17 grudnia 1903 roku Orville Wright wykonał swój słynny lot w pobliżu miasteczka Kitty Hawk. Już sześć lat później USA wprowadziły do użytku pierwszy samolot wojskowy, rozpoczynając powietrzny wyścig zbrojeń. Szybko zaczęto się też zastanawiać: czy artyleria może latać?

Bitwa pod Fleurus. u góry widoczny balon obserwacyjny; grafika z ostatniej dekady XIX wieku (il. ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA, digital ID ppmsca.02562, domena publiczna)

Wojna wtargnęła w przestworza już pod koniec XVIII wieku, kiedy to w 1794 roku w bitwie pod Fleurus Francuzi wykorzystali w akcji balon obserwacyjny L’Entreprenant. Pół wieku później, w 1849 roku, Austriacy wykorzystali około 200 papierowych balonów wyposażonych w bomby i zwalniacze czasowe do zaatakowania Wenecji, przeprowadzając w ten sposób pierwsze w historii uderzenie z wykorzystaniem uzbrojonych dronów. Część balonów wystartowała z okrętu SMS Vulcano, dając początek historii wojskowego lotnictwa morskiego.

Prawdziwym przełomem w lotnictwie wojskowym było jednak pojawienie się cięższych od powietrza maszyn silnikowych zdolnych do przenoszenia załogi wraz z niewielkim uzbrojeniem. Choć udoskonalono je w okresie Wielkiej Wojny, pierwsze prace nad takimi samolotami rozpoczęły się już kilka lat wcześniej. Równocześnie zadano sobie bardzo istotne pytanie: czy da się je uzbroić w działo?

Zabijanie w przestworzach

23 lipca 1910 roku Niemiec August Euler opatentował pierwszy sposób montażu karabinu maszynowego na pokładzie samolotu. W tym samym roku francuski konstruktor Gabriel Voisin rozpoczął prace nad zainstalowaniem działa 37 mm na pokładzie zaprojektowanej przez siebie maszyny. Choć idea umieszczenia tak silnej broni na wątłym płatowcu mogła wydawać się szalona, to istniały w owym czasie całkiem uzasadnione okoliczności natury prawnej, by podążać w tym kierunku rozwoju broni lotniczej.

11 grudnia (29 listopada wg kalendarza juliańskiego) 1868 roku podpisano „Deklarację petersburską” zakazującą używania amunicji eksplodującej lub zapalającej o wadze poniżej 400 gramów. Intencją sygnatariuszy było ograniczenie cierpień żołnierzy podczas walk lądowych, niemniej przepisy te odnosiły się, przynajmniej przez pewien czas, także do wojny w powietrzu. W tej sytuacji konstruktorzy uzbrojenia rozpoczęli prace nad niewielkimi działkami czy armatkami, które pozwoliłyby na używanie pocisków wspomnianego typu, a równocześnie byłyby na tyle lekkie, by mogła ich używać piechota. I jak się później okazało – lotnictwo.

Z pewnego punktu widzenia umieszczanie działek na pokładzie samolotów miało same zalety. Ich montaż nie był bardziej skomplikowany niż w wypadku zwykłych karabinów maszynowych, szczególnie jeśli nosicielem miał być tak zwany „pchacz”, czyli samolot z silnikiem i śmigłem ulokowanym z tyłu. Co więcej, do zniszczenia przeciwnika wystarczałby zaledwie jeden celny strzał, co czyniło niską szybkostrzelność ręcznie ładowanego działka sprawą o wiele mniej dokuczliwą.

Praktyka walk lotniczych szybko zweryfikowała te założenia. Pojawienie się synchronizatora pozwoliło na produkcję szybkich i zwinnych maszyn myśliwskich, które mogły z łatwością wymanewrować przeciwnika obciążonego działkiem i dodatkowym strzelcem niezbędnym do jego obsługi.

Co więcej, w 1916 roku Brytyjczycy złamali (jak się wydaje, bez większych wyrzutów sumienia) postanowienia z 1868 roku, wprowadzając pociski eksplodujące i zapalające do użytku przeciwko niemieckim sterowcom. Co prawda zarzekano się, że amunicja tego typu jest stosowana wyłącznie przeciwko komorom z gazem nośnym, a nie do ostrzału załogi (która i tak spadała w dół w płomieniach…), a dodatkowo zastrzeżono wykorzystywanie tej amunicji wyłącznie do obszaru Wielkiej Brytanii, jednak fakt był faktem.

W 1923 roku w Hadze rozwiązano zresztą ten problem ostatecznie, ogłaszając, że „Używanie pocisków smugowych, zapalających lub wybuchających przez statek powietrzny albo przeciwko niemu nie jest zabronione”.

Mimo wszystko Wielka Wojna nie zakończyła wykorzystywania działek na pokładzie samolotów, jednak ich rozwój uległ pewnemu rozdwojeniu. Część konstruktorów poszła w kierunku tworzenia broni o relatywnie niewielkim (20–37 mm) kalibrze, lecz charakteryzującej się znaczną szybkostrzelnością i wykorzystującej szeroką gamę amunicji. Inni natomiast testowali granice wytrzymałości płatowców, montując na nich działa o coraz to większym kalibrze.

W tej drugiej dziedzinie rekord przypadł Amerykanom i 76 mm działu bezodrzutowemu Davisa, jednak następny światowy konflikt przesunął tę granicę o wiele dalej. II wojna światowa przyniosła ze sobą pewną specjalizację w dziedzinie zastosowania masywnych dział montowanych na samolotach. Celem stały się czołgi, okręty i ciężkie bombowce.

Działo Davisa na samolocie Curtiss HS. Na lufie zamontowany karabin maszynowy Lewis, służący do wstrzeliwania w cel; 1 maja 1914 r. (fot. domena publiczna)

Latające niszczyciele – alianci

W maju 1942 roku w Afryce Północnej wszedł do akcji No. 6 Squadron wyposażony w samoloty Hurricane II D. Były one uzbrojone w dwa karabiny maszynowe i dwa działa 40 mm Class S. Te latające „otwieracze konserw” stanowiły rezultat brytyjskich doświadczeń jeszcze z 1940 roku i walk we Francji, gdzie alianckie lotnictwo miało znaczne problemy z zatrzymaniem niemieckich kolumn zmechanizowanych.

Pilot 6 dywizjonu (squadron) RAF-u przy samolocie Hawker Hurricane Mark IID w Shandur w Egipcie. Widać wyraźnie podwieszone działko przeciwpancerne Vickers 40 mm (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, sygn. CM 4957, IWM Non Commercial Licence)

Z technicznego punktu widzenia Hurricane II D nie wyróżniał się niczym nowatorskim. Ot, pod skrzydła wypróbowanego (i wychodzącego z frontowego użytku) myśliwca podwieszono dwa działka (zapas 15 naboi na każde), wywodzące się zresztą z lat I wojny światowej. 6 Dywizjon wycisnął z nich maksimum możliwości. Do zakończenia kampanii afrykańskiej w maju 1943 roku zniszczył on 47 czołgów i uszkodził 97 dalszych. Jego ofiarą padło również 177 innych pojazdów. Sukces okupiono jednak utratą 39 maszyn, zestrzelonych przez nieprzyjacielską artylerię przeciwlotniczą.

Drugim z brytyjskich samolotów „artyleryjskich” stał się Mosquito Mark XVIII (przezwany „Tse-Tse”), uzbrojony w działo automatyczne 57 mm. Choć początkowo planowano wykorzystanie tych maszyn przeciwko czołgom, ostatecznie trafiły do RAF Coastal Command. Ich zadaniem stało się zwalczanie niemieckich okrętów podwodnych.

Działo 6-funtowe montowane na Mosquito XVIII, osadzone tymczasowo na zwykłym łożu (fot. Imperial War Museum, sygn. CH 18219, IWM Non Commercial Licence)

Zamorscy sojusznicy Wielkiej Brytanii, Amerykanie, również wprowadzili do służby samoloty wyposażone w działa. W maju 1943 roku USAAF otrzymały pierwszy egzemplarz średniego bombowca B-25 G, dysponującego (prócz uzbrojenia obronnego) dwoma karabinami maszynowymi kalibru 12,7 mm i jednym działem 75 mm M4, zamontowanym po lewej stronie kadłuba i ładowanym ręcznie przez nawigatora. Podstawowym zadaniem tych maszyn, używanych wyłącznie na Pacyfiku, było atakowanie japońskich celów nawodnych.

W lutym 1944 roku do B-25 G dołączyły B-25 H wyposażone w zmodernizowane działo T13 M1 oraz w większą liczbę kaemów, jednak w tym czasie brakowało już po prostu celów dla samolotów tak bardzo ukierunkowanych na pełnienie praktycznie jednego zadania. Już w sierpniu 1944 roku Amerykanie wycofali się więc z rozwijania konstrukcji z tak silnym uzbrojeniem artyleryjskim, choć czasem trafiały się jeszcze interesujące lokalne konwersje, jak np. maszyny wyposażone w radar służący jako dalmierz dla działa, bardzo przydatny przy atakowaniu mostów.

B-25H „Barbie III” z widocznym działem M5 kal. 75 mm i czterema karabinami maszynowymi Browning zasilanymi z taśmy amunicyjnej (fot. Ssaco, CC BY-SA 3.0)

Prace nad montażem broni ciężkiej na samolotach prowadzono także w ZSRS. Najbardziej znaną sowiecką maszyną wyposażoną w działa jest zapewne Ił-2, w niektórych wersjach posiadający na pokładzie NS-37 kalibru 37 mm. „Szturmowik” ustępował jednak pod względem kalibru uzbrojenia myśliwcowi Jak-9K.

Sowieci chcieli otrzymać samolot nadający się zarówno do zwalczania celów naziemnych, jak i powietrznych. W tym celu starali się zamontować na myśliwcu działo o dobrych parametrach przeciwpancernych, a jednocześnie zachować wysoką prędkość i manewrowość całej konstrukcji. Pierwszym efektem tych prób był Jak-9T z 1943 roku, uzbrojony w jedno działko kalibru 37 mm i jeden karabin maszynowy kalibru 12,7 mm. Choć samolot ten sprawował się przyzwoicie (przede wszystkim jako myśliwiec), postanowiono pójść krok dalej i stworzono Jaka-9K.

Jedynym uzbrojeniem tej maszyny było działo kalibru 45 mm (NS-45) strzelające przez piastę śmigła, dzięki czemu odrzut miał przenosić się na całą konstrukcję samolotu. Testy prowadzone na froncie (wyprodukowano 53 maszyny) wykazały jednak, że wybrane działo jest po prostu zbyt potężne jak na ten płatowiec, a na dodatek jest jeszcze niedopracowane. W rezultacie Sowieci wycofali się z pomysłu masowej produkcji tego wariantu.

Jak 9K (fot. domena publiczna)

Latające niszczyciele – państwa Osi

Patrząc na lotnictwo państw stojących po przeciwnej stronie konfliktu, widać wyraźnie, że to Niemcy były najbardziej zainteresowane wyposażaniem swych samolotów w broń dużego kalibru.

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prozaiczna. Mając przeciwko sobie ZSRS z rozbudowanymi i dobrze wyposażonymi wojskami pancernymi, Niemcy dość intensywnie poszukiwali różnorodnych sposobów zwalczania nieprzyjacielskich czołgów. Jednym z nich były samoloty wyposażone w podwieszane (bądź integralne) działa o dużej prędkości początkowej, mogące skutecznie przebijać górne pancerze wrogich pojazdów.

Najsłynniejszym niemieckim samolotem przeciwpancernym stał się Ju-87 G, wyposażony w dwa podwieszane Bordkakone kalibru 3,7 cm z zapasem 12 naboi na działo. Była to broń wywodząca się konstrukcyjnie z 37-milimetrowej niemieckiej armaty przeciwlotniczej FLAK 18 dysponującej wysoką prędkością początkową, co czyniło zeń dobry punkt wyjścia do budowy lotniczej broni przeciwpancernej. Pierwsze działa tego typu zaczęły docierać do jednostek frontowych w kwietniu 1943 roku. W zależności od wybranego zestawu uzbrojenia/podwieszeń, można było wyposażyć w nie samoloty Hs 129 B-2, Me-110 G-2 czy Ju-88 P-2 i P-3.

Junkers Ju 87 G z dwoma działami przeciwpancernymi kal. 3,7 cm; 21 czerwca 1943 r. (fot. Grosse, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101I-655-5976-04, CC-BY-SA 3.0)

BK 3,7 były jednak dopiero początkiem rozwoju tego rodzaju konstrukcji. Niebawem, w sierpniu 1943 roku, na niebie pojawiły się samoloty Me-410 (A1/U4, B-2/U1), które mogły przenosić działo BK 5, czyli zmodyfikowane działo czołgowe KwK 39 kalibru 50 mm wyposażone w automat ładowania. Podobnie uzbrojono Ju-88 P-4. Maszyny te nie stały się jednak latającymi postrachami czołgów i znalazły zastosowanie przede wszystkim w zwalczaniu ciężkich bombowców czterosilnikowych. Niemcy mieli jednak jeszcze jednego asa w rękawie. A przynajmniej tak im się wydawało.

Na początku 1943 roku rozpoczęto testy nowego wariantu bombowca średniego Ju-88, oznaczonego jako P-1. Miała to być broń ostateczna Luftwaffe w starciu z sowieckimi czołgami, jako że samolot ten wyposażono w BK 7,5, czyli lotniczą wersję działa przeciwpancernego PAK 40 kalibru 75 mm. Całość wyglądała obiecująco na papierze, jednak nie sprawdziła się ani podczas testów fabrycznych, ani frontowych.

Messerschmitt Me 410 z działem BK 5 (na drugim planie); 1943 r. (fot. domena publiczna)

Pierwszym problemem, na jaki napotkano, była silna fala uderzeniowa generowana podczas strzału. Z racji samej konstrukcji samolotu wylot lufy położony był w pobliżu śmigieł, co prowadziło do ich łamania, a nawet odrywania elementów osłony silników i nosa maszyny.

Po kilku podejściach do skonstruowania odpowiedniego tłumika płomieni/hamulca wylotowego, problem w końcu przezwyciężono, a Ju-88 P-1 mogły trafić do eksperymentalnej jednostki lotniczej działającej na froncie wschodnim (Versuchskommando für Panzerbekämpfung) i skupiającej różne maszyny zmodyfikowane w celu zwalczania wozów pancernych. Tam okazało się, że zastosowane działo jest po prostu zbyt duże i zbyt ciężkie nawet dla bombowca. Jego manewrowość na niskim pułapie była tak niewielka, że groziło to wbiciem się w ziemię podczas ataku, jak również znacząco utrudniało możliwość wykonywania gwałtownych zwrotów w celu uniknięcia ognia artylerii przeciwlotniczej. Ju-88 P-1 okazał się więc porażką.

Niemcy się jednak nie poddali i wkrótce zainstalowali to samo działo na innym samolocie, rozpoczynając w lipcu 1944 roku produkcję Hs-123 B-3. Powstały jednak zaledwie 23 sztuki tego modelu i wszystkie wysłano na front wschodni.

Warto wspomnieć, że podobnie jak w innych dziedzinach wytwórczości, także i tym razem doszła do głosu niemiecka gigantomania. Nie tylko rozpoczęto prace nad bezodrzutowym działem 88 mm dla Ju-88, lecz eksperymentowano nawet z działem bezodrzutowym kalibru 355 mm mającym służyć do niszczenia okrętów wojennych.

Sojusznicy III Rzeszy, Włochy i Japonia, również rozpoczęli własne programy mające na celu instalację ciężkich dział na pokładach samolotów, jednak prowadzono je z o wiele mniejszym rozmachem. Włosi usiłowali zamontować działo kalibru 102 mm na pokładzie czterosilnikowego bombowca Piaggio P.108A (zbudowano jeden prototyp), Japończycy wyprodukowali zaś krótką serię (22 sztuki) ciężkich myśliwców przechwytujących Ki-109 wyposażonych w ręcznie ładowane działo kalibru 75 mm Typ 88. Ich celem miały być amerykańskie B-29, jednak okazało się, iż Ki-109 ma zbyt słabe osiągi, by móc zagrozić bombowcom lecącym na dużej wysokości. Cały projekt okazał się więc stratą czasu, pieniędzy i materiałów.

Podsumowanie

9 września 1943 roku Do-217 K-2 z III/KG 100 posłały na dno pancernik Roma, okręt flagowy włoskiej marynarki wojennej. Zginęło 1393 osób. Sukces osiągnięto dzięki rewolucyjnej jak na owe czasy broni – bombie kierowanej Fritz X. To wydarzenie pokazało, jak wielki potencjał tkwi w nowych rodzajach uzbrojenia, oferującego możliwość precyzyjnego naprowadzania na cel pocisku zrzuconego (lub odpalonego) z bezpiecznej odległości.

Mniej więcej w tym samym czasie kończyła się (i tak skromna) kariera samolotów wyposażonych w działa. Latający niszczyciel czołgów drugiej połowy II wojny światowej wyposażony był w bomby i rakiety zaprojektowane specjalnie do przebijania pancerzy. Nowoczesny szturmowiec mógł błyskawicznie nadlecieć nad cel i zasypać go gradem rakiet niekierowanych lub po prostu bombami odłamkowymi, zapalającymi czy kumulacyjnymi. Taki atak był szybki, skuteczny, zastraszający i zapewniał pilotowi o wiele większe szanse na przeżycie.

Bibliografia

Źródła

  • Declaration Renouncing the Use, in Time of War, of Explosive Projectiles Under 400 Grammes Weight. Saint Petersburg, 29 November / 11 December 1868, [w:] International Committee of the Red Cross. Treaties, States Parties and Commentaries, [dostęp: 3 stycznia 2020], <https://ihl-databases.icrc.org/applic/ihl/ihl.nsf/0/3c02baf088a50f61c12563cd002d663b>.
  • D. (Luft) T. 2087 G-2. Teil 12A.
  • D. (Luft) T. 2088 P-1 Teil 12A.
  • D. (Luft) T. 2110 G-2 R1. Teil 8A.
  • D. (Luft) T. 2410 A-1/U4. Teil 8A.
  • Die rückstossfreie Flugzewugkanone Düka 88, Unterlüss 1946.
  • Gerät 104. 35 cm Rückstossfreies Rohr.
  • Luftwaffe Bordkanonen. Sonderbewaffnung, [w:] Deutscheluftwaffe.de, [dostęp: 03 stycznia 2020], <https://www.deutscheluftwaffe.com/archiv/Dokumente/ABC/b/Bordwaffen/Bordkanonen/Bordkanonen%20der%20Luftwaffe.html>.
  • L.Dv.T. 2129 B-3/WA.
  • Pilot training manual for the B-25 Mitchell bomber. Dayton 1944.
  • TM 9-1311. 75-mm gun M4 and airplane mount M6, Washington 1943.
  • TME 30-420. Handbook on the italian military forces, Washington 1943.

Opracowania

  • Anthony G. Williams, Rapid Fire. The development of automatic cannon, heavy machine guns and their ammunition for armies, navies and air forces, Airlife, Shrewsbury 2000.
  • George M. Chinn, The machine gun. History, evolution, and development of manual, automatic and airborne repeating weapons, Vol. 1, U.S. Government printing office, Washington 1951.
  • Harry Woodman, Early aircraft armament. The Aeroplane and the Gun up to 1918, Smithsonian Institution Press, Washington 1989.
  • Marek J. Murawski, Samoloty Luftwaffe 1933–1945, t. 2, Lampart, Warszawa 1997.
  • Rowan A. Greer, International aerial regulations, Chief of Air Service, Washington 1926.