszki z listami i przesyłkami do mieszkańców Łazarza i Jeżyc. Spotkało się to z przychylnością, stąd administracja postanowiła przyjąć do pracy kolejne kobiety. Zgodę swoją wyraził wcześniej Urząd Pocztowy Rzeszy. Poza tym wydano rozporządzenie o przyjmowaniu kobiet na stanowiska sekretarek sądowych.

„Dziennik Poznański”, r. 1904, nr 215, s. 4

Żony zastępowały swoich mężów na gospodarstwie czy w prowadzeniu firmy. Przykładowo Małgorzata Brajer objęła po swoim mężu stanowisko urzędnika w Urzędzie Stanu Cywilnego na obwód Popówka w powiecie obornickim, a Wincentyna Teskowa, małżonka dziennikarza i wydawcy „Dziennika Bydgoskiego” Jana Teski, po powołaniu go do wojska przejęła obowiązki administratora wydawnictwa. Udało jej się zlikwidować zadłużenie oraz zdobyć nowych czytelników. Do współpracy zaprosiła miejscowe literatki: Stefanię Tuchołkową i Alinę Prus-Krzemińską.

W 1917 roku do licznych już nowych zawodów dostępnych dla kobiet dołączył jeszcze jeden. Zezwolono im na obejmowane funkcji stróżów nocnych. Decyzję taką podjęło Towarzystwo Zamykania i Stróżowania Domów. Panie zgłaszały już wcześniej swoje kandydatury, o czym świadczy przykład z gminy Lankwitz pod Berlinem, gdzie pośród chętnych do objęcia stanowiska stróża była jedna kobieta. Jej kandydatura zapewne zapadła poszukującym w pamięć: „Jestem wysokiej, silnej postawy i bardzo energiczną kobietą i zdrową kobietą, nie znam żadnej obawy i umiem obchodzić się z bronią; poprzednio zatrudniona byłam w służbie kolejowej. Życzyłabym sobie jednak być zajęta tylko w nocy, gdyż w nocy jestem rzeźka jak ryba we wodzie”.

„Kurier Poznański”, r. 1916, nr 269, s. 4

W większym niż dotychczas rozmiarze, na podstawie rozporządzenia ministra oświaty, zatrudniano nauczycielki w szkołach ludowych. „W szkołach dla dziewcząt liczba nauczycielek może nawet osiągnąć dwie trzecie, podczas gdy nauczycieli byłaby tam tylko jedna trzecia”. W szkole na Wildzie tuż przed wybuchem wojny pracowało 31 nauczycieli. Do wojska zaciągniętych zostało 12, a pozostali potrzebni byli w miejskich instytucjach. Pod koniec 1915 roku w szkole nie było już ani jednego nauczyciela. Pozostały jedynie nauczycielki.

Doradztwo zawodowe i szkolenia

Panie nadal korzystać mogły z różnych biur służących radą. Jedno z nich powstało w ramach Stowarzyszenia „Nationaler Frauendienst”, przy Alejach Wilhelmowskich. Udzielało zawodowej porady wszystkim kobietom, bez różnicy wieku i wyznania: zarówno młodym chcącym wybrać dla siebie zawód, jak i trochę starszym myślącym o przekwalifikowaniu się. Swoją ofertę kierowało też do żon poszkodowanych przez wojnę żołnierzy oraz wdów po poległych. Zaznaczano jednak, że instytucja ta nie wskazuje konkretnej pracy oraz nie udziela zapomóg, o co najwyraźniej zainteresowani słali zapytania. Jej celem było „zadzierzganie łączności z wszelkiemi odpowiedniemi organizacjami, aby szukającym porady w danym razie utorować drogę”.

„Kurier Poznański”, r. 1916, nr 233, s. 4

Dla pań, które chciały podnieść swoje kwalifikacje, urządzano kursy i szkolenia. Jednym z nich był trwający od 21 do 30 marca 1917 roku „kurs dla palaczek, które mogłyby obsługiwać maszyny do młócenia w miejsce sił męskich”. Miał on zostać zorganizowany we współpracy Towarzystwa dla Dozorowania Kotłów Parowych z Izbą Rolniczą. Zapisy, wraz z opłatą wynoszącą 12 marek, przyjmowano w siedzibie Towarzystwa przy pl. Królewskim 4 (dziś pl. Cyryla Ratajskiego).

Kobiety mogły wręcz przebierać w ofertach. Te, które nie chciały skorzystać z propozycji kolei czy poczty, mogły sprawdzić się np. jako monterki urządzeń elektrycznych. Z inicjatywą taką wyszła kolejna poznańska instytucja – elektrownia miejska. „W zawodzie tym kobiety dotąd sił swych nie próbowały, tymczasem ma się on dla kobiet bardzo nadawać, gdyż przy urządzeniu domowej instalacji elektrycznej wiele zależy na czystości i zgrabności”. Przewidywano jednocześnie, że panie, które zdecydują się na wykonywanie tego zawodu podczas wojny, po zakończeniu konfliktu będą mogły zachować swoje miejsca pracy. Powodem z jednej strony był brak specjalistów, a z drugiej wzrost zastosowania, jak przewidywano, prądu elektrycznego. Mimo przeszkolenia i zatrudniania wielu inwalidów wojennych, wciąż jeszcze zostawało miejsce dla kobiet.

„Kurier Poznański”, r. 1917, nr 160, s. 4

Oszuści nie śpią

Na każdego żołnierza jedna robotnica. Amerykański plakat propagandowy z 1918 r. (rys. Adolph Treidlert, ze zbiorów Metropolitan Museum of Art, nr inw. 1615.1940, domena publiczna)

Jedni starali się przyjść potrzebującym w tym ciężkim okresie z pomocą. Byli jednak i tacy, którzy nie wahali się wykorzystać trudnej sytuacji rodzin mężczyzn powołanych do wojska, a nawet poległych na polu bitwy. A kobiety w tej sytuacji były dla oszustów bardzo dobrym celem. Jednym ze sposobów na wykorzystanie nadarzającej się okazji były ogłoszenia oferujące „«pospieszne kursy» lub «dobrze opłacające się zatrudnienie w domu»”. Przestrzegano przed tego typu ogłoszeniami, zalecając, by przed wysłaniem żądanych pieniędzy zasięgnąć informacji w instytucji publicznej, na przykład policji.

Na baczności musiały się mieć też panie piastujące nowe dla kobiet stanowiska, jak na przykład konduktorki tramwajowe. Jedna z nich, której mąż był na wojnie, została podczas pracy okradziona. Łupem złodzieja lub złodziejki stał się portfel z zawartością: 41 markami, medalikami i prasowym wycinkiem.

Droga do zawodowego równouprawnienia nie była łatwa, a jej kolejne etapy, poza satysfakcją, niosły ze sobą nowe trudności i niebezpieczeństwa, ale nie było już odwrotu. Zaangażowanie się kobiet w działalność społeczną, ich aktywizacja zarobkowa i doświadczenie organizacyjne umożliwiły miastu w miarę sprawne funkcjonowanie podczas wojny, a samym paniom dodały pewności siebie i pozwoliły wyznaczyć nowe cele na kolejne lata.

Bibliografia

  • „Dziennik Poznański” r. 1877, 1885, 1890, 1894, 1900, 1907.
  • „Kurier Poznański” r. 1914–1918.
  • „Wielkopolanin” r. 1903.
  • Bydgoski Słownik Biograficzny, t. 1, pod red. Janusza Kutty, Kujawsko Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Bydgoszcz 1994.
  • Działaczki społeczne, feministki, obywatelki… Samoorganizowanie się kobiet na ziemiach polskich do 1918 roku (na tle porównawczym), pod red. Agnieszki Janiak, Jasińskiej, Katarzyny Sierakowskiej, Andrzeja Szwarca, Wyd. Neriton, Warszawa 2008.
  • Karolczak W., Życie codzienne w Poznaniu w okresie Wielkiej Wojny, „Kronika Miasta Poznania”, r. 2014, nr 3, s. 193–210.
  • Kobieta i społeczeństwo na ziemiach polskich w XIX w. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej i Andrzeja Szwarca, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1990.
  • Aniela Koehlerówna, Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce, Skł. Gł. „Dom Książki Polskiej”, Kraków 1933.
  • Udział kobiet w polskim ruchu narodowym na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim w XIX i XX wieku, pod red. Heleny Karczyńskiej, Societas Scientis Favendis Silesiae Superioris–Instytut Górnośląski Opole 1996.
  • Jan Wojcieszaks, Tramwaje elektryczne w Poznaniu, „Kronika Miasta Poznania, r. 1998, nr 2, s. 329–348.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!