Facebook-icon
Hrabia Tytus

Henryk Sławik – sprawiedliwy wśród narodów świata i jego węgierski przyjaciel

Henryk Sławik pomógł w czasie wojny tysiącom Polaków i Żydów, za co zapłacił najwyższą cenę. Historia jego i działającego razem z nim Węgra Józsefa Antalla wciąż pozostaje mało znana.

Henryk Sławik przed 1939 r. (fot. Centralne Archiwum Wojskowe, domena publiczna)

Henryk Sławik urodził się 16 lipca 1894 roku w nieistniejącej już dziś wsi Szeroka, będącej obecnie dzielnicą Jastrzębia-Zdroju. Podstawowe wykształcenie zdobył w pruskiej szkole, po czym został powołany do wojska w związku z wybuchem Wielkiej Wojny. Trafił do rosyjskiej niewoli, z której powrócił po traktacie brzeskim. Zaangażował się w działalność na rzecz inkorporacji Górnego Śląska do Polski. Jako członek PPS aktywnie uczestniczył w przygotowaniach do plebiscytu i w powstaniach śląskich.

Po przyłączeniu części Śląska do II RP, Sławik aktywnie działał społecznie na rzecz osó znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej, szczególnie górników. W roku 1929 wszedł z ramienia PPS do rady miejskiej Katowic. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne Sławik pełnił funkcję redaktora Gazety Robotniczej, co przysparzało mu czasami kłopotów – w 1926 roku odbył jako szef dziennika swój pięćdziesiąty proces sądowy. Jego dziennikarskie zaangażowanie spowodowało, że stanął na czele Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia – organizacji, która zajmowała się wspieraniem kolegów z branży mających problemy finansowe.

W momencie wybuchu II wojny światowej Sławik zdawał sobie sprawę z tego, że jego szanse na przeżycie w zajmowanej przez niemiecki Wehrmacht ojczyźnie będą niewielkie, szczególnie że wziął udział w organizacji obrony w początkach wojny. Jego nazwisko znajdowało się w Sonderfahndungsbusch Polen – Specjalnej Księdze Gończej dla Polski, czyli liście ludzi, którzy „wzbudzali zainteresowanie niemieckiej policji”. W praktyce był to spis osób, które należało natychmiast aresztować.

Pomoc dla Polaków na Węgrzech

W połowie września Sławik przekroczył granicę z Węgrami. Polacy byli w tym kraju bardzo dobrze przyjmowani. Oprócz dziesiątek tysięcy cywilów znalazło się w nim wielu wojskowych, którzy przedostali się następnie na Zachód. Dzięki działalności przyjaciela polskiego narodu, płk Zoltana Balo, do czerwca 1940 roku Węgry opuściło ponad 100 tysięcy Polaków, Sławik zdecydował się jednak pozostać w państwie naszych „bratanków”.

Przywódca Węgier Miklós Horthy i Adolf Hitler w 1938 r. (fot. domena publiczna)

Dość szybko nawiązał kontakt z opiekującym się Polakami na uchodźstwie Józsefem Antallem, urzędnikiem węgierskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jego praca była bardzo trudna – w 1939 roku Węgry były cichym sojusznikiem Hitlera, a zarazem utrzymywały przyjazne stosunki z aliantami.

Już na początku października Antall spotkał się ze Sławikiem, który domagał się, aby stworzono Polakom warunki do pracy nauki – był przeciwny przechowywaniu uchodźców w taki sposób, by sami niczego od siebie nie dawali.

Od końca 1939 roku Sławik kierował Komitetem Obywatelskim do spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech. Organizował różnego rodzaju pomoc (np. poszukiwanie pracy) dla rodaków oraz wsparcie dla działalności organizacji społecznych. Wspomagał również polską prasę na uchodźstwie oraz oświatę poprzez powadzenie świetlic, w których odbywały się wystawy i występy lokalnych i polskich zespołów.

Największym jego osiągnięciem było zorganizowanie polskiego szkolnictwa – w miasteczku Balatonboglár działała od czerwca 1940 roku największa polska szkoła na Węgrzech – przeszło przez nią kilkaset dzieci i młodzieży. Po zamknięciu polskiej ambasady w Budapeszcie w styczniu 1941 roku Komitet Obywatelski stał się jedynym oficjalnym przedstawicielstwem Polaków na Węgrzech.

Działalność Sławika nie uszła uwadze niemieckiego wywiadu. Został aresztowany na kilka miesięcy, a następnie – dzięki zaangażowaniu Antalla – przeniesiony do obozu znajdującego się na terenach wspomnianej szkoły, skąd dalej kierował organizacją pomocy dla Polaków.

„Córko, ale co te dzieci zrobiłyby beze mnie?”

Oprócz pomocy Polakom przed Sławikiem i Antallem stanęło jeszcze trudniejsze zadanie – ratowanie prześladowanych przez Niemców Żydów z Polski, których znalazło się na Węgrzech ponad 10 tysięcy. Kolejne 5 tysięcy uciekinierów przybyło jesienią 1943 roku, gdy Niemcy zaczęli likwidację gett w południowej Polsce. Pomoc dla nich opierała się na wyrabianiu fałszywych dokumentów chrztu i polskich paszportów.

József Antall (fot. Péter Antall, archiwum rodziny Antallów, CC BY-SA 3.0)

Oprócz tego w miejscowości Vac założono sierociniec, w którym pod przykrywką Domu Sierot Polskich Oficerów mieszkała setka żydowskich dzieci. Co nietypowe, oficjalnie dzieci były objęte polskim programem nauczania, jednak na tajnych kompletach uczyły się języka hebrajskiego i czytania Tory. W działania uwiarygodniające szkołę włączył się również kościół katolicki – placówkę odwiedził nawet nuncjusz apostolski abp Angelo Rotta. Kilka tygodni po zajęciu Węgier przez Niemców dzieci zostały wywiezione do Budapesztu, gdzie udało im się dotrwać bezpiecznie końca wojny.

W grudniu 1943 roku do Sławika dotarła rodzina z Polski. Córka uczyła się w polskiej szkole w Balatonboglár. Niestety, czas spokoju dobiegał końca – 19 marca 1944 roku na Węgry wkroczyły wojska niemieckie. Skończył się czas jawnego wspierania Polaków przez Węgrów. Kilku członków Komitetu Obywatelskiego zostało rozstrzelanych, Sławik odmówił jednak wyjazdu do Szwajcarii – jak tłumaczył córce, nie mógł porzucić ludzi, którymi się opiekował.

W czerwcu aresztowano jego żonę i osadzono ją w żeńskim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Córka Krystyna znalazła ratunek i ukrycie u ks. Beli Vargi. Miesiąc później Henryk Sławik trafił w ręce gestapo wraz z Józsefem Antallem. Obaj zostali postawieni przed pseudosądem gestapo. Sławik wziął winę na siebie, w ostatnich słowach dziękując Węgrowi za okazaną pomoc – „Tak płaci Polska”.

Prawdopodobnie 25 lub 26 sierpnia 1944 roku Sławik został zamordowany przez Niemców w obozie w Mauthausen. Jego poświęcenie uratowało Antalla, który przetrwał i zaopiekował się Krystyną. Wojnę przeżyła również Jadwiga, która odzyskała dzięki węgierskim przyjaciołom córkę.

***

Pamięć o obu bohaterach zanikła. Antall zmarł w zapomnieniu w 1974 roku. Sławika przypomniano w roku 1946, gdy jednej z ulic w Katowicach nadano jego imię, ale już po trzech dniach komuniści anulowali tę decyzję. Później nazwisko Sławika wypłynęło na krótko w trakcie antysemickiej kampanii w polskiej prasie w 1968 roku.

Dopiero uratowany przez Sławika i Antalla dyplomata izraelski, Henryk Zvi Zimmermann, przypomniał o obu mężczyznach. W 1990 roku Sławikowi przyznano pośmiertnie medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Rok później tego samego zaszczytu dostąpił József Antall. Na jego nagrobku widnieje napis Polonia Semper Fidelis – Polska zawsze wierna. Zimmerman wielokrotnie przypominał w swoich wystąpieniach o Sławiku.

Pomnik Henryka Sławika i Józsefa Antalla w Warszawie (fot. Mateusz Opasiński, CC BY-SA 4.0)

Samego Henryka Sławika porównuje się do słynnego szwedzkiego dyplomaty, Raoula Wallenberga, który również stracił życie przez swoją działalność na rzecz ratowania Żydów. Warto byłoby, aby historia Polaka i jego węgierskiego przyjaciela tych dwóch postaci przebiła się do szerokiej świadomości wszystkich – nie możemy bowiem zapominać o tych, którzy gotowi na najwyższe poświęcenie, by ratować śmiertelnie zagrożonych. Powinni oni być dla nas wzorem patriotyzmu i miłości do bliźniego.

Bibliografia

Udostępnij

Sławomir Mamoń

Absolwent Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, nauczyciel historii i modelarz amator. Pasjonat historii II wojny światowej (z naciskiem na oddziały specjalne państw Osi) i schyłkowego okresu cesarstwa rzymskiego.

Sławomir Mamoń