W latach 20. ubiegłego wieku sowiecki kontrwywiad przeprowadził szeroko zakrojoną operację prowokacyjną o kryptonimie „MOCR-Trust”, której ofiarą padły służby specjalne wielu europejskich krajów. Największe straty poniósł polski wywiad, wcześniej uważany za przodujący na kierunku sowieckim.

„Za zjednoczoną Rosję!” – plakat propagandowy białych z czasu wojny domowej w Rosji, 1919 r. Biały rycerz walczy z powalonym już czerwonym smokiem symbolizującym bolszewików (il. domena publiczna)

Jesienią 1921 roku do estońskiego Tallina przyjechał z Moskwy Aleksander Jakuszew, urzędnik sowieckiego Ludowego Komisariatu Handlu Wewnętrznego. Natknął się tam na znajomego sprzed rewolucji, rtm. Jurija Artamonowa. Panowie spotkali się na kolacji i wspominali stare dobre czasy. Jakuszew zwierzył się wtedy rotmistrzowi, że należy do tajnej organizacji monarchistycznej, która działa w podziemiu w Rosji i planuje antybolszewickie wystąpienie zmierzające do przywrócenia Romanowów na tron.

Po wyjeździe znajomego poruszony Artamonow napisał list do ważnego członka emigracyjnej Wyższej Rady Monarchistycznej w Berlinie, księcia Kiryłła Szirińskiego-Szachmatowa. Zrelacjonował w nim spotkanie z Jakuszewem i przekazał wiadomość o istnieniu monarchistycznej konspiracji w Moskwie.

List Artamonowa został przechwycony przez sowieckie tajne służby i trafił na biurko Feliksa Dzierżyńskiego. Czytając go, szef Czeka wpadł na pomysł zorganizowania gry operacyjnej, zmierzającej do zinfiltrowana i skompromitowania białej rosyjskiej emigracji. Akcja ta, znana jako „MOCR-Trust”, okazała się jednym z największych sukcesów sowieckiego kontrwywiadu. Stała się też jedną z największych klęsk wywiadu II Rzeczypospolitej.

Kryptonim „MOCR-Trust”

Czeka szybko rozbiła grupę Artamonowa, a jej członków zmusiła do współpracy. Na tej bazie utworzono fikcyjną Monarchistyczną Organizację Centralnej Rosji (MOCR), obsadzoną przez funkcjonariuszy. Na jej czele postawiono dawnego oficera carskiego, a teraz wykładowcę sowieckiej Akademii Sztabu Generalnego, powszechnie szanowanego gen. Andrieja Zajonczkowskiego (nota bene mającego polskie korzenie). Został on przewodniczącym Rady Politycznej MOCR. Z kolei innego dawnego carskiego generała – Nikołaja Potapowa – wyznaczono do roli szefa sztabu MOCR.

W centrali Czeka (w lutym 1922 roku przemianowanej na GPU) zorganizowano specjalną grupę operacyjną realizującą akcję. Kierował nią szef kontrwywiadu GPU Artur Artuzow, a jej członkami byli m.in. słynny łotewski czekista Eduard Opperput oraz dwaj Polacy, oficerowie wywiadu, którzy zdradzili i przeszli na sowiecką stronę: Wiktor Steckiewicz i Ignacy Sosnowski. Akcji nadano kryptonim „MOCR-Trust” (angielskie słowo trust, po rosyjsku triest, w tajnej korespondencji kodowej między centralą w Moskwie a komórkami na Zachodzie oznaczało „organizację”).

„Bolszewik”, obraz Borisa Kustodijewa z 1920 r. (ze zbiorów Galerii Trietiakowskiej)

Wielki książę jest oczarowany

Informacja o istnieniu w Rosji Sowieckiej organizacji monarchistycznej żywo zainteresowała białe środowiska emigracyjne, które nie traciły nadziei na obalenie bolszewików i powrót do kraju. Wspomniana już Wyższa Rada Monarchistyczna zdecydowała się nawiązać kontakt z konspiratorami. Mimo pewnych wątpliwości monarchiści uwierzyli, że w Rosji rzeczywiście istnieje dobrze zakonspirowana i rozgałęziona organizacja mająca na celu przywrócenie caratu.

Wielki książę Mikołaj Mikołajewicz, portret z 1914 r. (il. P. Burskij, domena publiczna)

Kolejni jej emisariusze przybywający na Zachód odbywali spotkania z najważniejszymi ludźmi środowiska emigrantów, m.in. dwoma pretendentami do tronu: wielkim księciem Mikołajem Mikołajewiczem i wielkim księciem Dmitrijem Pawłowiczem, a także z gen. Piotrem Wranglem. Wielki książę Mikołaj był wprost oczarowany przybyłym z Moskwy znanym nam Aleksandrem Jakuszewem, wtedy działającym już jako agent GPU. W wielu miastach Europy powstały delegatury MOCR. Rosła fama o silnym, antybolszewickim podziemiu w Rosji.

Równolegle bolszewickie kierownictwo operacji postanowiło nawiązać kontakt z wywiadami państw zachodnich. Na pierwszy ogień poszedł wywiad Estonii. Wysłannicy MOCR zaoferowali mu (oczywiście za stosowną opłatą) materiały dotyczące sytuacji wewnętrznej w Rosji, jej gospodarki, administracji i armii.

Skuszeni ofertą Estończycy podjęli współpracę, a do Tallina zaczęły płynąć „zdobyte” przez konspiratorów dokumenty. W rzeczywistości były to fałszywki przygotowane na Łubiance przez specjalny zespół funkcjonariuszy GPU. Materiały budziły zaufanie, więc Estończycy pogłębili współpracę. Na granicy z Rosją stworzyli tzw. okno, czyli tajne miejsce do przerzutu kurierów MOCR zmierzających na Zachód, a potem wracających do Moskwy, a w Tallinie powstała delegatura organizacji.

Polska wchodzi do gry

Z czasem okazało się, że materiałów przekazywanych przez MOCR jest coraz więcej, a organizacja żąda za nie coraz większych sum. Wtedy wywiad estoński postanowił podzielić się swoim źródłem z sojuszniczymi służbami II RP. W Tallinie funkcjonowała rezydentura Oddziału II Sztabu Generalnego, która rozpoznawała północno-wschodnią część Rosji Sowieckiej. Na jej czele stał oficer wywiadu i były peowiak kpt. Wiktor T. Drymmer. Za jego pośrednictwem Estończycy przekazali odpowiednią ofertę Warszawie, a tam zapadła decyzja o podjęciu współpracy z monarchistami.

Do Moskwy skierowano ppor. Władysława Michniewicza z zadaniem nawiązania bezpośredniego kontaktu z MOCR i utworzenia w tamtejszym konsulacie placówki wywiadowczej pod kryptonimem „Czajka”. Z Michniewiczem (a potem jego następcą, Edwardem Czyżewskim) w imieniu konspiracji skontaktował się Eduard Opperput, który za pieniądze zaczął przekazywać materiały wywiadowcze i informacje.

„Łubianka” – siedziba FSB (dawniej Czeka, GPU i KGB) w Moskwie, na placu Łubiańskim, 2010 r. (fot. A.Savin, CC BY-SA 3.0)

Na początek dostarczono wiadomość o dwóch żołnierzach WP, sierżancie i poruczniku, którzy mieli pracować dla GPU. Sierżant rzeczywiście szpiegował dla Moskwy, ale czekiści poświęcili go dla uwiarygodnienia skuteczności MOCR. Z kolei porucznik był oficerem Dwójki działającym na kierunku wschodnim i swoją działalnością zalazł Sowietom za skórę. Teraz więc postanowili się zemścić, rzucając na niego podejrzenie.

Potem do placówki „Czajka” trafiały kolejne interesujące materiały: oryginały lub kopie urzędowych dokumentów, opracowania tematyczne, a także informacje o liczebności, działaniach i celach MOCR. By zrobić wrażenie na Czyżewskim, na jednym z tajnych spotkań pojawił się wspomniany wcześniej Wiktor Steckiewicz, występujący w… mundurze generała Armii Czerwonej. Miało to pokazać Polakom, jak daleko sięgają wpływy organizacji.

Wiktor T. Drymmer, jeden z oficerów polskiego wywiadu, którzy dali się nabrać na prowokację MOCR-Trust (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/2/2529/1, domena publiczna)

Gdy rzekomi konspiratorzy z MOCR zdobyli zaufanie strony polskiej, postanowili przejść do działań ofensywnych. Na jednym ze spotkań Opperput przekazał informacje, że sowiecki wywiad wojskowy wpadł na ślad moskiewskiej placówki „Czajka” i intensywnie ją rozpracowuje. Potem, powołując się na swoje tajne kontakty w wywiadzie, informował o zwerbowaniu przez Sowietów dużej liczby oficerów polskiego Sztabu Generalnego. Inną niepokojącą informacją była wiadomość, że sowieckie władze wojskowe przeprowadzają próbne mobilizacje w poszczególnych okręgach wojskowych, rzekomo szykując się do wojny z Polską. Wszystko to wywoływało duży niepokój w Warszawie i prowokowało do nerwowych reakcji uważnie obserwowanych przez Moskwę.

Oddział II Sztabu Generalnego nie przeczuwał jednak prowokacji. Wprost przeciwnie, doceniając znaczenie cennego źródła, przejął od wywiadu estońskiego łączność z konspiratorami i oparł ją na polskiej poczcie dyplomatycznej. Mało tego, jesienią 1923 roku w Warszawie doszło do narady dwóch wysłanników MOCR z kpt. Michałem Talikowskim, kierownikiem Referatu „Wschód” prowadzącym wywiad przeciw Rosji Sowieckiej.

Wysłannicy przypadli do gustu Talikowskiemu, który postanowił rozszerzyć współpracę z MOCR. Kapitan obiecał ułatwiać przechodzenie z Polski do Rosji grup dywersyjnych, a dla kurierów organizacji utworzył tajne okno przerzutowe na granicy polsko-sowieckiej. Znany nam już rotmistrz Jurij Artamonow został oficjalnym przedstawicielem MOCR przy Oddziale II Sztabu Generalnego.

Porucznik Michniewicz alarmuje

Już wtedy jednak widoczne były pewne sygnały, które mogły wywołać wątpliwości co do monarchistycznych konspiratorów. Po pierwsze, Eduard Opperput, który dostarczał informacje moskiewskiej placówce „Czajka”, spotykał się z polskim oficerami nie w bezpiecznych miejscach kontaktowych, lecz po prostu przychodził do budynku konsulatu. Pretekstem miało być jego zatrudnienie w urzędzie celnym i formalności, jakie załatwiał w konsulacie w związku z towarami przesyłanymi do polskich placówek dyplomatycznych. Pytany o to kilkakrotnie Opperput odpowiadał, że wpływy organizacji sięgają bardzo wysoko, a on może czuć się bezpiecznie…

Po drugie, rtm. Artamonow, jako przedstawiciel MOCR w Warszawie, prowadził nader wystawne życie. Szastał pieniędzmi, bywał w modnych lokalach, a co gorsza składał częste wizyty w siedzibie Oddziału II w Pałacu Saskim. Chwalił się też wszem i wobec swoimi kontaktami z oficerami Dwójki. Tajnych emisariuszy z Rosji podejmował w restauracjach i przechadzał się z nimi w Łazienkach. A przecież wiadomo było powszechnie, że w Warszawie znajduje się jedna z największych w Europie rezydentur sowieckiego wywiadu.

„Uderz białych czerwonym klinem” – słynny konstruktywistyczny plakat propagandowy autorstwa Łazara Lisickiego (El Lissitzky), 1919–1920 r. MOCR-Trust był potężnym uderzeniem w polski wywiad (il. domena publiczna)

Poważne wątpliwości co do przekazywanych przez MOCR materiałów miał ppor. Władysław Michniewicz z placówki „Czajka” w Moskwie. Dostrzegł on, że informacji było wprawdzie bardzo dużo, ale tylko niewielka część z nich miała realną wartość. Cała reszta zaś była albo niewiarygodna, albo przestarzała. Dla porównania, materiały pozyskiwane przez inne polskie placówki wywiadowcze w Rosji Sowieckiej były o wiele cenniejsze.

Michniewicz postanowił sprawdzić swoje podejrzenia. W Moskwie udało mu się zwerbować do współpracy wykładowcę Akademii Sztabu Generalnego, Polaka z pochodzenia, ppłk. Wiktora Drobyszewskiego. Polecił mu sprawdzenie, czy gen. Zajonczkowski rzeczywiście jest przywódcą organizacji monarchistycznej mającej liczne kontakty w Armii Czerwonej.

Feliks Dzierżyński, szef Czeka do 1926 r. (fot. Bundesarchiv, Bild 102-00032, CC-BY-SA 3.0)

Drobyszewski napisał dla Michniewicza na ten temat specjalny raport, w którym wyraźnie twierdził, że wobec terroru szerzonego przez GPU i powszechnej inwigilacji społeczeństwa istnienie konspiracji antykomunistycznej jest w Rosji Sowieckiej w ogóle niemożliwe, tym bardziej zaś w takich instytucjach jak wojsko, partia czy administracja. Jeżeli natomiast ktoś twierdzi, że taka struktura istnieje, to jest na pewno prowokatorem tajnych służb.

Michniewicz sporządził specjalny meldunek i osobiście pojechał z nim do Warszawy, gdzie przedstawił go szefowi wywiadu na Rosję kpt. Michałowi Talikowskiemu. Ten jednak uznał, że materiał jest niewiarygodny i przesadzony. Zdyskredytował ustalenia ppłk. Drobyszewskiego, a samego Michniewicza usunął z moskiewskiej placówki, ukarał aresztem domowym, a potem doprowadził do jego usunięcia z Oddziału II i przeniesienia do pułku piechoty w Równem na Wołyniu.

Skąd taka reakcja szefa Referatu „Wschód”? Według późniejszej relacji Michniewicza Talikowski był zachwycony postacią rtm. Artamonowa, jego arystokratycznym pochodzeniem i obyciem. Fascynował się też możliwościami, jakie daje współpraca z MOCR, przynosząca mnóstwo materiałów. Nie bez znaczenia była też – jak napisał Michniewicz – pewna „ociężałość umysłowa” kapitana. Oficer po prostu nie dopuszczał do siebie myśli, że organizacja może być sowiecką prowokacją.

Zabierzcie te sowieckie szmaty!

Współpraca z rzekomymi monarchistycznymi konspiratorami trwała więc dalej. W listopadzie 1923 roku. Oddział II podpisał z przybyłymi do Warszawy przedstawicielami MOCR umowę o współpracy, na podstawie której miał udzielać im wsparcia finansowego, zaopatrywać kurierów w polskie paszporty i wizy oraz przerzucać ich przez granicę. Polską pocztą dyplomatyczną szły z Moskwy do Warszawy i do innych zachodnich stolic spreparowane na Łubiance materiały wywiadowcze, za które polski i zachodnie wywiady płaciły duże pieniądze.

W drugą stronę, do centrali MOCR w Moskwie, wędrowały opracowania przygotowane przez przedstawicieli organizacji na temat sytuacji w poszczególnych państwach zachodnich, konfliktów wśród białych Rosjan, opinii na temat Rosji w zachodnich kręgach, sytuacji ekonomicznej i politycznej na Zachodzie itd. W ten sposób GPU zarabiało pieniądze, a za darmo otrzymywało cenne informacje wywiadowcze.

Wiaczesław Mienżynski, następca Dzierżyńskiego na stanowisku szefa OGPU. To on podjął decyzję o zakończeniu operacji MOCR-Trust (fot. domena publiczna)

Opracowania takie powstawały też o Polsce. Tworzył je warszawski oddział MOCR, a zawierały m.in. informacje o ukraińskim ruchu politycznym w naszym kraju, dane o Narodowej Demokracji i analizy traktatu ryskiego. Dodajmy jeszcze, że materiały od MOCR kupowały ochoczo wywiady Estonii, Łotwy, Finlandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Rumunii i Japonii. Jak napisał później szef operacji „MOCR-Trust” Artur Artuzow: „sztaby europejskich wywiadów były w 95% zaopatrywane w materiały przygotowywane w Ludowym Komisariacie Obrony oraz Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych. […] mieli taki obraz naszych możliwości, jaki my chcieliśmy im pokazać”.

W 1926 roku Rosjanie zaoferowali stronie polskiej rzecz niezwykle cenną – plany mobilizacyjne Armii Czerwonej. Oddział II miał je kupić za wielką wówczas sumę 10 tys. dolarów. Materiały zostały dostarczone do Warszawy i przekazane do wglądu marszałkowi Piłsudskiemu. Ten po kilku dniach oddał je, mówiąc: „Zabierzcie te sowieckie szmaty” i nakazując natychmiast zerwać kontakty z monarchistami.

Czy Józef Piłsudski przejrzał sowiecką mistyfikację w ramach akcji MOCR-Trust? Dokumenty nie potwierdzają… (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/2/43/2, domena publiczna)

Ta smakowita opowieść – świetnie pokazująca osobowość i przenikliwość Piłsudskiego – znalazła się we wspomnieniach dwóch uczestników wydarzeń – ppor. Michniewicza i kpt. Drymmera. Natomiast w dokumentach Oddziału II nie ma najmniejszego śladu, by takie wydarzenie miało miejsce. Faktem jest natomiast, że Dwójka utrzymywała kontakt z MOCR aż do samego jej końca.

A nastąpił on w 1927 roku, kiedy to Sowieci uznali, że osiągnęli już swoje cele. Wiosną przez zieloną granicę przeszedł do Finlandii znany nam Eduard Opperput i ogłosił tam, że MOCR był sowiecką prowokacją stworzoną przez sowiecki kontrwywiad. On sam zaś twierdził, że jest skruszonym funkcjonariuszem GPU, który zbiegł za granicę, by ujawnić prawdę. W rzeczywistości nadal realizował zleconą mu przez przełożonych misję. Jej częścią były zeznania złożone przed fińskim wywiadem, w których oskarżał wielu wysokich oficerów państw zachodnich (w tym także Polski) oraz ważnych przedstawicieli emigracji o pracę na rzecz Moskwy. Miało to spowodować jeszcze większy zamęt w krajach, które współpracowały z MOCR.

Bo rewelacje Opperputa wywołały w Europie szok. Rzekomo silna i rozgałęziona organizacja opozycyjna w Rosji, szykująca się podobno do zbrojnego przewrotu, okazała się być w stu procentach tworem sowieckich służb specjalnych. Szczególnie zaskoczony był Oddział II Sztabu Generalnego, który tak bardzo cenił to rosyjskie źródło i tyle w nie zainwestował. Powołano specjalną komisję na czele z szefem wywiadu ppłk. Ludwikiem Bociańskim, która miała wyjaśnić, jak doszło do tak wielkiego blamażu. Komisja pracowała jednak w taki sposób, by maksymalnie zatuszować nieudolność Dwójki i ukryć aferę przed przełożonymi. Nie znaleziono winnych i nikt nie został ukarany.

„MOCR-Trust” – straty nie do odrobienia

Faktycznie jednak udział w grze „MOCR-Trust” był ogromną klęską polskich służb wywiadowczych. Jak twierdzą znawcy tematu, straciliśmy całą sieć wywiadu operacyjno-strategicznego na Rosję, która została spenetrowana przez Sowietów. Nigdy już nie udało się jej odbudować.

Trzeba było zmienić metody i formy działania. Porzucono aktywne akcje wywiadowcze i werbowanie współpracowników na rzecz mniej efektywnego wywiadu obserwacyjnego. Działalność wywiadowczą ograniczono do konsulatów i attachatów. Wszystko to bardzo negatywnie odbiło się na liczbie i jakości informacji pozyskiwanych u wschodniego sąsiada. Już nigdy Oddział II nie odzyskał takiej pozycji w Rosji Sowieckiej, jaką miał przed fatalną operacją „MOCR-Trust”.

Bibliografia

  • Wiktor T. Drymmer, W służbie Polsce, Wydawnictwo Wingert, Kraków 2014.
  • Andrzej Krzak, Czerwoni Azefowie. Afera „MOCR – Trust” 1922 – 1927”, Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa 2010.
  • Andrzej Pepłoński, Wywiad polski na ZSRR w latach 1921-1939, Bellona, Warszawa 2010.
  • Marek Świerczek, Udział Wiktora Tomira Drymmera w aferze MOCR-Trust w świetle jego artykułu z 1965 r. pod tytułem „Trust”. Wstęp do analizy, „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego”, r. 2014, nr 10.