Czy istnieje dziedzic Królestwa Polskiego? Komu w razie (czysto hipotetycznego) przywrócenia monarchii nad Wisłą powinna przypaść korona? Jeśli kiedyś zastanawialiście się nad tym problemem, tu znajdziecie odpowiedź. Która niekoniecznie wszystkich zadowoli…

Kilkanaście lat temu Tadeuszowi Pasierbińskiemu udało się opisać kilka polskich ugrupowań monarchistycznych w taki sposób, że ani razu nie padło imię jakiegokolwiek pretendenta do tronu. Ale czy to znaczy, że nie ma nikogo takiego?

W tym tekście padnie kilka nazwisk osób, które teoretycznie mogłyby zgłaszać pretensje do polskiej korony. Teoretycznie, gdyż monarchizm jest obecnie odległy od głównego nurtu polskiej polityki. Warto jednak zdawać sobie sprawę, kto i z jakich przyczyn mógłby sobie rościć prawa do tronu – przynajmniej na gruncie dawnych praw i zasad dziedziczenia.

Pusty tron na Zamku Królewskim w Warszawie (fot. Roman Sidorski)

Wiele hałasu wokół Sasów

Poszukiwacze dziedzica polskiej korony powołują się najczęściej na Konstytucję 3 maja, która zakładała dziedziczenie tronu przez linię władców Saksonii z dynastii Wettinów, potomków w prostej linii króla Augusta III. Właśnie wnuka tego władcy wyznaczono wówczas na następcę Stanisława Augusta Poniatowskiego.

W związku z tym wielu monarchistów – w tym Konfederacja Spiska – do niedawna jeszcze uważało za „króla z prawa” urodzonego w 1926 roku Marię Emanuela Wettina. Ten wnuk ostatniego króla Saksonii, znający na dodatek język polski, wydawał się kandydatem idealnym. Książę Maria, podobnie jak jego młodszy brat, zmarli jednak bezdzietnie w 2012 roku.

Uchwalenie Konstytucji 3 maja (obraz Kazimierza Wojniakowskiego, 1806 r.)

Zgodnie z wolą Wettina jego dziedzicem jest jego siostrzeniec, Aleksander de Afif, książę Sachsen-Gesschaphe. Ale czy faktycznie miałby on prawa do polskiego tronu? Pominąwszy wątpliwości związane z jego pochodzeniem po kądzieli od saskiej dynastii, wszystko rozbija się o faktyczne brzmienie Ustawy Zasadniczej z 1791 roku. W rozdziale VII, zatytułowanym „Król. Władza wykonawcza”, czytamy:

Stanowiemy przeto, iż po życiu, jakiego nam dobroć Boska pozwoli, elektor dzisiejszy saski w Polszcze królować będzie. Dynastyja przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora saskiego, którego sukcesorom de lumbis [z lędźwi, czyli spłodzonym przez władcę] z płci męskiej przeznaczamy. Najstarszy syn króla panującego po ojcu następować ma. Gdyby zaś dzisiejszy elektor saski nie miał potomstwa płci męskiej, tedy mąż przez elektora za zgodą stanów zgromadzonych córce jego dobrany zaczynać ma linię następstwa w płci męskiej do tronu polskiego. Dla czego Maryję Augustę Nepomucenę, córkę elektora za infantkę polską deklarujemy, zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcyi [ograniczenia] podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu, po wygaśnieniu pierwszego.

By w pełni zrozumieć różnicę między tym zapisem, a dziedziczeniem w ramach dynastii Wettinów, trzeba zaznaczyć, że elektor Fryderyk August w chwili uchwalenia Konstytucji był już żonaty od 22 lat z Amalią von Zweibrücken-Birkenfeld. Elektorowa urodziła kilkoro martwych dzieci, z ich wspólnego potomstwa żyła jedynie wspomniana Augusta Nepomucena, mająca lat dziewięć. Istniała nikła szansa, by Fryderyk August spłodził jeszcze syna – i rzeczywiście nigdy się go nie doczekał. W związku z tym jedyną dziedziczką tronu była jego córka-infantka. Tak naprawdę uchwalając dziedziczenie tronu autorzy konstytucji zostawili sobie furtkę do jeszcze jednej elekcji, czyli wybrania małoletniej infantce męża – założyciela kolejnej dynastii!

Nadanie Konstytucji Księstwu Warszawskiemu przez Napoleona. Replika zaginionego obrazu Marcella Bacciarellego (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. MP 2950 MNW)

Co więcej, nie upewniono się wcześniej, czy Fryderyk August rzeczywiście zechce zostać królem Polski. Jego słowa umiarkowanego poparcia dla reformatorów i zwlekanie z ostateczną odpowiedzią, czy zgadza się na władanie w Polsce, brano za dobrą monetę. Tymczasem elektor obawiał się, że ma zbyt małe fundusze na walkę o władzę. Był też przekonany, że nie pogodzi panowania w obu krajach, a wręcz że przejęcie polskiej korony w razie konfliktu z państwami zaborczymi może grozić unicestwieniem jego księstwa.

Fryderyk August bał się przy tym, że otwarta odmowa pchnie Polaków do wybrania wrogiego mu kandydata, więc grał na czas. Sami Polacy również byli skłonni zrezygnować z zapisu o dziedziczeniu tronu przez elektora w celu obrony Ustawy Zasadniczej. Ona sama obowiązywała zresztą tylko przez rok…

Gdyby nawet uznać prawa Fryderyka Augusta do tronu, konstytucyjna linia dziedziczenia polskiej korony wymarła na bezpotomnej Auguście Nepomucenie. Saksonię odziedziczyli potomkowie młodszego brata Fryderyka Augusta, Maksymiliana, wśród których był wspomniany wyżej Maria Emanuel. Konstytucja Trzeciego Maja nie wspominała jednak o nich ani słowem, więc trudno traktować ich jako pretendentów do tronu.

To nie przeszkadza jednak autorom licznych artykułów powoływać się na konstytucyjne prawa pretendenta do tronu. Jedynym sensowną podstawą takich twierdzeń jest… wskazanie na konstytucję Księstwa Warszawskiego, którego elektor był faktycznym władcą. Potwierdzono w niej zasadę dziedziczenia „podług porządku następstwa ustanowionego w domu saskim”. Pozostaje otwartym pytanie, czy oktrojowane przez Napoleona prawa nie w pełni suwerennego księstwa sprzed ponad dwóch wieków można dziś uważać za wiążące w jakikolwiek sposób…

Sukcesja Kongresówki

O ile Stanisław August Poniatowski był ostatnim królem przedrozbiorowej Polski, to wcale nie był ostatnim polskim monarchą w ogóle. Często zapomina się, że od 1815 roku miano królów Polski nosili też każdorazowo carowie rosyjscy z dynastii Romanowów. W związku z tym część legitymistów widziałaby w roli przyszłego króla Polski dziedzica Romanowów. W 1918 roku bolszewicy zgładzili jednak nie tylko cara Mikołaja II z żoną i piątką dzieci, ale też jego młodszego brata Michała, kwestia ewentualnej sukcesji znacznie się zatem skomplikowała.

Pretensje do rosyjskiego tronu zgłosił wkrótce brat stryjeczny ostatniego cara, wielki książę Cyryl, którego pozycja była podważana przez innych przedstawicieli rodu m.in. ze względu na protestanckie wyznanie jego matki i poślubienie przezeń rozwódki bez zgody Mikołaja II. Obecnie jedyną aktywną pretendentką z dynastii Romanowów jest wnuczka Cyryla, Maria. Energiczna wielka księżna nie ma jednak za sobą ani prawa sukcesyjnego, ani poparcia rodziny.

Car Mikołaj II Romanow z rodziną w 1913 r. Od lewej: Olga, Maria, Mikołaj, Aleksandra, Anastazja, Aleksy, Tatiana (fot. Boasson i Eggler, obecnie w zbiorach Ermitażu, domena publiczna)

Potomkowie Piastów

Mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego, jak znalezienie następcy polskiego tronu przez linie wywodzące się od naszych monarchów. Ze względu na elekcyjność tronu i brak jednolitych zasad dziedziczenia w przypadku wymarcia męskiej linii rodu można jednak wyznaczyć w ten sposób całe tabuny pretendentów. Co więcej, większość z nich ma z Polską bardzo niewiele wspólnego.

Księżniczka Mafalda i książę Filip Heski w dniu ślubu, 23 września 1925 r. (fot. domena publiczna)

Już samo wyznaczenie następcy Piastów wymaga sporego wysiłku. Jeśli uznać typowe prawa dziedziczenia europejskich tronów (z ojca na najstarszego syna, córki brane pod uwagę tylko w razie wygaśnięcia linii), władza w Polsce należała się legnicko-brzeskiej linii Piastów. Po niej dziedzictwo przeszło na Karolinę, siostrę ostatniego przedstawiciela rodu Jerzego Wilhelma, której potomkami byli kolejno przedstawiciele rodów Holstein, Oettingen, Kaunitz, Metternich (słynny kanclerz Klemens był mężem dziedziczki Piastów Marii Eleonory Kaunitz-Rietberg), Sandor de Szlavnicza, znów Metternich, znów Oettingen i wreszcie Ratibor-Corvey. W tym związanym ze Śląskiem rodzie prawa do korony pozostają do dziś w osobie mającego obecnie 55 lat księcia Wiktora.

Ponieważ jednak wspomniana ostatnia Piastówna Karolina wyszła za mąż bez zgody rodziców za przedstawiciela innej wiary, równie dobrze prezentują się prawa do tronu dziedziców jej starszej siostry stryjecznej, Doroty Elżbiety. Przeniosła ona swoje prawa kolejno na ród Nassau, a od początków XIX wieku – Hessen-Kassel. Jednym z jej dziedziców był Fryderyk Karol, szwagier cesarza Wilhelma II i niekoronowany król Finlandii pod imieniem Väinö I. Jego syn Filip był wielkim fanem faszyzmu, członkiem NSDAP i przyjacielem Göringa. Obecnie głową rodu heskiego i potencjalnym pretendentem do tronu Polski jest wnuk Filipa, 53-letni Henryk Donatus.

Śląska linia nie była jednak koronowana – w przeciwieństwie do Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego. Rozwiązanie problemu braku prawego męskiego potomstwa tego drugiego idealnie pasuje do wniosków Oswalda Balzera na temat ówczesnych zasad dziedziczenia w linii żeńskiej. To polski król sam wybrał krewną – i to nie córkę ani najstarszą siostrę, tylko młodszą z sióstr, Elżbietę, która przeniosła prawa do tronu na dynastię swego męża, czyli Andegawenów węgierskich. A jej wnuczka Jadwiga w ten sam sposób przekazała dziedzictwo na Jagiellonów.

Pretensje do tronu mogliby jednak zgłosić potomkowie samego Kazimierza Wielkiego. Jego najstarsza córka wyszła za księcia zachodniopomorskiego. Jej córka przekazała prawa do korony rodzinie Luksemburgów – najstarszym prawnukiem Kazimierza był cesarz Zygmunt Luksemburski. Jego córka i dziedziczka Elżbieta przeniosła dziedzictwo na rodzinę Habsburgów. Jej jedyny syn, Władysław Pogrobowiec, zmarł bezpotomnie, jej młodsza córka Elżbieta Rakuszanka poślubiła Kazimierza IV Jagiellończyka, a starsza córka Anna została żoną landgrafa Turyngii. Anna urodziła dwie córki, z których starsza poślubiła elektora Brandenburgii Jana Cycero. Odtąd dziedzicami tronu polskiego mogliby się teoretycznie tytułować Hohenzollernowie – elektorzy Brandenburgii, królowie Prus i cesarze niemieccy!

Starsza siostra Kazimierza, Kunegunda, była natomiast księżną świdnicką. W chwili śmierci króla jego najbliższym spadkobiercą licząc od niej był… prawnuk Kunegundy, Wacław Luksemburski (przyrodni brat Zygmunta). Ponieważ zmarł bezdzietnie, ewentualne pretensje do tronu przeszły na opolską linię Piastów, a za jej pośrednictwem do opisanej wyżej legnicko-brzeskiej linii dynastii.

Dziedzice innych polskich monarchów

Wilhelm-Aleksander, król Niderlandów (fot. domena publiczna)

Polscy władcy po Piastach byli de facto królami elekcyjnymi. Co więcej, wszyscy obecnie panujący monarchowie europejscy i większość możnych rodów to potomkowie Kazimierza IV Jagiellończyka. Z jednej strony wysoko w tej grupie znajdują się Habsburgowie jako bezpośredni potomkowie Anny Jagiellonki, dziedziczki najstarszego z synów Kazimierza. Z drugiej potomkowie Jadwigi Jagiellonki – najstarszej z córek Zygmunta Starego, żony elektora brandenburskiego Joachima Hohenzollerna. Za pośrednictwem potomstwa jej córki, wydanej za księcia brunszwickiego, jej dziedzicami jest dynastia Nassau, reprezentowana dziś przez królów Holandii.

Polska linia Wazów wymarła w 1672 roku na Janie Kazimierzu i nie miała kontynuacji nawet w linii żeńskiej. Bezdzietni (przynajmniej jeśli chodzi o potomstwo z prawego łoża) byli też Henryk Walezy, Stefan Batory, Michał Korybut Wiśniowiecki i Stanisław August Poniatowski.

Ród Sobieskich wymarł w męskiej linii już w 1737 roku na synu Jana III Sobieskiego, Jakubie. Ewentualne dziedzictwo Sobieskich przeszło wraz z ręką wnuczki Jana, Marii Karoliny, na francuski ród książęcy de la Tour d’Auvergne, a następnie rodzinę książąt Rohan, od rewolucji francuskiej zamieszkałą w Austrii – głównie w Sichrowie, czeskiej miejscowości przy dzisiejszej granicy z Polską. Obecnie w najprostszej linii dziedzicem Sobieskich jest 85-letni Karol Antoni de Rohan-Rochefort.

Jeśli chodzi o potomków króla Stanisława Leszczyńskiego, wszyscy pochodzą od jego córki, królowej Francji Marii. Linia jej męskich potomków wymarła w XIX wieku na hrabim Bordeaux, ale jego siostra poślubiła księcia parmeńskiego z bocznej linii francuskiej dynastii. Obecnie w najprostszej linii potomkiem Leszczyńskiego jest więc 49-letni Karol Ksawery de Bourbon-Parma, prywatnie brat cioteczny króla Holandii.

Pretendenci innego rodzaju

Zgodnie z XIX-wieczną praktyką osadzania na tronach dynastów niezwiązanych ze swoimi królestwami, także polscy monarchiści u zarania odzyskania niepodległości brali pod uwagę kandydatury innych książąt.

Przede wszystkim uwzględniano Habsburgów – potomków ostatniego cesarza lub przedstawicieli linii cieszyńsko-żywieckiej. Za Karolem Stefanem i jego synem Karolem Olbrachtem żywieckimi przemawiało spowinowacenie z polskimi arystokratami i patriotyczna postawa. Innymi potencjalnymi pretendentami byli książęta Giedyminowicze, czyli po mieczu krewni Jagiellonów, jak np. Czartoryscy. Za tym rodem przemawiało też spokrewnienie z dynastią Bourbonów.

Pojawiały się też kandydatury katolickich książąt z burbońskich linii z Parmy i Sycylii oraz spokrewnionych z nimi Koburgów – belgijskich lub bułgarskich. Myślano też o dynastii sabaudzkiej (jako potomkach rodziny Krasińskich), a nawet Bonapartych (gdyż ich nazwisko znalazło się w hymnie Polski!) oraz koronowaniu Józefa Piłsudskiego.

W planach polskich monarchistów była nawet koronacja Józefa Piłsudskiego. Tutaj naczelnik niesiony na rękach przez studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego przed budynkiem Collegium Novum, 1921 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/2/80/1, domena publiczna)

Tak wtedy, jak i dziś, ruch monarchistyczny jest jednak na tyle słaby i rozdrobniony, że żaden z planów nie był nawet bliski realizacji. Nawet ostateczny wybór przyszłego króla zwykle odkładano, by nie generować dodatkowych sporów – jest to zresztą zgodne z duchem Konstytucji 3 maja, która na wypadek wygaśnięcia linii elektorów saskich zawierała zapis o wolnej elekcji. A całą atmosferę wokół ewentualnej restauracji tak zgrabnie podsumował Wacław Komarnicki: „nie ma w narodzie polskim takiego przywiązania do instytucji monarchii, jak w Anglii czy na Węgrzech”.

Bibliografia