Z perspektywy polskiego dworu zarówno Persja, jak i Anglia, znajdowały się na granicach zainteresowania królewskiej dyplomacji. Mimo to, gdy zachodziła potrzeba, potrafiono odnosić na tym polu pewne sukcesy, choć skromne środki zupełnie tego nie ułatwiały.

Za organizację służby dyplomatycznej w nowożytnej Polsce odpowiadała kancelaria koronna. Ważnym aspektem jej działalności były poselstwa zagraniczne oraz wymiana korespondencji z obcymi monarchami. To na niej spoczywała odpowiedzialność za rzetelne zredagowanie instrukcji dla królewskiego wysłannika czy odpowiedzi dla obcego emisariusza. Od jej pracy zależało powodzenie misji dyplomatycznej oraz utrzymanie kontaktów z zagranicą. Jakakolwiek pomyłka w tytulaturze obcego władcy, brak odpowiedniej pieczęci na listach uwierzytelniających czy uchybienia w zakresie terminów i finansowania wyjazdu mogły doprowadzić do dyplomatycznej katastrofy, narażając posła na nieprzyjemności, a majestat polskiego króla na poważny uszczerbek.

Jerzy Ossoliński, który kierował kancelarią koronną w latach od 1643–1650, należał do najbardziej wpływowych kanclerzy. Na ilustracji portret autorstwa Peetera Danckersa de Rija)

Aby podołać tym zadaniom, kancelaria zatrudniała wielu pracowników. Na jej szczycie stali kanclerz wielki koronny i podkanclerzy koronny. Dalej plasowali się regenci kancelaryjni, referendarze, metrykanci, pisarze dekretowi i w końcu sekretarze królewscy. Ci ostatni bardzo często pełnili funkcje dyplomatów na obcych dworach. Odpowiednie talenty, wysokie wykształcenie, obycie kulturalne i towarzyskie oraz dochody gwarantowane przez monarchę miały czynić z nich ludzi zdolnych do wykonania każdego zadania w kraju i za granicą.

Rzeczpospolita nie posiadała jednak swoich stały rezydentów w państwach europejskich, wysyłała tylko w razie potrzeby doraźne poselstwa. Niekiedy wyprawiano za granicę także tzw. wielkich posłów w imieniu króla i sejmu, ale to niewiele zmieniało poza samą rangą misji. Jedynie Władysław IV, a później Jan III Sobieski, przez pewien okres utrzymywali stałych przedstawicieli w ościennych krajach, w tym w księstwach naddunajskich (Mołdawii i Wołoszczyźnie). Ich obecność nigdy nie przybrała jednak formy zinstytucjonalizowanej na zasadzie rotacji dyplomatów wysyłanych na placówkę.

Niekiedy bywało i tak, że funkcje posłów (w tym nieoficjalne) powierzano osobom spoza kancelarii. Dotyczyło to zwłaszcza misji dalekich i niebezpiecznych, a przede wszystkim wymagających znajomości orientalnych języków.

Z Persją przeciwko Turkom?

Rzeczpospolita oraz rządzona przez dynastię Safawidów Persja były niewątpliwie krajami, które dzieliła nie tylko przepaść geograficzna, ale także ustrojowa – Persja była bowiem państwem despotycznym – oraz religijna. Persowie, w przeciwieństwie do Turków, wyznawali jednak szyicki odłam islamu, a ponadto trwale rywalizowali z Imperium Osmańskim na obszarze Bliskiego Wschodu, w regionie Zatoki Perskiej oraz Morza Kaspijskiego. Panowanie Zygmunta III zbiegło się z okresem rządów Abbasa I Wielkiego (1587–1629), który przeprowadził gruntowne reformy oraz toczył zwycięskie wojny z Turkami. Za jego rządów zintensyfikowano kontakty Persji z Europą, głównie Hiszpanią, Anglią i Stolicą Apostolską, a także właśnie Rzeczpospolitą, upatrując w niej państwa zdolnego do osłabienia Osmanów.

Nawiązanie relacji dyplomatycznych między Polską a Persją można datować już na 1471 rok, gdy wysłany do papieża kanclerz Jakub z Dębna spotkał w Wenecji posła Uzun Hasana i razem z nim podróżował dalej do Rzymu w celu przekonania papieża o konieczności stworzenia ligi antyosmańskiej. Co ciekawe, już wtedy droga wiodąca przez Polskę i Wielkie Księstwo Litewskie na Zachód była dobrze znana Persom oraz państwom kaukaskim. Szlak biegnący przez Litwę został wykorzystany przez Gruzinów w 1495 roku do wysłania posła do Hiszpanii.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że narody Zakaukazia (Gruzini, Ormianie i Azerowie) znajdowały się wówczas pod panowaniem Turków, którzy uciskali miejscową ludność. Z tego powodu okupowane kraje szukały ratunku w Europie. Znaczącą rolę odegrali w tym zakresie posiadający wiele kolonii kupieckich Ormianie. W Rzeczypospolitej do ich największych skupisk zaliczały się Kamieniec Podolski oraz Lwów. Nie tylko pośredniczyli oni w handlu ze Wschodem, ale także stworzyli siatkę informacyjną służącą do porozumiewania się władców europejskich z Zakaukaziem i dalej z samą Persją.

Poselstwo Abbasa I w Wenecji, obraz z pałacu dożów

Egzotyczny sojusz

Do misji dyplomatycznych wykorzystywani byli m.in. spolonizowani Ormianie, jednak w XVI wieku Jagiellonowie nie musieli jednak zbyt często korzystać z ich usług, gdyż stosunki z Turcją układały się poprawnie od czasu zawarcia w 1533 roku pokoju wieczystego. Sytuacja zaczęła się zmieniać w okresie panowania Zygmunta III, kiedy to Polska prowadziła mocarstwową politykę względem Mołdawii i Wołoszczyzny.

W 1599 roku szach perski wykorzystał Anglika Anthony’ego Sherley’a do przekazania listów skierowanych do cesarza, władców Hiszpanii, Anglii, Szkocji i Polski. Tym razem jednak poselstwo nie skierowało się do Europy przez Litwę, lecz nakłonione przez Rosjan wyruszyło na północ do Archangielska i ominąwszy na statkach Skandynawię, wylądowało na niemieckim wybrzeżu, stamtąd zaś pojechało do Pragi. Podróż ta zajęła Anglikowi ponad rok. Abbas I nie wiedział, że jego wysłannik ominął Rzeczpospolitą, dopóki na jego dworze nie zjawiał się polski poseł, Ormianin Sefer Muratowicz.

Poselstwa zagraniczne (w tym perskie) w czasie uroczystego wjazdu orszaku ślubnego Konstancji Habsburżanki i Zygmunta III do Krakowa (1605 r.). Fragment tzw. „Rolki sztokholmskiej” (obecnie w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie)

Kupiec ten został wyprawiony przez Zygmunta III do szacha w 1601 roku Jego misja była ściśle tajna – wiedzieli o niej tylko nieliczni pracownicy kancelarii. Ormianin oficjalnie wyjechał do Bliski Wschód w celu nabycia kobierców w Kaszanie (obecnie środkowy Iran). Dzięki siatce powiązań w ramach ormiańskiej diaspory Muratowicz spotkał się z ministrem szacha, a następnie uzyskał audiencję u Abbasa I w Isfahanie. Władca obdarzył Muratowicza zaufaniem, między innymi dlatego, że polski poseł świetnie władał tureckim, a paradoksalnie język ten był wówczas używany na dworze szacha na równi z perskim. Ormianin otrzymał list do Zygmunta III, a kiedy szach dowiedział się, że poselstwo z 1599 roku ominęło Polskę, wpadł w furię.

W 1604 roku papież Klemens VIII wyprawił własne poselstwo do Abbasa I. Ze względu na wojnę domową w Rosji posłowie dotarli do Isfahanu dopiero pod koniec 1607 roku – podróż zajęła im niemal cztery lata. Płynęli Wołgą, a następnie pokonali Morze Kaspijskie. W odpowiedzi szach wyprawił własnych posłów do Europy, w tym do Polski. Robert Sherley wiózł dla Zygmunta III list z propozycją zawiązania sojuszu przeciwko Turkom. Czytamy w nim:

po proklamacji niezbędnych wyrazów miłości i przyjaźni i obwieszczeniu oddania i jedności, [niech] będzie przedłożone przed wzrok [ogarniający wszystko z] wysokości księżyca, że ostatnio wielcy frankijscy ojcowie, którzy zostali wysłani w tę stronę w celu odnowienia podstaw zażyłości i przyjaźni, przybyli na szlachetną służbę [tj. na dwór szacha], i wszystko, cokolwiek im powierzono, zostało przedłożone naszej cesarskiej najszlachetniejszej miłości. I my także pragnęliśmy wysłać kogoś z naszych ludzi do ich ekscelencji, frankijskich sułtanów […] my z tej strony powinniśmy uderzyć na Turka i całkowicie go zniszczyć, my z tej strony w żadnej mierze nie zawiedliśmy, i jesteśmy gotowi i przygotowani wraz z bezmiernym i niezliczonym wojskiem.

Robert Sherley, obraz autorstwa Antoona Van Dycka, 1622 r.

Z pewnością każdy czytelnik zwrócił uwagę na określenie polskiego króla „sułtanem frankijskim”. Nazwa ta nie jest oczywiście przypadkowa. Wynika z traktowania całej Europy jako konglomeratu władców chrześcijańskich i wywodzenia ich tradycji od czasów Frankijskich (VI–IX wieku), czyli od momentu nawiązania rywalizacji z Arabami. Zresztą szachowie perscy nie najlepiej orientowali się w wewnętrznej sytuacji Starego Kontynentu, stąd chętnie wykorzystywali do poselstw Europejczyków.

Zygmunt III na cytowany wyżej list odpowiedział uprzejmie, ale ostrożnie, miał bowiem inne zmartwienia niż prowokowanie Turków. Mimo to król wysłał do szacha kolejnego posła, tym razem Teofila Szemberga, który powrócił ze swej misji w 1617 roku. Niestety, dyplomata nie pozostawił po sobie żadnych relacji. Kiedy w latach 1619–1621 doszło do zaostrzenia stosunków Rzeczpospolitej z Portą Ottomańską i do otwartej wojny (zakończonej pod Chocimiem), perska dywersja na wschodzie niewątpliwie byłaby bardzo pomocna. Niestety, skoordynowanie jakichkolwiek wspólnych działań z szachem było w zasadzie niewykonalne ze względu na barierę geograficzną.

W okresie rządów Jana Kazimierza kontakty z Persją były dość sporadyczne. Dopiero kolejna wojna z Turcją i zajęcie Kamieńca Podolskiego ponownie uaktywniły polską dyplomację na tym kierunku. Jan III Sobieski dbał o regularne poselstwa do Isfahanu, choć nie przyniosły one pożądanych rezultatów.

Niełatwe relacje z Anglią

Na drugim biegunie kontaktów dyplomatycznych Rzeczpospolitej znajdowały się Wyspy Brytyjskie. Choć dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, kontakty między Warszawą a Londynem w XVI i XVII wieku był jedynie sporadyczne i chłodne, a oficjalne wizyty polskich posłów w Anglii były rzadkością. W ówczesnej konfiguracji geopolitycznej uważano, że Anglicy mają niewielki wpływ na wypadki w naszej części Europy.

W okresie rządów Elżbiety I w Anglii oraz Filipa II w Hiszpanii zaczęła narastać rywalizacji tych dwóch państw na morzach. W 1588 roku flota hiszpańska, tzw. Wielka Armada, poniosła klęskę u wybrzeży Anglii. Stosunki obu państw pozostały jednak napięte, co zaczęło się odbijać niekorzystnie na polskim eksporcie na Półwysep Iberyjski. Anglicy nie mieli bowiem oporu, aby zatrzymywać lub łupić statki gdańskie przewożące do Hiszpanii płody rolne. Poddani Elżbiety I od dłuższego czasu postrzegali miasta Hanzy jako konkurencję dla własnego handlu, stąd próbowali różnymi środkami zwalczać ich monopol. Wywołało to reakcję władz polskich.

Klęska Wielkiej Armady, obraz Philipa Jamesa de Loutherbourg, 1796 r. (ze zbiorów National Maritime Museum w Londynie)

Zygmunt III poucza Elżbietę I

W 1597 roku Zygmunt III postanowił wysłać na dwór londyński swojego zaufanego sekretarza, Pawła Działyńskiego. Poseł jechał nie tylko w imieniu króla Polski, ale i Szwecji. Wcześniej udał się jeszcze do Zjednoczonych Prowincji Niderlandów, które podobnie jak Anglia toczyły wojnę z Hiszpanami. Po wylądowaniu po drugiej stronie kanału La Manche udał się wprost do Londynu. Audiencję u królowej uzyskał szybko, a to, co jej powiedział, na długo zostało w Anglii zapamiętane.

Polski poseł nie owijał w bawełnę. Podkreślił, że Zygmunt III nie czyni kupcom angielskim żadnych trudności w ich handlu, a nawet obdarzył ich specjalnymi względami. Ponadto, wychodząc od prawa naturalnego, Działyński wskazał, że żegluga morska musi być otwarta i nie może być przez nikogo ograniczana. Później dodał, że król Polski: „nie zaniedba upomnieć się o krzywdy swoich poddanych i równym za równe odpłacić”. Gdyby tego było mało, stanowczym tonem domagał się zwrotu zagarniętych towarów oraz odszkodowania, w przeciwnym bowiem wypadku, Zygmunt III „będzie zmuszony podjąć takie kroki, za pomocą których znajdzie u Królowej J.M. zadośćuczynienie”.

Elżbieta I przyjmuje ambasadorów z Niderlandów, obraz przypisywany Levinie Teerlinc, ok. 1560 r.

Dzisiaj na nikim tego typu słowa nie robią wrażenia, ale wówczas wypowiedziane do koronowanej głowy były wręcz nie do pomyślenia. Czy jednak król Polski faktycznie miał możliwości nacisku na Londyn? Mógł ograniczyć działalność Kompanii Wschodniej w Elblągu oraz znieść jej monopol w obrocie niektórymi towarami. Mógł też pogrozić królowej szwedzką flotą, gdyż Anglicy nie orientowali się w jego faktycznych możliwościach, a te były znikome.

W tej sytuacji nie dziwi, że Elżbieta zareagowała nerwowo i oskarżyła posła o obrazę. Był to już bardzo poważny zarzut, lecz Działyńskiego nie wtrącono do więzienia. Odpowiedź na piśmie przywieziono mu kilka dni później. Zgodnie z nim królowa nie dowierzała, że polski władca zdecydował się na przekazanie posłowi takiej instrukcji, chyba że jest zbyt młody i wyniesiony na tron prawem wyboru, a nie dziedziczenia. Anglicy uderzyli więc w czuły punkt polskiej szlachty związany z wolną elekcją. Podkreślili ponadto, że wojna rządzi się swoimi prawami i Zygmunt August w czasie konfliktu z Moskwą także blokował handel i kazał rabować statki zmierzające w kierunku nieprzyjaciela. Zarzucono także polskiej stronie, że pominęła tytuł królowej „obrończyni wiary”. W Warszawie wiedziano jednak, że Elżbieta I rządzi bardzo twardą ręką i ogranicza bez ogródek prawa stanowe, a także prześladuje katolików (ze stosem włącznie).

Angielska Kompania Wschodnia posiadała monopol na handel z krajami położonymi w basenie Morza Bałtyckiego, a głównym ośrodkiem jej działalności w Polce był Elbląg, który zawarł z nią porozumienie w 1585 r. Na ilustracji grafika autorstwa Matthäusa Meriana przedstawiająca Elbląg w pierwszej połowie XVII wieku (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. G.788/Sz., domena publiczna)

Anglicy proponowali, aby polski eksport kierować tylko do Anglii i Niderlandów, z zupełnym pominięciem Hiszpanii, ale to rodziło problemy związane ze stanowiskiem samego Gdańska. Działyński pospiesznie wyjechał więc z Londynu, a jego misja wydawała się katastrofą. W rzeczywistości okazała się piorunującym sukcesem. Królowa już w styczniu 1598 roku przywróciła Gdańskowi wszystkie przywileje, zgodziła się na transport zboża do Hiszpanii, a jej poseł wysłany do Polski, George Cawer, tłumaczył się Zygmuntowi III z postępowania angielskiej floty. Polski król lubił ryzykować i blefować i tym razem się to opłaciło.

Jak uzyskać posiłki wojskowe, nie dając nic w zamian

Jakub I Stuart na portrecie autorstwa Johna de Critza, wczesnosiedemnastowieczna kopia obrazu z 1606 roku (ze zbiorów National Portrait Gallery, nr inw. NPG 548)

Kolejne polskie poselstwo do Anglii wyruszyło dopiero w 1620 roku. Tym razem misja wiązała się z zaostrzeniem stosunków Rzeczypospolitej z Turcją. Nieunikniona wojna skłaniała króla do poszukiwania sojuszników, więc młody, zaledwie 24-letni Jerzy Ossoliński otrzymał bardzo odpowiedzialne zadanie. Przyszły kanclerz wyruszył przez Rzeszę i Niderlandy. Po przeprawieniu się przez morze wylądował w Anglii i pospiesznie ruszył na dwór Jakuba I Stuarta. Czas naglił, a głównym celem posła było uzyskanie od wsparcia wojskowego.

Tym razem polskie poselstwo zachowało się niezwykle kurtuazyjnie. Ossoliński nie przyjechał zresztą sam, towarzyszyli mu szlachcice, którzy bogactwem swoich strojów oraz dobrymi manierami chcieli wywrzeć na Anglikach jak najlepsze wrażenie. Trzeba bowiem oddać Ossolińskiemu, że potrafił on pokazać się jak mało kto. Oprócz drogich szat wysłannik Zygmunta III dysponował nie lada „orężem”, a była nim piękna retoryka po łacinie, którą opanował do perfekcji podczas zagranicznych studiów. Mowa wygłoszona do Jakuba I zrobiła na londyńskim dworze ogromne wrażenie – do tego stopnia, że przedrukowano ją w całej Europie w tłumaczeniu na wiele języków.

Król Anglii przeznaczył 10 tys. funtów szterlingów na zaciąg 5 tys. żołnierzy. Nigdy nie dotarli oni pod Chocim, ale część z nich po dopłynięciu do Polski skierowano do Inflant. Czy Jakub I uczynił to z chrześcijańskiego obowiązku? Oczywiście nie. Liczył na mediację Zygmunta III w wojnie trzydziestoletniej między cesarzem a palatynem reńskim Fryderykiem V, za którego wyszła jego córka. Ossoliński umocnił go w przekonaniu o wielkich wpływach polskiego króla, choć miało to niewiele wspólnego z rzeczywistością.

***

Pomimo faktu, że Polska w czasach nowożytnych nie posiadała nowoczesnej dyplomacji, potrafiła utrzymywać oficjalne kontakty nawet z tak odległym państwem jak Persja. Z drugiej strony ograniczone możliwości polskiego króla, choć przynosiły niekiedy sukcesy w polityce zagranicznej, nie mogły już sprostać coraz szybciej postępującej biurokratyzacji państw europejskiech. Brak odpowiednich funduszy oraz większej stałej armii uniemożliwiały władcy skuteczne włączenie się w wir wielkiej polityki.

Bibliografia

  • Piotr Maciejewski, Z dziejów polsko-angielskich stosunków dyplomatycznych w I połowie XVII wieku, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Historica”, vol. 81 (2007), s. 29–52.
  • Eward Mierzwa, Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII wieku, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1986.
  • Jerzy Ossoliński, Pamiętnik (1595–1621), oprac. Jan Kolasa, Jarema Maciszewski, Ossolineum, Wrocław 2004.
  • Stosunki dawnej Rzeczypospolitej z Persją Safawidów i Katolikosatem w Eczmiadzynie w świetle dokumentów archiwalnych, oprac. Stanisław Jaśkowski, Dariusz Kołodziejczyk, Piruz Mnatsakanyan, Archiwum Główne Akt Dawnych, Warszawa 2017.
  • Mirosława Zakrzewska-Dubasowa, Armeńskie orientacje polityczne na przełomie XVII i XVIII wieku, „Rocznik Lubelski”, r. 15 (1972), s. 169–189.
Maciej A. Pieńkowski
Maciej A. Pieńkowski, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Stopień naukowy uzyskał w 2018 r. na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych UKSW na podstawie dysertacji „Sejm koronacyjny Zygmunta III 1587/1588 i pacyfikacyjny 1589 roku” napisanej pod kierunkiem prof. dr hab. Jana Dzięgielewskiego. Stypendysta MNiSW za wybitne osiągnięcia naukowe. Studiował historię na Uniwersytecie Wileńskim. Autor artykułów i recenzji opublikowanych w monografiach zbiorowych oraz w czasopismach: „Czasopismo Prawno-Historyczne”, „Klio”, „Almanach Warszawy”, „Teka Historyka", „Mówią Wieki” i seriach wydawniczych „Studia nad staropolską sztuką wojenną” oraz „Studia historyczno-wojskowe”. Uczestnik licznych konferencji. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół dziejów I RP w dobie panowania Wazów, a także wysiłku zbrojnego II RP w latach 1918–1921. Naukowo związany z seminarium prowadzonym przez prof. dr hab. Mirosława Nagielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Stały współpracownik Fundacji Zakłady Kórnickie oraz edukator w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Zatrudniony jako historyk w Wydziale Badań Historycznych Wojskowego Biura Historycznego im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego Ministerstwa Obrony Narodowej w Warszawie