Jednym z zarzutów wysuwanych pod adresem obozu piłsudczykowskiego jest twierdzenie, że sanacja nie posiadała własnego programu politycznego. Dla rządzących po zamachu majowym jedynym drogowskazem miały być opinie Marszałka. Czy rzeczywiście?

Józef Piłsudski był dla sanatorów czymś pomiędzy wybitną jednostką a półbogiem (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/2/2/1, domena publiczna)

Rola jaką odgrywał Piłsudski w myśli sanatorów była rzeczywiście niebagatelna. Aby nie być gołosłownym, wystarczy przywołać słowa Wojciecha Stpiczyńskiego:

Lecz jeśli Naród nie stanie się szybko zbiorowym Piłsudskim, jeśli ożywiający go duch i jego mądrości, które są podwalinami wolności i rozwoju naszego życia, nie staną się zbiorowym duchem i zbiorową mądrością całego Narodu, jedynej trwałej opoki Państwa, – czyż zdoła on pomyślnie kierować losami swojemi, obronić się przed szarlatanerią, regulować działalność swojej reprezentacji, stawiać wymagania rzetelnej pracy rządom?

Piłsudski był otoczony wręcz rodzajem kultu i większość aktywnych działaczy jego obozu uważała go co najmniej za jednostkę wybitną, a nierzadko wręcz za półboga. W podobnym tonie wypowiadali się autorzy tomu poświęconego życiu Piłsudskiego:

Wyszliśmy ze szkoły Marszałka Piłsudskiego. Obiecywał, że albo będziemy w Niepodległej Polsce, albo nie będzie nas wcale. Uczył wysiłek na miarę postawionego celu z siebie wydobyć. Kazał nam własnym przykładem budzić ducha w Narodzie. Jemu zawdzięczamy i horyzont naszych aspiracyj, i naszą we własne siły wiarę.

Zatem wiara w Piłsudskiego, jego znaczenie w świecie i niemalże boskie przewodnictwo była zdecydowanie ważnym elementem spajającym obóz sanacyjny, przy czym nie było to wówczas czymś wyjątkowym. Przeświadczenie, że należy oddać swoje losy w ręce jednego człowieka, który więcej wie i rozumie, podzielano też w innych krajach.

Myśl sanatorów nie sprowadzała się jednak do kultu Piłsudskiego i redukowanie jej do tego elementu byłoby mimo wszystko bardzo krzywdzące. Obóz Piłsudczykowski miał pewien plan na Polskę i był on znacznie bardziej rozbudowany niż proste koncepcje typu „bić kurwy i złodziei”.

Czym była sanacja i kto był santorem?

Okoliczności wyboru właśnie terminu sanacja na określenie ruchu politycznego obozu piłsudczykowskiego nie są do końca jasne. Wskazuje się, że jego autorem był albo Adam Skwarczyński, albo Wojciech Stpiczyński. Obaj byli publicystami zaangażowanymi w działalność polityczną, a także wolnomularską, co nie musiało, ale mogło mieć wpływ na ich przekonania. Sanacja – słowo wywodząca się od łacińskiego sanacio – miała oznaczać budowę nowej rzeczywistości oraz uzdrowienie moralne.

Kto zaś należał do obozu sanacyjnego? Problem jest złożony, gdyż do tego grona można zaliczyć naprawdę wiele różnych osób, zarówno z lewicy, jak i z prawicy. Najkrócej można powiedzieć, że byli to zwolennicy zmian zapoczątkowanych przez Józefa Piłsudskiego i wdrażanych pod jego przewodnictwem.

Pogrzeb Wojciecha Stpiczyńskiego (1936 r.), w kondukcie żałobnym widoczni m.in. Aleksander Prystor (na pierwszym planie pierwszy z lewej), Stanisław Car (pierwszy z prawej), Eugeniusz Kwiatkowski (w drugim rzędzie drugi z lewej), Juliusz Ulrych (na drugim planie drugi z lewej), gen. Felicjan Sławoj Składkowski (na pierwszym planie w środku), gen. Aleksander Litwinowicz (w głębi 1 z lewej) (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/960/1, domena publiczna)

Wśród sanatorów znalazło się zatem wiele osób należących do zupełnie odmiennych od siebie stronnictw ideologicznych i posiadających nader zróżnicowane poglądy. Należeli do nich towarzysze broni Piłsudskiego, jak Stanisław Car czy Walery Sławek; publicyści, jak wspomniani Stpiczyński i Skwarczyński; prawnicy, jak Wacław Makowski, Władysław Maliniak i Antoni Peretiatkowicz, syndykaliści, jak Kazimierz Zakrzewski czy Jerzy Szurig, wreszcie przedstawiciele niekiedy dosyć radykalnych nurtów, jak Władysław Ludwik Evert czy Teodor Seidler. Wszyscy oni wpisywali się w szeroko pojęty nurt sanacjonistyczny.

Autorytaryzm i elitaryzm

Sanacja pragnęła stworzyć nowe państwo, doprowadzić do jego odrodzenia. Oznaczało to przede wszystkim odrzucenie zgubnej tradycji I Rzeczpospolitej, z jej ziemiańskością, anarchią i rozpolitykowaniem, ze źle pojętą demokracją. To właśnie miało być powodem, dla którego należało zainterweniować w 1926 roku. Zamach majowy był w tej interpretacji usprawiedliwiony ze względu na sytuację polityczną w Polsce, która wpadała w stare koleiny anarchii i sejmokracji. Działania parlamentu były jakoby bezproduktywne, wręcz szkodliwe dla społeczeństwa polskiego, i mogły doprowadzić do upadku całego kraju.

Walery Sławek – jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, trzykrotny premier II RP (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/2/1871/1, domena publiczna)

Uzasadniona była zatem interwencja dokonana przez jedyne siły mogące się przeciwstawić tym zjawiskom, a więc przez ludzi zrzeszonych wokół Józefa Piłsudskiego. Według sanatorów w nowej, powojennej rzeczywistości demokracja przeżywała kryzys i przestała mieć rację bytu – nie tylko w Polsce, ale również w innych państwa Europy. Pisali o tym praktycznie wszyscy autorzy związani z obozem rządzącym.

Drogą naszego kraju miała być jakaś forma autorytaryzmu, przy czym należy podkreślić, że poza pewnymi wyjątkami, jak Władysław Evert, faszyzm nie cieszył się uznaniem w kręgach teoretyków sanacyjnych. W dużej mierze działo się tak za sprawa samego Piłsudskiego, który tuż po zamachu majowym mówił: „Myślę, że nie mogłoby się przyjąć nic podobnego w Polsce. Ludność jest cierpliwa, ale potrzebne jest jej szczere zaufanie do swych przywódców; nie zniosłaby takiego użycia siły przez małe organizacje lokalne. Nie, to nie dla nas!”.

Piłsudczycy postrzegali samych siebie jako moralną elitę zdolną do odrodzenia narodu. Dodać należy, że była to elita nowoczesna, wolna od „dawnych zabobonów”. Jak pisał Adam Skwarczyński w swoich „Myślach o nowej Polsce”:

Katolicyzm stracił w Polsce te walory moralne, które dawała mu niewola, przestał być jedyną ostoją polskości, obiektem prześladowań za wiarę i ojczyznę. Ulega od góry wpływom ogólnoświatowej polityki Watykanu, często rozbieżnej z polskiemi interesami państwowemi, od dołu zaś rozkładają strukturę jego rzeczy codzienne i zgoła świeckie, takie jak agitacja polityczna kleru, zatargi na tle prawa o nadawaniu parafji, spraw kononicznych i t. p. między księżmi a ludnością. Na tym gruncie wynikają dziś u nas nie dość pogłębione projekty stworzenia kościoła narodowego, tak groźne dla struktury organizacyjnej katolicyzmu, a tak zasadnicze dla życia społecznego i państwowego.

Częsty antytradycjonalizm i antyklerykalizm, mający swoje lewicowe proweniencje, sanatorzy łączyli ze swego rodzaju egalitaryzmem. W przeciwieństwie do narodowej demokracji przyjmowali, że polskości nie należy redukować do kwestii etnicznych, lecz należy ją pojmować jako umiłowanie wolności i chęć uczestnictwa w wielkim projekcie, jakim była II Rzeczpospolita. Celem sanacji było spolonizowanie kulturowe mniejszości, a nie ich wykluczenie. Historia pokazała jednak, że próby te okazały się, delikatnie mówiąc, nieudane.

Uniwersalizm i antyliberalizm

Plakat propagandowy z lat trzydziestych propagujący kult Józefa Piłsudskiego (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS IA 6i, domena publiczna)

Sanacja dążyła do stworzenia silnego państwa w duchu ideologii uniwersalistycznej. Nowa Polska miała być formacją antyliberalną, czyli antydemokratyczną. Pod demokratyzmem (liberalizmem) rozumiano skrajny indywidualizm, który przejawiał się tym, że jego wyznawcy stawiali swoje dobro zawsze na pierwszym miejscu. W tej interpretacji liberałowie nie chcieli realizować jakichkolwiek celów wspólnotowych, lecz dążyli do zaspokojenia swoich indywidualnych potrzeb. Jak pisał Kazimierz Zakrzewski w „Kryzysie demokracji”:

Liberalizm nie znosi jakichkolwiek organicznych więzów między jednostkami, bez względu na ich rodzaj, czy to będą związki wynikające ze wspólnego pochodzenia etnicznego (świadomość narodowa), czy też ze świadomości wspólnych interesów i celów w walkach społecznych (świadomość klasowa). Na gruncie instytucji liberalnych jedynym surogatem wszystkich tych związków są nie organiczne, tylko mechaniczne agregaty, czyli partje polityczne, które z klubów dyskusyjnych klasy panującej rozrosły się w reprezentacje interesów organicznych grup społecznych, narodowych lub klasowych, degenerując zarazem te grupy.

Wpływy liberalizmu przełamać miała rewolucja uniwersalistyczna, właśnie w takiej kategorii postrzegano bowiem zamach majowy. Antyklerykalizm, antytradycjonalizm, antydemokratyzm i dyktatura miały umożliwić stworzenie silnego państwa, Polska miała bowiem stać się imperium. Była to zdaniem sanatorów jedyna droga, jaką mogła podążać II Rzeczpospolita w ówczesnym układzie geopolitycznym. Celem nie było szczęście obywateli i zapewnienie im dobrobytu (chociaż i to było pożądane), lecz zagwarantowanie im bezpieczeństwa, co było możliwe tylko przez wzmocnienie organów państwa.

Władzę miała przejąć wybitna jednostka, ale miało to nastąpić w wyniku demokratycznego przekazania władzy. Oczywiście tą jednostką miał być Józef Piłsudski, a potem jeden z jego sukcesorów. Autorytaryzm miał przeciwdziałać rozpadowi, jaki niosła ze sobą demokracja. I to było główne założenie programu sanacji.

Bibliografia

  • Janusz Faryś, Piłsudski i piłsudczycy. Z dziejów koncepcji polityczno-ustrojowej (1918–1939), Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego, Szczecin 1991.
  • Andrzej Friszke, O kształt niepodległej, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1989.
  • Krzysztof Kawalec, Spadkobiercy niepokornych. Dzieje polskiej myśli politycznej 1918–1939, Ossolineum, Wrocław 2000.
  • Władysław T. Kulesza, Koncepcje ideowo-polityczne obozu rządzącego w Polsce w latach 1926–1935, Ossolineum, Wrocław 1985.
  • Andrzej Micewski, W cieniu Marszałka Piłsudskiego: Szkice z dziejów myśli politycznej II Rzeczypospolitej, Czytelnik, Warszawa 1969.
  • Waldemar Paruch, Myśl polityczna obozu piłsudczykowskiego 1926–1939, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2005.