fbpx
Facebook-icon
Hrabia Tytus

Toast z kostuchą. O przemocy w średniowiecznej karczmie

Kościół przestrzegał przed tymi diabelskimi przybytkami, karczmy przyciągały jednak z nieodpartą siłą. Zaglądali do nich chłopi, rzemieślnicy i szlachcice. Nie dziwił widok plebana ogrywającego w kości zgraję studentów. Mieszanka stanów, rozgrzane piwem głowy i wiszące u pasa miecze rodziły przemoc.

Scena w karczmie ilustrująca grzech obżarstwa i pijaństwa (miniatura z genueńskiego rękopisu z czwartej dekady XIV wieku, British Library, Additional 27695)

Z wielu najdawniejszych zabytków prawa polskiego wyłania się obraz karczmy jako siedliska występku. Nieprzypadkowo statuty Kazimierza Wielkiego zaliczały je do tzw. miejsc podejrzanych (loca suspecta). Oznaczało to, że sam fakt nawiedzania taberny pozwalał zdyskredytować świadka w oczach sądu. Szlachcic szukający tam zwady ryzykował nie tylko uszczerbkiem na honorze, ale też utratą ochrony prawnej. Jasno wyrażał to statut mazowiecki z 1453 roku, wedle którego pobitemu bądź znieważonemu w karczmie panu odmawiano prawa do procesu, jeśli tylko pił tam wespół z chłopami.

W największych miastach, gdzie liczone w setkach przybytki stanowiły poważny problem porządkowy, władze sięgały po środki prewencyjne. I tak statuty poznańskie z 1462 roku karały za wniesienie do taberny pałek, kijów czy siekier sześcioma groszami grzywny. W Toruniu zaś rajcy nakazywali zamykać szynki na dwie godziny przed zachodem słońca. Przepisy ogłaszane przez heroldów rychło okazywały się jednak martwe. Tak ja ów krakowski, wzywający karczmarzy, by po wybiciu wieczornego dzwonka z ratusza sprzedawali swe piwo jedynie na wynos.

Zanim sędziowie się upiją

Nie wszędzie podchodzono do karczem równie pryncypialnie. W mniejszych miejscowościach, szczególnie we wsiach lokowanych na prawie niemieckim, służyły one przecież za miejsca posiedzeń ław sądowych. Niekiedy w instrukcjach dla ławników zaznaczano wprost, by wpisy do ksiąg wykonywać rano, „kiedy sędziowie byli trzeźwi”. Często nawet zainteresowane strony dołączały do opłat sądowych symboliczną kwartę miodu.

W miejskich gospodach spotykali się zgodnie ze swoimi statutami członkowie szanowanych korporacji zawodowych i bractw religijnych. W przypadku toruńskiego bractwa Najświętszej Marii Panny dysponujemy oficjalnym wykazem kar dla zakłócających rytuał picia tzw. „piwa brackiego”. W barwnym katalogu przewinień na szczególną uwagę zasługuje kara za wyciągnięcie noża przeciwko zgromadzonym. Groził za to obowiązek wystawienia współbraciom dodatkowej beczki piwa.

Świątynie grzechu

O ile władze świeckie mogły tolerować wykonywanie czynności prawnych w gospodach, o tyle Kościół nie ustawał w wysiłkach ścisłego odróżnienia sacrum od profanum. Nadużyć w tym względzie nie brakowało, skoro piętnastowieczni biskupi zmuszeni byli przypominać dziekanom, aby nie odprawiali w karczmach sądów kościelnych. Hierarchia prezentowała również bezkompromisowe stanowisko wobec zwyczaju zawierania w owych przybytkach małżeństw. Statut biskupa krakowskiego z 1331 roku uznawał takie związki za nieważne.

Z zachowanych protokołów sądów biskupich wiemy ponadto, że słabość do karczem prowadzić mogła do oburzających zaniedbań w służbie Bożej. Oto pewnego proboszcza, który zmierzał do chorego z wiatykiem, tak skusiła napotkana gospoda, że postanowił do niej wstąpić, powiesił stułę na gwoździu i ucztował do wieczora.

Grzeszny mnich pustelnik pije piwo przed karczmą. Kolejne rysunki z tego rękopisu przedstawiają eremitę cudzołożącego z karczmarką, mordującego młynarza, który przyłapał ich na gorącym uczynku, a wreszcie odchodzącego od zmysłów z powodu wyrzutów sumienia. Staje się dzikim człowiekiem, ale uzyskuje w końcu przebaczenie grzechów i powraca do życia jako pustelnik (miniatura z francuskiego rękopisu z przełomu XIII i XIV w. British Library, Royal 10 E IV)

W oczach sumiennego kleru karczma, szczególnie ta położona w pobliżu kościoła parafialnego, stanowiła też poważną konkurencję. Aby uciechy cielesne nie odciągały wiernych od pokarmu duchowego, dość powszechnie stosowano częściową prohibicję. Postanowieniem wrocławskiej rady z 1500 roku zabraniano sprzedawania trunków w gospodach przed zakończeniem kazania niedzielnego w kościele farnym. Podobnie było i w Krakowie, gdzie w XV wieku grzywnę płacili karczmarze ośmielający się szynkować piwo w niedziele przed zakończeniem sumy.

Niewinne zabawy

Ozdobny inicjał przedstawiający mnicha pijącego wino z beczki (miniatura z francuskiego rękopisu z trzeciej ćwierci XIII w. British Library, Sloane 2435)

Młodzieńcze wybryki przy kuflu piwa zaciążyć mogły na przyszłej karierze duchownego. W lutym 1478 roku dwaj klerycy z Królestwa Polskiego zjawili się w Rzymie, aby oczyścić się przed trybunałem papieskim z zarzutów o śmierć innego kapłana. Szczegółowo opisana przez nich wersja wydarzeń spoczywa do dziś w archiwum Penitencjarii Apostolskiej. Klerycy bawili się w bydgoskiej karczmie wraz z trzema miejscowymi księżmi. Po jakimś czasie podchmieleni już biesiadnicy postanowili zagrać w kości najpierw o piwo, później zaś na pieniądze. Zabawę przerwał spór o autentyczność wygranych monet, który przerodził się w krótką bijatykę.

Jak wynika z dalszych zeznań, trzej wspomniani duchowni wyszli z karczmy i zasadzili się na powracających do domu kleryków na jednej z ulic miasteczka. Ci jednak odparli atak na tyle skutecznie, że jeden z napastników legł trupem na placu boju. Śmierć ofiary ciążyła odtąd na sumieniu kleryków, starających się o dyspensę papieską umożliwiającą przyjęcie święceń kapłańskich.

Duchownych z tabernami przypadki…

Przywołana scena pozwala zrozumieć działania ówczesnych hierarchów usiłujących wykorzenić słabość kleru parafialnego do pijackich przybytków. Od czasu synodu pod przewodnictwem legata papieskiego, który w 1279 roku groził miłośnikom karczemnych rozrywek interdyktem, potępienie owego tej formy rozrywki było żelaznym punktem większości zgromadzeń ustawodawczych Kościoła. Gdy sankcje duchowe okazały się nieskuteczne, w 1326 roku zastąpiono je na synodzie uniejowskim dotkliwą karą pieniężną, a dla niewypłacalnych miesięczną pokutą w klasztorze.

Grzywny podnoszono, pobyt w klasztorze zastępowano biskupim karcerem, a mimo to Kościół wszedł z tym problemem w czasy nowożytne. W niektórych miejscach zjawisko przybierało zresztą dużo poważniejsze rozmiary. Pod koniec XIV wieku statuty diecezji włocławskiej piętnowały wśród miejscowego kleru nie tylko samo nawiedzanie tabern, ale i zwyczaj usługiwania w nich.

Zdarzało się, iż pleban, do którego uposażenia należała karczma, zamiast puścić ją w dzierżawę, osobiście brał się za jej prowadzenie, wspomagając się przy tym, o zgrozo, podopiecznymi szkoły parafialnej. Wedle zachowanej instrukcji dla wizytatorów diecezji włocławskiej o owych duchownych tabernatorów wypytywano miejscowych parafian jeszcze pod koniec następnego stulecia.

Ozdobny inicjał przedstawiający pijanych ludzi (miniatura z angielskiego rękopisu z lat 1360–1375. British Library, Royal 6 E VII)

Wilk wśród swych owieczek

W wyjątkowych przypadkach sądy biskupie stykały się z całkowicie zdeprawowanymi pasterzami, którzy swą wyzywającą postawą zakłócali życie miejscowej wspólnoty. W 1497 roku przed konsystorzem diecezji włocławskiej stanął pleban z Kobielicz oskarżony o jawny konkubinat z żoną miejscowego kmiecia. Jak wynika z zeznań świadków, duchowny nie tylko przesiadywał w jej towarzystwie w karczmie, ale też notorycznie wchodził w zatargi z bawiącymi się tam chłopami.

Bachus i jego wyznawcy oddający się pijaństwu (miniatura z paryskiego rękopisu z drugiej dekady XV w. British Library, Harley 4431)

Pewnego razu niejaki Jan Pająk, nie mogąc zdzierżyć gorszącego wieś związku, rzucił w stronę kobiety obelgę, dodając: „siedzisz tu i pijesz, gdy mąż twój ciężko pracuje. Idź mu lepiej pomóc!”. Poruszony śmiałym komentarzem pleban zachęcił obrażoną, by ta wstała i dała nauczkę zuchwalcowi. W wyniku gorszącego starcia kobieta straciła pęk wyrwanych włosów, a jej adwersarz palec. Nie był to jednak ostateczny bilans zajścia. Po wszystkim pleban nasłał kilku mężczyzn na męża swej konkubiny, ci zaś pobili go tak dotkliwie, że biedaczek ledwie uszedł z życiem.

Wyjść z twarzą…

Znacznie częściej to duchowni padali ofiarą karczemnych bójek i awantur. Watykańskie źródła pozwalają zrozumieć zarzewie owych konfliktów. Podstawowym czynnikiem zapalnym był tu oczywiście stan upojenia (ebrietas) adwersarzy. W trakcie zabawy z przyjaciółmi ksiądz Mikołaj z Bydgoszczy, jak przyznał, z nadmiaru napitku, zaczął żywiołowo tupać i podskakiwać do dźwięków muzyki. Ów niecodzienny występ spotkał się rychło z niewybrednym komentarzem pewnego Szymona z Poznania. Powściągliwy duchowny skierował się do wyjścia, by nie doznać uszczerbku na honorze, jednak Szymon obrzucił go jeszcze gorszymi obelgami.

Mikołaj przyznał, iż tym razem zmuszony był odpowiedzieć na zaczepki, aby milczeniem nie potwierdzać oszczerstw napastnika. Nietrudno się domyślić, że podjęta przezeń potyczka słowna rychło przeistoczyła się w rękoczyny. Ostateczny bilans niewinnej sprzeczki to zabity mężczyzna, który stanął w obronie księdza, oraz ścięty za dopuszczenie się owego zabójstwa Szymon.

W społeczeństwie średniowiecznym obrona reputacji była sprawą najwyższej wagi. Zniewaga, która nie spotykała się z natychmiastowym odporem, obciążała dobre imię adresata i jego rodu. Najbardziej wyczulona na tym punkcie była oczywiście szlachta. Wedle statutów wiślicko-piotrkowskich ten, kto szkaradnie pomówił szlachcica, miał odwołać wypowiedziane oszczerstwa słowami: „com mówił, łgałem jak pies”. Zwyczaj wymagał zresztą, by to odszczekiwanie wykonano spod stołu.

Sposobów na czynne znieważenie nie brakowało. Szczególnie poważnie traktowano uderzenie otwartą dłonią czy ciągnięcie za włosy, w praktyce jednak wiele zależało od indywidualnej wrażliwości. Pewien kleryk z węgierskiej wsi Szepetk tłumaczył swój udział w karczemnej rozróbie obrazą ze strony pijaka, który rzucił pieczoną gęś na stół, przy którym duchowny bawił się z przyjaciółmi. Gest ów, poczytany jako celowa zniewaga (iniuria), godził w honor wszystkich zainteresowanych.

Sztuka improwizacji

Karczmarze nie zawsze byli gościnni i przyjaźni. Czasem stawali się dla swoich gości śmiertelnym zagrożeniem (na ilustracji miniatura z francuskiego rękopisu z pierwszej połowy XV w. przedstawiająca karczmarza witającego gości, British Library, Royal 19 C XI)

Gdy już doszło do ataku, ksiądz mógł zgodnie z prawem kanonicznym bronić swego życia. Do kurii rzymskiej trafiła w 1477 roku sprawa proboszcza parafii Dalewo w diecezji poznańskiej. Z niewiadomych przyczyn właściciel tamtejszej karczmy zaatakował słownie przebywającego w niej duchownego, grożąc mu przy tym śmiercią. Sytuacja stała się poważna, gdy do tumultu przystąpiła żona karczmarza, usiłując przekazać mu drewnianą pałkę używaną do urabiania ciasta. Duchownemu udało się co prawda przechwycić ów przedmiot, ale karczmarz w międzyczasie zdołał dobyć siekiery. Niestety, nie znamy technicznych szczegółów starcia, z którego to duchowny, o dziwo, wyszedł cało.

W innym przypadku starający się o przyjęcie święceń Mateusz ze Świdnicy opowiadał o tym, jak w młodości stanął w obronie swego nauczyciela ze szkoły parafialnej. Oprawcą okazał się kompletnie pijany współbiesiadnik, który rzucił się na biedaka z wyciągniętym mieczem. Chcąc mu w tym przeszkodzić, nasz dzielny kleryk cisnął kamieniem w głowę furiata. Ten jednak ledwie odczuł cios. Unieszkodliwić go miała skutecznie dopiero interwencja postronnych. Pierwszy powalający na ziemię cios zadano siekierą, drugi – śmiertelny – mieczem.

Niekonwencjonalne metody samoobrony stosowane przez duchownych wynikały z zakazu noszenia przez nich broni. Zobowiązywały do tego liczne dekrety papieskie, do których dołączały się kolejne polskie diecezje. Autorzy postanowień piętnastowiecznego synodu włocławskiego uznali nawet za konieczne szczegółowe wyliczenie wzbronionych duchownym broni. Wspomina się tu zatem nie tylko miecze, kordy czy długie noże, ale nawet włócznie. W diecezji płockiej statuty biskupa Jakuba z Kurdwanowa skupiały się z kolei na broni miotanej, potępiając na równi łuki i kusze. Wymowę owych przepisów łagodziło pozwolenie na zabieranie broni w podróż czy noszenie krótkich noży dla celów pokojowych.

Gaudeamus igitur

Nie było w średniowieczu drugiej tak ściśle zżytej z karczmą grupy, jak studenci. Stanowili klientelę bezgranicznie oddaną, choć uciążliwą. Piętnastowieczni krakowscy żacy szczególnie upodobali sobie winiarnię Jana Medyka. Ileż trosk miał wycierpieć ów właściciel od nieskorych do zapłaty młodzieńców, wiemy z ówczesnych ksiąg rektorskich.

Tak jak wielu innych karczmarzy, Jan rychło przekonał się, że tylko częsta interwencja u władz uczelni skłaniała opornych do regulowania kredytu. Chociaż w odwecie studenci głośno psioczyli na jakość serwowanych trunków, to w okazywaniu swego niezadowolenia dalece ustępowali swym zachodnim kolegom.

Historia skrzętnie zachowała imiona dwóch studentów Oxfordu, którzy 10 lutego 1355 roku, wybrawszy się zwyczajem do pobliskiej karczmy, dali początek jednym z największych rozruchów studenckich epoki. Zamówione wino nie odpowiadało ich wymaganiom, co postanowili wprost zakomunikować obsłudze. Dyskusja nie przebiegała zbyt przyjaźnie, skoro zakończyła się wylaniem na głowę karczmarza zawartości kielichów, a później dotkliwym pobiciem. Nabrzmiałe od dekad zatargi mieszczan z cieszącymi się szerokimi przywilejami studentami wywołały regularną, trwającą kilka dni bitwę na ulicach miasta. Po zaciętych walkach doliczono się 10 trupów, ponad 30 rannych i 15 zburzonych burs.

Średniowieczni studenci nie skupiali się tylko na nauce (ozdobny Ozdobny inicjał przedstawiający studentów i ich wykładowcę, miniatura z paryskiego rękopisu z pierwszej ćwierci XIV w. British Library, Harley 3140)

Młodzi ludzie szukali jedynie okazji, aby czynnie włączyć się we wszelkie na pozór niedotyczące ich konflikty społeczne i polityczne. W Paryżu w roku 1229 poszło o cenę wina. Pikardyjscy studenci, którzy zarzucali karczmarzowi zdzierstwo, wywołali poważną bijatykę, z której wyszli mocno poturbowani. Następnego dnia powrócili jednak z pokaźnymi posiłkami, wdarli się do wspomnianej karczmy i gruntownie ją zdemolowali, nie oszczędzając nawet beczek z winem.

Gdy żacy przenieśli dzieło zniszczenia na pobliskie ulice, pełniąca wówczas funkcję regentki królowa Blanka rozkazała prowostowi Paryża stłumić rozruchy. Pachołkowie miejscy zabrali się do tego z taką pasją, że cała sprawa doprowadziła do protestu zszokowanych profesorów i czasowego zawieszenia działalności słynnego francuskiego uniwersytetu.

Wszystko pod kontrolą

Tragiczne w skutkach zatargi o jakość sprzedawanych trunków nie unikały uwadze władz miejskich. Wilkierze (czyli uchwały rady miejskiej) krakowskie stanowią fascynujący przykład ścisłej kontroli nad przemysłem piwnym w mieście średniowiecznym. Regulacji poddawano złożony proces warzenia, ceny poszczególnych gatunków napoju, jak również naczynia służące do jego odmierzania. Wymagano przestrzegania maksymalnej wielkości beczek przenoszonych przez tragarzy, nie wspominając o restrykcyjnych przepisach przeciwpożarowych.

Z powodzeniem zwalczano też piwnych oszustów. W uchwale z roku 1370 czytamy, iż piwowar, który zostanie schwytany na fałszowaniu miary bądź wielokrotnym dolewaniu podlejszego piwa do lepszego gatunkowo trunku, oprócz grzywny otrzyma także miesięczny zakaz wyszynku.

Do egzekwowania przepisów powołano naturalnie osobną służbę miejską. Funkcjonariusze zwani affusores zajmowali się kontrolą jakości dostępnych w mieście trunków, nakładając kary za ich fałszowanie. O uczciwości ówczesnych piwowarów i karczmarzy niezbyt dobrze świadczy fakt, że już w 1404 roku dochód z grzywien pokrywał z pokaźną nadwyżką koszty funkcjonowania owej służby piwnej.

W innych miastach rozcieńczone piwo czy wino wylewano niekiedy pod pręgierzem, bez wątpienia ogłaszając przy tym sprawcę fałszerstwa. Zdaje się jednak, że prawa polskie nie dorównywały surowością tym angielskim. Już w 1267 roku z woli króla Henryka III wszyscy piwowarzy, którzy oszukiwali na jakości lub objętości sprzedawanego piwa, musieli liczyć się z hańbiącym wystawieniem pod pręgierzem (w Anglii w formie tzw. gąsiora), gdzie obrzucano ich wszelkimi nieczystościami.

Bibliografia

  • Acta Capitulorum nec non iudiciorum ecclesiasticorum selecta, t. 3. cz. 1, Acta iudiciorum eccłesiasticorum dioecesum plocensis, wladislawiensis et gnesnensis (14221533), wyd. Bolesław Ulanowski, Kraków 1908.
  • Kultura Polski średniowiecznej, XIV–XV w., red. Bronisław Geremek, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 1997.
  • Repertorium Poenitentiariae Germanicum. Verzeichnis der in den Supplikenregistern der Pönitentiarie vorkommenden Personen, Kirchen und Orte des Deutche Reiches, Bd. 1–6, bearb. von L. Schmugge, De Gruyter, Tübingen–Berlin–Boston 1998–2012.
  • Judith Bennett, Ale, Beer and Brewsters in England. Women’s Work in a Changing World. 13001600, Oxford University Press, New York–Oxford 1996.
  • Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1888.
  • Gabriella Erdélyi, Negotiating Violence. Papal Pardons and Everyday Life in East Central Europe (1450–1550), Brill, Leiden–Boston 2018.
  • Jan Fijałek, Życie i obyczaje kleru w Polsce średniowiecznej na tle ustawodawstwa synodalnego, Universitas, Kraków 1997.
  • Antonina Jelicz, Życie codzienne w średniowiecznym Krakowie. Wiek XIII–XV, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1966.
  • Stanisław Kutrzeba, Piwo w średniowiecznym Krakowie, „Rocznik Krakowski”, t. 1 (1898), s. 37–52.
  • Richard Unger, Beer in the Middle Ages and the Renaissance, University of Pennsylvania Press, Philadelphia 2004.
Udostępnij

Łukasz Kowalczyk

Historyk, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (specjalizacja: mediewistyka). Interesuje się historią starożytnego Rzymu, dziejami Kościoła, reformacji i rewolucji oraz historią społeczną i antropologią historyczną.