Czas wakacyjnych wyjazdów to świetna okazja do spotkań z historią, szczególnie tych nieoczekiwanych. Nigdy przecież nie wiemy, co może spotkać nas za rogiem. Może to być na przykład czeski schron bojowy. Albo dwa. Miały służyć obronie przed Niemcami, nigdy jednak nie dano im odegrać tej roli.

Bilbo Baggins zwykł mawiać: „Niebezpiecznie wychodzić za własny próg (…), jeżeli nie powstrzymasz swoich nóg, ani się spostrzeżesz, kiedy cię poniosą”. Choć Bilbo jest rzecz jasna postacią fikcyjną, to jego słowa są jak najbardziej prawdziwe. Wyjeżdżając na wycieczkę, nigdy nie jesteśmy przecież pewni, co spotkamy na swojej drodze. Bardzo często możemy wpaść na większe czy mniejsze pozostałości historyczne, może niezbyt imponujące same w sobie, jednak będące świadkiem większych wydarzeń i dające impuls do podjęcia dalszych poszukiwań. Coś takiego przytrafiło się również i mnie.

Czasem po dawnej historii pozostaje naprawdę niewiele. Na zdjęciu zrujnowany schron bojowy B1-1 MG-Schartenstand w Ogonkach, 2013 r. (fot. Łukasz Męczykowski)

Historyk zawsze jest w pracy!

Czechy to idealny kraj na przypadkowe spotkanie ze schronem bojowym. Przed II wojną światową Czechosłowacja pokładała olbrzymie nadzieje w stałych liniach obronnych i budowała schrony w tysiącach sztuk. Dzisiejszy turysta znajdzie ich dosłownie na pęczki, w różnych kształtach i rozmiarach. Dwa z nich napotkałem zupełnie przypadkiem w drodze do zamku Karlštejn, dokąd zmierzałem ze szkolną wycieczką. Uczniowie znali mnie już na tyle, że nikogo nie zdziwił widok nauczyciela pędzącego w kierunku schronów z aparatem w dłoni. Wykonanie kilku zdjęć zajęło dosłownie chwilę, po czym spokojnie wróciłem do swych zawodowych obowiązków.

Zamek Karlštejn (fot. Lukáš Kalista, CC BY-SA 4.0)

Szukając literatury na temat tych obiektów, zauważyłem z pewnym zdziwieniem, że chociaż są one bardzo liczne, to jednak nikną w cieniu swych większych „kuzynów”, chętniej opisywanych, zwiedzanych i fotografowanych. Postanowiłem wiec skorzystać z okazji, by przypomnieć szerszej publiczności o tych niewielkich schronach i związanej z nimi historii.

Czeska linia Maginota

Czechosłowacja (I Republika) narodziła się w 1918 roku jako państwo trapione wieloma problemami. Jednym z nich był kształt kraju: długi lecz wąski. Z wojskowego punktu widzenia oznaczało to, że w razie agresji zewnętrznej armia czechosłowacka musiałaby walczyć, nie ustępując ani o krok, bo cofać się po prostu nie było dokąd. Prostym wnioskiem wypływającym z powyższego była konieczność przygotowania odpowiednich linii obronnych dających wojsku niezbędne oparcie. Prace nad stworzeniem odpowiednich umocnień ruszyły w 1934 roku. Bezpośrednim impulsem do ich rozpoczęcia była nowa sytuacja polityczna w Niemczech, zwiastująca możliwość rychłego rozpoczęcia kolejnego konfliktu zbrojnego czy to w formie wojny niemiecko-czechosłowackiej, czy też światowej.

Obszar Umocnień Czechosłowackich Hlučín-Darkovičky – obiekt MO S-19 (fot. Petr Tomašovský, domena publiczna)

Czechosłowacy wzorowali się na francuskiej linii Maginota, ale oparli się na krajowych wytwórcach broni i pancerzy fortecznych. Oznaczało to postawienie na artyleryjskie grupy warowne, których budowa szła jednak powoli ze względu na ograniczone możliwości produkcyjne. Wzniesienie żelbetowej skorupy schronu nie było trudne, problemem było jednak wyposażenie go we wszystko, co czyniło zeń pełnowartościowy element czechosłowackich fortyfikacji, czyli działa, kopuły obserwacyjne, stalowe strzelnice i cała masa mniejszych, acz równie ważnych, elementów.

W połowie lat trzydziestych stało się jasne, że program budowlany może nie zdążyć na czas – sytuacja międzynarodowa stale się pogarszała. Czechosłowaccy decydenci zrozumieli, iż nie ma co czekać na dokończenie ciężkich schronów bojowych i należy postawić na obiekty lżejsze, acz dające nadzieję na szybsze zbudowanie linii obronnych mogących zapewnić wsparcie własnym wojskom za pomocą choćby karabinów maszynowych.

Grupa warowna Dobrošov, schron piechoty N-S 72 (fot. Lukáš Malý, domena publiczna)

Řopíki

Pierwszym masowo budowanym czechosłowackim lekkim schronem bojowym był LO wz. 36 (Lehké opevnéní vzor 36). Ta niewielka konstrukcja wyposażona w 1–3 strzelnice była jednak dość nieudana. Wszystkie betonowe ambrazury umieszczono z przodu schronu, w kierunku nieprzyjaciela, co zapewniało doskonałe pole obserwacji i ostrzału, jak stwierdza jednak jedno z praw Murphy’ego: „Jeśli wróg jest w zasięgu ognia, ty również”. Podczas walki schron taki zostałby bardzo szybko zlokalizowany i uciszony przez nacierającego nieprzyjaciela. Nic więc dziwnego, że czechosłowaccy projektanci zaczęli się wkrótce rozglądać za czymś lepszym. Mimo to zbudowano aż 858 schronów tego typu.

Schron LO vz. 36 (fot. Lukáš Malý, domena publiczna)

Rozwiązaniem problemu okazał się lekki schron wz. 37 (Lehké opevnéní vz. 37). Pod względem konstrukcyjnym niczym nie przypominał swojego młodszego brata. W najpopularniejszym wariancie A posiadał dwie strzelnice ckm/lkm skierowane na boki i osłaniane od strony potencjalnego nieprzyjaciela przez betonowe „uszy”. Załogę stanowiło siedem osób: dwóch strzelców, dwóch ładowniczych, łącznik, dowódca oraz jego zastępca. Mieli oni do dyspozycji niezbędne udogodnienia (np. dwa peryskopy), łącznie z ocynkowanym wiadrem z przykrywką pełniącym rolę latryny w razie niemożliwości wyjścia na zewnątrz. Całość uzupełniała zrzutnia granatów umożliwiająca obronę wejścia do schronu.

Trzy warianty LO vz. 37 typu A z zaznaczonymi polami ostrzału. Schrony miały nawzajem ostrzeliwać własne przedpola (rys. Denkschrift über die tschecho-slowakische landesbefestigung, Oberkommando des Heeres, Berlin 1941)

Bardzo szybko LO vz. 37 stały się kośćcem czechosłowackiej obrony. Było ich tak wiele, że doczekały się nawet własnego przezwiska – „řopík” – będącego skrótem od „Ředitelství opevňovacích prací” (ŘOP), czyli Dyrekcji Prac Fortyfikacyjnych. Schrony wznoszono w pięciu podstawowych odmianach (od A do E), jednak czechosłowaccy budowniczy nie wzbraniali się przed wprowadzaniem rozmaitych poprawek do konstrukcji motywowanych potrzebami terenowymi. O skali pomysłowości inżynierów może świadczyć fakt, że do tej pory rozpoznano ok. 140 różnych sposobów modyfikacji pierwotnych projektów różnych odmian LO vz. 37. Zmiany obejmowały zarówno same budowle, jak i np. zastosowanie kamiennego muru zamiast nasypu ziemnego osłaniającego konstrukcję.

Dwa schrony

W pobliżu zamku Karlštejn (a raczej przy zjeździe do tegoż obiektu) stoją dwa niepozorne schrony. Są one częścią linii bojowej leżącej na obszarze odpowiedzialności I Korpusu. W pobliżu przejścia dla pieszych, niedaleko parkingu, stoi schron oznaczony w literaturze jako „B-7/12/A-160Z”. Jest to więc dwunasty schron wzniesiony na odcinku budowlanym „Budnany 7”, typ A, z rozwarciem osi strzelnic wynoszącym 160 stopni i ze zwiększoną grubością ścian oraz stropów. Prace na tym odcinku zainicjowano 14 czerwca 1937 roku, a wylewanie betonu na tej konkretniej budowie rozpoczęto 31 sierpnia. Za wnoszenie schronów na tym odcinku odpowiadała praska firma architekta Ladislava Syrovego a bezpośredni nadzór sprawował kapitan sztabowy Majek.

Sam obiekt jest obecnie bardzo ładnie odnowiony, a w jego wnętrzu funkcjonuje niewielkie muzeum. Co ciekawe, właściciele zadbali nie tylko o konserwację wyposażenia wewnętrznego schronu, lecz również przyłożyli się do zachowania (na tyle, na ile to możliwe) otoczenia obiektu, łącznie z ziemno-kamiennym nasypem chroniącym czoło obiektu.

Drugi schron znajduje się w pobliżu parkingu dla autokarów. Obiekt ten oznaczono jako „B-7/13/D2”, czyli jest to 13 schron wzniesiony na tym samym odcinku, tyle że tym razem mamy do czynienia z odmianą D2. Jest on wyposażony tylko w jedną strzelnicę i wpasowany niejako w zbocze góry. Betonowanie rozpoczęto tu 11 października 1937 roku. Co ciekawe, schron wyposażono w betonowy korytarz prowadzący do izby bojowej. Było to standardowe rozwiązanie stosowane w sytuacji, gdy istniało ryzyko zasypania wejścia do schronu przez spadające skały czy też osuwiska ziemne. W przeciwieństwie do swego sąsiada ten obiekt walczy o miejsce do życia z pobliskim barem.

Oba schrony są, na ile można to ocenić po pobieżnych oględzinach, w dobrym stanie.

Wojna, której nie było

Oba wspomniane obiekty to zaledwie dwa z 9089 sztuk LO vz. 37 wzniesionych do początku października 1938 roku. Cała linia miała chronić Czechosłowację przed agresją ze strony Niemiec, jednak kiedy przyszło zagrożenie, nie była jeszcze gotowa. Część umocnień istniała tylko w planach, w innych brakowało uzbrojenia i wyposażenia. Odcinek, którego częścią były dwa wspomniane schrony, był gotowy (pod względem LO) w 75%, w innych rejonach stopień kompletności wahał się od 88% do 64%. Mimo to istniejące już fortyfikacje mogły okazać się olbrzymią pomocą dla wojsk czechosłowackich w razie wrogiej napaści.

Historia potoczyła się jednak inaczej. Czechosłowację pozostawiono samą sobie. We wrześniu 1938 roku w Monachium, wskrzeszając najlepsze (najgorsze?) tradycje XIX wiecznego „koncertu mocarstw”, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy zadecydowały o rozbiorze Czechosłowacji. Samych zainteresowanych nikt nie pytał o zdanie. Co gorsza, wkrótce także i Polska przyłączyła się do agresorów, wystosowując własne żądania terytorialne wobec bezradnego i załamanego sąsiada.

Czechosłowackie zapory przeciwpancerne. M.in. za ich pomocą blokowano przedpole linii obronnej

W zaistniałej sytuacji armia czechosłowacka nie stawiała oporu, który prowadziłby w tej sytuacji wyłącznie do niepotrzebnych strat. Nie znaczy to jednak, że Czechosłowacy się poddali. Część z nich przeszła na terytorium Rzeczpospolitej, podczas gdy inni wzięli udział w tworzeniu antyniemieckiego ruchu oporu.

Podsumowanie

Schrony czekała różna przyszłość. Część zniszczono w ramach testów, inne wykorzystywano jako miejsca powojennej neutralizacji niewybuchów i niewypałów. Wiele z nich przetrwało jednak do dnia dzisiejszego i stanowi świadectwo minionych czasów, przypominając o wydarzeniach z 1938 roku i kryzysie, który mógł rozpocząć II wojnę światową o rok wcześniej.

Bibliografia