Facebook-icon
Hrabia Tytus

Historia, która się nie wydarzyła. O tzw. fantastyce historycznej

Co wspólnego mają „Bękarty wojny” czy „Django” Quentina Tarantino z cyklem „Ægipt” Johna Crowleya i „Srebrnymi orłami” Teodora Parnickiego? Wszystko wskazuje na to, że wspólny gatunek: fantastykę historyczną, za oceanem znaną jako historical fantasy.

Mimo twórczości takich pisarzy jak Andrzej Sapkowski, fantastyka wciąż cieszy się w Polsce mniejszą estymą niż inne gatunki literatury (fot. Niccolò Caranti, CC BY-SA 4.0)

Tak się już w polszczyźnie złożyło, że fraza „fantastyka historyczna” brzmi wewnętrznie sprzecznie. Jak historiografia – od której wymaga się dawania świadectwa o prawdzie dziejowej – może romansować z fantastyką, najdalszą przecież od podobnych zobowiązań? A może zapominamy, że historia oznacza także opowieść, w tym także – ale przecież nie wyłącznie – o zdarzeniach minionych?

Problemem jest też znaczenie pojęcia fantasy, w Polsce kojarzącego się wciąż dość stereotypowo, pomimo znakomitej aktywności pisarzy pokroju Andrzeja Sapkowskiego, Anny Kańtoch czy Roberta M. Wegnera. Tymczasem na zachodzie fantasy jest już nie tyle kojarzone z prozą gatunkową, ile z wielogatunkowym nurtem literatury, której odmiana historyczna – czy wręcz historiograficzna – jest niezwykle istotną częścią.

Historia tajemna

W „Historical Dictionary of Fantasy Literature” znajdziemy definicję fantastyki historycznej jako nurtu, w którym: „[…] aktualna historia znanego nam świata jest świadomie powielana, z włączeniem jednak elementów magicznych, będących częścią tzw. historii tajemnej”. Jak zauważa autor definicji, Brian Stableford, pozwala to na sprytne połączenie świata faktycznego z fantastycznym. Skoro magia i czynniki nadprzyrodzone są częścią wypracowanej przez cywilizację kultury, powinny być częścią przekazu historycznego. A może świat fantastyczny różni się tym tylko od faktycznego, że w swych oficjalnych dziejach uwzględnia obecność niesamowitego? Różnica, jaką wprowadza fantastyka historyczna, tkwi więc w zawieszeniu niewiary w świadectwa o zdarzeniach, które z racjonalnej perspektywy wydają się czczym zmyśleniem.

Gdy w „Baudolino” Umberta Eco czytamy o magii sympatycznej, której dziwi się tytułowy bohater, może nam umykać, że mianem sympatii określano w czasach przednowożytnych wszelkiego rodzaju obserwowalne analogie. Przykładowo, skoro korzeń mandragory przypomina człowieka, zachodzi między jednym a drugim jakaś naoczna zależność. Logika określa to jako błąd pomieszania następstwa z przyczynowością (post hoc ergo propter hoc). Myślenie magiczne jednak nakazuje wierzyć w to, że mandragora ma taki a nie inny wygląd dlatego, że wzrasta po zapłodnieniu ziemi przez ludzkie nasienie. Znając skutek i obserwując analogię, możemy więc zabrnąć w fantazji tak daleko, jak tylko pozwala nam na to wyobraźnia.

Dziś zależności o naturze sympatycznej są równie dobrym paliwem pseudonauki i teorii spiskowych. Właśnie w ten sposób tworzymy fantazje na temat zdarzeń z historii najnowszej, zwłaszcza wtedy, gdy zachęca nas do tego propaganda polityczna albo radykalna ideologia. Sympatyzując z czymś (w tym także z jakąś opcją polityczną), tworzymy więc zależności albo ulegamy ich łatwym urokom, tłumacząc nimi sobie wszelkie logiczne nieścisłości i przechodząc do porządku dziennego nad irracjonalnymi sprzecznościami.

Mężczyzna niosący żeński i męski korzeń mandragory. Rysunek z angielskiego rękopisu z drugiej dekady XIII w. (British Library, Royal 2 B VII)

W opisany sposób postępował np. Marcus Terencjusz Warron, uzasadniając ekonomiczny wyzysk najniższych klas społecznych Republiki przez podział niewolnych na narzędzia wydające dźwięki artykułowane (czyli niewolników) oraz nieartykułowane (czyli zwierzęta) w „Rerum rusticarum de agri cultura” – i podobnie postępować będzie każdy, kto zacznie naginać rzeczywistość do określonego światopoglądu czy konkretnej ideologii.

Adolf Hitler i Anna Karenina

Czy śmierć Hitlera jest mniej pewna niż śmierć Anny Kareniny? (pierwsza strona gazety amerykańskiej armii „Stars and Stripes” z 2 maja 1945 r., domena publiczna)

Historia tajemna nęci właśnie z tego powodu: dostarcza przekonujących i atrakcyjnych odpowiedzi na pytania, których próżno (lub trudno) szukać w publikacjach naukowych. Bardzo stąd blisko do historii alternatywnych, odpowiadających na pytanie: „A co, jeśli?”. „Bękarty wojny” Tarantino ostatecznie bowiem nie tylko rozwijają myśl: „A co, jeśli udałby się zamach w Paryżu na życie Adolfa Hitlera?”, lecz fantazjują także w widowiskowy sposób na temat miejsca i daty śmierci przywódcy Trzeciej Rzeszy.

Przywołany już Eco posunął się wręcz w jednym ze swych esejów do stwierdzenia, że możemy być bardziej pewni literackiej śmierci Anny Kareniny w powieści Lwa Tołstoja niż historycznego zgonu Hitlera w naszej rzeczywistości. Nie możemy bowiem w żaden sposób zmienić fikcyjnej biografii Kareniny – która zawsze zginie samobójczą śmiercią pod kołami pociągu. Możemy jednak zmienić faktyczną biografię Hitlera, oczywiście tylko pod warunkiem, że znajdą się na to wiarygodne dowody, a nowe ustalenia historyków zostaną pozytywnie zweryfikowane.

Zestawienie to wskazuje na coś bardzo ważnego: o prawdziwości wydarzenia decyduje nie jakaś metafizyczna racja, lecz liczba weryfikowalnych źródeł. Nie decyduje o tym zatem relacja sympatyczna między rzeczywistością a świadectwem na jej temat, a jedynie ciężar gatunkowy rzeczonego świadectwa.

Świat, którego nie udało się stworzyć Hitlerowi

Fantastyka historyczna jednak nie odpowiada tylko na pytanie „co, jeśli”. Zajmuje się tym poważana gałąź nauk historycznych, określana często jako historiografia kontrfaktyczna. Gavriel D. Rosenfeld w książce „The World Hitler Never Made” przypomina, że istotą kontrfaktyczności jest sformułowanie przekonującego wykładu naukowego na temat tego, co by było, gdyby jakieś wydarzenie historyczne nigdy nie miało miejsca – i jakie byłyby tego konsekwencje dla dziejów najnowszych.

Moment taki określa się mianem punktu odejścia, czyli swego rodzaju rozwidlenia historii faktycznej i kontrfaktycznej. Przykładowo, dla Jacka Dukaja w „Innych pieśniach” czy Jacka Piekary w cyklu inkwizytorskim takim momentem był żywot Chrystusa. W pierwszym wypadku w ogóle nie dane było mu zebrać słuchaczy, skutkiem czego nigdy nie powstało chrześcijaństwo, a Europę i świat zdominowała kultura hellenistyczna. W drugim – Jezus zszedł z krzyża i wszczął krwawą vendettę na zdradzieckim rodzaju ludzkim, czyniąc powiernikami złej nowiny okrutnych inkwizytorów. W obydwu wypadkach fantazja miała więc zakotwiczenie w świecie rzeczywistym (choć, co interesujące, akurat nie w wydarzeniach bezsprzecznie uznawanych za faktyczne).

A gdyby Chrystus nigdy się nie narodził? Na ilustracji Chrystus Pantokrator – mozaika z XII wieku w apsydzie katedry w Cefalù (fot. Andreas Wahra, CC BY-SA 3.0)

Podobna praktyka twórcza nie owocuje oczywiście powstaniem typowego podręcznika do nauki historii. Historiografia kontrfaktyczna uczy czegoś innego: historiozofii, a może i samego myślenia historycznego. Mniej istotna staje się w niej zatem klasyczna zasada prawdziwości w postaci zgodności rzeczy z rzeczywistością, a bardziej – wewnętrzna spójność samego przekazu. Oczywiście kontrfaktyczność raczej historiografii towarzyszy niż tworzy jej trzon – ale nie pozostaje obojętna na literaturę.

Historia innego świata, czyli allohistoria

Co jednak, jeśli fantastyka historyczna nie wyznacza żadnego wyrazistego momentu odejścia od historycznego biegu wydarzeń? Czy światy, które wytwarza, nie mogą w inny sposób odsyłać do dziejów znanej nam rzeczywistości? Warto zwrócić uwagę na to, że z perspektywy poznawczej jedyna różnica między rzeczywistością faktyczną a fantastyczną zasadza się na nieznajomości tej drugiej – lub, inaczej, na pierwotnej znajomości tej pierwszej. Być może z historią jest podobnie: jeśli jest ona wiarygodnie opowiedziana i w zgodzie z regułami sztuki historiograficznej, łatwiej jest nam zawiesić niewiarę w nieistniejące przecież realia jakiegoś fantastycznego świata.

Czy „Trylogii husyckiej” brakuje szacunku do źródeł? (okładka „Narrenturm”, wydanie z 2002 r., wyd. SuperNowa)

Wspomniany Rosenfeld mówi o takich realiach, że są allohistoryczne. Cóż miałoby to oznaczać? W grece allos oznacza to, co inne, czy właśnie nieznane. Na pewnym więc stopniu ogólności każda historia, która wykracza poza nasz własny światopogląd i kształtującą go edukację, będzie allohistoryczna. Przyjęło się jednak rezerwować to określenie dla historii prawdziwie innych: niby-historii, quasi-historii, pseudohistorii. W wywiadzie-rzece Stanisława Beresia z Andrzejem Sapkowskim, znacząco zatytułowanym „Historia i fantastyka”, mowa jest również o allotopii, czyli innym świecie, który oczywiście wytwarzałby też własną allohistorię.

Postać Sapkowskiego jest tu ważna jednak nie w kontekście jego najsłynniejszej sagi wiedźmińskiej, lecz właśnie allohistorycznej „Trylogii husyckiej”, o której nonszalanckim stosunku do źródeł wypowiedział się sam Janusz Tazbir. Warto jednak przytoczyć tu – słuszną właśnie z perspektywy allohistorycznej – replikę Sapkowskiego na tezę, że „historia bez szacunku dla źródeł to jak koszerna wieprzowina”:

Tak, oczywiście, ale tylko przy założeniu, że rzeczywiście jest to książka historyczna. Nie, jeśli pamiętamy, że „Narrenturm” to pozycja historyczno-fantastyczna. […] Szanuję źródła, i nawet bardzo. Przecież w mojej powieści biskup wrocławski nie jest biskupem legnickim, a husyci po wejściu na Śląsk w 1425 roku nie palą Raciborza, lecz Bardo – tak jak chcą źródła. […] Nie ma u mnie tak oczywistych nieścisłości, przeciwnie – wszystko dowodzi właśnie mojego – może nie nabożnego, bo pewne wydarzenia historyczne z przyczyn czysto fabularnych sobie darowałem, ale na pewno poważnego stosunku do źródeł. Mogę więc ostatecznie wysłuchać ze spuszczoną głową niektórych oskarżeń Tazbira, ale przypominam: to nie jest kronika.

A przecież „Trylogia husycka”, chwalona skądinąd nawet przez Czechów za wiarygodne oddanie klimatu tamtych czasów, i tak bliższa jest realiom naszej rzeczywistości niż typowa fantastyka w rodzaju „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta Wegnera. I choć opowiada historię, która się nie wydarzyła, nie opowiada zarazem takiej, jaka nie mogłaby się wydarzyć. Allohistoryczność może być zatem nie tylko charakterystycznym rysem prozy lekceważącej istotę obiektywnej prawdy, lecz innym sposobem poznawania uniwersalnej wiedzy o filozofii dziejowości. I być może dlatego kino Tarantinowskie czy powieści fantastyczne częstokroć w większym stopniu inspirują dziś do zgłębiania historii, aniżeli dokumenty źródłowe czy kroniki.

Bibliografia

  • Roger Caillois, W sercu fantastyki, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005.
  • Umberto Eco, On the Ontology of Fictional Characters. A Semiotic Approach, „Sign Sys-tems Studies”, Vol. 37 (2009), No 1/2, s. 82–
  • Wihelm Füger, Streifzüge durch allotopia. Zur topographie eines fiktionalen Gestal-tungsraums, „Anglia”, Vol. 1984, Issue 102.
  • Natalia Lemann, PODobna historia, czyli rzecz o historii alternatywnej i jej miejscu we współczesnej historiografii i literaturoznawstwie, [w:] W poszukiwaniu pożyteczności gatunku historii alternatywnych, red. Zdzisław Wąsik, Marek Oziewicz, Justyna Deszcz-Tryhubczak, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Filologicznej we Wrocławiu, Wrocław 2011, s. 21–38.
  • Krzysztof M. Maj, Allotopia i allohistoria, [w:] tegoż, Topografia światów fikcjonalnych, Universitas, Kraków 2015.
  • Gavriel D. Rosenfeld, The World Hitler Never Made, Cambridge University Press, Cambridge 2005.
  • Tenże, Why Do We Ask “What If?” Reflections on the Function of Alternate History, „History and Theory. Studies in the Philosophy of History”, Vol. 41 (2002), No 4, ss 90–103.
  • Andrzej Sapkowski, Stanisław Bereś, Historia i fantastyka, SuperNowa, Warszawa 2005.
  • Brian Stableford, Historical Dictionary of Fantasy Literature, The Scarecrow Press, Lanham 2005.
  • Piotr Stasiewicz, Między światami. Intertekstualność i postmodernizm w literaturze fantasy, Wydawnictwo Uniwersytetu w Białymstoku, Białystok 2018.
  • Varro Marcus Terentius, Rerum rusticarum de agri cultura, London 1935.
Udostępnij

Krzysztof M. Maj

Doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Kulturoznawstwa i Filozofii Wydziału Humanistycznego AGH; redaktor naczelny pisma naukowo-literackiego „Creatio Fantastica” (creatiofantastica.com); autor książki „Allotopie. Topografia światów fikcjonalnych” (2015); specjalizuje się w badaniach nad fantastyką i światotwórstwem.

Krzysztof M. Maj