Wrzucenie człowieka do ogniska, wyciągnięcie go przed śmiercią, a potem wyrwanie mu serca. Utrzymywanie w luksusie przez rok i wyrwanie serca. Zmuszenie do walki, wyrwanie serca i obdarcie ze skóry. To kilka azteckich sposobów składania ofiar z ludzi. Te krwawe spektakle miały uratować świat.

W naszym europejskim rozumieniu czas biegnie liniowo. Przeszłość była, minęła i już nie wróci, teraźniejszość jest, przyszłość będzie. W rozumieniu ludów Mezoameryki, a więc i Azteków, świat wielokrotnie powstawał i ginął, a nasze obecne istnienie jest również zagrożone zagładą, historia bowiem może się powtarzać.

Słynny aztecki Kamień Słońca, przedstawiający m.in. symbole pięciu epok w dziejach świata. Obecnie w zbiorach Narodowego Muzeum Antropologicznego w Meksyku (fot. Benoît Prieur, CC BY-SA 3.0)

Stworzenie świata według Azteków

Od początku dziejów istnieć miało kolejno pięć epok nazywanych słońcami. Każda z tych epok zakończyła się katastrofą. Giganci zamieszkujący świat pierwszego słońca (nazywanego przez Indian 4 Jaguar) zostali zjedzeni przez jaguary. Drugie słońce (4 Wiatr) skończyło się wraz z nadejściem silnego wiatru, który zniszczył domy, a istoty zaludniające świat zamienił w małpy. Koniec trzeciego słońca (4 Deszcz) nastąpił, kiedy z nieba spadł ogień, czwarte zaś słońce (4 Woda) zostało zniszczone przez ulewę tak wielką, że niebo spadło na ziemię.

Na końcu bogowie stworzyli piąty świat (4 Ruch), po czym zebrali się w Teotihuacán (w języku nahuatl znaczy to: „Miejsce, gdzie rodzą się bogowie”), by powołać do życia Słońce. Rozpalili ognisko, które płonęło przez cztery lata. Dwaj wybrani bogowie: Nanauatzin i Tecuciztecatl przygotowali się do złożenia samych siebie w ofierze, by stać się nowym Słońcem. Mieli wskoczyć w ogień, by spłonąć i odrodzić się jako ciało niebieskie. Tecuciztecatl próbował czterokrotnie, jednak za każdym razem cofał się, przerażony ogniem. Potem do ofiary przystąpił Nanauatzin, który za pierwszym razem wskoczył do ogniska. Jego towarzysz, zawstydzony swoim tchórzostwem, podążył za nim.

Bóg słońca Nanauatzin – ilustracja z azteckiego rękopisu, tzw. Kodeksu Borgia (obecnie w zbiorach Biblioteki Watykańskiej, sygn. Borg.mess.1)

Bogowie zebrani w Teotihuacán oczekiwali na pojawienie się Słońca, nie wiedzieli jednak z której strony się ukaże. W końcu po wschodniej stronie horyzontu wyłonił się Nanauatzin, będący Słońcem, i Tecuciztecatl, który został Księżycem. Oba ciała niebieskie były tak samo jasne, co oburzyło bogów. Jeden z nich rzucił królikiem w twarz Księżyca, osłabiając jego blask. Nowe Słońce nie poruszało się po niebie, co zagrażało istnieniu świata. By umożliwić Słońcu ruch, bogowie postanowili złożyć siebie w ofierze. Ich poświęcenie odniosło skutek, a świat mógł istnieć dalej. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy bogowie Azteków byli martwi. Indianie postrzegali swój panteon w inny sposób niż np. Grecy i Rzymianie. Mezoamerykańscy bogowie mogli wielokrotnie ginąć, odradzać się i zmieniać postać. Często też mity ich dotyczące istniały w kilku niespójnych bądź nawet sprzecznych wersjach.

Ludzie naśladują bogów

Podstawowym (choć nie jedynym) celem składania ofiar z ludzi było powtórzenie rytuału, którego dokonali bogowie w Teotihuacán. Gdyby ludzie przestali karmić Słońce sercami i krwią ofiar, świat uległby zagładzie. Stąd też podstawowym zadaniem wojownika było schwytanie wroga, by ten mógł być następnie złożony w ofierze. Od liczby pojmanych przeciwników zależał status społeczny. Co ciekawe, niektóre kategorie jeńców były bardziej wartościowe od innych. Bardzo cenieni byli zwłaszcza mężczyźni pochodzący z miasta Tlaxcallan.

Jeńców zabierano do stolicy imperium, Tenochtitlán, i otaczano ich szacunkiem. Często przebywali przez jakiś w domu wojownika, który ich pojmał. Potem prowadzono ich do podnóża Huey Teocalli, ogromnej piramidy położonej w centrum miasta. Czasem pojmani otrzymywali alkohol i substancje halucynogenne, które miały ulżyć ich losowi. Następnie wspinali się na szczyt piramidy, gdzie kładziono ich na kamieniu ofiarnym.

Huey Teocalli (Wielka Świątynia) w Tenochtitlán – makieta z Narodowego Muzeum Antropologicznego w Meksyku (fot. Wolfgang Sauber, edycja Joyborg, CC BY-SA 3.0)

Czterech kapłanów przytrzymywało nogi i ręce ofiary, a piąty rozcinał jej klatkę piersiową i wyrywał bijące jeszcze serce. Zwłoki zrzucano ze schodów świątyni. Części ciał, w tym zwłaszcza nogi, były niekiedy zjadane podczas uczt. Pewnym pocieszeniem dla ofiar mógł być fakt, że wedle azteckiej mitologii po śmierci spotykał ich zaszczyt towarzyszenia Słońcu w jego podróży od świtu do zmierzchu.

W tym miejscu warto wspomnieć o tzw. wojnach kwietnych. Miały to być starcia, których celem nie było pokonanie wroga, a jedynie schwytanie jeńców na ofiarę i szkolenie młodych wojowników w walce. Prawdopodobnie jest to jednak element imperialnej azteckiej propagandy, ponieważ kwietne wojny toczono głównie z Tlaxcallan, które okazało niezłomnym przeciwnikiem i zachowało swoją niezależność aż do czasów hiszpańskiej konkwisty. By ukryć to niepowodzenie, Aztekowie zdający relacje hiszpańskim kronikarzom twierdzili, że celem walk wcale nie było pokonanie przeciwnika.

Składanie ofiar z ludzi – ilustracja z azteckiego rękopisu, tzw. Kodeks Magliabechiano (obecnie w zbiorach Centralnej Biblioteki Narodowej we Florencji)

Składanie krwawych ofiar było przedmiotem zainteresowania Europejczyków właściwie od momentu, kiedy postawili nogę na terenie imperium azteckiego. Wzmianki o śladach tych rytuałów pojawiają się już w pisanych jeszcze w trakcie konkwisty listach Cortésa do Karola V. Zakonnicy, którzy przybyli do Meksyku po podboju poświęcili wiele czasu na poznanie i opisanie indiańskich wierzeń. Pozostawione przez nich relacje potwierdzają fakt masowego składania ofiar z ludzi w tej części Ameryki, podobnie jak robią to indiańskie malowane kodeksy. Jednak źródła pisane często dość znacząco różnią się, jeśli chodzi o skalę omawianych zjawisk. Aby uzyskać bardziej konkretne dane, współcześnie prowadzi się badania archeologiczne.

Liczba ofiar składanych przez Azteków jest przedmiotem dyskusji właściwie od czasu konkwisty. Hiszpański kronikarz Diego Duran podaje, że w trakcie uroczystości poświęcenia Huey Teocalli w 1487 roku w ciągu czterech dni złożono w ofierze 80 400 osób. Liczba ta wydaje się wysoce przesadzona, biorąc pod uwagę choćby tylko to, że cała procedura była jednak dość czasochłonna. Zazwyczaj przyjmuje się, że w środkowym Meksyku składano w ofierze około 20 000 osób rocznie.

Kanibalizm sposobem na ubogą dietę?

Badacz Michael Harner wysunął w latach siedemdziesiątych interesującą hipotezę, jakoby kanibalizm w azteckim społeczeństwie był konsekwencją braku protein i tłuszczów w diecie. Według niego wzrost populacji Doliny Meksyku w XV wieku doprowadził do zmniejszenia się liczby dzikich zwierząt mogących stanowić źródło białka. Indianie nie udomowili też żadnych dużych zwierząt roślinożernych. Rozwiązaniem problemu deficytu protein miało być właśnie spożywanie ciał jeńców złożonych w ofierze.

Rytualny kanibalizm – ilustracja z azteckiego rękopisu, tzw. Kodeks Magliabechiano (obecnie w zbiorach Centralnej Biblioteki Narodowej we Florencji)

Hipoteza, choć ciekawa, szybko została zakwestionowana. Wskazano przede wszystkim, że dieta mieszkańców Doliny Meksyku nie była uboga w tłuszcze i białko. Spożywano mięso kilkudziesięciu gatunków dzikiego ptactwa, a także udomowionych psów i indyków. Ogromne jezioro Texcoco było źródłem ryb. Prócz tego część podbitych przez Azteków miast-państw płaciła trybut w formie żywności.

Kolejnym argumentem przeciw wspomnianej hipotezie jest fakt, że największe nasilenie ofiar z ludzi, a więc także kanibalistycznych uczt, przypadało na okres zaraz po zbiorach, kiedy nie brakowało pożywienia. Po trzecie, większość uczestników przyjęć, w trakcie których podawano ludzkie mięso, pochodziła z arystokracji, która siłą rzeczy miała dostęp do jedzenia lepszej jakości i nie cierpiała z powodu deficytu składników odżywczych.

Krótkie, ale luksusowe życie

Opisywana wyżej forma krwawej ofiary była najbardziej rozpowszechniona, jednak istniały inne sposoby poświęcenia ludzi bogom, niekiedy bardzo wyrafinowane. Najbardziej interesującym jest chyba ofiara dla Tezcatlipoki – potężnego i kapryśnego boga patronującego wróżbom, wojnie, ale także azteckim władcom.

Tezcatlipoca – ilustracja z azteckiego rękopisu, tzw. Kodeksu Borgia (obecnie w zbiorach Biblioteki Watykańskiej, sygn. Borg.mess.1)

Na rok przed poświęconym mu świętem Toxcatl spośród jeńców wybierano młodzieńca bez fizycznych skaz uosabiającego kanon indiańskiej urody. Następnie uczono go dobrych manier i zachowań typowych dla arystokratów. Przez rok chodził po mieście w towarzystwie ośmiu paziów, grając na flecie. W ten sposób, prowadząc odpowiedni tryb życia i nosząc specjalne stroje, stopniowo stawał się ixiptla, rezerwuarem boskiej energii, żywym wcieleniem Tezcatlipoki.

Na dwadzieścia dni przed świętem dołączały do niego cztery dziewczęta uosabiające boginie płodności i urodzaju. W kolejnych dniach urządzano na jego cześć przyjęcia. Wreszcie, w dzień święta, płynął w towarzystwie swojej świty do miejsca położonego przy brzegu jeziora, gdzie znajdowała się niewielka świątynia. Tam opuszczali go wszyscy prócz ośmiu paziów. Jeniec wchodził po schodach świątyni, po kolei łamiąc swoje flety. Na szczycie oczekiwali na niego kapłani, którzy składali go w ofierze w opisany wcześniej sposób.

W dowód wyjątkowego szacunku ciało ixiptla było znoszone, a nie zrzucane po schodach świątyni. Oprócz oddania czci Tezcatlipoce, ten rodzaj ofiary miał jeszcze jedną funkcję. Przedstawiał ideał życia azteckiego wojownika – cieszącego się z życia, ale mającego świadomość, że jego przeznaczeniem jest śmierć w bitwie lub na kamieniu ofiarnym.

http://ceres.mcu.es/pages/Viewer?accion=41&Museo=&AMuseo=MAM&Ninv=70400&txt_id_imagen=88&txt_rotar=0&txt_contraste=0&txt_zoom=10&cabecera=N&viewName=visorZoom
Składanie ofiary w azteckim rękopisie, tzw. Kodeksie Tudela (obecnie w zbiorach Muzeum Ameryki w Madrycie, nr inw. 70400)

Walka gladiatorów

Kolejnym wyjątkowym sposobem uczczenia azteckiego boga była ofiara składana Xipe Totecowi, patronującemu odradzającej się roślinności i płodności. W tym przypadku jeńca przywiązywano za nogę do ogromnego kamienia, na którym miał walczyć. Jego przeciwnikami byli azteccy wojownicy w pełnym rynsztunku, uzbrojeni w maczugi z przymocowanymi do nich ostrzami z obsydianu. Jeniec także dostawał maczugę, jednak zamiast ostrzy miała ona jedynie pióra. Prócz tego ofiara miała do dyspozycji sieć, którą mogła próbować obezwładnić przeciwnika.

Jeniec przywiązany do kamienia przed rytualną walką-ofiarą – ilustracja z azteckiego rękopisu, tzw. Kodeks Magliabechiano (obecnie w zbiorach Centralnej Biblioteki Narodowej we Florencji)

Jeśli pojmany wojownik okazał się na tyle dzielny, że pokonał kolejno czterech Azteków, do akcji wkraczał piąty, leworęczny, któremu na ogół nikt nie dawał rady. Pokonanym jeńcom kapłani wyrywali serce, a następnie obdzierali ich ze skóry, którą zakładali na siebie mężczyźni nazywani xipeme. Przez 20 dni chodzili oni po mieście, prosząc o jałmużnę na rzecz ubogich. Po tym czasie gnijące już skóry zakopywano w ziemi, by wspomagały wegetację roślin.

Upieczenie żywcem i ścięcie głowy

Aztecki lub mistecki nóż ofiarny ze zbiorów British Museum (fot. Simon Burchell, CC BY-SA 3.0)

Wyjątkowo okrutna wydaje się ofiara na rzecz boga ognia Xiuhtecuhtli. Na początku wojownicy, którzy schwytali jeńców, obcinali im włosy z czubka głowy, gdzie mieściła się siła życiowa. O świcie przeznaczonych na ofiarę spędzano na plac przed świątynią. Następnie kapłani kolejno wiązali nieszczęśników i wnosili ich na szczyt piramidy, gdzie rozpalano ogromne ognisko. Jeńców wrzucano do ognia, a kiedy ich ciała zaczynały się piec, wciąż żywych wyciągano z ognia, by wyrwać im serca.

W trakcie miesiąca nazywanego Ochpanitzli oddawano cześć bogini Toci powiązanej ze zbiorami kukurydzy. Czterdzieści dni przed świętem wybierano czterdziestoletnią kobietę, która stawała się reprezentantką bogini. Gdy zbliżały się uroczystości, przydzielano jej świtę złożoną z doświadczonych akuszerek i znachorek. Ich zadaniem było rozweselanie personifikacji bogini, ponieważ według azteckich wierzeń, jej smutek mógł spowodować śmierć wielu wojowników na polu bitwy i wielu kobiet podczas porodu.

Kobieta uosabiająca Toci, przez wszystkie te dni, zajmowała się tkaniem jednej spódnicy i jednej tuniki, które następnie sprzedawała na targu. Potem zaprowadzano ją w okolice świątyni, gdzie miała być złożona w ofierze. Tuż przed świtem jeden z kapłanów brał ją na plecy, a inny odcinał jej głowę. Ciało obdzierano ze skóry, którą zakładał jeden z kapłanów. Prócz tego przywdziewał on także utkane przez złożoną w ofierze kobietę ubrania, przez co teraz to on stawał się reprezentacją Toci. Następnie udawał się on do świątyni Huitzilopochtli, gdzie cztery razy kładł się na ziemi z rozłożonymi rękami i nogami, co miało symbolizować stosunek seksualny między Toci a Huitzlipochtli.

Część skóry z uda złożonej w ofierze kobiety przeznaczano na sporządzenie maski dla młodzieńca uosabiającego Cinteotla, boga kukurydzy. Ów młodzieniec pokazywał się o świcie ludziom zgromadzonym pod świątynią, w której umarła Toci. Cały ten skomplikowany rytuał miał symbolizować małżeństwo Toci z bogiem-patronem Azteków, Huitzilopochtli, i przynosić obfite zbiory.

***

Przedstawione wyżej sposoby składania ofiar to tylko kilka przykładów skomplikowanych azteckich rytuałów. Inne ludy zamieszkujące prekolumbijską Mezoamerykę miały niekiedy nieco odmienne wierzenia (choć zasadnicze koncepcje pozostawały zbliżone) i w związku z tym odmienne rytuały. Azteckie sposoby oddawania czci bogom mogą się wydawać okrutne i nieludzkie, trzeba jednak pamiętać, że ich celem było ocalenie świata, zapewnienie dobrych zbiorów etc., a zatem wynikały z potrzeb wielkiej wagi. Warto zauważyć, że starożytni Rzymianie potrafili organizować okrutne widowiska wyłącznie ku uciesze publiczności.

Bibliografia

  • Francis F. Berdan, The Aztecs of Central Mexico: An Imperial Society, Thomson Wadsworth, Belmont, California 2005.
  • Justyna Olko, Meksyk przed konkwistą, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2010.
  • Taż, Mitologie świata: Aztekowie, New Media Concept, Warszawa 2007.
  • Taż, Jarosław Źrałka, W krainie czerni i czerwieni. Kultury prekolumbijskiej Mezoameryki, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2008.
  • Michael E. Smith, The Aztecs, Blackwell Publishers, Malden, Oxford 2002.