Jadwiga Smosarska była jedną z najjaśniejszych gwiazd filmowych dwudziestolecia międzywojennego. Publiczność kochała oglądać ją zarówno we łzawych melodramatach, jak i w radosnych komediach. Wciąż wspominamy ją jako prawdziwą królową przedwojennego ekranu.

Jadwiga Smosarska przed lustrem w garderobie teatru. Aktorka poprawia zarys ust kredką.
Jadwiga Smosarska w Teatrze Polskim, 1934 r. (fot. Willem van de Poll, holenderskie Archiwum Narodowe, CC0 1.0, domena publiczna)

Jadwiga Smosarska urodziła się 23 września 1898 roku w Warszawie. Pochodziła z – jak sama zwykła mówić – „zamożnej rodziny inteligenckiej”. Jej ojciec był chemikiem, matka zaś trudniła się opieką nad dziećmi, ale często występowała też podczas koncertów dobroczynnych.

Przyszła filmowa Barbara Radziwiłłówna dość szybko udowodniła otoczeniu, że jej miejsce jest na scenie. Już jako uczennica pensji Anieli Hoene-Przesmyckiej zdradzała zdolności aktorskie. Chętnie brała udział w recytacjach i śpiewach. W 1916 roku, jako członkini amatorskiego Koła Miłośników Sztuki Dramatycznej Studentów Uniwersytetu i Politechniki, pojawiła się na scenie Teatru Polskiego – wcieliła się wówczas w Dziewicę z „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego.

Jej talent dostrzegła sama Aniela Hoene-Przesmycka, która zachęcała podopieczną, aby zdecydowała się obrać artystyczną drogę. Przekonała nawet do tego jej matkę – ta zgodziła się na naukę aktorstwa pod warunkiem, że córka będzie ćwiczyć się przede wszystkim w zakresie śpiewu. Przyszła gwiazda kształciła się początkowo prywatnie, a następnie w Warszawskiej Szkole Dramatycznej. Od 1917 roku, aby zarobić na swoje utrzymanie, pracowała także w banku.

Choć dziś kojarzymy Smosarską z ról filmowych, to jej pierwszą miłością była scena teatralna. Pracowała w Warszawie m.in. w Teatrze Rozmaitości, Teatrze Narodowym czy Teatrze Polskim. W 1920 roku „Kurier Warszawski” wymienił ją wśród talentów Szkoły Dramatycznej, zwracając uwagę na jej urodę, temperament oraz wyjątkowe poczucie sceny.

Tak szybko, jak operator kręci

W sierpniu 1918 roku w Teatrze Letnim Jadwiga Smosarska – jeszcze jako uczennica Szkoły Dramatycznej – pojawiła się w farsie „Ciotka Karola”. Jej grę – pod pseudonimem Sarska – odnotował na swoich łamach „Kurier Warszawski”, pisząc: „Panna Sarska przy tem aż zatrważała zupełnym brakiem tremy i całkowitą pewnością siebie, która u debiutantów nie zawsze dobrym znakiem była na przyszłość”. W przypadku Smosarskiej był to jednak dobry prognostyk. Jeszcze w tym samym roku na spotkanie w Wytwórni Sfinks zaprosił ją dyrektor Aleksander Hertz, który stwierdził, że Jadwiga jest „do filmu jakoby stworzona” i zaproponował jej zdjęcia próbne.

Z wydarzeniem tym związana jest pewna anegdota: ponoć Smosarska stawiła się punktualnie, natomiast producent w ogóle nie przyszedł. Wzburzona tym zachowaniem, aktorka wróciła do domu i napisała do niego list, w którym wypomniała mu braki w „elementarnej formie towarzyskiej, wymagającej punktualności wobec kobiety”. Podobno Hertz był niezwykle wzburzony treścią pisma i wydał dyspozycje w biurze, by więcej tej „smarkatej” mu nie pokazywano. Musiał jednak zmienić zdanie, ponieważ rok później Smosarska pojawiła się na planie filmu „Dla szczęścia”. Jak sama wspomniała: „Operatorem był nasz kochany Zbigniew Gniazdowski. Zaczął kręcić korbką aparatu, a mnie się zdawało, że muszę grać tak szybko, jak operator kręci”.

Jadwiga Smosarska (druga od lewej) w spektaklu „Młodość szumi” w Teatrze Nowym w Warszawie, kwiecień 1932 r. (fot. Jan Malarski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-11099-2, domena publiczna)

Początki kariery filmowej przyszłej gwiazdy okazały się trudne – ze względu na śmierć jednego z aktorów zdjęcia przerwano, a film nigdy nie wszedł do kin. Smosarska szybko otarła łzy po nieudanym projekcie i powróciła na deski teatru. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze – na dużym ekranie aktorka zadebiutowała 3 listopada 1920 roku w patriotycznym obrazie „Bohaterstwo polskiego skauta”, wyprodukowanym również przez wytwórnię Sfinks.

Reklama ubezpieczeń na życie

Jadwiga Smosarska w jasnym kapeluszu, fotografia portretowa (popiersie)
To smutne spojrzenie miało wkrótce zawojować polskie ekrany (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-9048)

Raczkująca polska kinematografia tęsknie patrzyła w stronę Zachodu i Zachód chciała naśladować. Patrzył w tę stronę również Aleksander Hertz, który marzył, by Sfinks miał własne gwiazdy i własne megaprodukcje – oczywiście na miarę lokalnych warunków. Duży potencjał widział początkowo w Halinie Bruczównie, która wystąpiła się w takich filmach jak „Ochrana warszawska i jej tajemnice”, „Złote bagno” czy „Carska Faworyta”.

Jednak w 1919 roku wspomniana aktorka podjęła decyzję o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, a Hertz został w Polsce z wakatem. Brakujące miejsce miała wypełnić Jadwiga Smosarska, która w 1920 roku otrzymała propozycję roli „Cudzie na Wisłą”, a rok później w „Tajemnicy przystanku tramwajowego”. W czasopiśmie „Kinema”, w którym opublikowano fotosy z tego drugiego filmu, Smosarską opisano już jako „Królową Polskiego Filmu”.

„Tajemnica przystanku tramwajowego” była opowieścią o Kazi, która decyduje się porzucić swojego narzeczonego, golibrodę Miecia (w tej roli Jan Węgrzyn) i związać się z uwodzicielem, hrabią Romanem Opolskim (Kazimierz Junosza-Stępowski). Taka historia nie miała prawa skończyć się dobrze – znudzony kochanek zostawia dziewczynę, ta rzuca się pod koła tramwaju na przystanku, na którym poznała lowelasa. Miecio, który nie może zapomnieć o Kazi, na wieść o samobójstwie ukochanej dokonuje zemsty na Opolskim.

Melodramat był jednym z najpopularniejszych gatunków dwudziestolecia międzywojennego. Twórcy wiedzieli, że publiczność kocha historie nieszczęśliwych miłości, jednak to, co mogła wybaczyć publika, było niedopuszczalne dla krytyki. Antoni Słonimski ironizował na łamach Kuriera Polskiego:

Jest to przystanek, na którym zaiste nie warto przystanąć, gdyby nie należało się po nim przejechać. Scenariusz tego filmu jest jak tramwaj numer 0, którym można za sto marek jeździć dwie godziny dookoła Warszawy. Warszawy, która w ten sposób oglądana, jest zapadłą prowincją, mimo że gmach Filharmonii gra tu rolę modnego kabaretu. Hrabia Opolski oczywiście jeździ dwukonką w aleje, jada sznycle wiedeńskie, popija szampanem i szaleje za kokotami. Szczytem wytworności są dwa fotele pluszowe, które oglądamy z różnych stron. Poezję reprezentują hojnie rozrzucone róże. Treść obrazu to „Halka” z dodatkiem tramwaju. Skłonny jestem przypuszczać, że cały ten film jest reklamą ubezpieczeń na życie: przekonano nas bowiem naocznie, iż można być przejechanym nawet na przystanku, i że fryzjerzy nie śpią.

Afisz głoszący wielkimi literami: „Jadwiga Smosarska” oraz „Tajemnica przystanku tramwajowego”. Małymi literami m.in.: „[Smosarska] w erotycznym dramacie według scenariusza znanego poety i nowelisty Jóżefa Relidzyńskiego”
Afisz zapowiadający „erotyczny dramat” z Jadwigą Smosarską w roli głównej, czyli „Tajemnicę przystanku tramwajowego” (Biblioteka Narodowa, sygn. DŻS XIXA 10a1, domena publiczna)

Jadwiga Smosarska „jest bardzo ładna, ale…”

Po premierze opisanego filmu Jadwiga Smosarska została zapytana o to, czy zamierza porzucić scenę dla ekranu. Odpowiedziała: „To tajemnica… ale nie Przystanku tramwajowego”. W rzeczywistości nie chciała rezygnować z teatru, nie zamierzała też jednak opuszczać ekranu, szczególnie że Sfinks lansował ją jako swoją nową gwiazdę.

Jadwiga Smosarska w stoju żałobnym przy klęczniku, z rękoma złożonymi do modlitwy.
Jadwiga Smosarska – idealna męczennica? (pocztówka z dwudziestolecia międzywojennego, ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. DŻS XII 8b/p.29/85, domena publiczna)

Cechą kina dwudziestolecia było eksploatowanie aktorów – jeżeli sprawdzili się w jednej roli przydzielano im kolejne w podobnym typie. W rezultacie Smosarską najchętniej widziano jako bohaterkę melodramatów. Po „Tajemnicy przystanku…” zagrała także uwięzioną przez herszta bandy Bronkę w „Niewolnicy miłości”, nieszczęśliwą pannę lekkich obyczajów w „O czem się nie mówi” czy tytułową sierotę w filmie „Iwonka”.

Już wtedy cieszyła się ogromną popularnością. Według prasy w trakcie realizacji „Iwonki” fani stojący przed hotelem, w którym mieszkała aktorka, „zatrzymali ruch kołowy na kilka godzin”. Natomiast po przyjęciu roli w „O czem się nie mówi” Jadwiga Smosarska zdecydowała się na zatrudnienie asystentki, która była odpowiedzialna za odpowiedzi na listy wielbicieli oraz wysyłanie fotografii z autografem.

Popularność przynosiła nie tylko uwielbienie fanów. W 1926 roku Aleksander Hertz zorganizował Smosarskiej spotkanie z Mary Pickford oraz Douglasem Fairbanksem, którzy zatrzymali się w Warszawie w czasie podróży z Moskwy do Karlsbadu. Według polskiej prasy hollywoodzka gwiazda miała pożegnać Polkę słowami „I hope to see you in Hollywood”.

Podobnie jak „Tajemnica przystanku…”, kolejne filmy Smosarskiej nie zyskały uznania wśród krytyków. W przypadku „Iwonki” Antoni Słonimski znów komentował zgryźliwie:

Kategorie, z których ulepiona jest „Iwonka”, są haniebne. Nie ma tam ludzi przyzwoitych ani środowisk myślących. […] Panna Smosarska jest bardzo ładna, ale jej uroda nie ma nic do powiedzenia w kinematografii. Kto wie, może w rękach dobrego reżysera dałoby się z niej wydobyć jakieś walory – fotogeniczne. […] publiczność grała nie gorzej od aktorów, oklaskując najgłupsze momenty.

Roli Smosarskiej starał się bronić recenzent czasopisma „Kino-teatr dla wszystkich”, pisząc, że aktorka „wydobyła z Iwonki więcej niż dał jej autor” (pierwowzorem scenariusza była powieść Juliusza Germana), a jej „Iwonka jest osóbką z charakterem, a przytem pełną prostoty, szczerości i dziewczęcości”.

Kulminacją tego etapu kariery Smosarskiej okazała się rola w najbardziej kasowej polskiej produkcji lat dwudziestych – ekranizacji „Trędowatej” Heleny Mniszchówny z 1926 roku. W celach promocyjnych wydano nawet serię pocztówek ze scenami z filmu. Podobnie jak przy poprzednich produkcjach, publiczność tłumnie ruszyła do kin, a krytycy chwycili za pióra. Recenzent „Rozwoju” donosił: „Nie wycyzelowano, nawet nie opracowano roli dla «gwiazdy» Smosarskiej, kreującej rolę Stefci Rudeckiej. Nikt jej gry nie kształtował, ani reżyser, ani partnerzy. Szła luzem”. Z kolei cytowany już wcześniej Słomiński nazwał „Trędowatą” „wielkim sztafetowym biegiem w tył”.

Pocztówka reklamowa filmu „Trędowata” (Biblioteka Narodowa, sygn. DŻS XII 8b/p.29/85, domena publiczna)

Znamienne było, że w większości swoich filmów z lat dwudziestych aktorka wcielała się w rolę głęboko nieszczęśliwej kobiety. Doszło nawet do tego, że kiedy w 1927 roku na ekrany wchodził kolejny melodramat – „Uśmiech losu” – reklamowano go, pisząc: „Jadwiga Smosarska w swej największej kreacji nieszczęsnej męczennicy, dla której ani razu nie zajaśniał uśmiech losu.

Kto się oprze Smosarskiej?

A jednak, w latach trzydziestych los uśmiechnął się do Smosarskiej i jej aktorskiej kariery. Przede wszystkim zaczęła otrzymywać propozycje gry w ciekawszych produkcjach. Choć wciąż najchętniej widziano ją w rolach grzecznych dziewczynek i patriotek (np. „Na Sybir” z 1930 roku), to angażowano ją także do filmów, w których musiała się wcielić w bohaterkę niejednoznaczną.

Adam Bronisz i Jadwiga Smosarska w ciepłych futrzanych czapkach i korzuchach, stojący lub siedzący twarzą przy twarzy. Oboje trzymają pistolety i mierzą do celu.
Adam Brodzisz jako Ryszard Prawdzic i Jadwiga Smosarska jako Rena Czarska w jednej ze scen „Na Sybir” (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-12309-10, domena publiczna)

Krytyka to doceniała. Podczas gdy bohaterce produkcji „Na Sybir” zarzucono, że jest bierna i pozbawiona charakteru, to już przy okazji „Prokurator Alicji Horn” zauważono zmianę wizerunku aktorki, która wystąpiła w filmie moralnie dwuznacznym. Jego tytułowa bohaterka musiała oskarżyć byłego kochanka w procesie o zabójstwo. Fabuła wzbudziła szereg obyczajowych wątpliwości. W jednej z recenzji pytano: „Czy Alicja działa w imię poczucia sprawiedliwości, czy z chęci zemsty?”. Jadwiga Smosarska zebrała dość przychylne noty.

W pozbyciu się łatki męczennicy pomogły również angaże w komediach. Gwiazda pojawiła się w takich produkcjach jak „Dwie Joasie”, „Czy Lucyna to dziewczyna?”, „Jadzia”. Jej swobodne, radosne role spodobały się nie tylko publiczności, ale także krytykom. Recenzent czasopisma „Kino” pisał w 1936 roku na temat „Jadzi”:

Jadwiga Smosarska leży bezwładnie na wapiennych (?) skałach. Pochylony nad nią Franciszek Brodniewicz unosi jej prawe ramię i plecy, jakby próbując ją podnieść.
Franciszek Brodniewicz jako Jan Winkler i Jadwiga Smosarska jako Alicja Horn (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-12326-2, domena publiczna)

Śmiało możemy stwierdzić, iż Jadwiga Smosarska nie miała dotąd żadnego filmu komediowego, w którym by wykazała tyle umiaru i pewnej, nieznanej pośród naszych aktorek – delikatności w cyzelowaniu gierek jak właśnie w Jadzi. Jest to wyłącznie zasługą kultury aktorskiej Smosarskiej, gdyż scenariusz w danym wypadku jest zbyt słaby, aby dać pole do popisu aktorom. Gra Smosarskiej w Jadzi biegnie po zupełnie innych torach – bardziej żywych i realnych od ram stworzonych przez realizatorów filmu. Jest w sobie zamkniętą całością, która rzuca się w oczy każdemu widzowi i odcina się wyraźnie od całego tła filmu.

Jadwiga Smosarska z niewielką grzywką, w ciemnym kapeluszu i w okrągłych okularach. Widoczna twarz i szyja aktorki.
Jadwiga Smosarska w filmie „Dwie Joasie” (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-12263-2, domena publiczna)

Pomimo tych odstępstw od ugruntowanego w latach dwudziestych wizerunku Smosarska wciąż otrzymywała role w melodramatach. Pojawiła się w pierwszej polskiej megaprodukcji historycznej z dwudziestolecia międzywojennego – „Księżnej Łowickiej” z 1932 roku. Wcieliła się w postać zakochanej w Walerianie Łukasińskim Joanny Grudzińskiej, którą rodzina zmusiła do ożenku z księciem Konstantym. „Przegląd Filmowy, Teatralny, Radjowy” donosił: „Jadwiga Smosarska w rolach kostiumowych jest dużo lepszą niż jako wieczna „cnotliwa panienka z cichego polskiego dworku”, posiada duży wdzięk i zacięcie właściwe tej roli”.

Pomimo rozmachu całego przedsięwzięcia krytyka nie zachwyciła się wymyślonym trójkątem miłosnym – sam scenarzysta przyznał, że w rzeczywistości Grudzińska nie miała nic wspólnego z Łukasińskim, a motyw ten został po prostu przeniesiony z utworu literackiego. Stefania Zahorska, literatka i historyczka sztuki, skomentowała to złośliwie, pytając w swojej recenzji: „czyż można się dziwić, że mimo to [Łukasiński] nie mógł oprzeć się wdziękom Smosarskiej?”.

Problem wyimaginowanego romansu sprowokował dyskusję na temat przeinaczeń historycznych w filmach. Twórcy próbowali wybrnąć z sytuacji, tłumacząc, że romans Łukasińskiego z Grudzińską, choć zmyślony, jest o wiele ciekawszą opowieścią niż rzeczywisty związek majora z nieznaną aktorką. Zahorska natomiast ironizowała:

Historia jest w ogóle wielką przeszkodą w rozwoju historycznego filmu polskiego. Należałoby napisać ją na nowo na potrzeby ekranu, usunąć wszelkie niepotrzebne komplikacje społeczne, polityczne, psychologiczne i faktyczne.

Pomimo wątpliwości związanych z przenoszeniem historii na wielki ekran Jadwiga Smosarska nadal występowała w produkcjach o takiej tematyce: w 1936 roku w „Barbarze Radziwiłłównie”, a rok później w „Ułanie księcia Józefa”. O tej ostatniej roli – gospodyni oberży, która daje kosza księciu Pepi – opowiadała dziennikarce „Kina”: „Film będzie komedią nie mającą żadnych pretensji do ścisłości historycznej. Ot, zwykła anegdotka, w której więcej fantazji niż prawdy”. Aleksander Piskor w recenzji tego filmu ironicznie zauważył, że umiejscowienie akcji w czasach Księstwa Warszawskiego spowodowane było chyba wyłącznie zalegającymi w wytwórni mundurami ułańskimi.

W latach trzydziestych Smosarska zagrała w dziesięciu produkcjach filmowych. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z ciągłej obecności aktorki na ekranie. Stefania Zahorska w recenzji filmu „Dzikie pola” chwaliła produkcję za regionalizm, dyskretny sentyment krajobrazowy oraz… brak Smosarskiej.

Jadwiga Smosarska siedząca na krześle przy okrągłym stoliku w pałacowym wnętrzu. Ma na sobie bardzo bogatą suknię oraz diadem.
Jadwiga Smosarska jako Joanna Grudzińska w „Księżnej Łowickiej” (fot. „Kino”, domena publiczna)

Rozczulająco entuzjastyczne przyjęcie

Wybuch wojny zastał aktorkę w Warszawie. Udało jej się przedostać na Litwę, a stamtąd – przez Szwecję i Norwegię – do Stanów Zjednoczonych. Wraz z nią Polskę opuścił także jej mąż, inżynier Zygmunt Protassewicz, którego gwiazda poślubiła (ku oburzeniu prasy!) w tajemnicy w 1935 roku.

Grób Jadwigi Smosarskiej w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach, 1978 r. (fot. Grażyna Rutowska, Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 40-R-75-18)

W Stanach Jadwiga Smosarska aktywnie zaangażowała się w pomoc Polsce. Nie zapominała swoich kolegach po fachu – w 1941 roku współorganizowała Komitet Pomocy Polskim Aktorom na Wygnaniu, występowała także w objazdowym Polskim Teatrze Artystów. Próbowała zdobyć angaż w Hollywood, mając w pamięci, że oferowano jej pracę po sukcesie „Księżnej Łowickiej”. Od tamtej pory jednak czasy się zmieniły, a Ameryka straciła już zainteresowanie polską gwiazdą.

Fabryka Snów nie chciała pamiętać o polskiej królowej filmu, ale Polska owszem. Kiedy aktorka pierwszy raz odwiedziła rodzinny kraj po wojnie – a zrobiła to dopiero w 1958 roku – na lotnisku czekał na nią tłum wielbicieli, dziennikarzy i przyjaciół-aktorów. Do swojego męża wysłała wówczas telegram: „Na lotnisku w Warszawie rozczulająco entuzjastyczne przyjęcie. Całuję Jadzia”. Choć po wojnie odwiedzała Polskę kilkakrotnie, to na stałe zamieszkała w niej dopiero w 1970 roku. Niedługo jednak cieszyła się z powrotu do ojczyzny – zmarła w 1971 roku.

***

Jadwiga Smosarska była prawdziwą królową przedwojennego ekranu. Nie chodzi tu wyłącznie o jej role arystokratek czy królowych, nie chodzi także o liczne tytuły, które otrzymywała w plebiscytach prasy. Najtrafniej jej fenomen opisał jeden z recenzentów, który zauważył, że: „Smosarska wypowiada naszą polską duszę, w jej spojrzeniu zaklęty jest szept pól rodzinnych, sentyment polskiej uczuciowości, garść wielkich wspomnień, wielkich triumfów i wielkiej tragedii”.

I za to właśnie pokochali ją Polacy.

Bibliografia

  • Barbara Armatys, Leszek Armatys, Wiesław Stradomski, Historia filmu polskiego, t. 2, 1930–1939, red. Jerzy Toeplitz, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1988.
  • Małgorzata Hendrykowska, Smosarska, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2007.
  • Taż, Kronika kinematografii polskiej 1895–1997, wyd. Ars Nova, Poznań 1999.
  • Tadeusz Lubelski, Historia kina polskiego. Twórcy, filmy konteksty, wyd. Videograf II, Chorzów 2008.