Podczas gdy służące domowe zarabiały w przedwojennej Polsce do 40 zł miesięcznie, a dochód rzędu 700 zł czynił człowieka zamożnym, na szczycie drabiny społecznej i finansowej kraju stała garstka osób bajecznie wręcz bogatych, którzy podobnych kwot nawet nie zauważali. Kim byli?

Przedwojenna Polska była krajem olbrzymim kontrastów. Istniała nie tylko Polska A i Polska B, ale można też powiedzieć, że obok nich leżała też Polska C i D. Bywały miejsca, w których czas naprawdę się zatrzymał i to nie w XIX wieku, ale może jeszcze w średniowieczu. Nie przypadkiem minister Beck utrzymywał, że Polska nie potrzebuje kolonii, gdyż posiada je tuż za rogatkami Warszawy, za Rembertowem.

By zetknąć się z ogromnym ubóstwem, nie trzeba było nawet wyjeżdżać poza Warszawę. Na zdjęciu prowizoryczne mieszkanie bezrobotnych na Żoliborzu (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/6/2442/2, domena publiczna)

Na polskiej prowincji – na Polesiu, Wołyniu czy w Karpatach – bieda aż piszczała, ludzie chodzili ubrani w proste stroje, chaty miewały cały czas otwory w dachach zamiast kominów, a mięso spożywano najwyżej dwa razy w roku, przy okazji świąt. Mieszkańcy położonych tam wsi byli anemiczni, nieodżywieni i schorowani. Podobnie bywało w miastach, a raporty o biedzie porażają. Jednocześnie tuż obok żyli ludzie niesamowicie wręcz majętni i obłędnie bogaci.

Od 2 do 200 metrów na osobę

Problemy mieszkaniowe sprawiały, że na dwudziestu metrach kwadratowych potrafiły żyć cztery rodziny, z których każda zajmowała jeden kąt. Niekiedy w kamienicach całe piętra były zamieniane na labirynt klitek, w których na dwóch metrach kwadratowych żył jeden człowiek razem z całym swoim dobytkiem. Bardzo dobrze zostało to przedstawione w „Karierze Nikodema Dyzmy”, której główny bohater żył na poddaszu razem z kilkorgiem osób. Własne lokum było olbrzymim luksusem.

Obok klitek, w których żyło po kilkanaście osób, w dużych miastach znajdywały się wielkie mieszkania. W prasie znaleźć można było ogłoszenia takie jak: „Pierwszorzędny lokal biurowo-mieszkalny, 25 pokojów, 650 metrów kwadratowych, i 10-pokojowy, wyjątkowo luksusowy, Al. Ujazdowskie, odnajmie administracja. Informacje: 244–70”.

Prawdziwy luksus: Willa wybudowana i użytkowana przez poetę Artura Oppmana (ps. „Or-Ot”) (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/1/0/9/6673, domena publiczna)

Inne ogłoszenie zachęcało: „Domu połowa przy Mokotowskiej nowo murowanego, pięciopiętrowego, komfortowego, dochód 45.000 – Cena 225.000, wpłata – 180.000. Drugi – 1/6 część czteropiętrowego, nowo murowanego, luksusowego przy Polnej na jedenaście procent, wpłata 65.000. Banku 10.000. «Kapitał», Moniuszki 7–2, telefon 2-89-00”.

Tyle domy i wielkie przestrzenie, ale istniały też oczywiście mieszkania po 5–6 pokojów, liczące po 200 metrów kwadratowych, w których żyła tylko jedna rodzina, a nawet zaledwie jeden człowiek. Były to lokale, w których żyli ludzie majętni. Najbogatsi mieli jednak znacznie więcej.

Co to znaczy być bogatym?

Tadeusz Dołęga-Mostowicz mógł uchodzić za prawdziwego krezusa, a jednocześnie zostawał daleko w tyle za niewielką grupką najbogatszych Polaków (fot. domena publiczna)

Gdzie zaczynał się przed wojną próg bogactwa? Służące zarabiały do 40 złotych miesięcznie, robotnicy niewykfalifikowani do 130 złotych, urzędnicy niższego szczebla około 150 złotych, a pracownik umysłowy od 200 złotych do 350 złotych. Prokurator mógł liczyć na pensję od 450 złotych do 1100 złotych miesięcznie, a generał na kwotę od 1000 złotych do 2000 złotych. Na tym tle najpoczytniejszy z pisarzy, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, z zyskiem na poziomie 16 000 złotych miesięcznie, był prawdziwym krezusem. Ale jego zarobki i tak były niewielkie w porównaniu do największych fortun.

Specyficzną warstwę stanowiło ziemiaństwo, które było jako grupa bardzo zróżnicowane. Należeli do niej ludzie bogaci na tyle, że mogli sobie pozwolić na liczną służbę, kamienicę w dużym mieście, dworek i liczne podróże, ale też i takie osoby, które ledwo wiązały koniec z końcem. Człowiekiem niezwykle majętnym, a zarazem i pracowitym, był Melchior Wańkowicz, który posiadał dworek, mieszkanie w mieście i drogi samochód – coś znajdującego się absolutnie poza zasięgiem większości mieszkańców Polski. Najtańszy Fiat kosztował 3800 złotych, a najdroższy Mercedes Benz nawet 74 tysiące złotych. Popularny wśród ludzi majętnych Chevrolet stanowił wydatek rzędu od 7 do 10 tysięcy złotych.

W II Rzeczpospolitej, podobnie zresztą jak i w innych krajach, istniały dwa typy wielkich pieniędzy: stare i nowe. Większość tych pierwszych należała oczywiście do arystokracji, a korzenie należących do niej rodzin i ich majątków sięgały nierzadko wieku XVIII czy XVII, a nawet XVI. Ludzie ci bywali bajecznie wręcz bogaci. Drugą grupę stanowili fabrykanci, którzy dorobili się w wieku XIX. Wielu z nich było pochodzenia żydowskiego, a ich fortuny często miały swoje źródło w Łodzi.

Najbogatszą warstwę społeczeństwa – ekonomiczną, a często również społeczną elitę – tworzyło 900 rodzin o rocznych dochodach przekraczających 100 tysięcy złotych, z czego 200 rodzin stanowili biznesmeni. II Rzeczpospolita miała dość skomplikowany system podatkowy, w którym istniało aż 80 rożnych progów podatkowych. Najwyższy z nich wynosił 50% i przekraczali go wszyscy, którzy zarabiali powyżej 192 tysięcy złotych rocznie. Są to dane na rok 1929, a wiele z tych fortun upadło w czasach wielkiego kryzysu, kiedy na dno opadali nie tylko robotnicy, ale też ich pracodawcy.

Bogaci społecznicy

Chociaż większość bogaczy prowadziła niewątpliwie życie bon vivantów, byli oni zarazem społecznikami, którzy dbali nie tylko własną swoją kiesę. Wymienić należy tutaj zwłaszcza Stanisława Wilhelma Lilpopa, dziedzica jednej z największych fortun w II RP i współwłaściciela Podkowy Leśnej, w której propagował ideę miasta ogrodu. Razem z Wilhelmem Rauem był właścicielem największych zakładów metalurgicznych w kraju. Z jego fabryk wychodziły m.in. nadwozia do autobusów i samochody produkowane na licencji General Motors, a także sprzęt dla polskiego wojska. Wiele z najnowocześniejszych maszyn polskiej armii wyprodukowano przy ich udziale.

„Czekolada E. Wedel Warszawa” – pocztówka z 1927 r. (Biblioteka Narodowa, sygn. DŻS XII 8b/p.51/8, domena publiczna)

Wielki wkład w polską gospodarkę miał Kordian Tarasiewicz, właściciel spółki Pluton zajmującej się importem kawy, który umiejętnie obracał pieniędzmi odziedziczonymi po dziadku, Tadeuszu Tarasiewiczu. Jego sklepy z kawą i herbatą można było znaleźć we wszystkich największych miastach Polski, a kapitał firmy sięgał miliona złotych.

Podobnie było w przypadku Jana Wedla, który rozwijał rodzinną firmę. Praca w jego fabryce była olbrzymim przywilejem i gwarantowała wysokie zarobki – król czekolady był pracodawcą surowym, ale sprawiedliwym i sowicie opłacał swoich robotników, o ile traktowali swoją pracę z należytym zaangażowaniem. Swoje wyroby eksportował na cały świat, w tym do Japonii, a jego sklepy firmowe znajdowały się nie tylko w Polsce, ale również w Paryżu i w Nowym Jorku. Firma zakupiła nawet samolot do przewozu swoich słodkich produktów. W latach 30. należała do niej kamienica przy Foksal 13 ze szklaną windą, a zysk przed wojną przekroczył milion złotych rocznie.

Do grona najbogatszych ludzi II Rzeczpospolitej należy zaliczyć również magnata prasowego Mariana Dąbrowskiego. W przeciwieństwie do innych krezusów, był człowiekiem, który do większość swojego majątku doszedł przy pomocy własnych rąk. W 1910 roku założył „Ilustrowany Kurier Codzienny” – gazetę, która stała się jednym z najpopularniejszych tytułów w Polsce. Sukces zapewniło jej skuteczne balansowanie między prasą poważną a brukową, co pozwoliło zyskać szerokie grono czytelników.

IlKaC – jak go skrótowo nazywano – stał się symbolem i szybko zapewnił swojemu właścicielowi olbrzymi dochód. Jego koncern prasowy wydawał dwie gazety wieczorne, cztery tygodniki i jeden rocznik, do tego w IlKaC-u zamieszczano wiele dodatków tematycznych, tak że każdy mógł znaleźć w nim coś dla siebie. Do imperium Dąbrowskiego należały również takie tytuły jak „AS”, „Światowid”, „Tajny Detektyw”, „Raz dwa trzy”. Jednocześnie wydawca był mecenasem sztuki, który otaczał swoją opieką artystów i pisarzy i fundował dla nich pokaźne nagrody.

Wskazując na społeczników, nie wolno zapomnieć o poznańskim magnacie stali Stefanie Cegielskim, który przejął swój koncern po ojcu Hipolicie. Był właścicielem olbrzymiej fabryki, która zatrudniała tysiące pracowników, sam mawiał jednak po prostu, że posiada „dużo pieniędzy”. Jego przedsiębiorstwo produkowało maszyny i narzędzia rolnicze. Aż do śmierci zajmował się działalnością społeczną, m.in. jako członek Dyrekcji Głównej Towarzystwa Pomocy Naukowej oraz radny Poznania.

***

Wymienieni wyżej bogacze to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wśród najbogatszych obywateli II Rzeczpospolitej należy wymienić między innymi fundatora Zakładów Kórnickich Władysława Zamoyskiego (który przekazał cały majątek narodowi), królów wódki i likierów braci Adama i Stefana Baczewskich, monopolistę na rynku cementu Stanisława Ciechanowskiego, sprytnego inwestora i gracza giełdowego oraz właściciela większości Druskiennik Antoniego Jaroszewicza czy też fabrykanta Henryka Grohmana.

Pałac w Łańcucie do dziś wprost oszałamia swoim bogactwem, choć znaczna część jego wyposażenia została wywieziona w 1939 r. i już do niego nie wróciła (fot. Roman Sidorski)

Nie można zapomnieć o wielkich posesjonatach: Aleksandrze Potockim, Radziwiłłach z Nieświeża, Sapiehach czy Lubomirskich. Latyfundyści przyćmiewali swoim bogactwem liczne fortuny i wywierali znaczny wpływ na politykę państwa. Największym z posiadaczy ziemskich był Alfred Antoni Potocki, który w 1922 roku posiadał majątek o powierzchni 50 tysięcy hektarów wraz z zamkiem w Łańcucie. Ponadto dysponował licznymi kontaktami na arenie międzynarodowej, znał się między innymi z Rooseveltem, Göringiem, Patinem i Clemanceau.

Wszystkie te majątki zostały zniszczone wraz z zakończeniem II wojny światowej i wkroczeniem komunizmu.

Ślub księżniczki Małgorzaty Czartoryskiej z księciem Obojga Sycylii Gabrielem Bourbon, 25 sierpnia 1927 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/1/0/6/2047a/1, domena publiczna)

Bibliografia

  • Zdzisław Grot, Hipolit Cegielski, wyd. 2, Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2000.
  • Irina Kotłobułatowa, Baczewski, Baczewski…, „Brama Halicka”, nr 7, sierpień–październik 1995, dostępne online: <http://www.lwow.com.pl/brama/baczewski/baczewski.html>.
  • Kto był kim w Drugiej Rzeczypospolitej, red. Jacek M. Majchrowski przy współpracy Grzegorza Mazura i Kamila Stepana, BGW, Warszawa 1994.
  • Jerzy Łojek,Potomkowie Szczęsnego. Dzieje fortuny Potockich z Tulczyna 1799–1921, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1981.
  • Jerzy Łojek.Potomkowie Szczęsnego. Dzieje fortuny Potockich z Tulczyna 1799-1921, Lublin, Wydawnictwo Lubelskie
  • Stanisław Potocki, Władysław Zamoyski, [w:] Wielkopolski słownik biograficzny, PWN, Warszawa–Poznań 1981.
  • Michał Szukała, Kordian Tarasiewicz – nestor polskiego biznesu, świadek XX wieku, [w:] Muzeum Historii Polski, 18 grudnia 2013 [dostęp: 10 grudnia 2019], <http://muzhp.pl/pl/c/1244/kordian-tarasiewicz-nestor-polskiego-biznesu-swiadek-xx-wieku>.
  • Tadeusz W. Świątek, Rody starej Warszawy, Bis-Press, Warszawa 2000.
  • Wedel, [w:] Polacy z wyboru. Rodziny pochodzenia niemieckiego w Warszawie XIX i XX wieku, [dostęp: 10 grudnia 2019], <http://www.polacyzwyboru.pl/bohaterowie/rody/wedel>.
  • Kordian Tarasiewicz, Kawa po warszawsku. Dzieje firmy „Pluton”, Gospodarczy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971.