Historia czołgu Crusader to lista wskazówek, czego nie robić z bronią pancerną. Pojazd ten wyróżnił się poza tym udziałem w ofensywie, dzięki której udało się zakończyć prowadzone przez Erwina Rommla oblężenie Tobruku, bronionego m.in. przez Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich.

„Dołącz do krucjaty. Kupuj obligacje wojenne” – brytyjski plakat propagandowy z czasów II wojny światowej (ze zbiorów Imperial War Museum, Art.IWM PST 15626, IWM Non Commercial Licence)

Tank A15, Cruiser Mark VI – tak oznaczono oficjalnie nową konstrukcję, nadając jej równocześnie bardzo dumną nazwę Krzyżowiec (Crusader). Pomysłodawcy myśleli zapewne o zwycięskiej pierwszej krucjacie, jednak losy czołgu mają więcej wspólnego z nieudanymi wyprawami Ludwika IX. Początki tej maszyny wyglądały jednak dość obiecująco.

Ładny czołg to dobry czołg?

W 1937 roku Brytyjczycy rozpoczęli prace nad nowym czołgiem „krążowniczym”, mającym wykorzystywać podpatrzone w ZSRS podwozie systemu Christie, używane przez Sowietów w rodzinie czołgów BT oraz w T-34. Dzięki takim rozwiązaniom nowe brytyjskie konstrukcje miały rozwijać dużą prędkość, zachowując przy tym dobrą mobilność w terenie.

Pierwsze wozy wykorzystujące tę technologię pojawiły się w armii brytyjskiej w 1939 roku. A13 Mark I (Cruiser Mark III) były jednak dalekie od ideału. Zbudowano je według bardzo prostego schematu znanego chociażby z nazistowskich Niemczech. Ot, weźmy pudełko z kołami po bokach, na nim postawmy kolejne pudełko, a na nim zamontujmy trzecie pudełko z działem. Proste, prawda?

Problem w tym, że niemiecka wersja była o wiele bardziej funkcjonalna i perspektywiczna od zbudowanego w Wielkiej Brytanii A13 Mark I czy (lekko zmodyfikowanego) Mark II (Cruiser Mark IV). Na szczęście brytyjscy wojskowi zaczęli rozglądać się za następcą jeszcze przed początkiem II wojny światowej.

W kwietniu 1939 roku rozpoczęła się produkcja czołgu A13 Mark III (Cruiser Mark V). Gubiąc się zapewne we własnej terminologii, tym razem zdecydowano się na nadanie nowej konstrukcji własnej nazwy: Covenanter. Wojsko przyjęło go do służby jeszcze przed zakończeniem prób prototypu, który nawet zresztą nie istniał w czasie składania zamówienia. Armia kupiła po prostu rysunek na papierze, uznając, że skoro czołg dobrze wygląda, to będzie się też dobrze sprawować. Czas zresztą naglił, a wojna była tuż za rogiem.

Stalowa sauna na kołach

Pierwsze doświadczenia z realnymi wozami Cruiser Mark V były jednak rozczarowujące. Kiedy projektowano tę maszynę, wojsko wymagało, by jej opancerzenie miało odporność równą 30 mm stali. Nie oznaczało to, że płyty miały mieć wszędzie tę grubość – dopuszczano pochylanie ich w taki sposób, by otrzymać równowartość 30 mm przy uderzeniu pocisku lecącego równolegle do ziemi. Projektanci musieli również pamiętać o tym, by wóz mieścił się na standardowej platformie kolejowej i mógł poruszać się po istniejących mostach.

Niestety, po pewnym czasie wojskowi zmienili zdanie i zażądali, by opancerzenie zwiększyć do 40 mm. Projektanci posłusznie zmodyfikowali projekt, dochodząc jednocześnie do granicy wytrzymałości podwozia i czyniąc z wozu coś na kształt spłaszczonej bułki noszonej przez ucznia cały dzień w plecaku, by uzyskać wymaganą odporność nie za pomocą zwiększenia grubości płyt, lecz zastosowania ich pochylenia pod mniejszym kątem. Próby dynamiczne wskazały jednak kolejną wadę takiego rozwiązania.

Chcąc zmieścić wszystkie niezbędne elementy we wnętrzu wozu, projektanci umieścili chłodnicę na lewo od stanowiska kierowcy, przeciągając niezbędne orurowanie przez przedział załogi. Wystarczała krótka jazda, by czołg zamienił się w stalową saunę. Owszem, załoga mogła próbować ochłodzić się, odsuwając część stropu wieży pełniącą funkcję włazu. Niestety, zaczepy blokujące ją na miejscu były tak słabe, że przy solidniejszym uderzeniu właz gwałtownie przesuwał się do przodu z siłą wystarczającą do zmiażdżenia żeber i urywania głów.

W normalnych warunkach cały projekt trafiłby do kosza, a wyprodukowane czołgi na złom. Wielka Brytania po Dunkierce nie była jednak krajem normalnych warunków. Choć wszyscy zdawali sobie sprawę z wad Covenantera, zbudowano 1771 sztuk tych czołgów, zarezerwowanych jednak prawie wyłącznie do użytku krajowego. Aż chciało by się powiedzieć: „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma”.

W tej całej historii znalazł się, co zadziwiające, polski akcent. Covenantery trafiły zarówno do 1 Dywizji Pancernej, jak i do polskiego pociągu pancernego H (4 sztuki). 31 maja 1942 roku jeden z nich został trafiony bombą lotniczą podczas niemieckiego nalotu na Canterbury. Był to jedyny czołg Covenanter utracony na skutek działania nieprzyjaciela.

Krzyżowiec na ratunek!

Crusader w polskich rękach. Czołg z 1 Dywizji Pancernej w Haddington (Szkocja), 1943 r. (fot. domena publiczna)

Cruiser Mark V miał wprowadzić nową jakość do brytyjskich sił pancernych, a zamiast tego stał się dla nich kulą u nogi, żołnierze zaś dalej musieli korzystać ze sprzętu niespełniającego już standardów ówczesnego pola walki. Konieczność stworzenia nowego wozu była oczywista dla wszystkich.

Na szczęście istniał plan B w postaci czołgu A15 (Cruiser Mark VI), rozwijanego niejako równolegle do A13 od początku 1939 roku. A15, podobny do A13 pod wieloma względami, różnił się jednak od niego w kilku zasadniczych punktach. Przede wszystkim, kadłub A15 był dłuższy o jedną parę kół jezdnych, co oznaczało, że chłodnica mogła znaleźć się tam, gdzie powinna (w przedziale silnikowym), a czołgiści nie byli już gotowani na parze przez rury przechodzące przez przedział załogi. Pancerniacy mieli też trochę więcej miejsca dla siebie.

Niestety, wojenny pośpiech wpłynął także na A15, czy raczej na czołg „Crusader”, bo taką nazwę nadano nowej konstrukcji. Wydawałoby się, że po doświadczeniach z A13 wyciągnięto niezbędne wnioski pozwalające na unikniecie tych samych błędów i stworzenie nowej, funkcjonalnej i ergonomicznej konstrukcji. Zadziałał tu jednak ślepy los, Bóg, czy jedno z praw Murphy’ego: „Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie źle”. Dla przejrzystości tekstu, zacznijmy od przodu pojazdu, koncentrując się na najważniejszych mankamentach.

Chcąc uczynić czołg jak najbardziej samodzielnym na polu bitwy, zdecydowano się na wzmocnienie jego uzbrojenia strzeleckiego. Pierwszym rozwiązaniem (badanym jeszcze przy A13) było włożenie karabinu maszynowego do małej budki, mieszczącej tors i głowę kierowcy, który nie miał jednak trzeciej i czwartej ręki do jego obsługi, a podczas strzelania dusił się od nadmiaru gazów prochowych. Zaproponowano więc inne rozwiązanie, montując niewielką wieżyczkę na lewo od budki kierowcy.

Nowe rozwiązanie wyglądało ładnie na papierze, jednak w praktyce stworzono piekło dla każdego, kto miał nieszczęście być wyznaczonym do obsługi tego karabinu. Właz był ciasny nawet jak na brytyjskie standardy, przez co do obsadzenia wieżyczki nadawał się jedynie chudy cyrkowiec-akrobata. Co więcej, strzelcy notorycznie tracili przytomność z powodu zaczadzenia gazami prochowymi, a przez skąpość miejsca nie można było ich ewakuować; jedynym rozwiązaniem było cucenie omdlałego za pomocą tlenu, tak by mógł samodzielnie opuścić swoje stanowisko. Jak rozwiązano ten problem? Nijak, wozy z felerną wieżyczką wprowadzono do produkcji i wysłano na front.

Kolejnym problematycznym elementem wozu było jego działo. Armata 2 pdr (2-funtowa, kal. 40 mm) była dobra, ale w 1940 roku. W 1941 roku jej przydatność stopniowo malała z racji zwiększania grubości pancerza nieprzyjacielskich czołgów. Brytyjczycy dostrzegli ten problem, projektując zawczasu nową armatę 6 pdr (6-funtową, kal. 57 mm) o całkiem dobrych parametrach penetracyjnych. Niestety, po klęsce we Francji i utracie horrendalnych ilości sprzętu priorytetem stało się wypełnienie luk w wyposażeniu wojsk, a najszybciej można było to zrobić, produkując działa 2-funtowe i unikając w ten sposób przestojów związanych z modernizacją zakładów przemysłowych.

Według danych posiadanych przez War Office wyprodukowanie 100 armat 6 pdr równałoby się utracie produkcyjnej 600 armat 2 pdr, wnioski nasuwały się więc same, przynajmniej z ówczesnej brytyjskiej perspektywy. Finalnie nakazano, by produkcja dział większego kalibru odbywała się w zupełnie nowych ośrodkach, co z jednej strony nie zakłócało procesu wytwarzania broni starszego typu, lecz z drugiej doprowadziło do znacznych opóźnień w procesie budowy tej nowszej, która pojawiła się dopiero w listopadzie 1941 roku.

Ostatni feler znajdował się z tyłu pojazdu. Czołgi A15 miały służyć przede wszystkim na pustyni, więc zamontowanie filtrów powietrza było rzeczą niezbędną i oczywistą. Konstruktorzy nie przewidzieli jednak na nie miejsca wewnątrz struktury pojazdu, więc (zupełnie bezrefleksyjnie) zamontowano je na błotnikach w pobliżu przedziału silnikowego, zamieniając niechcący wloty powietrza we wloty pyłu wzbijanego przez gąsienice.

Tygrys i tygrysiątka

Montaż silników. Błędy popełniane przez tych robotników dawały później mocno we znaki czołgistom walczącym na pustyni (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, sygn. D 4470, IWM Non Commercial Licence)

12 maja 1941 roku do Aleksandrii przybył konwój Tygrys, przewożący na pokładach 21 czołgów lekkich, 135 czołgów piechoty i 82 „krążownicze”. Churchill oczekiwał, iż „tygrysiątka”, jak pieszczotliwie określał czołgi przywiezione przez ten konwój, wejdą jak najszybciej do akcji, więc wojskowi rozpoczęli planowanie kolejnej już ofensywy. Pierwszym użytkownikiem nowych czołgów Crusader stał się 6 Royal Tank Regiment. To jego żołnierze mieli jako pierwsi przekonać się o „drobnych” niedoskonałościach tych niedopracowanych i produkowanych w pośpiechu pojazdów.

Za część problemów odpowiadała sama metoda załadunku i transportu. Czołgi jeszcze w Wielkiej Brytanii musiały same zjechać z platform kolejowych i dojechać do portu na miejsce załadunku, nikt jednak nie zadawał sobie trudu napełnienia układu chłodniczego wodą czy jakimkolwiek płynem, co prowadziło do uszkodzeń wspomnianego systemu. Równie niedbale podchodzono do konserwacji sprzętu przed załadunkiem, przez co wozy (szczególnie te przewożone na pokładach statków) narażone były na działanie deszczów i morskiej wody. Z tych powodów nowe fabrycznie pojazdy trzeba było zaraz po przybyciu kierować do warsztatów naprawczych, angażując cennych mechaników i zużywając bezcenne części zamienne.

Kolejnym problemem były błędy popełniane w fabrykach. Ot, ktoś źle zamontował jakąś część, tu czegoś brakowało, tam coś się ułamało. Jak policzyli sami Brytyjczycy, prace związane z remontem i przystosowaniem pojedynczego czołgu do akcji zajmowały od 300 do 500 roboczogodzin (minimum sześć dni), czyli ok. 5% czasu niezbędnego (ok. 6050 roboczogodzin) na zmontowanie pojazdu!

Po (bardzo!) długotrwałym przezbrojeniu 6 RTR, mający na stanie 52 Crusadery, wziął udział w operacji Battleaxe rozpoczętej 15 czerwca 1941 roku. Zanim jednostka weszła w ogóle do akcji, 17 Krzyżowców uległo awarii. Brytyjczycy mieli w owym czasie potężne problemy z przyczepami czołgowymi, więc wozy bojowe musiały dojechać z Aleksandrii na front o własnych siłach.

Crusadery miały zatem sporo czasu na zaznajomienie załóg ze swymi „cechami charakterystycznymi” – silniki gubiły olej, pompy wodne nawalały, a łańcuchy napędzające wiatraki w przedziale silnikowym notorycznie pękały. Dalszych 27 maszyn utracono przeciągu dwóch dni walk, przez co pułk stracił zdolność bojową. Nie był to więc zbyt imponujący debiut czołgu, choć gwoli sprawiedliwości wypada zauważyć, że cała operacja była fatalnie przygotowana, co spowodowało utratę stanowiska przez gen. Wavella, głównodowodzącego siłami brytyjskimi na Bliskim Wschodzie.

Mimo upływu lat Crusader wciąż gubi olej

Krzyżowce w Krzyżowcu

Po odtworzeniu zdolności bojowych własnych wojsk i otrzymaniu znacznych posiłków, nowy dowódca, gen. Auchinleck, zdecydował się na kolejne uderzenie, mając na celu odblokowanie oblężonego Tobruku. W składzie przygotowywanych sił znajdowała się wyposażona w całości w Crusadery (w tym nowe Mark II ze wzmocnionym opancerzeniem) 22 Brygada Pancerna przybyła do Afryki 4 października 1941 roku. Pancerniacy dość szybko uporali się z „przeglądem” swoich maszyn, i „już” 25 października byli gotowi do akcji, przede wszystkim pod względem mechanicznym, jako że całej jednostce jako takiej brakowało zgrania (nie przeprowadzono ani jednych manewrów na szczeblu brygady), a same załogi nadal nie zaaklimatyzowały się w pustynnych warunkach.

A15 znajdowały się również na wyposażeniu 7 Brygady, dysponującej jednak jeszcze pewną liczbą starszych A10 i A13. Łącznie w natarciu brało udział 210 Crusaderów, które stanowiły po stronie brytyjskiej najliczniej występujący typ czołgów. Całości dopełniała 1 Brygada Pancerna z czołgami Valentine i Matilda oraz 4 Brygada Pancerna wyposażona w 173 nowiuteńkie (i sprawiające problemy) amerykańskie czołgi lekkie M3 Stuart/Honey, przeżywające swój debiut bojowy na froncie afrykańskim. W samym Tobruku znajdowała się za to mieszana 32 Brygada Pancerna. Łącznie, 750 brytyjskich czołgów różnych typów miało zmierzyć się z 400 włoskimi i niemieckimi maszynami.

Atak rozpoczęto 18 listopada 1941 roku. Ignorując lekcje wypływające z poprzednich walk, wysyłano jednostki pancerne do boju zasadniczo w oderwaniu od własnej piechoty czy jednostek wsparcia, przez co czołgiści mieli duże problemy w przełamywaniu umocnionych pozycji przeciwnika. Dla przykładu, kiedy 22. Brygada uderzyła na umocnione pozycje zajmowane przez 132 Dywizję Pancerną „Ariette”, atak wspierał zaledwie jeden pułk armat 25-funtowych (87,6 mm). W rezultacie Brytyjczycy zniszczyli 34 czołgi i 12 dział przeciwpancernych za cenę 25 własnych maszyn, a włoskie pozycje pozostały niezdobyte.

Bardzo szybko okazało się, że Crusader nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Jego szybkość była niwelowana przez awaryjność, a pociski z działa 2 pdr odbijały się od utwardzanych powierzchniowo pancerzy nowszych niemieckich czołgów. Co gorsza, niemieckie armaty kal. 50 mm nie miały problemów z penetracją pancerza Crusadera nawet z odległości jednego kilometra. Na mniejszych odległościach Brytyjczykom zagrażały z kolei włoskie działa 47 mm, choć w tym wypadku załogi Crusaderów mogły nawiązać równorzędną walkę z M13/40 czy M14/41.

Koszmarem była walka z działami przeciwpancernymi. Armaty 2-funtowe nie posiadały amunicji odłamkowej, więc załoga Crusadera mogła liczyć wyłącznie na swoje karabiny maszynowe (dwa, jeśli załoga nie zdjęła wieżyczki kadłubowej, lub jeden, zamontowany obok działa), chyba że uzyskała wsparcie od maszyny wyposażonej w haubicę 3-calową (76,2 mm, tak zwany czołg CS (Close Support)) czy własnej artylerii.

Ostatecznie Tobruk został odblokowany, a Rommel zmuszony do odwrotu, choć stało się tak wyłącznie przez brak niemiecko-włoskich uzupełnień dla walczących wojsk. Brytyjskie straty były również wysokie. 22. Brygada została zredukowana do rozmiarów pułku, a 7. Brygada praktycznie przestała istnieć. Auchinleck miał jednak rezerwy, a Rommel nie.

Garść refleksji

Operacje Battleaxe i Crusader pozwoliły na dokładną ocenę sprawności nowego czołgu. Test wypadł negatywnie. Wóz okazał się zbyt słabo uzbrojony, bardzo awaryjny i podatny na eksplozje amunicji. Sami pancerniacy oceniali, że silnik Krzyżowca może wytrzymać maksymalnie 36 godzin pracy bez poważnej awarii, a i tak dotarcie do tej granicy uważano za cud.

Napływające raporty zmusiły generalicję do podjęcia działań naprawczych. W kwietniu 1942 roku do Egiptu wysłano krążownik HMS Newcastle z nowymi, poprawionymi filtrami powietrza, a w listopadzie w Afryce pojawiły się Crusadery Mk. III z długo oczekiwanym działem 6-funtowym i bez kadłubowej wieżyczki. Było już jednak za późno, szkody wyrządzone reputacji wozu były już nie do odrobienia.

Crusadery relegowano do zadań pomocniczych, wysyłając na pierwszą linię amerykańskie M3 Grant i M4 Sherman. Jesienią 1942 roku zapadła decyzja o wstrzymaniu produkcji tych maszyn jako wozów bojowych, choć produkowano jeszcze podwozia dla samobieżnych mostów, czołgów przeciwlotniczych czy obserwacyjnych, jak również zbudowano niewielką liczbę pojazdów przeznaczoną do szkolenia. Kres służby Crusaderów jako czołgów bojowych nadszedł wraz z końcem kampanii afrykańskiej.

Patrząc z perspektywy czasu, Crusader był projektem skazanym na niepowodzenie od samego początku. Zbudowano go według wadliwych założeń i wytwarzano w warsztatach nie zachowujących niezbędnej kultury technicznej, a na front trafił wyłącznie dlatego, że Wielka Brytania była na samym dnie przemysłowej zapaści w projektowaniu i wytwarzaniu nowoczesnych czołgów. Jego klęska zbiegła się także w czasie z masowym wprowadzeniem do brytyjskiej służby czołgów wytwarzanych za oceanem.

Bibliografia

  • Peter Brown, Pierwsze modele czołgu Crusader, „Militaria XX Wieku”, wydanie specjalne, nr 5 (21)/2011.
  • Benjamin Coombs, British Tank Production and the War Economy 1934–1945: Important Considerations for Industry, „History of Global Arms Transfer”, № 5/2018.
  • Neal Dando, The impact of terrain on British operations and doctrine in North Africa 1940–1943, University of Plymouth, Plymouth 2014.
  • David Fletcher, British battle tanks. British-made tanks of world war II, Osprey Publishing, Oxford 2017.
  • Tenże, The great tank scandal, seria: British Armour in the Second World War, part 1, Her Majesty’s Stationery Office, London 1993.
  • Ken Ford, Operation Crusader 1941. Rommel in retreat, Osprey Publishing, Oxford 2010.
  • Paddy Griffith, World War II Desert Tactics, Osprey Publishing, Oxford 2008.
  • Eric Heginbotham, The British and American Armies in World War II: Explaining Variations in Organizational Learning Patterns, Massachusetts Institute of Technology, Cambridge, Massachusetts 1996.
  • Bruce Newsome, Tank Cruiser Mark VI A15, Crusader III (E1949.346), [w:] The Tank Museum [dostęp: 20 listopada 2019], <https://www.tankmuseum.org//museum-online/vehicles/object-e1949-346>.
  • Ian Stanley Ord Playfair, The Mediterranean and Middle East, Vol. 2, The Germans come to the Help of their Ally (1941), seria: History of the Second World War. United Kingdom military series, Her Majesty’s Stationary Office, London 1956.
  • Tenże, The Mediterranean and Middle East, 3, British Fortunes reach their Lowest Ebb (September 1941 to September 1942), seria: History of the Second World War. United Kingdom military series, The Naval & Military Press Ltd, Uckfield 2004.
  • Michael M. Postan, British war production, seria: History of the Second World War. United Kingdom Civil Series, Her Majesty’s Stationery Office, London 1952.
  • David E. Spaulding, Early North African campaigns 1940-1942: A case study, U.S. Army War College Program paper, Carlisle Barracks 1992.
  • War Cabinet. Operations in Cyrenaica, 27th June, 1942, TNA, CAB 66/26/2.
  • War Cabinet. Select committee on National Expenditure: Report on tank production, 23rd May, 1941, TNA, CAB 66/50/12.