Facebook-icon
Hrabia Tytus

Powstanie wielkopolskie w relacjach prasy sprzed 100 lat. Część I: Najlepszy koncert Paderewskiego

Wirtuoz fortepianu w koncertowym przemówieniu, patriotyczne uniesienie Wielkopolan, pozrzucane sztandary i inne niemieckie prowokacje, czyli o iskrach, które spowodowały wybuch powstania wielkopolskiego.

Koniec grudnia 1918 roku obfitował w wydarzenia ważne dla całej Polski. Z perspektywy minionych stu lat najistotniejsze wydają się doniesienia z Wielkopolski. To tam padła odpowiedź na pytanie o ostateczny kształt terytorialny i tożsamość odzyskanego państwa. Przyczyn wybuchu powstania wielkopolskiego nie da się sprowadzić do kilku wydarzeń, które odegrały jedynie rolę zapalnika dla trwającej w gotowości beczki prochu. Znaczenie przemówienia Ignacego Paderewskiego z balkonu hotelu „Bazar” było jednak dla ówczesnej prasy w niemal całym kraju tak czytelne, jak dla dzisiejszych historyków. Kilka dni później gazety dociekały również, kto pierwszy strzelał i czy doszło do niemieckiej prowokacji, opisywały przy tym przebieg powstania w sposób mniej lub bardziej przychylny – kierując się przy ocenie wartościowaniem wynikającym z profilu wydawniczego danego pisma.

Najdłużej oklaskiwany występ Paderewskiego

O tym, że najlepszy z koncertów Ignacego Jana Paderewskiego zagrany został na strunach wielkopolskiego patriotyzmu, wie każde dziecko… wychowane w Wielkopolsce. Poznań witał zresztą artystę nie jako wielkiego pianistę i kompozytora, ale męża stanu i wybitnego działacza niepodległościowego. „Dziennik Poznański” donosił:

Przybył wczoraj do naszego miasta jeden z najwybitniejszych i najbardziej zasłużonych obywateli naszych, mąż, który wszystkie swoje siły, wszystkie myśli i czyny oddał na usługi ojczyzny. Zawitał wczoraj w nasze mury genialny artysta, a przede wszystkim wielki obywatel, który od samego początku obecnej wojny pracował gorliwie i niezmordowanie na obydwu półkulach dla dobra swego kraju i swych współbraci, pracował ze skutkiem nadzwyczaj pomyślnym, bo głównie jego usiłowaniom zawdzięczać należy, że obecny rozjemca świata, Wilson, tak gorąco zainteresował się sprawą polską.

Gazeta opisywała przy tym imponujące przyjęcie, jakie zgotowali poznaniacy dostojnemu gościowi. Wspominały o tym nie tylko poznańskie dzienniki. Krakowski „Czas” przybliżał okoliczności przybycia wirtuoza do Poznania, sięgając po depesze z Wiednia i Warszawy.

Nagłówek: „Paderewski w Poznaniu” 29 grudnia 1918 r. w artykule zatytułowanym „Paderewski w Poznaniu” krakowski dziennik zamieścił następującą relację:

Wiedeń, 28 grudnia. Dzienniki tutejsze przynoszą następujące telegraficzne wiadomości z Poznania: Na okręcie wojennym „Kondor” przybył dnia 25 b.m. Paderewski do Gdańska, zaś dnia 26 bm. wieczorem do Poznania. W Poznaniu udał się Paderewski wśród niemilknących owacyj tłumu 50 tysiącznego zarówno z Poznania, jak i z prowincyi, do Bazaru, gdzie zamieszkał. Wjazd Paderewskiego do Poznania równał się pochodowi tryumfalnemu. Domy były jeszcze bogaciej przybrane, niż w dniu zebrania się sejmu dzielnicowego. Stowarzyszenia polskie i skauci tworzyli szpaler na ulicach, któremi przejeżdżał Paderewski. W pochodzie widać było wielu żołnierzy z karabinami. Wczoraj rozpoczęły się poufne konferencje Paderewskiego z przywódcami polskimi w Poznaniu.

I.J. Paderewski z żoną Heleną, 1918 r. (fot. Biblioteka Narodowa, sygn. F.41302, domena publiczna)

„All right”, czyli i tak was nie posłucham

Korespondencja z Warszawy umieszczona w cytowanym numerze opisywała natomiast utrudnienia, na jakie natknął się Paderewski w drodze z Gdańska do grodu Przemysła:

Warszawa, 28 grudnia. W towarzystwie jego znajdował się pułkownik wojsk angielskich wraz z adiutantem i kapitan wojsk amerykańskich. W porcie w Gdańsku powitał przybyłych poseł Korfanty i inni delegaci Naczelnej Rady Ludowej. Państwo Paderewscy przenocowali w Gdańsku, poczem udali się dalej koleją do Poznania w osobnym wagonie, przeznaczonym dla nich przez naczelnika stacyi, na oświadczenie, że Paderewski i inne towarzyszące mu osoby stanowią delegacyję państwa koalicyjnego. Pociąg przybył do Poznania z jednogodzinnym opóźnieniem we czwartek o godz. 10 minut 40 wieczorem.

Na peronie powitań nie było. Do Paderewskiego podszedł niemiecki komendant stacyi i zakomunikował mu, że na mocy rozporządzenia rządu nie wolno mu wejść do miasta, lecz najbliższym pociągiem wyjechać ma do Warszawy. W odpowiedzi na to Paderewski oświadczył, że jest członkiem deputacyii, na której czele stoi pułkownik angielski. Wówczas komendant stacyi zwrócił się do pułkownika i powtórzył oświadczenie rządu niemieckiego. Pułkownik odpowiedział: – Ja zaś otrzymałem od mojego rządu rozkaz pozostania w Poznaniu i rozkaz ten wykonam. Naczelnik stacyi musiał się zadowolić protestem, który założył ustnie w imieniu niemieckiej republiki ludowej, a na który pułkownik angielski odpowiedział ukłonem i słowami „All right!”. W otoczeniu towarzyszących mu osób Paderewski wyszedł z dworca kolejowego i wsiadł do karety wraz z żoną oraz panią Seydową z córką.

Relacja ta dotyka prawdy, a jednocześnie nieco się z nią mija. Sytuacja skwitowana zdaniem: „Na peronie powitań nie było” w relacji „Kurjera Poznańskiego” z 28 grudnia wygląda zgoła inaczej:

Na dworcu poznańskim zabrały się tymczasem tłumy publiczności. Straż Ludowa utrzymywała porządek. Zjawiły się sztandary organizacji i towarzystw, przybyły oddziały honorowej straży Straży Ludowej pod bronią. Pociąg z dostojnymi gośćmi wjechał na stację o 9. Minut 10. Wśród okrzyków „Niech żyje Paderewski!”, „Niech żyje Komitet Polski Narodowy w Paryżu!”, „Niech żyje Polska!”, „Niech żyje koalicja i Wilson!”, „Niech Żyje Anglia” opuszczali wagon dostojni goście. Najpierw ukazał się Paderewski z małżonką, za nim pułkownik Wade z oficerami marynarki angielskiej z komandorem Rawlinsem i podchorążym Langfordem oraz majora wojsk polskich Hallera, Iwanowski, wszyscy w mundurach, dalej delegat polskiego ministerstwa spraw zagranicznych towarzyszący misji angielskiej z Kopenhagi, wreszcie poseł Korfanty, towarzyszący Paderewskiemu od Gdańska.

Powitał Paderewskiego i gości angielskich poseł Nowicki, bukiety kwiatów wręczyły pp. Władysławowa Seydowa z córką, poczem wśród szpaleru honorowej Straży poprowadzono dostojnych gości do furty dworcowej, gdzie oczekiwało prezydium Rady Ludowej miasta Poznania. […] Powoli dotarli teraz goście do oczekujących na nich powozów. Przedstawił im się niezwykły widok: Morze głów wznoszącego na ich cześć okrzyki tłumu rozkołysanego radością widoku wielkiego Polaka, mistrza i obywatela i przedstawicieli Wielkiej Brytanji. Setki płonących pochodni, świateł magnezowych, dźwięki orkiestry i wiwaty złożyły się na obraz dla oka i ucha niezwykły. W pierwszym, we wspaniałą czwórkę zaprzężonym powozem zajął miejsce Paderewski z małżonką i witające go panie, w drugim pułkownik Wade, major, Iwanowski i poseł Korfanty. Wolno, krok za krokiem postępowały pojazdy wśród szpaleru utworzonego z wielotysięcznych tłumów, ciągle wznoszących okrzyki, powiewających chustkami, kapeluszami.

Przybycie I.J. Paderewskiego do Poznania. Obraz Leona Prauzińskiego (domena publiczna)

Okoliczności próby udaremnienia wizyty Paderewskiego w Poznaniu także zostały opisane nieco dokładniej:

Nagłówek: „Przybycie Paderewskiego. Angielska misja wojskowa w Poznaniu” W Rogoźnie zjawił się przysłannik rządu, kapitan niemiecki, oświadczając we wstępie, że uważa za wielki zaszczyt z powitania artysty z Bożej Łaski i wielkiego wodza narodu polskiego; z polecenia jednak V. korpusu komunikuje p. Paderewskiemu, że urząd spraw zagranicznych pozwala na przejazd do Warszawy, natomiast wzywa go, aby nie udawał się do Poznania. Po wyjaśnieniu posła Korfantego, że zdrożeni goście muszą mieć odpoczynek i oświadczeniu p. Paderewskiego, że do Poznania pojedzie, przedstawiciel rządu angielskiego pułkownik Wade kategorycznie zaznaczył, że rozkaz dany kapitanowi polegać musi na nieporozumieniu, gdyż na podstawie uchwał komisji rozejmowej w Spaa, odebrał od rządu swego zlecenie udania się do Polski, pomiędzy innemi także do Poznania i misję swą w każdym razie spełni. Zresztą w Poznaniu ma się spotkać z dwoma innymi członkami misji angielskiej.

Kapitan niemiecki założył protest przeciw dalszej podróży gości do Poznania i usunął się. Tymczasem w Rogoźnie zjawił się w pociągu wiozącym Paderewskiego i angielską misję wojskową wyższy oficer niemiecki i odczytał depeszę niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych, protestującą przeciw dalszej jeździe Paderewskiego do Poznania. Wyrażono w niej gotowość oddania do dyspozycji jadącego pociągu nadzwyczajnego do Aleksandrowa. Wówczas pułkownik Angielski Wade oświadczył, że ma misję do Polski, że w Poznaniu spotka się z innymi tejże misji członkami i do Poznania jechać zamierza. Skończyło się na proteście ze strony przedstawiciela władz niemieckich, po czym pociąg bez przeszkód ruszył dalej. W Obornikach urządzono jadącym owację na dworcu. Delegacja obywatelska powitała Paderewskiego chlebem i solą, wśród okrzyków tłumnie zebranej publiczności na cześć gości, Polski i koalicji.

Koncertowe przemówienie

Bez względu na różnice w obydwu relacjach, jedno jest pewne: gdyby Paderewski bądź jego angielski towarzysz podróży wykazali się nieco mniejszym hartem ducha i zdecydowaniem, historia mogłaby potoczyć się nieco inaczej. Na pewno zaś z balkonu hotelu „Bazar” nigdy z nie padłyby te historyczne słowa, które przedrukował m.in. wiernie relacjonujący poznańskie wypadki krakowski „Czas”:

Wielce szanowni obywatele Wielkopolski, szanowne rodaczki i rodacy, siostry i bracia! Co się w tej chwili w duszy mojej dzieje, to każdy z Was odgadnie. Po tem, co przed chwilą przeszedłem, słowo na ustach zamiera. Żyjemy w czasach, kiedy każdy powinien panować nad uczuciami. Ja muszę opanować wzruszenie, a mówić winienem, mówię. Za to przyjęcie, wam tutaj i tłumom na ulicy serdecznie dziękuję. To, coście mi zgotowali, nie do mojej odnosi się osoby. Jestem symbolem pewnej idei, tej samej, której służy Polski Komitet Narodowy. Jako delegat Komitetu Narodowego, jestem w tej chwili szczęśliwy, żem znalazł dla niego takie uznanie. Jako człowiek, czuję się szczęśliwym, że mogłem dożyć tej chwili, że mogę być symbolem, a dla człowieka jest to zaszczyt wielki, tem bardziej, że spotkał mnie tutaj, na wiekopomnej odwiecznej ziemi polskiej od was, coście nie dali się prześcignąć w spełnianiu obowiązków narodowych i odpieraniu przemożnego nacisku, coście w pracy organicznej i gospodarczej byli przykładem całej Polsce. A zaszczyt ten spotkał mnie nie od jednej warstwy i nie od jednej klasy, lecz od całego narodu wielkopolskiego.

Jestem dumny z tego, że jako członek polskiego komitetu narodowego nie należałem do żadnego stronnictwa. Szczerze powiedzieć dziś mogę, że dzisiaj nie pora na stanowe i dziedziczne przywileje. Wszyscyśmy dziećmi jednej matki i o ile swój spełniamy obowiązek, mamy równe sprawy do jej sprawiedliwej opieki. Po wielu długich latach niewoli ojczyzna odrodzić i odbudować się musi na tych samych podstawach, na których tutaj pierwsza budowa poczęta została. Żadne, najmądrzej zorganizowane stronnictwo ojczyzny odbudować nie zdoła; do tego celu potrzeba jedności i zgody wszystkich. Miłości i silnej woli oraz zaparcia się siebie samego, do tego celu potrzeba jedności i zgody wszystkich, miłości i silnej woli oraz zaparcia się siebie samego, do tego dzieła potrzeba wszystkich sił i zespołu wszystkich serc. Odbuduje Polskę przede wszystkim chłop polski i robotnik polski, z niej powstały, oraz my wszyscy, o ile pójdziemy z ludem. W tej nadziei dziękuję wam, wobec Boga i ojczyzny równym, zarówno sercem bliskim, jak i duchem. Niech żyje Polska zgodna i jedna. Ojczyzna nasza, wolna, zjednoczona, z naszem polskiem wybrzeżem, żyć będzie po wsze czasy.

Przemówienie I.J. Paderewskiego z okna hotelu Bazar. Obraz Leona Prauzińskiego (domena publiczna)

Poznań powstał

Dzień później wybuchło powstanie wielkopolskie. Pierwszy w 1919 roku, styczniowy numer tygodnika „Naprzód” pisał, co następuje:

W uzupełnieniu wiadomości o zajęciu Poznania podajemy najświeższe informacyje niemieckie. Dzienniki wiedeńskie przynoszą następujące szczegóły o wydarzeniach w Poznaniu i Gnieźnie. Według nich zajście należy przypisać dawnej organizacyji Polaków. Polacy w Poznaniu byli zaopatrzeni w broń przez komisarzy ludowych z Warszawy. Dzień przyjazdu Paderewskiego przebiegł dość spokojnie. Dnia następnego na Placu Wilhelma przyszło do walki, przy starciu pozostało na miejscu 50 zabitych. Wszystkie budynki rządowe dostały się w ręce polskie. Rozeszła się pogłoska, że Żydzi strzelali z synagogi, otwarto ogień na synagogę. Polacy zajęli linię kolejową aż do granicy Poznańskiego. W niedzielę rano pułki stojące załogą w Poznaniu, o ile się nie poddały, otrzymały ultimatum, ubiegające w południe. Kiedy do tego czasu nie nadeszła odpowiedz, koszary konnicy i strzelców zostały otoczone. – Otworzono na nie ogień. Do niedzieli wieczora nie wiedziano w Bydgoszczy, jak donoszą wiedeńskie dzienniki, o wyniku tej walki.

Wydarzenia z 27 grudnia gazeta relacjonowała na podstawie doniesień biura prasowego rady żołnierskiej, opartych o szczegóły zaczerpnięte z „Posener Neueste Nachrichten”:

Koło godziny 5 wieczorem prezydium policyi prosiło o przysłanie wojskowej straży. Straż nadeszła z karabinami maszynowymi, które ustawiono przed gmachem. Przy ogólnem podnieceniu padł skądś strzał i wywiązała się walka karabinami maszynowymi i ręcznymi granatami. Aby uniknąć  niepotrzebnego rozlewu krwi, rozpoczęły się rokowania między delegatami straży obywatelskiej i prezydjum policyi. W międzyczasie padły nowe strzały, udało się jednak osiągnąć porozumienie w tym kierunku, że żołnierzom pułku artylerii pozwolono odejść z bronią, ale bez amunicyi, co też nastąpiło. Aby u chronić ich przed atakami z nieporozumienia, artylerzystów odprowadziły trzy grupy polskiej straży obywatelskiej. W prezydium policyi pozostało do rana 24 niemieckich i 24 polskich żołnierzy jako straż.

Natomiast krakowski „Czas” następująco opisywał początek walk w Poznaniu, powołując się na przesłany z Warszawy komunikat wydziału prasowego ministerstwa spraw zagranicznych wydany 29 grudnia:

Tłum Niemców, złożony z żołnierzy i cywilnych, zerwał […] chorągiew koalicyi z gmachu naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu. Rozpoczęła się strzelanina z karabinów maszynowych, która trwała do godziny 7 wieczorem. Padło wiele ofiar. Ministerstwo spraw zagranicznych zwróciło się w tej do mocarstw koalicyji, protestując przeciw gwałtom niemieckim. Stało się to niemal w tym momencie, kiedy wszyscy wierzyli święcie, że cokolwiek się wydarzy, będzie nam się dobrze darzyć.

Nagłówek: „Poznań pod władzą polską”W kolejnych numerach dziennik streszczał przebieg wypadków z 27 grudnia, donosząc w oparciu o warszawską prasę:

Po kilkugodzinnych walkach ulicznych prowadzonych ze strony polskiej, głownie przez młodzież i robotników, zmuszono garnizon niemiecki do opuszczenia miasta, pozwalając mu zabrać tylko broń ręczną i mitraliezy. Wszystkie koszary i gmachy publiczne zostały obsadzone przez żołnierzy polskich i straż obywatelską. W mieście entuzyazm i radość powszechna.

„Czas” przytaczał także opis wydarzeń, zaczerpnięty z „Gazety Kaliskiej”:

W piątek koło g. 5 po południu zebrała się na ulicach Poznania gromada żołnierzy niemieckich, którzy, wznosząc okrzyki: „Posen ist eine deutsche Stadt!” zaczęli zdzierać z domów sztandary państw kolaicyjnych. Od strony ulicy św. Marcin nadszedł przed „Bazar” pochód niemiecki, który śpiewał „Wacht am Rhein” oraz „Deutschland uber alles”. Tłum niemiecki zaczął następnie zdzierać chorągwie koalicyi. Uzbrojeni żołnierze wdzierali się do domów i rzucali chorągwie na ziemię. Polskich chorągwi nie ruszano. Polacy protestowali przeciw temu gwałtowi. Na wielu miejscach przyszło do bójki. Poseł Korfanty przed Bazarem wezwał Polaków do rozejścia się do domów, aby nie dopuścić do prowokacyi ze strony niemieckiej. Część rozeszła się, część pozostała. O godzinie 5 po południu oddział niemiecki ustawił z czterech stron karabiny maszynowe, z których zaczęto strzelać do tłumu. Z tłumu żołnierze niemieccy uzbrojeni zaczęli strzelać do Polaków. Jak opowiadają, zabitych i rannych jest 47 osób, Polaków, przeważnie kobiet i dzieci.

Zwycięski szturm na Prezydium Policji w Poznaniu i śmierć Franciszka Ratajczaka. Obraz Leona Prauzińskiego (domena publiczna)

Biuro Wolfa rozsyłało tymczasem następujący opis zajść w Poznaniu, powołując się na „Posener Neueste Nachrichten”:

W południe przybył do Poznania pułk grenadierów Nr 6 z pola. Do przedpołudniowej manifestacyi polskich dzieci szkolnych dla Paderewskiego zainicyonowano niemiecką kontrdemonstrację. Około godziny 4 po południu ruszył z koszar grenadyerskich pochód ku miastu, złożony z żołnierzy i osób cywilnych. Już po drodze przyszło kilka razy do zajść, ponieważ żołnierze zdarli kilka chorągwi, przede wszystkiem francuskich i amerykańskich. Gdy pochód już przeszedł, widziano, jak kilku żołnierzy wzajemnie poczęło okładać się kolbami. Zaraz potem padły pierwsze strzały. Zaalarmowano wojsko, które szybko nadeszło. Teraz przyszło na różnych miejscach w mieście do regularnej walki ogniowej, po części z karabinów maszynowych, po części z użyciem granatów ręcznych. Byli zabici i ranni, których liczby jeszcze nie stwierdzono. Sprawozdania z autentycznej strony niemieckiej jeszcze dotąd nie ma.

Powróciwszy na łamy poznańskiej prasy, znaleźć można za to opis sytuacji przedstawionej z polskiej perspektywy w „Kurierze Poznańskim” z 28 grudnia:

W dniu wczorajszym miasto stało się widownią pożałowania godnych wypadków. Przyjmując uroczyście Paderewskiego i angielską misję wojskową w Poznaniu, mieliśmy prawo oczekiwać, że także Niemcy uszanują nakazy gościnności. Mogliśmy tem bardziej tego oczekiwać, że ze strony polskiej nie uczyniono niczego, co by tłumaczyć można jako krok wrogi Niemcom. Szownistów wszechniemieieckich drażniły chorągwie koalicyjne, wywieszone w wielu domach i instytucjach polskich na przyjęcie oficerów angielskich. Ale na całym świecie panuje zwyczaj, że osoby oficjalne przybywające w odwiedziny wita się sztandarami w ich barwach narodowych. Polacy jako gospodarze tego miasta – a do tego Niemcy muszą się przyzwyczaić – nie mogli inaczej witać gości angielskich, jak wywieszając ich barwy narodowe.

Ale istnieją wyraźnie poszlaki, że owe chorągwie były tylko pozorem do agresywnego wystąpienia pewnych żywiołów niemieckich. Kto śledzi działalność różnych menerów i pokątnych agitatorów wszechniemieckich. Dlatego wypadki wczorajsze nie były niespodzianką. Na ostatnich zebraniach niemieckich padły hasła bojowe, zwrócone przeciwko Polakom. Postawa tutejszego organu hakatystyczneg „Pos.Tagebl.” wręcz jest obliczona na podburzanie Niemców. Kierownik pisma tego p. Ginschel, który przez tyle lat jadem hakatyzmu zatruwał umysły i serca niemieckie, uprawia w dalszym ciągu swoje niecne rzemiosło. Szczyt łajdactwa popełnił „Tageblatt” właśnie w dniu wczorajszym, zamieszczając na miejscu naczelnem w formie jak najbardziej podpadającej wiadomość z Gdańska o odbytem rzekomo tajnem zebraniu Polaków pod przewodnictwem Paderewskiego, na którym miano postanowić zajęcie Gdańska w najbliższych dniach za pomocą lądujących już wojsk Hallera. Dalej twierdził ów telegram, że Paderewski i misja wojskowa angielska mają się spotkać w Poznaniu z delegacją polską przybywającą ze Szwajcarii, po czem ma nastąpić proklamacja republiki polskiej z Paderewskim jako prezydentem. Wszystkie te szczegóły są od góry do dołu zełgane, jak to stwierdził oficjalny komunikat Naczelnej Rady Ludowej.

Ta sama gazeta przynosiła następujące podsumowanie wydarzeń z 27 grudnia 1918 roku:

Walki wczorajsze […] skończyły się zwycięstwem Polaków i obsadzeniem przez nich dworca i prezydium policji. Powtarzamy, że akcja żołnierzy polskich była tylko odpowiedzią na atak niemiecki. Polacy muszą obecnie żądać gwarancji, aby wypadki prowokujące ze strony Niemców się nie powtórzyły. Niemiecka władza wojskowa jest, jak sam generał oświadczył, bezsilną. Ufamy, że rozlew krwi z dnia wczorajszego się nie powtórzy, o ile Niemcy wstrzymają się od dalszych prowokacji. Ludność polską wzywamy usilnie do spokoju i rozwagi. Niech nikt bez potrzeby nie pokazuje się na ulicy. Dzieci i młodzież należy usunąć z placów i ulic. Wystrzegać należy się wszelkich zbiegowisk. Z zaufaniem patrzymy na władzę naszą najwyższą, Naczelną Radę Ludową, że pokieruje sprawą tak, abyśmy z chwilowego „stanu wojennego” jak najprędzej wyszli.

Ów chwilowy stan wojenny potrwać miał jeszcze prawie dwa miesiące i przynieść Wielkopolsce wygraną w walce o włączenie w granice Polski terenów stanowiących kolebkę jej państwowości. Relacje o tym, jak zdobywano kolejne miasta, o roli uczestników walk z podpoznańskich miasteczek w sukcesach pierwszych i kolejnych dni powstania, zajmowały krajowe gazety w różnym stopniu, jednak prasa z pewnością nie przechodziła obok nich obojętnie. Doniesienia na temat powstańczych sukcesów i ich interpretacje czynione przez różne frakcje polityczne znalazły się m.in. w styczniowym „Wyzwoleniu”, które na dokonania Wielkopolan patrzyło bardziej krytycznie niż reszta prasy. O tym spojrzeniu na wielkopolską wygraną przeczytać będzie można w drugiej części przeglądu stuletnich artykułów związanych z powstaniem wielkopolskim.

Udostępnij

Danuta Podolak

Kobieta z książką na głowie... - dosłownie i w przenośni. Zakochana w sztuce słowa. Legenda głosi, że urodziła się z „Trylogią” pod pachą, mikrofonem w ręce i fragmentami „Pana Tadeusza” na ustach. Tyle w tym prawdy, że lubi Sienkiewiczowskie zdania wielokrotnie złożone, pracowała w kilku stacjach radiowych i jednej telewizji oraz z zapałem interpretuje teksty literackie, nagrywając audiobooki. Aktorka, nieistniejącego już, amatorskiego teatru, którego niezapomnianą Panią Profesor była Krystyna Feldman. Prowadziła zajęcia recytatorskie dla uczniów szkoły podstawowej, reżyserowała spektakle dziecięcego teatru i organizowała warsztaty radiowe dla dzieci i młodzieży. Z radością i dumą występuje w barwach „Tytusa”. Realizuje projekt „Historia pisana głosem”. Humanistka z umysłem ścisłym, historię kocha jako wierną towarzyszkę wszelkich nauk filologicznych. Interesuje ją staropolszczyzna, lubi grzebać w wiekowych papierach. Kocha miejsca, w których to, co nowoczesne, spotyka się z tym, co dawne – na przykład biblioteki cyfrowe. Właśnie z tej miłości szpera w gazetach sprzed stu lat i szuka sposobów prababek na zdrowe, mądre i pełne uroku życie.

Danuta Podolak