Zaledwie rok po odzyskaniu niepodległości Rzeczypospolita stanęła wobec realnej groźby utraty państwa wskutek agresji Niemiec, które nie chciały pogodzić się z odstąpieniem Polsce Wielkopolski, Pomorza Gdańskiego oraz części Śląska.

Granica niemiecko-rosyjska po traktacie brzeskim. Na różowo zaznaczony obszar okupowany przez Niemcy – o losie tych terenów miała teoretycznie zadecydować tamtejsza ludność (rys. Department of History, United States Military Academy. domena publiczna)

Podpisując w marcu 1918 roku traktat pokojowy w Brześciu Litewskim, Niemcy i bolszewicka Rosja zobowiązały się do respektowania ustalonej przez obydwie strony granicy. Przebiegała ona od Zatoki Ryskiej na północy przez zachodnią Białoruś do obszarów między Bugiem a Zbruczem, gdzie rozpoczynała się linia demarkacyjna rozdzielająca nabytki terytorialne państw centralnych od terytoriów rosyjskich pozostających zgodnie z traktatem pod niemiecką okupacją.

Rosja straciła zatem kontrolę nad Estonią, Łotwą, Litwą, Królestwem Kongresowym oraz znaczną częścią zachodnich ziem ruskich. Dodatkowo została zobowiązana do oficjalnego wyjścia z koalicji państw Ententy oraz uznania Ukraińskiej Republiki Ludowej, która znalazła się pod wojskowym protektoratem Niemiec. W praktyce oznaczało to, że Moskwa tymczasowo wycofywała się z obszarów Europy Środkowo-Wschodniej, a Berlinowi umożliwiała przerzucenie na front zachodni kilkudziesięciu dywizji.

Współpraca rosyjsko-niemiecka

Pomimo rezygnacji Kremla z tych obszarów zarówno bolszewicy, jak i Niemcy byli zgodni, że nie należy dopuścić do odrodzenia niezależnej Rzeczypospolitej. Obydwie strony zintensyfikowały kontakty dwustronne już pod koniec 1918 roku, a w 1919 roku zawarły umowy o opuszczaniu wschodnich terenów (z wyjątkiem krajów bałtyckich) przez Niemców i zajmowaniu ich przez bolszewików, a także o wzajemnej pomocy i werbunku wojskowym. W czerwcu 1919 roku odbyło się spotkanie przedstawicieli bolszewickich z niemiecką generalicją, podczas którego podsumowano dotychczasową współpracę.

Ogółem w Armii Czerwonej służyło wówczas ok. 5 tys. niemieckich oficerów i podoficerów, choć według kremlowskich decydentów było ich zbyt mało, zwłaszcza w wojskach artyleryjskich. Niemcy z kolei oczekiwali przyspieszenia ofensywy przeciwko Polsce, co jednocześnie pozwoliłoby im na usztywnienie swojego stanowiska w rokowaniach z aliantami.

W maju 1919 roku państwa Ententy przedstawiły rządowi w Berlinie projekt traktatu pokojowego. Przewidywał on straty terytorialne Niemiec na rzecz sąsiadów oraz wysokie kontrybucje za wywołanie konfliktu. Twarde warunki pokoju oburzyły większość niemieckiej ludności, co umiejętnie podsycała inspirowana przez rząd prasa. W kręgach politycznych oraz wojskowych utrzymywało się przekonanie, że o ile nie jest możliwe kontynuowanie wojny na Zachodnie z Francją, USA oraz Wielką Brytanią, to Niemcy są w stanie przeprowadzić skuteczną ofensywę na Wschodzie – przeciwko Polsce.

Wiadomości te były traktowane z największą uwagą. 1 maja 1919 roku jedna z gazet w Płocku pisała: „Na alarm! Niemcy gotują napada na Polskę”. Z kolei 13 maja „Kurier Warszawski” ostrzegał: „«Daily Mail» donosi o projektach Niemiec przeciw Polsce i ogłasza trzy dokumenty, jakie dostały się do rąk sojuszników, dowodzące, że Niemcy przygotowują atak na Polskę po demobilizacji armii Ententy”.

Niemieckie straty terytorialne poniesione na mocy traktatu wersalskiego (rys. 52 Pickup, CC BY-SA 2.5)

Niemieckie zagrożenie

Część berlińskich elit poważnie traktowała zamysł ustanowienia tak zwanego Państwa Wschodu (Oststaat) kosztem ziem polskich oraz aspiracji niepodległościowych Bałtów. Nie wszyscy w niemieckich kręgach rządowych akceptowali te plany (zwłaszcza politycy lewicowi), ale wpływy niemieckich dowódców wciąż były bardzo duże. Pomimo niekorzystnego rozstrzygnięcia wojny, fabryki broni i amunicji nie zostały zamknięte, a produkcja uzbrojenia wciąż trwała.

Maschinengewehr 08 (MG 08), standardowy niemiecki karabin maszynowy w czasie I wojny światowej. Niemiecka armia przewyższała polską w tym elemencie uzbrojenia. Na zdjęciu eksponat ze zbiorów Brunszwickiego Muzeum Krajowego (fot. Daderot, domena publiczna)

W połowie 1919 roku część generalicji niemieckiej ogłosiła, że nie uszanuje decyzji rządu o opuszczeniu Prus Zachodnich (Pomorza Gdańskiego) oraz Górnego Śląska i nie podda się dyktatowi zwycięzców. W opinii dowództwa niemieckiego żołnierze stacjonujący w Prusach oraz krajach bałtyckich byli bardzo wrogo ustosunkowani do państwa polskiego. Dotyczyło to zwłaszcza wojsk przebywających na Łotwie, gdzie znajdowały się elitarne jednostki byłej armii cesarskiej, jak Żelazna Dywizja oraz licząca 32 tys. ludzi Rezerwowa Dywizja Gwardii.

Antypolskie nastroje nie słabły. Śmiałe koncepcje dowództwa niemieckiego zakładały nie tylko odcięcie Polski od Wielkopolski, ale również atak z rejonu Torunia i Prus Wschodnich w kierunku Warszawy. Dodatkowo polskie dowództwo obawiało się, że nieprzyjaciel uderzy na Grodno oraz Wilno, odcinając tym samym Wojsko Polskie od korytarza łotewskiego.

Nie były to jedynie puste deklaracje. Berlin skoncentrował wzdłuż ówczesnej granicy z Polską 300 tys. żołnierzy. Wypada przy tym podkreślić, że Niemcy mieli dużą przewagę w artylerii, karabinach maszynowych oraz granatach ręcznych. Tylko w Prusach Zachodnich i Wschodnich przeciwnik zgromadził 90 tys. ludzi. Były to zarówno jednostki starej armii, jak i nowo formowanej Reichswehry, w ich skład wchodził także Grenzschutz, wykorzystywany do zabezpieczenia zaplecza wojsk.

Wobec tego, że Polska prowadziła wiosną 1919 roku działania wojenne na Wschodzie – przeciwko Ukraińcom w Galicji oraz bolszewikom na Białorusi – istniała realna groźba, że Niemcy nie tylko oderwą od Rzeczypospolitej Wielkopolskę, ale zlikwidują polską niezależność w ogóle. W związku z tym naczelne dowództwo podjęło kroki w celu obrony zachodnich granic.

Polska i Francja szykują się do wojny

22 maja 1919 roku Józef Piłsudski wydał jako Naczelny Wódz Wojska polskiego dyrektywę o utworzeniu Frontu Przeciwniemieckiego. Przebiegał on od Wilna aż po Śląsk Cieszyński wzdłuż granicy dawnego Księstwa Warszawskiego. Składało się na niego kilka mniejszych frontów, w tym:

  1. Litewsko-Białoruski, którym dowodził gen. Stanisław Szeptycki;
  2. Mazowiecki pod dowództwem francuskiego gen. Andrè Masseneta;
  3. Wielkopolski, dowodzony przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego;
  4. Południowo-Zachodni na Górnym Śląsku, pod rozkazami gen. Józefa Hallera.

Ogółem cały Front Przeciwniemiecki – razem z rezerwą Wojska Polskiego rozmieszczoną w centralnej Polsce w okolicach Łodzi – nie przekraczał 180 tys. żołnierzy. Przydzielono do niego również kilka dodatkowych dywizjonów artylerii ciężkiej i lekkiej, a ponadto pociągi pancerne.

Józef Piłsudski w czasie wizyty w Poznaniu 27 października 1919 roku. Od lewej stoją gen. Józef Dowbor-Muśnicki, Józef Piłsudski, Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Władysław Seyda (fot. Centralne Archiwum Wojskowe, domena publiczna)

W rzeczywistości jednak front był mniej liczny i borykał się z szeregiem problemów, choć z pewnością wysiłek włożony w jego utworzenie był znaczny. Obrazuje to m.in. raport dotyczący 7 Dywizji Piechoty, w którym czytamy:

nadesłany ekwipunek jest dla formacji frontowej bezużyteczny, gdyż granatowe ubranie z papierowej materii na froncie jest nieodpowiednie. Katastrofalne braki butów i bielizny. Z powodu braku kuchni [polowej] piechota nie jest zdolna do akcji ruchomej.

Z kolei dowódca 8 Dywizji Piechoty, stacjonującej przy granicy pruskiej w okolicach Wizny, informował naczelne dowództwo:

Gen. Stefan Mokrzecki, dowódca 8 Dywizji Piechoty od 1 sierpnia do września 1919 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/7/344/1, domena publiczna)

cała pozycyjna artyleria, stojąca na przyczółkach rzeki Narwi i Biebrzy, nie posiada oficerów oznajmionych z działami i strzelaniem z tych dział. Brak obsługi i personelu obserwacyjnego. Kilku dział nie można ruszyć z platformy wagonów, gdyż mają koła złamane i przy pierwszym wystrzale rozlecą się.

Dość wspomnieć, że dywizja ta, strzegąca ważnego odcinka od Kanału Augustowskiego aż do Ostrołęki, liczyła raptem 3 bataliony piechoty, pozostałe znajdowały się bowiem w Galicji.

W tej ciężkiej sytuacji ogromnym wzmocnieniem sił polskich był przerzut z Francji armii gen. Hallera, której pierwsze jednostki wyruszyły do kraju w początkach maja 1919 roku. W jej skład wchodziło 8 dywizji, w tym 120 czołgów, o łącznej liczebności 78 tys. oficerów i szeregowych. Oddziały te były wyposażone według norm alianckich, odznaczały się dobrym poziomem wyszkolenia, a także znacznym nasyceniem bronią maszynową. Ich przyjazd do Polski spotkał się dużym niezadowoleniem rządu niemieckiego, zwłaszcza że odbywał się on drogą kolejową przez całą Rzeszę. Tamtejsza generalizacja grzmiała, że:

chwila, w której Polacy będą tak silni, iż uzyskają nad nami przewagę zbliża się coraz bardziej. Tak zwana armia hallerowska jeszcze nie wyruszyła, ale wszystko wskazuje na to, że Francuzi środkami dyplomatycznymi utorują jej drogę. To już kwestia nielicznych tygodni, kiedy Polacy na kluczowej pozycji na wschodzie będą posiadali tak silne wojsko, z którym występować będą mogli wobec Górnego Śląska i Łużyc.

Oczywiście było w tym wiele przesady, ale w ten sposób Berlin przekonywał opinię publiczną, że to Polska ma agresywne zamiary.

Tymczasem, pomimo protestów niemieckich decydentów, armia Hallera zasiliła front na zachodzie kraju. W jej szeregach znajdowało się wielu oficerów francuskich. Gen. Paul Henrys, szef Francuskiej Misji Wojskowej, we współpracy z Piłsudskim oraz polskim Sztabem Generalnym przygotował koncepcję prowadzenia działań wojennych. 18 czerwca została ona uzupełniona dyrektywami marszałka Ferdinanda Focha.

Polskiej dyplomacji udało się przekonać Francuzów, aby to właśnie Foch został na wypadek agresji niemieckiej głównodowodzącym wojskami polskimi. Był to niewątpliwy sukces, na którym zależało Piłsudskiemu. Dzięki temu dużą część sił polskich można było nadal trzymać na Wschodzie, mając gwarancję, że w razie konfliktu Francuzi uderzą na Niemców na Zachodzie. To w dużym stopniu pohamowało niemieckie zakusy, choć nie powstrzymało ich od licznych prowokacji granicznych.

Transport oddziałów armii generała Józefa Hallera z Francji do Polski. Żołnierze na platformie kolejowej przewożącej czołg Renault FT-17 (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/1/297/2, domena publiczna)

Głęboka defensywa czy aktywna obrona?

Gen. Henrys był zdania, że Niemcy mogą przeprowadzić uderzenie na Polskę z kilku kierunków na raz. Za najbardziej prawdopodobny uznawał wariant ofensywy z okolic Torunia w celu opanowania centrum kraju przy jednoczesnym uderzeniu ze Śląska. Francuz zakładał, że głównym zadaniem wojsk w Wielkopolsce będzie uniemożliwienie nieprzyjacielowi przebicie się przez umocnienia i połączenie z wojskami nacierającymi z Pomorza. Jednocześnie wojska zgromadzone na Froncie Mazowieckim miały wydać Niemcom bitwę na linii Narwi i Biebrzy w celu powstrzymania ich przed sforsowaniem tych rzek do czasu nadejścia rezerwy. Pomocna była w tym przypadku linia kolejowa Warszawa–Białystok, a także inne nitki połączeń dochodzące do niej z lubelszczyzny przez Dęblin, zwiększające mobilność oddziałów oraz zapewniające komunikację z południem kraju.

Paul Henrys na okładce czasopisma „Le Pays de France”, 2 maja 1918, nr 185 (fot. domena publiczna)

Poważnym wyzwaniem operacyjnym był prawy brzeg Wisły. Tereny na północ od Płocka i Włocławka w kierunku Mławy były pozbawione naturalnych barier i w zasadzie nieobsadzone, gdyż oddziały jednej z dywizji gen. Hallera zostały ulokowane na lewym brzegu Wisły w okolicach Kutna (linia kolejowa na Poznań). Wobec tego Niemcy mogli prowadzić prawym brzegiem rzeki natarcie wprost na stolicę.

Plan ten nie przewidywał koncentracji jednostek polskich wzdłuż granicy, jak miało to miejsce w 1939 roku. Tym samym nie zakładał, że Wojsko Polskie będzie toczyć walki na pograniczu. Zamiast tego wzmocniono obronę wzdłuż biegu Narwi i Biebrzy oraz w oparciu o twierdzę Modlin. Budowa umocnień szła jednak topornie. Brakowało żołnierzy i materiałów, a cywile nie kwapili się do pracy wobec zniszczenia gospodarki kraju i ogólnej nędzy. Artyleria była w słabym stanie, choć udało się umieścić łącznie kilka baterii w Łomży, Ostrołęce i w okolicach Nasielska na północ od Warszawy.

Francuski plan był zatem wyraźnie defensywny. Ten punkt widzenia nie do końca podzielało polskie dowództwo. Sztab Piłsudskiego przyjął bardziej optymistyczną koncepcję prowadzenia działań zbrojnych. Spodziewając się wyprowadzenia uderzenia niemieckiego z linii Toruń–Działdowo, oddziały polskie w oparciu o rezerwę skoncentrowaną w pobliżu Łodzi, miały przeprowadzić po skrzydle wroga kontrofensywę na Grudziądz lub Brodnicę.

Były to jednak tylko plany. W rzeczywistości oddziały polskie skoncentrowane na Mazowszu w czerwcu 1919 roku nie przekraczały 30 tys. żołnierzy. Rezerwa w okolicach Łodzi składała się początkowo z dwóch dywizji, a później już tylko z jednej. Gdyby więc Niemcy faktycznie zaatakowali, Piłsudski nie miałby wyboru, jak ściągnąć wojska ze wschodu, co oznaczałoby opuszczenie ogromnych połaci ziem białoruskich i ukraińskich. Jednocześnie nie wiadomo, czy jednostki te zdążyłyby dotrzeć do centrum kraju zanim Niemcy podeszliby pod Warszawę, gdyż granicę pruską dzieliły od stolicy zaledwie dwa dni drogi przy użyciu środków mobilnych lub 3-4 dni marszowe. Polacy liczyli się z takim scenariuszem, przewidywali więc, że w razie konieczności wojsko opuści Wielkopolskę i będzie osłaniać Warszawę na kolejnych liniach obrony.

Niemieckie prowokacje

Sytuacja na granicy pozostawała w omawianym okresie bardzo napięta. Przechodzenie niemieckich oddziałów z wrogimi zamiarami na polskie terytorium było tylko jednym z elementów codzienności pogranicza. Niemałym wyzwaniem był agitacja komunistyczna uprawiana przez niemieckich agentów, a także osoby sympatyzujące z hasłami bolszewickimi. Takich ludzi starała się wyłapywać żandarmeria wojskowa, a następnie odsyłała ich do Naczelnego Dowództwa w celu przesłuchania.

Odezwa do mieszkańców Pomorza wydana w Toruniu przez generała Józefa Hallera, informująca o wkraczaniu na Pomorze Wojska Polskiego i przyłączeniu tych ziem do Rzeczpospolitej (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/1/344a/1, domena publiczna)

Ludność polska nie była szczególnie podatna na bolszewicką agitację, nie znaczy to jednak, że nie występowały przypadki strajków rolnych i robotniczych. Problem ten w mniejszym stopniu dotykał ziem zachodnich, w większym zaś Mazowsza, a zwłaszcza jego części północno-wschodniej. Warto również podkreślić, że agitacja prowadzona na polecenie Berlina odgrywała istotną rolę w podjudzaniu mniejszości niemieckiej. Zjawisko to było szczególnie istotne na przełomie lat 1919–1920, kiedy to oddziały polskie wkraczały do Prus Zachodnich, czyli dawnych Prus Królewskich. Wówczas zdarzały się liczne przypadki niemieckiej dywersji, jak wywożenie fabryk, uszkadzanie torów i bocznic, rozkradanie magazynów itp.

Niemieccy żołnierze aż do końca 1919 roku nie zaprzestali zbrojnego przekraczania granicy. W ten sposób próbowali sprowokować Wojsko Polskie do otwartej wojny, co ostatecznie się nie powiodło. Mimo to na linii rozgraniczającej obydwie armie panowała nerwowa atmosfera. Najbardziej niespokojnie było na Froncie Wielkopolskim oraz na granicy śląskiej. Najpoważniejszy incydent miał miejsce 3 czerwca 1919 roku w Służewie na zachód od Aleksandrowa Kujawskiego, gdzie doszło do wymiany ognia, w wyniku której miało zostać rannych lub zabitych kilkudziesięciu żołnierzy.

27 i 28 czerwca (czyli w dniu podpisania w Wersalu traktatu pokojowego) Niemcy podeszli pod Rajgród. 4 lipca 1919 roku patrol niemiecki przekroczył granicę i otworzył ogień w kierunku miejscowości Ruda leżącej blisko Grajewa. Ponadto relatywnie często wyprawiano nad Polskę samoloty. 23 czerwca osiem dwupłatowców przeprowadziło nalot na Podłęże Królewskie niedaleko Częstochowy i spotkało się z ogniem z karabinów maszynowych.

Tego typu incydenty nasiliły się po I i II powstaniu śląskim, a jeszcze w 1921 roku Niemcy dokonali przelotu nad polską bazą morską w Pucku. W podobny sposób używali również sterowców, które zapuszczały się nad Częstochowę i Kraków. Polskie lotnictwo z kolei dość często latało nad Prusami Zachodnimi jeszcze zanim przejęło je Wojsko Polskie. Zwiadu dokonywały eskadry wielkopolskie wyposażone we francuskie samoloty Brèguet XIVA2. Naruszanie przestrzeni powietrznej oraz liczne prowokacje były więc powszechne. Nie brakowało wówczas przejawów wzajemnej wrogości, choć z pewnością stroną bardziej agresywną byli Niemcy.

***

Trudno w tym miejscu snuć rozważania o rezultacie ewentualnego starcia Polski z Niemcami w 1919 roku. Nie ulega jednak wątpliwości, że odrodzenie Rzeczypospolitej i odzyskanie przez nią ziem zaboru pruskiego było dla Berlina trudne do zaakceptowania. Groźba wojny niemiecko-polskiej została wówczas oddalona dzięki nieustępliwości państw Ententy oraz realnego poparcia aspiracji Warszawy przez rząd francuski.

Polska pocztówka propagandowa z okresu plebiscytu na Górnym Śląsku. Podpis głosił: „Jeśli Prusak zwycięży, wygna Cię, Górnoślązaku, z ziemi twych ojców i sprowadzi w twe miejsce Niemców, gdyż w Niemczech jest przeszło 10 milionów ludzi za wiele” (projekt: Antoni Romanowicz, ze zbiorów Muzeum w Chorzowie)

Wobec wewnętrznego rozbicia Rosji oraz chęci osłabienia Niemiec, Paryż był gotów równoważyć wpływy Berlina, udzielając Polsce wsparcia dyplomatycznego i wojskowego. Powstałe w 1919 roku polskie plany operacyjne na wypadek agresji Niemiec były pierwszymi tego typu dokumentami w całym okresie międzywojennym. Czy 20 lat później zdołano wyciągnąć z nich właściwe wnioski, jest kwestią dyskusyjną.

Bibliografia

  • Centralne Archiwum Wojskowe, dział I: Armia gen. Hallera; Oddział I, II, III NDWP; Ordre de Bataille NDWP.
  • Front przeciwniemiecki w 1919 r. Wybór dokumentów wojskowych, oprac. B. Polak, Wyższa Szkoła Inżynierka w Koszalinie, Koszalin 1990.
  • Jacques Benoist-Mèchin, Niemcy i armia niemiecka 1918–1938, t. 1, NapoleonV, Oświęcim 2015.
  • Andrzej Grzywacz, Wschodniopruski obszar operacyjny w planowaniu strategicznym II Rzeczypospolitej, NapoleonV, Oświęcim 2015.
  • Przemysław Hauser, Niemcy wobec sprawy polskiej październik 1918–czerwiec 1919, Wydawnictwo Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 1984.
  • Piotr Łossowski, Między wojną a pokojem. Niemieckie zamysły wojenne na wschodzie w obliczu traktatu wersalskiego marzec–czerwiec 1919 roku, Książka i Wiedza, Warszawa 1976.
  • Tenże, Rola armii gen. Hallera w utworzeniu frontu przeciwniemieckiego maj–czerwiec 1919 roku, [w:] Armia Polska we Francji 19171919: materiały z sympozjum z okazji 65 rocznicy powstania Armii Polskiej we Francji, red. Piotr Stawecki, Wojskowy Instytut Historyczny, Warszawa 1983.
  • Margaret MacMillan, Paryż 1919. Sześć miesięcy, które zmieniły świat. Konferencja pokojowa w Paryżu w 1919 roku i próba zakończenia wojny, tłum. M. Młynarz, NapoleonV, Oświęcim 2018.
  • Mariusz Niestrawski, Polskie Wojska Lotnicze w okresie walk o granice państwa polskiego (19181921), t. 2, Walka i demobilizacja, NapoleonV, Oświęcim 2017.
  • Kazimierz Malak, Radziecko-niemiecka współpraca wojskowa w latach 1917–1932, Akademia Obrony Narodowej, Warszawa 1997.
  • Andrzej Pepłoński, Rozpoznanie niemiecko-sowieckiej współpracy wojskowej i politycznej przez Oddział II Sztabu Głównego WP (1918–1939), „Przegląd Wschodni”, t. 9 (2004), nr 2 (34).
  • Sztab Generalny (Główny) Wojska Polskiego 1918–2003, red. Tadeusz Panecki, Franciszek Puchała, Jan Szostak, Bellona, Warszawa 2003.
  • Roman Umiastowski, Terytorjum Polski pod względem wojskowym, Zakłady Graficzno-Wydawnicze „Książka”, Warszawa 1921.
Maciej A. Pieńkowski
Maciej A. Pieńkowski, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Stopień naukowy uzyskał w 2018 r. na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych UKSW na podstawie dysertacji „Sejm koronacyjny Zygmunta III 1587/1588 i pacyfikacyjny 1589 roku” napisanej pod kierunkiem prof. dr hab. Jana Dzięgielewskiego. Stypendysta MNiSW za wybitne osiągnięcia naukowe. Studiował historię na Uniwersytecie Wileńskim. Autor artykułów i recenzji opublikowanych w monografiach zbiorowych oraz w czasopismach: „Czasopismo Prawno-Historyczne”, „Klio”, „Almanach Warszawy”, „Teka Historyka", „Mówią Wieki” i seriach wydawniczych „Studia nad staropolską sztuką wojenną” oraz „Studia historyczno-wojskowe”. Uczestnik licznych konferencji. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół dziejów I RP w dobie panowania Wazów, a także wysiłku zbrojnego II RP w latach 1918–1921. Naukowo związany z seminarium prowadzonym przez prof. dr hab. Mirosława Nagielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Stały współpracownik Fundacji Zakłady Kórnickie oraz edukator w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Zatrudniony jako historyk w Wydziale Badań Historycznych Wojskowego Biura Historycznego im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego Ministerstwa Obrony Narodowej w Warszawie