Ludzie przez stulecia pragnęli wzbić się w powietrze. Marzenie to udało się w końcu osiągnąć pod koniec XVIII wieku we Francji z pomocą balonów lotniczych, które bardzo szybko zaczęto testować w innych krajach Europy. Należała do nich również upadająca Rzeczpospolita.

Historię baloniarstwa rozpoczyna wynalezienie w starożytnych Chinach pierwszych bezzałogowych, niewielkich balonów zwanych obecnie m.in. latającymi lampionami. Mają one bardzo prostą konstrukcję, wykonywane są z papieru i napełniane gorącym powietrzem. Co ciekawe, wypuszczano je nie tylko z okazji różnych świąt i zabaw, tak jak obecnie, ale nawet podczas wojen, np. w celu przesyłania tajnych informacji.

W Europie balony lotnicze wytwarzano począwszy od XVIII wieku. Z czasem konstruowano je coraz większe, bardziej zaawansowane technicznie i z trwalszego materiału – poza papierem do ich wyrobu zaczęto wykorzystywać płótno i jedwab. W 1783 roku we Francji miały miejsce pierwsze na świecie zarejestrowane udane loty balonów przenoszących w podczepionych do nich koszach żywe istoty.

Pierwsze udane uniesienie załogowego balonu lotniczego (19 października 1783 r. w Paryżu), grafika przypisywana Claude’owi-Louisowi Desrais’mu (ze zbiorów Bildarchiv Preussischer Kulturbesitz, domena publiczna)

Najpierw, we wrześniu, były to zwierzęta – owca, kaczka i kogut, które osiągnęły wysokość ok. 500 metrów i w ciągu ośmiu minut przeleciały mniej więcej trzy kilometry. W następnym miesiącu na wysokość ponad 20 metrów wzbił się pierwszy człowiek – ze względów bezpieczeństwa statek powietrzny był przytwierdzony za pomocą lin do ziemi. W listopadzie odbył się pierwszy lot swobodny – w ciągu 25 minut dwóch pasażerów pokonało odległość około trzech kilometrów, docierając podczas tej podróży na wysokości 910 metrów.

Warto zauważyć, że wszystkie wspomniane wyżej francuskie balony były zaprojektowane i wykonane przez braci Josepha i Jacques’a Montgolfierów.

Pierwsze polskie próby balonowe

Stanisław August Poniatowski na portrecie autorstwa Marcella Bacciarellego, 1786 r. (ze zbiorów Lwowskiej Galerii Sztuki, domena publiczna)

Wieść o nowym sposobie podróżowania szybko obiegła Europę. Wkrótce udane próby latania pierwszymi aerostatami zostały przeprowadzone m.in. na Wyspach Brytyjskich. Polscy naukowcy eksperymenty z unoszącymi się balonami – jeszcze bezzałogowymi – wykonywali od początku 1784 roku. Miały one miejsce w Krakowie, Warszawie, Kamieńcu Podolskim, Pińczowie oraz we Lwowie.

Pierwszy, w pełni udany test, odbył się 12 lutego w stolicy Rzeczypospolitej. Wykonał go nadworny chemik i mineralog króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, Stanisław Okraszewski (1744–1824). Uczony wykorzystał przymocowany do liny balon o średnicy 94 centymetrów, który został wykonany z pęcherza zwierzęcego. Przedmiot unosił się nad miastem przez ok. 3 minuty i dotarł do wysokości mniej więcej 180 metrów. Wydarzenie obserwował tłum widzów, w tym sam władca. Następnie balon wprowadzono do jednej z sal Zamku Królewskiego, gdzie pozostał w powietrzu jeszcze przez godzinę.

Okraszewski do swego eksperymentu wykorzystał wodór, który, jak wiadomo, jest lżejszy od powietrza. Nie był to pionierski wyczyn, jako że gaz ten po raz pierwszy uniósł bezzałogowy balon już w sierpniu 1783 roku, a załogowy cztery miesiące później – oba przypadki miały miejsce we Francji. Warto zauważyć, że gazy lżejsze od powietrza stanowiły najczęstsze wypełnienie statków powietrznych od lat 90. XVIII wieku aż do lat 60. XX wieku (poza wodorem, z którym wiązało się ryzyko wybuchu, popularny był również droższy, ale i bezpieczniejszy od niego hel). Od tego czasu w aerostatach znów częściej stosuje się ogrzane powietrze.

Filuś – ofiara ludzkiej ciekawości

Na fali rosnącej popularności pierwszych aerostatów w siedzibie książąt Czartoryskich w Puławach założono Towarzystwo Balonowe – pierwszą w Polsce organizację lotniczą. Jej członkowie zlecili budowę własnego balonu lotniczego, którą kierował Simon Antoine Jean L’Huillier (1750–1840), szwajcarski matematyk wywodzący się z francuskich hugenotów. Statek wypuszczono w powietrze latem 1786 roku podczas uroczystej gali w ogrodzie magnackiej rezydencji. Był to pierwszy lot aerostatu w Polsce z żywą istotą na pokładzie – w podczepionym do niego koszu znajdował się Filuś, kot księżnej Izabeli Czartoryskiej (1746–1835).

Izabela z Flemingów Czartoryskiej na portrecie autorstwa Alexandra Roslina, 1774 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowe w Krakowie, sygn. MNK XII-A-616)

Lot zwierzęcego aeronauty upamiętnił Franciszek Dionizy Kniaźnin (1750–1807), nadworny poeta i sekretarz księcia Adama Konstantego Czartoryskiego, w poemacie pt. „Balon”. Oto jego krótki fragment:

Tak naprężając wnątrz swojej przestrzeni,
Płomiennym duchem Bania [balon – przyp. M.B.] się odyma.
Licznie do koła widzę zgromadzeni
Chciwemi na nią wystrzelą oczyma.
Już podskakuje… już pragnie do góry…
Czegoś tu czekać, ucinajmy sznury.

Już leci: poklask i okrzyk powstanie,
Filuś z wiatrami chlubnie poigrawa!
Nawy powietrznej szczęsne wybujanie
Wznosi radosna poglądaczów wrzawa:
Płeć biała patrząc na Kota i Banię,
Cieszy się, trwoży; tkliwa i ciekawa.

Niestety, pomimo lekko humorystycznego charakteru utworu, los Filusia był bardzo smutny. Z powodu silnego wiatru balon wpadł na drzewo i spłonął razem z nieszczęsnym zwierzęciem. Sam lot miał się odbić szerokim echem w kręgach magnackich, jednak puławskie Towarzystwo Balonowe nie wypuściło więcej aerostatów.

Z ziemi francuskiej ku polskiemu niebu

Pierwszy udany lot załogowego aerostatu na terytorium Rzeczypospolitej odbył się w Warszawie 10 maja 1789 roku. Wykonał go Francuz Jean-Pierre Blanchard (1753–1809) wraz ze swoją towarzyszką. Był on już wówczas doświadczonym aeronautą, miał za sobą ponad 30 lotów. Spośród nich warto wymienić chociażby ten nad kanałem La Manche w styczniu 1785 roku – tego wyczynu dokonał wraz z bostońskim lekarzem i meteorologiem Johnem Jeffriesem, jako pierwszy na świecie.

Wróćmy jednak do Warszawy. Napełniony wodorem balon o średnicy ok. 17 metrów wystartował z ogrodu Vauxhall (dzisiejsza ulica Foksal), skąd po ok. 45 minutach dotarł do leśnej polany w pobliżu wsi Białołęka (obecnie dzielnica w obrębie miasta). W czasie lotu mógł osiągnąć wysokość ok. 2400 metrów. Wydarzenie to obserwowały tłumy ludzi, w tym Stanisław August Poniatowski, który przebywał w loży honorowej.

Start balonu Jeana-Pierre’a Blancharda w czasie pokazu w Hadze z 12 lipca 1785 r. (rys. G. Carbentus, ze zbiorów Rijksmuseum, nr inw. RP-T-00-1512, domena publiczna)

Trzy dni później nad tym samym miastem Francuz miał wypuścić aerostat z psem na pokładzie. Na niewielkiej wysokości balon spłonął w wyniku zadziałania lontu saperskiego, a od jego powłoki odłączyła się czasza spadochronu, która po kilku minutach bezpiecznie opuściła kosz ze zwierzęciem na ziemię (według innej wersji Blanchard również brał udział w tym locie i sam wyrzucił przywiązanego do spadochronu psa z gondoli).

Pisarz i podróżnik pośród chmur

Hrabia Jan Potocki na portrecie autorstwa Antona Graffa, 1785 r. (ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie, domena publiczna)

Wśród obserwatorów wyczynów Blancharda w Warszawie znajdować się miał Jan Potocki (1761–1815) – naukowiec, pisarz, podróżnik, poseł na Sejm Czteroletni, a także autor słynnej powieści „Rękopis znaleziony w Saragossie”. Polak umówił się w Francuzem, że pomoże mu w stworzeniu nowego, większego aerostatu i weźmie udział w jego kolejnej podniebnej podróży. Blanchard odpowiedzialny był za budowę i wyposażenie tej części statku powietrznego, która przeznaczona była dla załogi, Potocki zaś zobowiązał się dostarczyć uszyty balon.

Lot odbył się 14 maja 1790 roku. Poza wspomnianą dwójką uczestniczyli w nim także Ibrahim – turecki służący polskiego magnata przywieziony przez niego ze Stambułu – i należący do Potockiego biały pudelek. Miejscem startu były ogrody przylegające do ówczesnego pałacu Mniszchów przy ulicy Miodowej. Podróż była stosunkowo krótka – trwała ok. pół godziny, ponieważ młody szlachcic spieszył się na obrady sejmowe. Lot zakończył się w podwarszawskiej Woli (obecnie dzielnica w granicach miasta). Balon mógł osiągnąć wysokość nawet 2500 metrów.

Dzięki temu wydarzeniu Jan Potocki stał się prawdpodobnie pierwszym polskim aeronautą w dziejach. Niestety, jego relacja z podniebnej podróży raczej nie zachowała się do naszych czasów. O samym locie ciężko jest również znaleźć wzmiankę w ówczesnej prasie – być może dlatego, że śmiałkowie o swych planach mieli podobno nie informować osób postronnych.

Latający cyrkowiec

Afisz z 1808 r. reklamujący lot balonowy Jordakiego Kuparentki w Warszawie (ze zbiorów Bibliothèque nationale de France, département Estampes et photographie, sygn. FOL-IB-3 (2), domena publiczna)

Kolejnym istotnym aeronautą na ziemiach polskich był Jordaki Kuparentko (1784–1844), pochodzący z okolic miejscowości Jassy, ówczesnej stolicy Hospodarstwa Mołdawskiego. Około 1800 roku w charakterze linoskoczka przyłączył się do trupy cyrkowej Jana Koltera, która objeżdżała właśnie Mołdawię. Na początku XIX wieku (czyli po III rozbiorze Polski) razem z nią przybył do Warszawy. Z miastem tym związał większość swego życia, nie dziwi więc fakt, że w polskich opracowaniach często określany jest jako Polak mołdawskiego pochodzenia (w okresie wojen napoleońskich miał nawet przez jakiś czas służyć jako oficer w armii polskiej).

W Warszawie Kuparentko najpierw występował w amfiteatrze zwanym „Hecą”. Jego akrobatyczną karierę przerwał wypadek podczas spaceru na linie – Mołdawianin spadł z wysokości i złamał nogę. W późniejszych latach miał próbować swych sił m.in. jako wynalazca i lotnik.

Pierwszy lot Kuparentki miał miejsce w czerwcu 1806 roku w Warszawie. Balon wykonał samodzielnie z afiszów teatralnych. Były cyrkowiec wystartował z ogrodu Vauxhall. Podczas podniebnej podróży aerostat zapalił się, przez co Mołdawianin musiał ratować się skokiem ze spadochronem, również własnej konstrukcji. Dzięki niemu wynalazca bezpiecznie wylądował na Krakowskim Przedmieściu. Warto zauważyć, że Kuparentko, podobno jako pierwszy lub jeden z pierwszych ludzi na świecie przeżył katastrofę lotniczą i skorzystał ze spadochronu, by ocalić własne życie.

Drugi raz Mołdawianin wzbił się w powietrze w grudniu 1806 roku w Wilnie. Balon wykonany był tym razem z papieru, a samo wydarzenie odbyło się bez komplikacji. Konstruktor mógł przelecieć ok. 7–8 km. Kolejna podniebna podróż miała miejsce w lipcu 1808 roku w Warszawie. Jak możemy dowiedzieć się z afiszu reklamującego to wydarzenie, miejsca w ogrodzie Vauxhall wyznaczone dla osób chcących obejrzeć początek lotu były płatne. Te, które znajdowały się najbliżej startującego balonu, kosztowały dziewięć złotych polskich, dalsze cztery złote, a najdalsze dwa złote.

Tak cały lot został opisany w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”:

Dnia 24go t. m. JPan Jordaki Kuparentko odprawił tu trzecią swoją napowietrzną podróż balonem swojego wynalazku. Puścił się on z ogrodu Foxhalowego przy licznie zebranej publiczności o godzinie ósmej w wieczór. Pogoda i czas spokojny sprzyjał temu doświadczeniu; lekki zachodnio-południowy wiatr kierował go ku Powązkom. Gdy już doszedł znacznej wysokości, balon został w równowadze z powietrzem, i ten napowietrzny żeglarz miał parę minut czasu obserwowania za pomocą instrumentów meteorologicznych przez Jmć Pana Magiera sobie danych; jak wnieść można było z opadnienia merkuriuszu [rtęci – przyp. M.B.] w barometrze, wyniesiony był z balonem na 3,882 stóp paryskich [ok. 1300 metrów – przyp. M.B.].

Thermometr, który był na 23 stopnie ciepła [podczas startu – przyp. M.B.], opadł w tej wysokości na kilka stopni i obserwator czuł zimno; ogień tylko będący w Balonie z wierzchu go ogrzewał; oddychanie miał dosyć wolne, ale w tym spokojnym czasie krótko zostawał, bo wiatr z wyższej warszty powietrza gwałtownie zaczął bić na Balon, który, gdyby z jak najmocniejszej był zrobiony materii, oprzećby się nie mógł jego mocy.

Otwierał żeglarz klapę, żeby się zniżył, ale wiatr zawsze mocny, zaczął rozdzierać Balon. Nie stracił przytomności Kuparentko, i trzymając się mocno galerii, w której siedział, chociaż Balon zbliżając się do ziemi zaczął się palić, piecyk rozpalony i dno galerii służyły mu za parachute [funkcję czaszy spadochronu pełnić musiała płonąca powłoka balonu – przyp. M.B], i z lekka spadł na piasek pod Powązkami. Podróż jego nie trwała kwadransa. Dwóch Francuzów tam przytomnych dali mu pomoc.

Warto dodać, że wspomniane wyżej pomiary meteorologiczne Kuparentko przeprowadził jako pierwszy na ziemiach polskich podczas lotu balonem. Mołdawianin miał przynajmniej jeszcze raz podróżować pośród chmur, w tym samym roku. W późniejszym okresie miał zasłynąć jako przedsiębiorca cyrkowy i teatralny, którym był aż do końca życia.

Dachy i gmach teatru (obecnie Teatr Wielki) widziane z balonu, 30 lipca 1865 r. Zdjęcie autorstwa Konrada Brandla, odbitka na papierze albuminowym (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)

Pionier polskiej fotografii lotniczej

Z biegiem czasu loty balonami stawały się coraz popularniejsze na świecie, również na ziemiach polskich, gdzie aeronautami nadal byli często przedstawiciele innych narodów. Na szczególną uwagę zasługuje podniebna podróż Konrada Brandla (1838–1920), warszawskiego wynalazcy i fotoreportera, który we wrześniu 1865 roku założył własny zakład fotograficzny.

Autoportret Konrada Brandla (po prawej) w gondoli balonu, zdjęcie wykonane w pracowni fotograficznej, 1865 r., odbitka na papierze albuminowym (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. DI 36451, domena publiczna)

Lot, w którym Brandel uczestniczył jako jeden z kilku pasażerów, odbył się nad stolicą Królestwa Kongresowego 30 lipca 1865 roku. Balon pilotowany przez niejakiego pana Berga wystartował z Ogrodu Saskiego w obecności paru tysięcy widzów. Relacja Brandla z tego wydarzenia została opublikowana w „Gazecie Warszawskiej”. Oto jej fragment:

idziemy w górę, cudny widok rozwija się pod naszymi stopami; wrażeń przyjemniejszych nie doznawałem nigdy na ziemi. Przechodzimy Wisłę z lewej strony mostu, coraz wyżej, Warszawa maleje i niknie w mgle kurzu, widzimy łany pokryte zbożami, które przedstawiają się nam jak karta jeograficzna. O godzinie 7½ już jesteśmy bliżej ziemi i to nad cząstką niewielką palącego [jarzącego? – przyp. M.B.] się lasu.

Opuszczając się na małą przestrzeń, rzadko zarośniętą, nadzwyczaj zręcznie wybraną przez panów powodujących balonem o 7¾ wyrzucamy kotwicę, która złamawszy kilka wierzchołków sosen nareszcie chwyta za pień, a my nie poczuwszy najmniejszego wstrząśnienia z wielkim moim smutkiem znowu po tak krótko spędzonej chwili rozkosznie, już jesteśmy niestety prawie na ziemi. Po kilku minutkach stają na pomoc Kozacy i chłopi konno, których w bardzo krótkim czasie liczba 200 przyszła. Za wyrzucone linki przyciągają nas do ziemi i tak o godzinie 8 wieczorem wysiadamy wygodnie jak z powozu.

Opisana powyżej podróż jest istotna dla polskiej aeronautyki, ponieważ Brandel zabrał ze sobą na pokład aparat fotograficzny, którym wykonał wówczas trzy zdjęcia. Pierwsze z nich przedstawia okolicę ratusza i teatru (dziś Teatr Wielki), drugie Ogrodu Saskiego, trzecie zaś ówczesnej wsi (obecnie miasta) Marki, gdzie wylądował balon. Brandel stał się tym samym prawdopodobnie pierwszym Polakiem, który wykonał zdjęcia lotnicze Warszawy i zapewne jedynym przedstawicielem swego narodu, który w XIX wieku fotografował cokolwiek z balonu. Warto zauważyć, że pierwszym aerografem na świecie był Gaspard-Félix Tournachon, który podczas podróży aerostatem w 1858 roku uwiecznił Paryż.

Kilka lat później, 25 sierpnia 1872 roku Brandel wykonał zdjęcie startującego balonu lotniczego z dziedzińca przed Pałacem Kazimierzowskim (tym razem w roli widza, a nie pasażera), co może być dowodem na jego niesłabnące zainteresowanie aerostatami w późniejszym okresie życia.

Start balonu z dziedzińca przed Pałacem Kazimierzowskim, 25 sierpnia 1872 r. (fot. Konrad Brandel, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, domena publiczna)

Mimo iż w XX wieku balony lotnicze zostały w większości wyparte przez samoloty, na świecie – w tym także w Polsce – nadal można spotkać ludzi unoszących się w powietrze z pomocą aerostatów. Poza dyscypliną sportu zwaną baloniarstwem są one do dzisiaj wykorzystywane m.in. do celów obserwacyjnych, meteorologicznych, rozrywkowych, turystycznych, a nawet reklamowych.

Bibliografia

  • „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego.”, nr 60, z dn. 26 lipca 1808, s. 780.
  • „Gazeta Warszawska”, nr 171, z dn. 31 lipca 1865, s. 1.
  • Janusz Kędzierski, Kuparentko Jordaki, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 16, Zakład Narodowy im. Ossolińskich–Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1971, 211.
  • Franciszek Dionizy Kniaźnin, Balon czyli wieczory puławskie. Poema w X. pieśniach, [w:] Dzieła Franciszka Dionizego Kniaźnina: z popiersiem autora, t. 3, Breitkopf et Haertel, Lipsk 1837, s. 1–84.
  • Jerzy R. Konieczny, Kronika lotnictwa polskiego 1241–1945, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa 1984.
  • Aleksander Maciesza, Brandel Konrad, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 2, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1936, s. 385.
  • François Rosset, Dominique Triaire, Jan Potocki. Biografia, tłum. Anna Wasilewska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006.
  • Za pozwoleniem zwierzchności. JP. Jordaki Kuparentko ma honor donieść prześwietnej publiczności, iż w tych dniach z ogrodu Foxhalowego na Nowym Świecie balonem przez siebie wynalezionym trzecią napowietrzną podróż odprawi, s.n., Warszawa 1808. Dostępne online [w:] Gallica.bnf.fr, 12 listopada 2012 [dostęp: 23 października 2019], <https://gallica.bnf.fr/ark:/12148/btv1b8509446g/f1.item.r=jordaki+kuparentko.langEN>.
  • Maria Ewelina Żółtowska, Potocki Jan, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 28, Zakład Narodowy im. Ossolińskich–Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1984–1985, 36–42.
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, która została opublikowana w Zielonkowskich Zeszytach Historycznych (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w czterech ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015-2017. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019).