Współczesnemu dziecku trudno wyobrazić sobie film animowany bez produkcji Disneya. Jednak w czasie zimnej wojny Myszka Miki i Kaczor Donald nie byli w Polsce witani równie entuzjastycznie, jak teraz.

Okładka „Gazetki Miki” z 1939, nr 4 (domena publiczna)

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Disney urósł do rangi potentata wśród twórców filmów rysunkowych, a jego sława wykraczała daleko poza Amerykę. Dzieci w Polsce doskonale kojarzyły bohaterów wykreowanych w amerykańskim studiu – w latach 1938–1939 w Polsce wydawano nawet czasopismo „Gazetka Miki”, w którym pojawiał się nie tylko tytułowy bohater, ale także Kaczor Donald, Goofy czy też trzy małe świnki. W październiku 1938 roku w warszawskim kinie Palladium odbyła się reklamowana w prasie polska premiera pierwszego pełnometrażowego filmu Disneya – „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków”.

Filmy rysunkowe z USA chętnie witano także w ZSRR. W 1933 roku odbył się tam festiwal amerykańskich kreskówek. Dwa lata później na Moskiewskim Festiwalu Filmowym „Trzy małe świnki” otrzymały trzecią nagrodę. Zyskały uznanie nie tylko krytyków, ale również publiczności – ponoć po pokazach animacji cała Moskwa śpiewała piosenkę „Who’s afraid of the Big Bad Wolf?”. Na fali popularności rysunkowych produkcji zza oceanu zadecydowano o utworzeniu wytwórni filmów rysunkowych Sojuzmultfilm, która miała naśladować Disneya, a pracujący tam rysownicy mieli za zadanie stworzyć m.in. radziecki odpowiednik Myszki Miki.

Disney nieużyteczny w realnym socrealizmie

Sytuacja diametralnie zmieniła się po II wojnie światowej. W krajach należących do bloku wschodniego filmy zagraniczne znalazły się wówczas na cenzurowanym. W Polsce na mocy dekretu z listopada 1945 roku za „kupno i wynajem filmów zagranicznych dla kraju” zaczęło odpowiadać przedsiębiorstwo państwowe Film Polski, które przekształcono w 1952 roku w Centralny Urząd Kinematografii. To tu decydowano o tym, które filmy z zagranicy – w tym produkcje Disneya – należy wpuścić na polskie ekrany.

Początki były obiecujące – jeszcze w 1948 roku sprowadzono 23 radzieckie i aż 33 amerykańskie filmy, w tym disnejowskiego „Bambiego”. Rok później dołączyli do niego „Dumbo” (dla porównania – w Czechosłowacji produkcja ta miała swoją oficjalną premierę dopiero w 1971 roku!) oraz „Pinokio”. Do zmiany doszło wraz ze zjazdem filmowców w Wiśle z listopada 1949 roku, kiedy to komitet centralny partii zalecił: „Zwiększenie czujności w doborze repertuaru filmów zagranicznych, szersze upowszechnienie filmów wychowawczych, użytecznych społecznie, w pierwszym rzędzie filmów produkcji Związku Radzieckiego i krajów Demokracji Ludowej”.

Produkcje Disneya nie przystawały do nowej rzeczywistości. Fabuły „Królewny Śnieżki” czy „Bambiego” nie były ani „użyteczne społecznie”, ani nie pasowały do stylu realnego socjalizmu. W 1950 roku na łamach „Nowej Kultury” Zbigniew Ołaniecki oskarżał filmy rysunkowe z USA o degenerację gatunku, gdyż zbytnio odzwierciedlały mieszczański świat:

Walczący amerykanizm ujawnia się we wszystkich typowych schematach kreskówek: gonitwa silniejszego za słabszym zawsze kończy się zwycięstwem silniejszego – a poczciwy, pokorny kaczor Donald, bez miary dręczony przez trójkę złośliwych siostrzeńców, cierpi bardzo śmiesznie i… znosi te cierpienia.

Autor artykułu obwiniał także produkcje Disneya o polityczną propagandę, zauważając, że trzy świnki śpiewają o tym, że nie boją się złego wilka, co usypia ich własną czujność w czasie kryzysu, natomiast Myszkę Miki krytykował za jej amerykańskie podejście do życia: „Ruchliwa Myszka Miki i jej weseli kompani długo z ekranów głosili filozofię wesołego i łatwego życia, wielobarwnej radości, u której źródła leży mieszczański ideał silnego i bezkompromisowego pana na dolarze”.

Cała tyrada kończyła się radosną konkluzją, autor był bowiem zachwycony faktem, że produkcje Disneya nie pojawiają się na polskich ekranach. Na kolejną animację wytwórni w Burbank trzeba było nad Wisłą poczekać.

Nikita Chruszczow (drugi od prawej) z żoną Niną (pierwsza z lewej) w USA obok prezydenta Dwighta Eisenhowera i jego żony Mary Eisenhower (fot. National Archives and Records Administration, domena publiczna)

Chruszczow chce do Disneylandu

Wschód nie chciał filmów Disneya, ale nie było również tajemnicą, że sam ojciec Myszki Miki był zaciekłym wrogiem komunizmu. W 1947 roku na własną prośbę złożył zeznanie w Komisji Izby Reprezentantów do Badania Działalności Antyamerykańskiej, której zadaniem było tropienie wpływów komunistycznych. Na pytanie o prywatną opinię na temat Partii Komunistycznej miał odpowiedzieć: „No więc, nie wierzę, że jest to partia polityczna. Wierzę, że jest to coś antyamerykańskiego”. Uznał także za komunistów kilkoro swoich współpracowników, w tym rysownika Davida Hilbermana, który w efekcie stracił pracę.

Wejście do Disneylandu w 1957 r. (fot. United States Information Service, domena publiczna)

Dwanaście lat po zeznaniach Walta Disneya sytuacja polityczna wyglądała jednak nieco inaczej. Nie żył już Stalin, a jego miejsce zajął Nikita Chruszczow. Właśnie w 1959 roku amerykański wiceprezydent Richard Nixon przebywał z wizytą w ZSRR, a kilka miesięcy później do USA przybył przywódca Związku Radzieckiego. W planie jego wizyty znalazł się m.in. Waszyngton, Nowy Jork, Los Angeles… oraz Disneyland – ogromny park rozrywki, który cztery lata wcześniej otwarto w kalifornijskim Anaheim.

Pierwsze punkty programu zostały zrealizowane, ale pojawił się problem właśnie przy odwiedzinach w królestwie Walta Disneya. Już w trakcie pobytu w USA I sekretarza KC KPZR poinformowano, że jego odwiedziny w Disneylandzie nie będą możliwe. Jako oficjalny powód podano brak możliwości zapewnienia mu bezpieczeństwa, nieoficjalnie zaś mówiło się, że Disney po prostu nie życzy sobie wizyty Chruszczowa w jego parku rozrywki. Radziecki polityk był wzburzony odmową. Ponoć wykrzykiwał: „Co jest? Macie tam epidemię cholery czy co? Czy może gangsterzy przyjęli teren, by mnie zniszczyć́?”. Dopytywał również, czy na terenie Disneylandu znajdują się wyrzutnie rakiet. Jak widać, Walt Disney spełniał marzenia wielu, ale nie komunistycznych działaczy.

Alicja w socjalistycznej krainie

Jednak pomimo trwającej zimnej wojny Myszka Miki otrzymała szansę podróży za żelazną kurtynę, w tym do Polski. 1 marca 1957 roku powołano Filmową Radę Repertuarową, która miała być ciałem doradczym przy dyrektorze Centrali Wynajmu Filmów. Jak zaznacza Jerzy Płażewski, była to sytuacja bez precedensu: „Decyzje o repertuarze filmów zagranicznych w Polsce przestawały być decyzjami partyjnej biurokracji, jak na Wschodzie, ale nie stawały się też decyzjami nastawionych na zysk prywatnych dystrybutorów, jak na Zachodzie”.

To właśnie ta jednostka decydowała o dystrybucji zagranicznych filmów w Polsce, w tym produkcji Disneya. Szczególnym czasem dla animowanego filmu z USA okazał się początek lat sześćdziesiątych. Wówczas na ekranach polskich kin pojawiły się kultowe dziś postacie: „Śpiąca Królewna” (polskie dzieci mogły ją obejrzeć w 1962 roku, podczas gdy np. na Węgrzech pojawiła się w 1966 roku, a w NRD – w 1969), „Alicja w Krainie Czarów”, „Kopciuszek”, ponownie „Bambi” i „Dumbo”.

Na początku lat sześćdziesiątych zadbano także o lepszą promocję produkcji Disneya – doczekały się one własnych, polskich plakatów autorstwa uznanych rysowników, jak chociażby Eryka Lipińskiego. Natomiast zrealizowany wówczas polski dubbing, za który odpowiadało Studio Opracowań Filmów w Warszawie, był używany jeszcze przez kilkadziesiąt lat po premierach – nowy nagrano dopiero na przełomie XX i XXI wieku.

„Nieco złego smaku w oprawie plastycznej”

Dla polskiego widza produkcje Disneya z pewnością były czymś nietypowym – nie przypominały animacji, które znano z polskich czy radzieckich bajek. Jednak do nowinek z Zachodu nie podchodzono bezkrytycznie. Joanna Guze pisała o „Bambim”:

Amerykański plakat z 1950 r. promujący „Kopciuszka”

Wady jednak dają o sobie znać od samego początku: pierwszą z nich jest niezgodność postaci i tła, sprzeczność w sensie plastycznym. Czarujące zwierzęta, doskonale umowne, poruszają się po lesie i żyją w przyrodzie, która ma być „jak żywa” i która nie tylko pozbawiona jest wszelkiej umowności, ale naturalistyczno-ekspresjonistyczna w najgorszym rozumieniu słowa. Zwierzęta są z wyobraźni, z pomysłu, z idei plastycznej; przyroda ze złej literatury i ze złego malarstwa […].

Nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się zwierzętami, ich humorem i wdziękiem, dziękować Bogu, że morał jest jednoznaczny i udawać, że nie widzi się rozczapierzonych gałęzi wiszących nad niewinnym jelonkiem, który szczęśliwie zdołał ujść chytrości czyhającego nań człowieka.

„Nieco złego smaku w oprawie plastycznej” zarzucono także „Kopciuszkowi”, a całość pretensji wobec Disneya zebrał w swoim artykule Ignacy Witz. Nazywał on ojca Myszki Miki twórcą „epokowego kiczu, któremu nadaje się pozory arcydzieła. Z nieprawdopodobną zręcznością miesza on w swym tyglu wszystkie najgorsze ingerencje – anachronizm i landrynkowość dawno obumarłej formy, łzawy sentymentalizm i taniutki, wyświechtany morał”.

Witz twierdził także, że produkcje z Burbank przypominają „Gabinet ożywionych figur woskowych”, a cały artykuł kończył gorzkimi słowami: „Obecność filmów Disneya na naszych ekranach uważam za smutną konieczność”. Na zarzuty te odpowiedziała Joanna Guze, wskazując, że filmy dla najmłodszych są sprawą skomplikowaną i same dzieci niekoniecznie pragnęłyby na ekranie dzieła sztuki. Dodała także: „Co zaś do samego Disneya i jego ogromnej produkcji to, krytykując ją, nie należy zapominać, że w dziedzinie animowanego filmu dla dzieci na razie nie powstało nic lepszego”.

Były też i oceny pozytywne. W „Filmie” z 1962 roku napisano, że „Śpiąca Królewna” to: „Jeden z najlepszych technicznie i zarazem najkosztowniejszych filmów Disneya”. W 1961 roku recenzent czasopisma „Ekran” z zachwytem wypowiadał się z kolei o „Alicji w Krainie Czarów”:

Disneyowska fala nie mija. Po Kopciuszku mamy Alicję wędrującą przez bardzo dziwną krainę czarów, czyli wyobraźni. Barwna, melodyjna, pełna jak zwykle doskonałych pomysłów inscenizacyjnych i rysunkowych, wyjątkowo starannie opracowana w wersji polskiej, będzie bawić widownię młodzieżową i dorosłą. Zapewnia odprężenie, zabawę i przyjemność, a wiele fragmentów, jak np. koncert kwiatów czy balet kart, na długo pozostanie w pamięci każdego, jako niesłychanie pomysłowe i barwne widowisko.

Podobnie o adaptacji powieści Carolla wypowiadała się Joanna Guze:

Jest to adaptacja filmowa książki, której to adaptacji mógłby Disney’owi [sic!] pozazdrościć niejeden scenarzysta i niejeden reżyser: groteska, logika bajki, absurdalny dowcip, surrealistyczny humor, nieubłagana konsekwencja nonsensu – elementy, na jakich oparł swoją „Alicję” Lewis Carroll, wszystko to znalazło się w filmie i dokładnie w takich proporcjach, jakie tym elementom wyznaczył w książce jej autor.

Do produkcji Disneya podchodzono więc bez taryfy ulgowej i bez poczucia niższości – wszak Polacy również mieli mistrzów animacji (jak chociażby Jana Lenicę), a bohaterowie polskich produkcji dla dzieci byli tak samo sympatyczni, jak Bambi czy Dumbo.

Sprytne myszy na wideo

Nie tylko za żelazną kurtyną dystrybucja filmów Disneya była utrudniona – przeszkodę stanowiła również kurtyna bambusowa. W Chinach od 1949 roku dystrybucja filmów wytwórni z Burbank była zakazana. Dopiero w latach osiemdziesiątych zdecydowano się wpuścić Myszkę Miki do Państwa Środka – pierwszy program z disneyowskimi kreskówkami wyemitowano w chińskiej telewizji w czerwcu 1986 roku. Zaczęto sprzedawać także gadżety z bohaterami animowanych filmów. Ekspansji na rynek chiński nie przeszkodziły nawet wydarzenia z placu Tiananmen. Autor artykułu o wiele znaczącym tytule „Mickey Mao” pisał:

Walt Disney w 1946 (fot. Boy Scouts of America, domena publiczna)

Pekin, izolowany przez skupione na prawach człowieka zachodnie rządy, postanowił poprawić́ swój wizerunek. Znalazł sojusznika w Disneyu. Pod koniec maja 1990 roku chiński ambasador Zhu Quizhan wraz ze świtą dygnitarzy złożył wysoce upublicznioną i wyreżyserowaną wizytę̨ w Disneylandzie. Była to pierwsza oficjalna wizyta wysłannika Chin od czasów masakry.

Lata osiemdziesiąte przyspieszyły ekspansję Disneya w Europie Wschodniej. Z jednej strony ułatwiała to sytuacja polityczna, z drugiej – rozwój telewizji i magnetowidów. „Szybciej niż «ostatni zajazd na Litwie» zdąża pod strzechy kaseta wideo. Asortyment pożądany jak wata, o ileż jednak dostępniejszy?!” – opowiadał w 1988 roku lektor Polskiej Kroniki Filmowej. Na taśmach wideo pojawiły się w 1989 roku „Królewna Śnieżka” czy „Kopciuszek”, a o filmach, który każdy może mieć w domu, chętnie donosiła prasa. Recenzent czasopisma „Kino” pisał o „Kopciuszku”:

Wcześniejsze adaptacje – „Królewna Śnieżka”, „Pinocchio” czy „Bambi” – miały charakter raczej sondażowy, lecz przyniosły spore doświadczenie. Mimo to zespół wypróbowanych współpracowników Disneya nie uchronił się od powielenia często zarzucanych mu wad z cukierkowym wręcz potraktowaniem postaci ludzkich i nadmiernym sentymentalizmem całości na czele. Ale „Kopciuszek” to także zwielokrotnienie znanych zalet: wyjątkowo ciekawie rozegrano wątki poboczne, zwłaszcza historię adaptacji w ludzkim domu nowego współlokatora – sprytnej, choć początkowo nieśmiałej myszy.

Rozwój wideo w Polsce zbiegł się w czasie z ociepleniem kontaktów na linii Burbank–Moskwa. Miało to miejsce już po śmierci Walta Disneya (który zmarł w 1966 roku), a gest pojednania uczynił jego bratanek, Roy E. Disney. W 1989 roku odwiedził on ZSRR, gdzie przywitano go z entuzjazmem, a z okazji jego wizyty pierwszy raz od kilkudziesięciu lat pokazano oficjalnie filmy Disneya w radzieckich kinach.

Rok później w Polsce, ponad pięćdziesiąt lat po wydaniu pierwszego numeru „Gazetki Miki”, pojawiło się czasopismo „Mickey Mouse”. Dziś prawie każde dziecko w Polsce ma zabawkę związaną z wytwórnią w Burbank i pewnie trudno mu wyobrazić sobie, że kiedyś produkcje Disneya nie były tak łatwo dostępne.

Bibliografia

  • Joanna Guze, Bambi, „Film”, r. 1961, nr 8, s. 6.
  • Taż, Bronię Disneya, „Film”, r. 1961, nr 32, s. 4.
  • Idziemy do kina, „Film”, r. 1961, nr 22, s. 15.
  • Idziemy do kina, „Film” , 1962, nr 14, s. 15.
  • Kopciuszek, „Film”, 1989, nr 29, s. 11.
  • Królewna Śnieżka, „Film” , nr 24, s. 8–9.
  • Khrushchev barred from visiting Disneyland, [w:] com, 13 lutego 2009 [dostęp: 17.06.2019], <https://www.history.com/this-day-in-history/khrushchev-barred-from-visiting-disneyland>.
  • „Kurier Warszawski. Wydanie wieczorne”, r. 118, nr 273, Warszawa, 5 października 1938, s. 15 [reklama].
  • Mikrorecenzje, „Ekran”, 1961, nr 29, s. 6.
  • Zbigniew Ołaniecki, Sprawa filmu rysunkowego, „Nowa Kultura”, r. 1950, nr 10, s. 10.
  • Paweł Sitkiewicz, W pułapce utopii. Walt Disney i socjalizm, „Panoptikum”, r. 2010, nr 9 (16), s. 153–163.
  • Dmitrij Sudakow, Disney films pale in comparison with Soviet cartoons, „ru”, 29 czerwca 2011 [dostęp: 19 czerwca 2019], <http://english.pravda.ru/society/stories/29-06-2011/118349-soviet_animation>.
  • Ignacy Witz, Twórca pozornych arcydzieł, „Film”, r. 1961, nr 26, s. 4.