Facebook-icon
Hrabia Tytus

Bardziej przedsiębiorcy niż rycerze. Templariusze w średniowiecznej Polsce

Templariusze, fascynujący ludzi na całym świecie, dotarli również do Polski. Czy nawracali ogniem i mieczem jak Krzyżacy? A może ukryli swój skarb pośród naszych lasów i pól? Ich perypetie pokazują zupełnie inną prawdę – bliżej było im do rolników i mnichów niż wojowników z sakiewkami pełnymi złota.

Legenda głosi, że pierwsi templariusze zostali sprowadzeni na ziemie polskie w drugiej połowie XII wieku przez Henryka Sandomierskiego. Zawędrowali wówczas do Opatowa i po dziś dzień ich ciała spoczywają w krypcie kolegiaty św. Marcina. Historię tę uznał za prawdziwą sam Jan Długosz, gdy zobaczył na portalu kościoła wykute w kamieniu postaci dwóch rycerzy odzianych w habity i płaszcze z krzyżem.

Kolegiata św. Marcina w Opatowie (fot. Marcin Białek, CC BY-SA 3.0)

Prawda historyczna osadza jednak pierwszych templariuszy bliżej zachodniej granicy Polski. Rycerze świątyni pojawili się w Wielkopolsce i jej sąsiedztwie najprawdopodobniej na początku XIII wieku. Ich dobroczyńcami byli przede wszystkim konkurującymi ze sobą książęta: śląski Henryk Brodaty oraz wielkopolski Władysław Odonic.

Po co templariusze zawitali do Gniezna?

Wbrew tezom niektórych badaczy, idee stricte krucjatowe nie były popularne wśród polskich rycerzy i możnowładców. Przynajmniej nie w takiej formie, jak na Zachodzie Europy. Nad Wartą, Odrą i Wisłą raczej nikt nie rwał się do zamorskich wypraw, by walczyć z Saracenami. Wystarczające kłopoty powodowali Prusowie czy Litwini. W rezultacie zakony rycerskie nie cieszyły się w naszym kraju taką popularnością jak we Francji czy w Zachodnich Niemczech i dopiero z czasem stojąca za nimi idea znalazła na polskiej ziemi podatny grunt. Dlaczego? Władcy chętnie wykorzystywali zakonników, by ugruntować swoją władzę na danym terytorium, podkreślić swój prestiż lub po prostu zarobić.

Pocztówka z portretem Henryka Brodatego autorstwa Jana Matejki pokolorowanym przez Leonarda Stroynowskiego i Zygmunta Papieskiego, wydana w latach 1890-1892 (Biblioteka Narodowa, sygn. DŻS XII 8b/p.35/24, domena publiczna)

Wedle ustaleń prof. Starnawskiej templariuszy miał sprowadzić jako pierwszy książę śląski Henryk Brodaty, który ufundował dla nich komturię w Oleśnicy Małej koło Oławy już przed 1226 rokiem. Jeszcze w trakcie walk o Lubusz przed 1229 roku nadał im dodatkowo 250 łanów w ziemi lubuskiej, gdzie uformowała się później komturia w Leśnicy. Przed 1232 rokiem miała powstać także komturia w Chwarszczanach koło Kostrzyna nad Odrą, gdzie do dzisiaj można zwiedzać gotycką kaplicę templariuszy. Nadanie to miało potwierdzić władanie Henryka Brodatego nad ziemią kostrzyńską, do której prawa rościł sobie również książę wielkopolski Władysław Odonic.

Są wszakże historycy, którzy przypisują pierwszeństwo w kwestii zaproszenia templariuszy do Polski właśnie Odonicowi. Według tych uczonych rycerze zakonni mieli otrzymać swoje pierwsze dobra ziemskie w Polsce około 1225 roku w okolicach Obornik, czyli niespełna 40 kilometrów od Gniezna. Tam też właśnie książę wielkopolski nadał im wsie Studzieniec, Jezioro Budziszewskie, niezidentyfikowaną wieś Miłoszewo, a także Grzybowo, w którym znajdował się prawdopodobnie gnieźnieński szpital templariuszy.

Według źródeł, około 1232 roku Odonic za zgodą żony Jadwigi i swoich synów Przemysła oraz Bolesława miał ofiarować zakonowi szpital w Gnieźnie ze wszystkimi jego przynależnościami. Placówka ta miała istnieć właśnie na terenie osady Grzybowo przy szlaku handlowym wiodącym do Żnina i Bydgoszczy. Przybytek ten miał otaczać opieką chorych, osoby starsze, pielgrzymów, osadników, ale też osoby związane ze scholastyką.

Wiele źródeł wskazuje jednak na to, że templariusze traktowali ten obszar swojej działalności jako dość marginalny. Niektórzy badacze sądzą, że wspomniany szpital służył pomocą krzyżowcom, którzy zmierzali w kierunku północno-wschodnim na wyprawy pruskie. Najprawdopodobniej jednak był to dla templariuszy tylko pierwszy przyczółek, a w Wielkopolsce zajmowali się oni głównie sprawami gospodarczymi i gromadzeniem pieniędzy na kupno broni dla braci walczących w Ziemi Świętej i na Półwyspie Iberyjskim. A jak właściwie zarabiali? Zbierali dziesięciny. Czasem politykowali. Przede wszystkim jednak kolonizowali i uprawiali ziemię.

Akcja kolonizacja!

Początki zakonów rycerskich na ziemiach polskich zbiegają się z zachodzącymi w naszym regionie Europy intensywnymi zmianami gospodarczymi i społecznymi, określanymi niekiedy jako rewolucja XIII wieku. Na proces ten składały się przede wszystkim ruch osadniczy i związane z nim migracje ludności z zachodu na wschód oraz szerzenie się prawa niemieckiego. Jego ekspansja możliwa była m.in. dzięki nadawaniu zakonom, m.in. templariuszom, dużych, niezagospodarowanych kompleksów dóbr ziemskich. Miało to zagwarantować kolonizację pogranicza i umocnienie władzy darczyńcy na spornych terytoriach, o które na zachodzie ziem polskich walczyli książęta wielkopolscy i śląscy, a z czasem także margrabiowie brandenburscy i władcy Pomorza Zachodniego.

Monarchia Henryków Śląskich (rys. Zuber & MariuszR, CC BY-SA 3.0)

Sami templariusze wykorzystywali spory polityczne dla powiększenia swych posiadłości i uzyskiwali donacje od wszystkich zwaśnionych stron. Odonic niewątpliwie uczynił kilka nadań na rzecz rycerzy świątyni w latach 1225–1232, by zapewnić sobie ich wsparcie polityczne. Otrzymali oni wówczas co najmniej trzy wsie między Rogoźnem i Skokami, Wielką Wieś oraz Witankowo i Krosno w okolicach Wałcza. Wszystkie te dobra leżały na północnych i zachodnich rubieżach księstwa. W 1244 roku zakonnicy uzyskali ponadto spore nadania od śląskiego możnego Mroczki, który przekazał im tereny położone w pobliżu ich komturii w Wielkiej Wsi, obejmujące ziemie wokół Sulęcina wraz z samym miastem.

Słynna pieczęć templariuszy przedstawiająca dwóch rycerzy na jednym koniu (fot. Giorces, CC BY-SA 3.0)

Choć templariusze nie przyjęli na ziemiach polskich tak ekspansywnej formy działalności jak Krzyżacy w Prusach, dzięki ich aktywności powstało bardzo wiele wsi, a obszary niezasiedlone ożyły dzięki napływowi niemieckich osadników. W ślad za nadaniami ziemskimi szły bowiem immunitety i wolności konieczne do sprowadzania kolonistów i lokowania nowych miejscowości na prawie niemieckim. O tej działalności rycerzy świątyni idealnie świadczy chociażby nazewnictwo wsi. I tak na przykład mamy w źródłach do czynienia z Templewem (Tempelwalde) k. Międzyrzecza, Świątkami (Tempelhof) k. Myśliborza czy Krylem (Tempel) k. Skwierzyny.

Liczby również mówią same za siebie. Na obszarze komturii w Leśnicy już w połowie XIII wieku znajdowało się sześć nowych wsi. Gdy w 1262 roku templariusze oddawali margrabiom brandenburskim część swych posiadłości w ziemi kostrzyńskiej, istniało tam już co najmniej czternaście wsi, mimo iż wcześniej obszar ten był słabo zamieszkany. O skali kolonizacji świadczy też zakres działań duszpasterskich, mnisi rycerze zakładali też bowiem w swoich ziemiach parafie. W przebadanej szczegółowo przez historyków diecezji lubuskiej, w której leżały komturie w Leśnicy i Chwarszczanach oraz kompleks sulęciński, templariusze założyli co najmniej jedenaście parafii.

Biznes musi się kręcić

Oczywiście templariusze nie dokonywali tych inwestycji tylko w imię chwały Bożej. Za wszystkim stały pieniądze. Papież Eugeniusz III jeszcze w połowie XII wieku usankcjonował obecność templariuszy w rozsianych po całej Europie diecezjach i pozwolił im zbierać dziesięciny, daniny i opłaty pogrzebowe w kaplicach zakonnych. Na mocy decyzji biskupa poznańskiego Pawła wielkopolscy rycerze świątyni mogli pobierać m.in. dziesięciny w ziemi ujskiej. Z każdej swojej miejscowości czerpali jednak przede wszystkim zyski w postaci rent naturalnych i pieniężnych. Zakon często posiadał także prawa do rzek, jezior i stawów. Działalność finansowo-gospodarcza była podstawą jego bytności.

Poza rozwijaniem sieci wiejskiej na pograniczach Wielkopolski, Śląska czy ziemi lubuskiej, templariusze budowali drogi i mosty, zarządzali targowiskami, zakładali młyny oraz karczmy. Wespół z cystersami przyczynili się również do postępów w rolnictwie na ziemiach polskich. Historycy przypisują im m.in. sprowadzenie na ziemie polskie koła wodnego oraz wiatraków „koźlaków”, które wyposażone były w mechanizm pozwalający ręcznie ustawić śmigła w kierunku wiatru. Zarówno dzięki cystersom, jak i rycerzom świątyni, na polskich stołach pojawiły się również karpie, które hodowano w zakonnych stawach i jeziorach.

Kościół św. Stanisława Kostki w Chwarszczanach, dawna kaplica templariuszy (fot. Jan M, CC BY-SA 3.0)

O gospodarczych celach templariuszy świadczy samo położenie zakładanych w Polsce konwentów. Znajdowały się one głównie w ważnych punktach strategiczno-handlowych. Leśnica leżała na pograniczu obszaru zajętego wówczas przez Henryka Brodatego, a Chwarszczany w punkcie zbiegu wpływów Śląska, Wielkopolski, Pomorza Zachodniego i Brandenburgii. Przez posiadłości komturii chwarszczańskiej przechodził bardzo ważny szlak handlowy i strategiczny, tzw. via marchionum, stanowiący oś ekspansji brandenburskiej. Jednocześnie warto podkreślić, że templariusze bardzo upodobali sobie tereny wiejskie. O ile w podobnym okresie joannici czy Krzyżacy nie gardzili nadaniami miejskimi, o tyle bracia świątyni woleli prowadzić swoją działalność z dala od miejskiego zgiełku.

Gospodarczy duch polskich templariuszy wynikał również z prozaicznego dosyć faktu, że mnisi rycerze nie trudnili się na co dzień walką z niewiernymi, a kwestie wojskowe schodziły na dalszy plan. Zwykłym zajęciem zakonników było więc administrowanie dobrami, ściąganie należności i powiększanie zysków. Jak wynika z ustaleń badaczy, względy ekonomiczne przemawiały również za tym, aby obsady poszczególnych komandorii nie były zbyt liczne. W przeciwieństwie bowiem do zwykłych klasztorów, domy templariuszy nie miały konsumować większości danin i dochodów, lecz powinny przekazywać je swym władzom centralnym.

Dawna kaplica templariuszy w Rurce (fot. Jan Jerszyński, CC BY-SA 2.5)

Garstka rycerzy

Jak dużo więc było templariuszy na zachodzie Polski? Ze źródeł wynika, że w bitwie legnickiej brało udział sześciu rycerzy zakonnych, ale w walce mogli też uczestniczyć bracia z innych europejskich klasztorów. Jak można sądzić z liczby świadków w dokumentach, w największych spotkaniach członków zakonu uczestniczyło ośmiu braci. Tylu zjechało się np. w 1251 roku do Poznania, a pochodzili oni z co najmniej dwóch komandorii i ewentualnie orszaku preceptora prowincjonalnego.

Ilustracja z późnośredniowiecznego manuskryptu. Po prawej pięciu mężczyzn w strojach z białymi krzyżami maltańskimi przywiązani dookoła dwóch słupów i obłożeni słomą. Po lewej król w błękitnej szacie heraldycznej (z liliami) w otoczeniu niewielkiej świty.
Kiedy zakon templariuszy upadł, jego ziemie w Polsce przejęli joannici. Na ilustracji spalenie templariuszy na stosie przez Filipa IV Pięknego. Miniatura z francuskiego tłumaczenia dzieła Giovanniego Boccaccia „De casibus virorum illustrium”, Brugia, koniec XV wieku (British Library, Royal 14 E V)

Z XIII- i XIV-wiecznych dokumentów znani są na pewno czterej zakonnicy domu w Rurce. Wiemy, że jeden z nich był plebanem w Chojnie, zatem kapłanem, pozostali dwaj zapewne rycerzami. Co do czwartego, Bertrama Greifenberga, istnieją wątpliwości. Rycerzem był też prawdopodobnie niewymieniony w źródłach komtur Rurki. Wydaje się, że byli oni w większości Niemcami.

Polscy templariusze wywodzili się w większości z napływowych rodzin rycerskich. Kolonizacja na prawie niemieckim na terenach średniowiecznej Polski była bowiem fragmentem szerszego zjawiska napływu na ten obszar rycerstwa i osadników ze wschodnich Niemiec. Potomkowie napływowych rodzin rycerskich, przeważnie drudzy lub trzeci synowie, jako bracia rycerze zarządzali dobrami zakonnymi, co pozwalało im zachować pozycję społeczną i tryb życia odpowiadające ich pochodzeniu. Piastowanie godności zakonnych zapewniało im prestiż i możliwość udziału w życiu politycznym jako doradców i urzędników książąt wielkopolskich i śląskich oraz margrabiów brandenburskich.

Mimo swoich ambicji i wpływów na zachodzie Europy, templariuszom w Wielkopolsce, na Śląsku czy w Brandenburgii nie udało się osiągnąć znaczącej pozycji. Najazd mongolski na Polskę z wiosny 1241 roku zahamował proces organizacji i rozbudowy zakonu na tych terenach. W konsekwencji polska gałąź templariuszy nigdy się nie usamodzielniła i do końca pozostała tylko częścią wielkiej prowincji niemiecko-słowiańskiej. Wraz z upadkiem rycerzy świątyni w Europie Zachodniej, polska odnoga szybko została wchłonięta przez joannitów, którzy od XIV wieku zaczęli zyskiwać na popularności dzięki swojej działalności duszpasterskiej.

Bibliografia

  • Mateusz Goliński, Uposażenie i organizacja zakonu templariuszy w Polsce do 1241 roku, „Kwartalnik-Historyczny”, r. 98 (1991), z. 1, s. 3–20.
  • Maria Starnawska, Mnisi-rycerze-szlachta. Templariusze, i joannici na pograniczu wielkopolsko-brandenbursko-pomorskim, „Kwartalnik Historyczny”, t. 99 (1992), z. 1, s. 3–3
  • Karol Tanaś, Społeczeństwo wielkopolskie w procesie kształtowania tożsamości regionalnej (1202–1314), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2006.
  • Kamil. Wasilkiewicz, Powstanie, rozwój i upadek komandorii templariuszy w Chwarszczanach, „In Gremium. Studia nad Historią, Kulturą i Polityką”, t. 5 (2011), s.15–2
  • Andrzej Zieliński, Miecz i habit. Z dziejów zakonów rycerskich na ziemiach polskich, Rytm, Warszawa 2016.
Udostępnij

Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny. Publicysta Histmag.org, współpracował m.in. z serwisem „Historia i Media”, Wydawnictwem Bellona, „Focusem Historia” i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i szeroko rozumianą popkulturą.