1 września 1939 roku rozpoczęła się kolejna wojna w historii XX wieku. Choć wszyscy przeżywaliśmy 80. rocznicę tego wydarzenia, nadal nie potrafimy znaleźć wspólnego języka do opisu tych tragicznych lat. Przedmiotem sporu jest nawet tak podstawowa rzecz, jak odpowiednia terminologia.

Historycy kręcą się w kółko. Do takiego wniosku można dojść, obserwując nawracające każdego 1 września spory dotyczące używania trzech pojęć: „kampania wrześniowa”, „kampania polska” i „wojna obronna”. Za każdym razem wydaje się, że tę akurat kwestię ostatecznie wyjaśniono, lecz – stale i niezmienne – po upływie niecałych 12 miesięcy stare spory odżywają na nowo. Niniejszy artykuł na pewno nie zakończy tego cyklu, niemniej (być może) pozwoli niektórym osobom na zweryfikowanie swoich poglądów na te terminy.

Pancernik „Schleswig-Holstein” we wrześniu 1939 r. (fot. domena publiczna)

Rzecz mała, lecz istotna

„Nasze słowa kreują rzeczywistość” – to popularne powiedzenie idealnie pasuje do podkreślenia złożoności i wagi zarysowanego już problemu. Używając określonych terminów czy zwrotów do opisywania zdarzeń, nadajemy im przecież pewną rangę, ustawiając je na naszej wewnętrznej drabinie ważności. Jednocześnie budujemy wokół nich sieć zależności, skojarzeń i uczuć, które często zostają w nas dłużej niż sama wiedza na określony temat. Mówiąc wprost, opowiadanie historii w sposób jak najbardziej zbliżony do prawdy wymaga przyswojenia (i użytkowania) pewnej puli stałych pojęć i terminów, na stałe przypisanych do danych zjawisk czy wydarzeń.

Dwunastoletnia Kazimiera Mika z domu Kostewicz nad zwłokami swojej starszej, czternastoletniej siostry Andzi, zabitej przy ul. Ostroroga w Warszawie podczas niemieckiego nalotu (fot. Julien Bryan, domena publiczna)

Wiemy na przykład, że w historii było wiele wojen uznawanych za wielkie, ale była tylko jedna Wielka Wojna. Zaglądając do książek, znajdziemy opisy licznych masowych rzezi i planowych akcji eksterminacyjnych, niemniej Zagłada (Shoah) jest tylko jedna. Podobnież, nad największą rzeką w Polsce, Wisłą, stoczono niezliczone bitwy i potyczki, jednak w szkolnych podręcznikach znajdziemy tylko jeden „Cud nad Wisłą”. Takich można by podać z całą pewnością więcej, teraz wystarczy jednak, że zgodzimy się z tym, iż pewne wydarzenia mają swoje konkretne nazwy, nadane im z uwagi na ich znaczenie i kwestie historyczne, a przekrzywianie ich czy szukanie zamienników nie miałoby najmniejszego sensu.

Niestety, podobny mechanizm nie chce zadziałać w odniesieniu do wydarzeń zapoczątkowanych 1 września 1939 roku. Winne są tu emocje i niedbałość. Pierwszy czynnik nie pozwala uznać terminologii obcego pochodzenia czy też niepasującej do pewnego wytworzonego już u danej osoby wyobrażenia o przebiegu zdarzeń. Czasem chciałoby się powiedzieć: „Jeśli fakty przeczą mojej teorii, tym gorzej dla faktów”, lub też zwizualizować sobie takie osoby jako małe dzieci, zakrywające oczy kołdrą i udające, że jeśli czegoś nie widzą, to tego nie ma.

Drugi ze wspomnianych czynników trudno racjonalnie wytłumaczyć. Ot, po prostu ktoś używa zasłyszanego gdzieś kiedyś terminu i powtarza go bezrefleksyjnie w swych tekstach, skierowanych do najczęściej równie bezrefleksyjnego czytelnika. I tak dany błąd czy nieścisłość żyje sobie w najlepsze w umysłach odbiorców i twórców, zakażając kolejne pokolenia entuzjastów historii, powołujących się w dobrej wierze na prace starszych Mistrzów i Mistrzyń.

Dla porządku wypada wspomnieć o jeszcze jednym zjawisku. Czasami godzimy się na pewne nieścisłości, będące efektem swoistego kompromisu pomiędzy pisarstwem naukowym, a zdolnością pojmowania zwykłego odbiorcy. Bardzo dobrym przykładem jest tu zbitka „1 września rozpoczęła się II wojna światowa”. Bardzo pedantyczny historyk, opisujący przeszłość z wprost aptekarską dokładnością, mógłby jednak kręcić nosem, czytając czy słysząc wspomniane zestawienie słów. W końcu Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę III Rzeszy dopiero 3 września, a nawet niektóre polskie gazety obwieściły, że dopiero wówczas rozpoczęła się II wojna światowa.

Niemniej nie ma tu większego problemu. 1 września rozpoczęły się zdarzenia prowadzące w prostej linii do 3 września i rozszerzenia tego konfliktu, a ewentualne doprecyzowanie zagadnienia nie powoduje żadnych zaburzeń. Tak niestety nie jest w przypadku sporu między stosowaniem określeń „wojna obronna”, „kampania wrześniowa” i „kampania polska”.

Które więc ze wspomnianych pojęć powinniśmy uważać za najwłaściwsze?

Działko przeciwpancerne polskiej kawalerii na stanowisku bojowym (fot. domena publiczna)

Przypadek pierwszy – wojna obronna

Termin ten jest niezwykle kuszący i wygodny dla polskiego odbiorcy. Przede wszystkim taki zwrot nie pozostawia cienia wątpliwości w kwestii sprawstwa napaści. To Niemcy i Słowacy nas napadli (a potem Sowieci), a my się tylko broniliśmy. Co więcej, to pojęcie, wprowadzone w 1964 roku, miało podkreślać naszą samotną walkę, toczoną bez wsparcia sojuszników, wpasowując się równocześnie w marksistowską koncepcję wojny. Jest to także pojęcie oficjalnie wpisane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej do podstawy programowej z historii dla szkół podstawowych i liceów.

Jeśli przyjrzeć się bliżej tym dwóm małym słowom, da się jednak zauważyć wiele problemów związanych z ich potencjalnym użytkowaniem. Przede wszystkim, agresja Niemiec i Słowacji na Polskę rozpoczęta 1 września 1939 roku jest częścią o wiele szerszego zjawiska, znanego dziś jako II wojna światowa. „Nasza” wojna jest więc częścią większej wojny, nie ma więc sensu szukać na siłę pewnej odrębności w tej kwestii. Co ciekawe, autorzy niektórych podręczników szkolnych zauważyli tę sprzeczność i zepchnęli promowane przez MEN określenie na margines, tak by nie mącić uczniom w głowach.

Wojna obronna, jednak nie jako nazwa pewnego okresu, lecz pojęcie ogólne. „Przeciw komu i o co walczymy?

Jak kuriozalnie mogą wyglądać efekty takiej polityki, udowodnili już nam Rosjanie, forsując termin „Wielka Wojna Ojczyźniana” jako coś zupełnie innego od II wojny światowej. W ten sposób próbuje się gładko przeskoczyć nad traktatem Ribbentrop-Mołotow i 17 września 1939 roku (jak również wojną z Finlandią i agresją względem państw bałtyckich), by przejść szybciutko do 22 czerwca 1941 roku. Wtedy to pokojowo nastawiony do życia i świata ZSRS, całkowicie pochłonięty produkcją traktorów, został niespodziewanie napadnięty przez Hitlera i jego sprzymierzeńców. ZSRS nie miał więc wyjścia i musiał się bronić, wyzwalając przy tym Europę i zdobywając Berlin.

Przedstawiona powyżej argumentacja wygląda dość kusząco dla części rosyjskich historyków, jednak w zderzeniu z faktami musi ulec (i ulega, poza granicami Rosji) kompletnej dezintegracji. To się po prostu, kolokwialnie rzecz biorąc, kupy nie trzyma, a uparte kolportowanie idei Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jest tylko i wyłącznie objawem kremlowskiej polityki propagandowo-historycznej. Równie nielogicznie wyglądałaby próba wciskania na siłę terminu „wojna obronna” dzisiejszym polskim autorom czy historykom w celu sztucznego podkreślenia wyjątkowości czy odrębności od reszty II wojny światowej wydarzeń z września i października 1939 roku rozgrywających się na terenie II RP.

23 sierpnia 1939 roku w Moskwie. Od lewej stoją: szef działu prawnego niemieckiego MSZ Friedrich Gauss, niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop, Józef Stalin oraz minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow (fot. Michaił Michajłowicz Kałasznikow, domena publiczna)

Drugi człon omawianego terminy – „obronna” – również powinien spotkać się ze sprzeciwem ze strony historyków. Wbrew pozorom, Wojsko Polskie nie pozostawało wyłącznie w defensywie, lecz często samo podejmowało działania zaczepne. Przykłady takich zdarzeń znaleźć bardzo łatwo, wystarczy wspomnieć o bitwach nad Bzurą czy pod Jaworowem, a nawet o polskich wypadach na terytorium Prus Wschodnich.

Przypadek drugi – kampania wrześniowa

W porównaniu do „wojny obronnej” mamy tu już pewien postęp za sprawą pojawienia się słowa „kampania”. Cytując Słownik Języka Polskiego: „zaplanowane działanie wojenne odbywające się na określonym terytorium w jakimś czasie; etap wojny [podkr. Ł.M.], wyprawa wojenna, np. kampania wrześniowa”. Słowo „kampania” jest tu więc jak najbardziej na miejscu, w przeciwieństwie do drugiego członu powyższego zwrotu.

Wieluń po bombardowaniu z 1 września 1939 r. (fot. domena publiczna)

Jak powszechnie (?) wiadomo, walki toczone przez Wojsko Polskie w obronie własnego terytorium rozciągały się w czasie od 1 września do 6 października 1939 roku, z niewielkim epilogiem w postaci działań oddziału majora Henryka Dobrzańskiego, trwających (z malejącym natężeniem) do 25 czerwca 1940 roku. W żaden sposób nie da się ograniczyć tych wydarzeń do samego września 1939 roku, argumentując nawet, że to w przeciągu tego miesiąca (a raczej jego pierwszej połowy) rozstrzygnęły się losy obrony naszego kraju przed Niemcami, Słowakami i Związkiem Sowieckim.

Niestety, zwrot „kampania wrześniowa” utrzymuje swą popularność (co niedawno udowodnił sam „Tytus”) mimo pojawienia się powyższych całkiem zasadnych merytorycznych zastrzeżeń. Przede wszystkim, pojęcie to zyskało na popularności dzięki licznym publikacjom emigracyjnym, tworzonym jeszcze podczas II wojny światowej. Przyczyna takiego stanu rzecz jest bardzo prosta i łatwa do wytłumaczenia, jako że dla większości polskich żołnierzy (jak również dowództwa i rządu) działania zbrojne z ich udziałem skończyły się jeszcze we wrześniu 1939 roku. Polskie władze cywilne i wojskowe opuściły kraj po sowieckiej inwazji z 17 września 1939 roku, a symbolicznym końcem walki o utrzymanie kontroli nad terytorium Polski była kapitulacja Warszawy 28 września. Z tej perspektywy bój o Polskę rzeczywiście rozstrzygnął się we wrześniu.

Rok 1939, Sikorski i kampania wrześniowa. „Monitor Polski. Wychodzi codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt”, r. 22, nr 277–284 (19 grudnia 1939)

Warto również wspomnieć o tym, że uczestnicy ostatnich walk z października 1939 roku walczyli w okrążeniu, co automatycznie zredukowało liczbę naocznych świadków wydarzeń mogących opowiadać na emigracji o walkach o Hel czy bitwie pod Kockiem, a pod koniec września 1939 roku polska prasa ukazywała się już nieregularnie. Warto jednak przy okazji wspomnieć dla całości obrazu, że o kapitulacji ostatnich jednostek Wojska Polskiego w październiku 1939 roku donosili sami Niemcy w swych komunikatach wojennych.

O kapitulacji ostatnich polskich oddziałów w październiku 1939 roku donosili sami Niemcy. „ABC. Pismo codzienne informuje wszystkich o wszystkim”, r. 14, nr 268 (9 października 1939)

Z powyższych powodów termin „kampania wrześniowa” zyskał dużą popularność na Zachodzie, przewijając się w rozlicznych publikacjach emigracyjnych. W powojennej Polsce termin ten zyskał drugie życie, jako że idealnie wpasowywał się w komunistyczną krytykę skierowaną przeciwko przedwojennym rządom sanacji, mającej doprowadzić do błyskawicznego upadku państwa polskiego. Dzięki temu, zwrot „kampania wrześniowa” trafił do licznych książek i publikacji, zagnieżdżając się solidnie w umysłach pokoleń Polek i Polaków mimo swych merytorycznych niedomagań.

Przypadek trzeci – kampania polska

Jak łatwo się domyślić, termin ten uważany jest obecnie za najbardziej adekwatny sposób opisywania walk z września i października 1939 roku na ziemiach polskich, stanowiących początek o wiele większego i dłuższego konfliktu, znanego obecnie pod nazwą II wojna światowa.

Mamy tu (omówiony już) wątek kampanijny, pozwalający gładko podzielić okres działań zbrojnych 1939–1945 na poszczególne odcinki, takie jak kampania polska, francuska, afrykańska, rosyjska itd. itp. W ten sposób łatwo można utrzymać ład i porządek pomiędzy opisami rozmaitych starć czy też w próbach porównań pomiędzy taktyką lub techniką stosowaną na danym teatrze działań wojennych.

Druga część omawianego terminu jest z naukowego punktu widzenia praktycznie niekontrowersyjna. Wydarzenia z września i października 1939 roku rozgrywały się w olbrzymiej większości na terytorium Polski, a walki frontowe w tym rejonie zamarły (w 1939 roku) wraz z wycofaniem/rozwiązaniem/kapitulacją ostatnich regularnych jednostek Wojska Polskiego. Problem sygnalizowany przez niektórych w odniesieniu do tego terminu ma źródła całkowicie pozamerytoryczne. Opór przed jego używaniem zrodził się z powodu dosyć częstego wykorzystywania go przez Niemców („polnische Feldzug”), choćby jako tytułu filmu propagandowego Fritza Hipplera z 1940 roku „Feldzug im Polen” (dosłownie: „Kampania w Polsce”).

Takie podejście budzi sprzeciw przynajmniej z dwóch powodów. Nazwanie walk toczonych na terytorium II Rzeczpospolitej „kampanią polską” nie jest przecież w żadnym stopniu poniżające dla strony polskiej czy też dyskredytujące wysiłek naszych sił zbrojnych w tym okresie. Była to przecież jedna z kampanii rozgrywających się podczas II wojny światowej i miała ona miejsce na terenie Polski. Pozostaje więc powód drugi, czyli niechęć (wrodzona lub nabyta) do niemczyzny i niemieckiej kultury, praktykowana do dnia dzisiejszego przez niektóre kręgi społeczno-polityczne.

Każdy ma prawo do własnych poglądów, niemniej w takich wypadkach kusi zapytać, czy owa niechęć ogranicza się jedynie go terminu „kampania polska”, czy też rozciąga się na inne spopularyzowane w Polsce elementy kultury niemieckiej, takie jak choinka bożonarodzeniowa, kolęda „Cicha noc” czy żelki firmy Haribo. Idąc dalej, jeśli silić się na pełną bezkompromisowość względem pojęć używanych przez Niemców, trzeba by odrzucić także pojęcie „kampania wrześniowa” (September Feldzug), ono również pojawiało się bowiem w niemieckich publikacjach z 1939 roku.

Polski czołg 7TP w trakcie kampanii polskiej 1939 r. (fot. domena publiczna)

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw”, wypada stwierdzić, że najwłaściwszym terminem, którego możemy używać do określania walk Wojska Polskiego z września i października 1939 roku toczonych z niemieckim, słowackim i sowieckim najeźdźcą, jest „kampania polska”. Jego zasadność jest jednak tak samo oczywista jak to, że spory terminologiczne dotykające wspomnianych wydarzeń będą trwały niezakłócenie przez następne dziesięciolecia. Nie przerwał ich nawet fundamentalny dla omawianej sprawy artykuł profesora Rezmera z 2009 roku. Tak samo jak ma to miejsce z kwestią „zdrady Zachodu” czy „przedmościa rumuńskiego”, spory o właściwą terminologię nie ucichną niezależnie od liczby opublikowanych materiałów i dokumentów, gdyż toczą się one nie w sferze faktów, a uczuć.

Choć od września 1939 roku dzieli nas 80 lat, nadal nosimy w sobie pewne traumy narodowe, stałe bolące i krwawiące zadry niepozwalające przejść nam w końcu do porządku dziennego nad kwestią czy to Września, czy to Powstania Warszawskiego. Kłócimy się, próbując (po części) zmienić obraz historii tak, by bardziej pasował do naszych potrzeb i upodobań, choć fakty są stałe i niezmienne. Skoro do dnia dzisiejszego nie potrafimy się porozumieć co do stosowania dwóch krótkich słów, tamte spory będą najprawdopodobniej trwały w najlepsze jeszcze przez długie lata.

A wszystko zaczęło się od kampanii polskiej 1939 roku.

Bibliografia

Prasa

  • „ABC. Nowiny codzienne”, Warszawa 1939, nr 268.
  • „Czas”, Warszawa 1939, nr 242, 247.
  • „Dziennik polski i Dziennik żołnierza”, Londyn 1944, nr 78.
  • „Ku wolnej Polsce. codzienne pismo Brygady Strzelców Karpackich”, 1940, nr 28.
  • „Ku wolnej Polsce. codzienne pismo Brygady Strzelców Karpackich”, 1941, nr 157.
  • „Wiadomości polskie”, 1940, nr 8.
  • „Wiadomości powstańcze. Dodatek do Biuletynu Informacyjnego, Warszawa 1944, nr 36.
  • „Żołnierz polski w kampanii wrześniowej. Dodatek do Wiadomości Polskich”, Warszawa 1940, nr 1.

Druki ulotne

  • Przeciwko komu i o co walczymy?, brak miejska i roku wydania.

Opracowania

  • Czesław Grzelak, Kampania polska 1939 roku w ojczystej historiografii, „Kwartalnik Bellona”, r. 2016, nr 4.
  • Tenże, Czy historiografia kampanii polskiej 1939 roku daje podstawy do powstania wokół niej legend i mitów, „Studia z dziejów wojskowości”, r. 2016, t. 5.
  • Pułkownik A[lojzy]. H[orak]., Edward Rydz. Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych i Naczelny Wódz, przed i podczas kampanii wrześniowej, L. S. B. Warszawa 1943.
  • Waldemar Rezmer, Problem terminologiczny: kampania wrześniowa – wojna obronna Polski – kampania polska 1939 roku, „Przegląd Historyczno-Wojskowy”, r. 2009, nr 3.
  • Władysław Sikorski, Słowo do narodu i wojska, Paryż 1940.
  • Piotr Stawecki, W sprawie terminu „wojna obronna Polski 1939”, [w:] „Przegląd Historyczno-Wojskowy”, Warszawa 2007, nr 1.
  • Tenże, Jeszcze raz w sprawie określenia „wojna obronna Polski 1939”, „Przegląd Historyczno-Wojskowy”, r. 2010, nr 1.
  • Tomasz Szarota, Życie z historią lub „żywa historia”. II wojna światowa w świadomości Polaków po 50 latach, „Polska 1944/45–1989”, t. 2 (1997).
  • Paweł Wieczorkiewicz, Rozważania o kampanii 1939 r., [w:] Polska wiek XX, II wojna światowa, pod red. Krzysztofa Persaka i Pawła Machcewicza, Muzeum Historii Polski–Bellona, Warszawa 2010.

Inne

  • Dziennik Ustaw Rzeczpospolitej Polskiej, poz. 467, Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 30 stycznia 2018 r. w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum oraz branżowej szkoły II stopnia, Warszawa 2018.
  • Monitor Polski. Dziennik Urzędowy Rzeczpospolitej Polskiej, Warszawa 1939, nr 277–284.
  • Podstawa programowa kształcenia ogólnego z komentarzem. szkoła podstawowa historia, [w:] Ośrodek Rozwoju Edukacji, [dostęp: 23 września 2019], <https://www.ore.edu.pl/wp-content/uploads/2017/05/historia.-pp-z-komentarzem.-szkola-podstawowa-1.pdf>.