W 1939 roku krzykliwe plakaty i rozpłomieniona prasa głosiły hasło „Silni, zwarci, gotowi!”. Oficjalnie żadne zagrożenie nie było nam straszne, jednak pod płaszczykiem propagandy kryły się liczne niedociągnięcia. Nie brakło ich także w mieście „z morza i marzeń” – Gdyni.

Silni, zwarci, gotowi – tacy mieliśmy być… (plakat ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS IV A 2o)

Historia kampanii polskiej 1939 roku nadal pełna jest białych plam. Dużo (za dużo?) napisano już o działaniach militarnych wszystkich stron, niemniej zagadnienia związane z obroną cywilną nadal są w większości ignorowane przez pasjonatów i naukowców. Jedną z najbardziej zaniedbanych dziedzin jest kwestia budowy schronów przeciwlotniczych dla ludności cywilnej przed wrześniem 1939 roku. Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu na przykładzie najnowocześniejszego miasta II RP.

O gdyńskiej dychotomii słów kilka

Historia nowoczesnej Gdyni rozpoczęła się 23 września 1922 roku, kiedy to sejm uchwalił ustawę „O budowie portu w Gdyni”. Co znamienne, w tym krótkim akcie prawnym nie zająknięto się nawet o mieście, które powstało niejako „przy okazji” – priorytetem był port. W konsekwencji narodziły się dwa organizmy żyjące w pozornej symbiozie, jednak rywalizujące zawzięcie o przestrzeń niezbędną do funkcjonowania i rozwoju. Port, co warto zauważyć, był tu stroną silniejszą. Polsce niezbędne były pieniądze pochodzące z eksportu węgla, więc rozbudowa infrastruktury przeładunkowej miała pierwszeństwo przed potrzebami miasta.

Gdynia musiała stawić czoła kilku problemom jednocześnie. Przede wszystkim miejsce na budowę portu wybrano, mając na uwadze kryteria transportowe (komunikacja z COP-em i Śląskiem) oraz morskie (przebieg szlaków), nie zaś urbanistyczne. Z tego powodu miasto miało (i nadal ma) zbyt mało przestrzeni i rozwija się wciśnięte między port, morze i wzgórza. Równocześnie do Gdyni zjeżdżały tłumy szukających pracy robotników, którzy często zostawali na miejscu nawet w obliczu rosnącego bezrobocia. Wkrótce nowoczesne centrum otoczyły slumsy. Według spisu z 1936 roku 72% zabudowy stanowiły tu budowle prowizoryczne.

Wszystkie te czynniki sprawiły, że Gdynia była przed wojną permanentnie niedokończona. Rozwijający się port uniemożliwił realizację szeroko zakrojonych planów wzniesienia pięknego i zaplanowanego przestrzennie miasta, a nowa zabudowa skupiała się wzdłuż już istniejących ulic. Wkrótce jednak miało się pojawić poważniejsze wyzwanie. Nadchodziła wojna, trzeba było więc zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców. Nastał czas wznoszenia schronów. A przynajmniej powinien.

Dom bezrobotnych w Gdyni w 20-leciu międzywojennym (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/6/2411/1, domena publiczna)

Dura lex, sed lex…?

W 1934 roku uchwalono ustawę „O obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej”, będącą pierwszą z serii aktów prawnych traktujących o budowie schronów przeciwlotniczych dla ludności cywilnej. Jej przepisy wchodziły jednak w życie w iście ślimaczym tempie, a niektóre rozporządzenia wykonawcze do niej wydano dopiero po upływie trzech (!) lat. Jej celem było przede wszystkim wprowadzenie pewnego porządku przestrzennego w polskich miastach, by zapobiec powstawaniu skupisk budynków stanowiących łatwy cel dla bomb burzących, a jednocześnie utrudniających rozproszenie gazu w razie ataku chemicznego. Było to zgodne z ówczesnymi postulatami europejskich architektów. W Gdyni trudno niestety dopatrywać się choćby najmniejszego wpływu tego dokumentu na zabudowę miasta.

Gęsto zabudowane centrum miasta było by wymarzonym celem dla bombowców (pocztówka z 1939 r.; ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. F.16473/I)

Choć trudno w to uwierzyć, kwestię budowy schronów w nowo powstających budynkach poruszono dopiero w 1938 roku, przy okazji ustawy „O przygotowaniu w czasie pokoju obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej”. Nowe przepisy spotkały się z negatywnym odbiorem ze strony branży budowlanej, skarżącej się na wzrost kosztów. Żądano np. zezwolenia na wznoszenia schronów poza budynkiem i w późniejszym terminie. Można sobie wyobrazić, jak takie złagodzenie przepisów wpłynęłoby na rzeczywiste powstawanie tego typu obiektów. Ostatecznie część kosztów budowy schronów przerzucono specjalnym dekretem prezydenckim na samych lokatorów. Dokument ten ukazał się 3 września 1939 roku. Trzy dni po wybuchu wojny.

Ostatnie dni pokoju

W 1939 roku w Gdyni zameldowanych było 127 041 osób. W teorii każda z nich powinna posiadać miejsce w schronie odpornym na działanie podmuchów bomb i gazów bojowych. Co więcej, miasto powinno dysponować pewnym zapasem przestrzeni schronowej dla osób przyłapanych przez nalot na ulicy czy też w miejscu pracy. Mówiąc krótko, schrony powinny być dosłownie na każdym kroku.

Piwnica ze wzmocnionym stropem (rys. z publikacji „Wytyczne techniczne budowy schronów i innych pomieszczeń przeciwlotniczych”, Warszawa 1939; ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. 514.865)

Ile ich w rzeczywistości przygotowano? Nigdy nie dowiemy się tego ze stuprocentową dokładnością, zachowane dokumenty pozwalają jednak na określenie, z jakim rzędem wielkości mamy do czynienia. Biorąc pod uwagę najbardziej optymistyczny przebieg wydarzeń i czytając dokumenty przez bardzo różowe okulary, można przyjąć, że przed wybuchem wojny przygotowano w Gdyni mniej niż 5000 miejsc w schronach. Co więcej, często były to zaledwie wzmocnione piwnice.

Wzorcowy rów przeciwlotniczy (rys. z publikacji „Wytyczne techniczne budowy schronów i innych pomieszczeń przeciwlotniczych”, Warszawa 1939; ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. 514.865)

Wobec tak tragicznego stanu zabezpieczenia ludności cywilnej w przeddzień wojny (27 sierpnia) rozpoczęto w Gdyni akcję kopania rowów przeciwlotniczych. Trudno ocenić, ile ich powstawało przed niemieckim atakiem. Sytuację pogarszała dodatkowo dalece niewystarczająca obrona przeciwlotnicza miasta, opierająca się na ośmiu starych działach kalibru 75 mm wchodzących w skład 1 Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej. W razie nalotu skierowanego bezpośrednio na miasto 1 MDAP nie mógłby skutecznie zagrodzić niemieckim bombowcom drogi do celu, a na wsparcie ze strony własnego lotnictwa myśliwskiego nie można było liczyć. Zapewne gdyńscy decydenci wzięli te czynniki pod uwagę, ogłaszając wspomnianą już akcję kopania rowów.

Osiem takich dział przeciwlotniczych broniło Gdyni w 1939 roku (fot. domena publiczna)

Patrząc z perspektywy lat trudno zrozumieć, dlaczego w Gdyni (jak i w całym kraju) nie wykorzystano seryjnie produkowanych członowych schronów żelbetowych. Tego typu obiekty były powszechnie dostępne w handlu, a osoba zamożna mogła nawet zamówić dowiezienie takiego schronu w częściach prosto na swoją posesję. Schron tego typu nie dorównywał, rzecz jasna, tradycyjnej konstrukcji stałej pod względem pojemności czy solidności, niemniej dalece przewyższał ochronę i wygody zapewniane przez zwykłą domową piwnicę z podstemplowanym stropem. Co ciekawe, ówczesna prasa donosiła o brytyjskiej akcji wprowadzania do masowego użytku niewielkich prefabrykowanych schronów Andersona. Dysponowano więc nie tylko gotowymi rozwiązaniami technologicznymi, ale i zagranicznymi wzorcami postępowania.

Niestety, względy ekonomiczne postawiono wyżej niż zabezpieczenie ludności. Borykające się z licznymi problemami państwo było po prostu zbyt ubogie w środki finansowe i moce przemysłowe, by rozpocząć masową produkcję schronów członowych dla ludności. Zostawiono otwarte drzwi dla kapitału prywatnego, jednak najwyraźniej nikt nie wykazał zainteresowania rozpoczęciem wielkoskalowej komercyjnej produkcji schronów w naszym kraju.

Lawina ruszyła

Niewiele wiadomo o losie Gdyni i gdynian we wrześniu 1939 roku. Na skutek późniejszych wydarzeń wielu mieszkańców tego miasta nie wróciło już do swych domów, a wysiedlenia czy alianckie bombardowania portu wyparły z ludzkiej pamięci wydarzenia tych kilkunastu wrześniowych dni. Dokumenty również niewiele pomogą, jako że 3 września przecięto łączność między Gdynią a resztą kraju, przez co nie było możliwości przesyłania raportów do warszawskiej centrali sieci dozorowania przeciwlotniczego. Obraz rzeczywistości możliwy do zarysowania przez współczesnego historyka jest więc niezwykle oszczędny i fragmentaryczny.

Najważniejszym celem niemieckiego lotnictwa były polskie okręty. Na zdjęciu niszczyciel ORP Wicher (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/7/2041/4)

Pierwsze niemieckie samoloty pojawiły się nad Gdynią koło godziny 5.00, wykonując prawdopodobnie przelot rozpoznawczy. Priorytetowym celem Luftwaffe były polskie okręty wojenne i port na Oksywiu, ale zagrożenie wystarczyło do wywołania czasowej migracji części mieszkańców: rano zmierzali w stronę lasów, wieczorem wracali do domów. Osoby mieszkające na obrzeżach miasta zdawały się niekiedy na własną pomysłowość i budowały własnoręcznie ziemianki. Mimo prób pomocy ze strony miasta gdynianie w większości musieli liczyć przede wszystkim na własne siły i środki.

Na szczęście Gdynia nie stała się celem bezpośrednich zorganizowanych ataków niemieckiego lotnictwa. Niektóre dzielnice (głownie Oksywie) zostały dotknięte bombardowaniami i ostrzałem bardziej niż inne, niemniej samo miasto przetrwało bez większych zniszczeń. Warto też zauważyć, iż obrońcy polskiego wybrzeża postanowili nie toczyć walk o samo miasto, mając na uwadze dobro uwięzionych w nim cywili, co stanowiło rzadki przypadek odpowiedzialnego i perspektywicznego postępowania w trakcie tej wojny.

Podsumowanie

Schron przeciwgazowy na wystawie Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej w Warszawie, marzec 1937 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/7/2884/1)

Wniosek wypływający z analizy wspomnień i dokumentów dotyczących przygotowania Gdyni do wojny pod względem obrony cywilnej jest niestety dość smutny. Mimo istnienia całej gamy literatury fachowej (łącznie z tłumaczeniami prac zagranicznych) i poruszania tej tematyki przez lata na łamach rozmaitych gazet i periodyków, ówcześni decydenci nie zdołali zabezpieczyć mieszkańców przed bombami. W ostatniej chwili usiłowano nadrobić wieloletnie opóźnienia, zdając się na ofiarność społeczeństwa i wszechobecną improwizację, było to jednak zbyt mało, by uzyskać zadowalające rezultaty.

Czy jednak Gdynia odstawała w znaczący sposób od reszty polskich miast? Nie – sytuacja wyglądała podobnie także w innych miejscach w Polsce. Bardzo wymownym świadectwem kompletnego nieprzygotowania II RP pod względem schronowym jest krótki fragment sprawozdania Inspektora Obrony Powietrznej Państwa z 15 kwietnia 1939 roku, które dotyczyło biernej obrony przeciwlotniczej w Polsce: „1. Przygotowanie OPL biernej kraju jest wystarczające pod względem organizacji i personalnym. Braki w środkach i sprzęcie wymagają dużych uzupełnień. […] 7. Schrony – tylko w niektórych budynkach”.

***

Przeskakując, na koniec, z 1939 do 2019 roku, wypada niestety zauważyć, że w chwili obecnej polska obrona cywilna jest w równie opłakanym stanie. Według danych OCK z 2017 roku w Polsce dysponujemy miejscem w schronie czy innym ukryciu dla zaledwie 2,84% populacji kraju. Czyżby Kochanowski miał rację, pisząc: „Cieszy mię ten rym: «Polak mądry po szkodzie»; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”?

Zobaczymy.

Wybrana bibliografia

Archiwalia

Archiwum Państwowe w Gdańsku Oddział w Gdyni:

  • Budowa schronu, kolaudacja robót w stanie surowym gmachu Komisariatu, sygn. 682/1779.
  • Ewidencja schronów, sygn. 682/1424.
  • Schron przeciwgazowy w Hali Targowej, sygn. 682/1774.

Archiwum Akt Nowych:

  • Ministerstwo Komunikacji (MK), Biuro Wojskowe referat O.P.L., sygn. 2683, Podział miejscowości pod względem opl, plan schronu pgaz, spostrzeżenia z Niemiec dot. schronów, maskowania (17 IX – 14 XII 1937 r.).
  • Prezydium Rady Ministrów, sygn. 92–75.

Źródła drukowane

  • Instrukcja o organizacji samoobrony ludności pod względem obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej (o.p.l.), Gdynia 1937.
  • Kazimierz Biesiekierski, Jerzy Nechay, Wskazówki przy budowie popularnych schronów żelbetowych z gotowych elementów, nakł. Firmy „Stelcon”, Warszawa 1939.
  • Wytyczne techniczne budowy schronów i innych pomieszczeń przeciwlotniczych, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Warszawa 1939.
  • Gustaw Szymkiewicz, Prawo budowlane i zabudowanie osiedli. Dodatek 1937/1938 r. Zawiera rozporządzenia wykonawcze, przepisy o przystosowaniu budynków i osiedli do potrzeb obrony powietrznej, z komentarzem, i inne przepisy z dziedziny budownictwa, nakł. własny, Warszawa 1938.

Opracowania

  • Łukasz Męczykowski, Zabezpieczenie swego życia i mienia przed napadami z powietrza jest obowiązkiem każdego człowieka. Próba analizy przygotowań do zapewnienia ochrony w dziedzinie schronów przeciwlotniczych dla cywilnej ludności Gdyni przed 1939 rokiem, Gdynia 2019 [maszynopis pracy dyplomowej].
  • Polska obrona przeciwlotnicza 1939, t. 3, cz. 1, [red. Andrzej Wesołowski], Centralne Archiwum Wojskowe im. mjr. Bolesława Waligóry–Wydawnictwo Tetragon, Warszawa 2012.
  • Polska obrona przeciwlotnicza 1939, t. 3, cz. 3, [red. Andrzej Wesołowski], Centralne Archiwum Wojskowe im. mjr. Bolesława Waligóry–Wydawnictwo Tetragon, Warszawa 2013.
  • Marian Kopczewski, Zbigniew Moszumański, Polska obrona przeciwlotnicza w latach 1920–1939, Ajaks, Pruszków 1996.