Wino, piwo, gorzałka od zarania dziejów bywały cennym towarem, urozmaiceniem biesiad i lekarstwem, ale też źródłem nałogu i zguby. Alkohol często prowadził mieszkańców pruskich miast do ruiny. By żyło im się zdrowiej i bezpieczniej, prawną pieczę nad ich wątrobami sprawowały krzyżackie władze.

Wszystko zaczęło się od sfermentowanych owoców, gdy nasi człekokształtni przodkowie spróbowali etanolu obecnego w gnijących owocach. Szum w głowie, ekscytacja, błogość – praludzie pokochali smak alkoholu. Można powiedzieć, że z drzew zeszliśmy na jednego, szybkiego drinka.

Tabliczka z pismem klinowym dotycząca przyznawania racji piwnych lub magazynowania piwa, 3100–3000 r. p.n.e. Obecnie w zbiorach British Museum (fot. Jim Kuhn, domena publiczna)

Gdy wymyśliliśmy, jak produkować alkohol w większych ilościach, pojawił się jednak problem – picie na umór. Uzależniające właściwości i negatywny wpływ na zdrowie oraz zachowanie sprawiły, że dla wielu ludzi na przestrzeni wieków napoje wyskokowe stały się źródłem grzechu, wszeteczeństwa, rozpusty, rozboju i zbrodni. Ta było również w średniowiecznym państwie Zakonu Krzyżackiego.

Pije bo lubię. Piję bo muszę

W miastach pruskich, pod czujnym okiem rycerzy-mnichów, kwitła produkcja i handel winem. Wraz z rozwojem państwa krzyżackiego przybywało również winnic zakonnych. Sadzono winorośl nie tylko w Toruniu i okolicach, lecz także w Chełmnie, Chełmży, Świeciu, Nowem, Grudziądzu czy Nowym Mieście Lubawskim. Uprawiano ją także w prywatnych gospodarstwach. Własne wino wyrabiać mógł nawet ojciec Mikołaja Kopernika.

W miastach państwa zakonnego dostęp do alkoholu nie stanowił żadnego problemu. Można go było kupić w karczmach, a każdy mieszczanin miał prawo do produkcji ograniczonej ilości piwa. Mieszkańcy traktowali je z kolei jak codzienny napój – piły je nawet dzieci, ale należy przy tym pamiętać, że znacząco różniło się ono od znanych nam obecnie trunków. Miało niewielką zawartość alkoholu i gęstszą konsystencję niż dzisiejsze, starannie filtrowane napoje. Niemniej jednak robotnicy najemni wydawali aż 59% swoich zarobków na piwo, a niektórzy żeglarze z nadbałtyckich portów potrafili wypić nawet 4 litry wina lub 4,5 litra piwa dziennie! Nawet zakonni rycerze w toku Wielkiej Wojny 1410 roku spożywali od 1,5 do 2 litrów wina dziennie.

Robotnicy pracujący w winnicy, miniatura z I połowy XV w. (ze zbiorów British Library, Yates Thompson 3)

Tego typu spożycie nikogo nie dziwiło. W XIV wieku w Chełmnie wydano nawet wilkierz (czyli uchwałę rady miasta), w którym wyrażono troskę o to, „aby miasto chlebem i piwem według potrzeby opatrzone było”. Browarnictwo było zarówno nieodłącznym elementem gospodarki mieszczańskiej, jak i czynnikiem nieodzownym do zdrowego funkcjonowania miasta. Mieszczanie często korzystali ze stojących zbiorników wodnych, takich jak studnie, często bardzo zanieczyszczonych, m.in. ludzkimi ekskrementami. Niekiedy wpadały do nich także większe i mniejsze zwierzęta, które topiły się, gniły i zanieczyszczały wodę tzw. trupim jadem.

Wielu ludzi uważało nie bez przyczyny, że woda jest po prostu szkodliwa. Najlepszym jej zamiennikiem lub sposobem jej neutralizacji był alkohol, który – jak powszechnie wiadomo – ma właściwości bakteriobójcze. Choć ówcześni nie mogli o tym wiedzieć, piwo, które dominowało jako trunek mieszczan, na długo stało się nie tylko smaczną używką, ale przede wszystkim produktem pierwszej potrzeby. W XV wieku zaczęły jednak zachodzić w mentalności mieszczańskiej pewne zmiany, które miały spory związek z propagowaną przez Krzyżaków antyalkoholową postawą ówczesnego Kościoła. Zaczęto więc więcej mówić o nadużywaniu alkoholu i uzależnianiu się od niego.

Trzeźwość (po lewej) i obżarstwo, miniatura z paryskiego rękopisu z 1295 r. (British Library, Additional 54180)

Trzeźwy jak na ambonie, pijany jak stróż

Kaznodzieje w XIV i XV wieku bardzo zdecydowanie potępiali pijaństwo, a zwłaszcza spożywanie alkoholu w święta. Na Warmii kler skarżył się, że mieszczanie tak bardzo się upijali, że następnego dnia nie byli w stanie przyjść na nabożeństwo. Władze kościelne często zaczynały uważać pijalnie, karczmy i gospody za konkurencję w pozyskiwaniu wiernych. Pod wpływem Kościoła w ustawodawstwie miast pruskich w XIV i XV wieku pojawiły się regulacje zabraniające spożywania alkoholu w niedzielę. W wielu przepisach mowa jest również o zakazie sprzedaży wódki i piwa, zwłaszcza w czasie nabożeństw. Władze nie pozwalały też na urządzanie zabaw i hulanek w trakcie mszy.

Ozdobny inicjał przedstawiający mnicha pijącego wino z beczki, miniatura z francuskiego rękopisu z trzeciej ćwierci XIII w. (British Library, Sloane 2435)

Z czasem w Toruniu postanowiono, że karczmy miały być zamknięte nie tylko w niedziele, ale i w święta. Podobnie było w Elblągu czy Malborku. Regulacjom podlegały więc zarówno czas, jak i miejsce spożywania alkoholu. Można to interpretować jako zmuszenie mieszczan do uczestnictwa w nabożeństwach, przy czym Kościół zmuszony był też do wydawania regulacji zabraniających uczęszczania do karczm również duchownym, by nie uczestniczyli w gorszącym pijaństwie.

Ta kościelna retoryka odpowiadało również innym rządzącym – zarówno na poziomie państwa krzyżackiego, jak i w poszczególnych miastach. Szerzące się opilstwo często stanowiło problem nie tyle jednostkowy, co społeczny. Rosnąca liczba amatorsko budowanych i prymitywnych instalacji browarniczych stwarzała poważne zagrożenie pożarnicze. Pijaństwo było ponadto niemałym problemem strażników miejskich.

W średniowiecznym miastach pruskich mieszczanie musieli pełnić tzw. wachtę, która polegała na patrolowaniu miasta i pilnowania porządku. W czasach pokoju był to nader nudny obowiązek, więc pełniący go mężczyźni często upijali się podczas służby lub wręcz zgłaszali się na nią już dobrze wstawieni. Władze miejskie musiały zacząć kontrolować spożycie, bo wachty często przeradzały się w dalsze libacje.

Wilkierz miasta Tczewa zakazywał np. pełnienia wart przy słodowniach, które były częścią browarów. Oznacza to, że mieszczanie bardzo często woleli wypełnić swoją służbę, siedząc i pijąc piwo. Włodarze Tczewa bardzo poważnie traktowali ten problem. Wilkierz mówił wprost – przyłapani na gorącym uczynku wartownicy mieli podlegać karze grzywny lub nawet karze wieży na jeden dzień i jedną noc. Podobne działania podejmowano także w Starogardzie czy w Chełmnie.

Pijane grzechy mają długie cienie

W kazaniach duchownych pijaństwo przedstawiano często podobnie jak obżarstwo – jako jeden z siedmiu grzechów głównych, uwypuklając jednocześnie jego zgubne skutki dla duszy i ciała. Pod wpływem alkoholu człowiek miał popełniać kolejne grzechy i to o wiele cięższe.

Ozdobny inicjał przedstawiający pijanych ludzi (miniatura z angielskiego rękopisu z lat 1360–1375. British Library, Royal 6 E VII)

Problemem były także reperkusje natury prawnej. Pijani mieszczenie wręcz lubowali się w podpisywaniu niekorzystnych dla nich umów, które często stawiały na głowie całe ich dotychczasowe życie. O skali problemu mówi jeden z wilkierzy wydanych w Tczewie. Stwierdzał on, że umowy zawarte w stanie nietrzeźwym są nieważne. Świadczyłoby to o tym, że nie brakowało sytuacji, gdy ktoś próbował wymusić korzystne dla siebie warunki poprzez upicie swojego kontrahenta.

Wśród mieszczan, a zwłaszcza rzemieślników, utrwaliła się również tradycja przepijania pierwszej wypłaty wraz ze swoimi towarzyszami, co owocowało często dotkliwymi stratami tak fizycznymi, jak finansowymi. Stan upojenia alkoholowego przyciągał naturalnie złodziei czyhających na mieszek pełen szelągów.

Pijaństwo było grzechem dość powszechnym wśród młodych parobków i czeladników. O ich trzeźwość władze starały się najmocniej – trudno było o coś bardziej gorszącego niż pijana służba w trakcie przyjmowania gości. Rozochoceni służący byli nie tylko krępujący dla domowników, ale mogli stanowić dla nich realne zagrożenie.

Produkcja wina, miniatura z I połowy XV w. (ze zbiorów British Library, Yates Thompson 3)

W wielu krzyżackich miastach obowiązywała zasada, że młodzieńcy, którzy zostali przyjęci na służbę, nie mogli pić piwa, a w karczmach mogli siedzieć jedynie do dziesiątej wieczorem latem i do ósmej wieczorem w zimie. Zabroniono im również „wznoszenia okrzyków na ulicach”. Za złamanie tych reguł groziło zamknięcie w wieży. Zakaz picia w nocy wydano np. Chełmnie, przy czym dotyczył on nie tylko parobków, ale wszystkich mieszczan.

Pić to trzeba z umiarem

Pijaństwo nie było jednak jedynie domeną młodych ludzi lub szemranego towarzystwa. Władze zwracały też szczególną uwagę na biesiady i przyjęcia urządzane przez mieszczańską elitę. Mowa tutaj o takich osobach jak mistrzowie cechowi, rajcy, ławnicy czy bogaci kupcy posiadający obywatelstwo miejskie. Organizowane przez nich uczty i zabawy spajały dane środowisko, dostarczały rozrywki i obfitowały tak w jedzenie, jak i alkohol. Towarzyszyły im często muzyka, tańce, hazard, a nawet prostytutki.

Mnisi przy piwie (il. Simony Jensen, 1904 r.)

By walczyć z tym rozpasaniem, władze w miastach krzyżackich zaczęły wydawać od XIV wieku tzw. leges sumptuariae, czyli ustawy przeciwko zbytkowi. Ograniczały one rozmiar uczt rodzinnych, korporacyjnych i cechowych, a jednocześnie nakazywały zmniejszenie spożycia alkoholu. Takie przepisy uchwalono m.in. w późnośredniowiecznym Toruniu.

Scena w karczmie ilustrująca grzech obżarstwa i pijaństwa (miniatura z genueńskiego rękopisu z czwartej dekady XIV wieku, British Library, Additional 27695)

Ze źródeł prawnych i statutów cechowych wyłania się obraz cechowych spotkań suto zakrapianych alkoholem. Niejednokrotnie rzemieślnicy zaczynali zabawy porządnym „biforkiem”. W Brodnicy cech krawiecki uchwalił przepis zabraniający przychodzenia na spotkanie pijanym pod karą grzywny. Pod wpływem alkoholu uczestnicy tych uczt często obnażali się do naga, bili, wyzywali, a nawet wszczynali walki z użyciem broni. Z czasem prawo już nie tylko ograniczało spożycie alkoholu, ale też zakazywało wnoszenia do karczmy oręża czy obnażania się pod karą grzywny.

Ustawy przeciw zbytkowi i statuty cechowe starały się dbać również o moralność i dobre zachowanie wśród najmłodszych. Wilkierz chełmińskiego cechu kramarzy z 1422 roku stanowił przykładowo, że kobieta, która  przyszła na spotkanie cechowe czy też ucztę razem z dzieckiem i wypiła dwie kolejki, musiała owe dziecko wyprowadzić.

Hańba dla domu i męża

Zacytowany powyżej przepis pokazuje nam kolejne interesujące zagadnienie. Kobiety – żony mistrzów cechowych, kupców, rajców czy ławników – mogły czasem zastępować swoich mężów, którzy należeli od jakiegoś rodzaju stowarzyszenia. Zachowane przepisy pokazują, że władze cechowe tolerowały jednak ich obecność jedynie na oficjalnych obradach czy pogrzebach, ale nie bankietach. W przypadku bractwa toruńskiego Najświętszej Maryi Panny obecność kobiet na uczcie była już jednak obowiązkowa. Cechy traktowały często swoich członków jak jedną wielką rodzinę, do której w pewnym sensie należały też żony i dzieci zrzeszonych mężczyzn. Spożycie przez nie piwa czy wina było na porządku dziennym.

Kobiety w winnicy, miniatura z włoskiego rękopisu sprzed 1309 r. (British Library, Additional 8785)

Jak pokazują źródła i badania, spożywanie piwa przez kobiety, nawet mniszki, nie było czymś niezwykłym. Uważano jednak, że przedstawicielki tej płci mają skłonność do pijaństwa, a nietrzeźwa żona w miejscu publicznym była hańbą również dla jej męża. Dlatego niektóre pruskie statuty nie dopuszczały obecności kobiet na zakrapianych alkoholem ucztach i to pod żadnym pozorem. Nawet jeśli jakieś źródła pokazują, że kobiety mimo zakazu uczestniczyły w libacjach organizowanych w karczmach, były to zazwyczaj prostytutki.

Bibliografia

  • Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, Aletheia, Warszawa 2011.
  • Kamil Kajkowski, Rola napojów alkoholowych w obrzędowości Słowian Nadbałtyckich, [w:] Barbarzyńcy u bram. Mare integrans. Studia na dziejami wybrzeży Morza Bałtyckiego, red. Maciej Franz, Zbigniew Pilarczyk, Adam Marszałek, Toruń 2012, s. 265–289.
  • Andrzej Klonder, Napoje fermentacyjne w Prusach Królewskich w XVI–XVII wieku (Produkcja – Import – Konsumpcja), Ossolineum, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1989.
  • Paweł Mateusz Modrzyński, Pijaństwo i opilstwo jako problem społeczny w ustawodawstwie miast pruskich (XIII-XVI w.). Przegląd problematyki, [w:] Nałogi. Medyczne i kulturowe aspekty uzależnień na przestrzeni dziejów, red. Wojciech Ślusarczyk, Roksana Wilczyńska, Gabriela Frischke, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2018, s. 31–46.
  • Jarosław Pietrzak, W szponach nałogu. Alkoholizm kobiet w dobie staropolskiej na przykładzie Joanny z Denhoffów Denhoffowej (zm. 1720), [w:] Antropologia używek w gospodarce i życiu społecznym, red. Justyna Żychlińska, Anetta Głowacka-Penczyńska, Wyd. Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2016, s. 57–75.
  • Marcin Pauk, Radix omnium malorum: taberny i pijaństwo w tzw. statutach księcia czeskiego Brzetysława I, [w:] Memoria viva. Studia historyczne poświęcone pamięci Izabeli Skierskiej (1967–2014), red. Grażyna Rutkowska, Antoni Gąsiorowski, Polska Akademia Nauk. Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla, Warszawa–Poznań 2015, s. 88–99.