fbpx
Facebook-icon
Hrabia Tytus

Kobiety w sejmie, maturzyści w wojsku i osiem godzin w pracy. Przegląd prasy sprzed stu lat (23–30 listopada 1918)

Sto lat temu kończący się tydzień upływał pod znakiem zyskiwania praw. Robotnicy otrzymali prawo do 8-godzinnego dnia pracy, uczniowie do zwoływania poważnie traktowanych wieców, a kobiety – bierne i czynne prawo wyborcze. Nim jednak Józef Piłsudski wydał dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, o pełnię praw wyborczych dla kobiet zatroszczyli się organizatorzy Polskiego Sejmu Dzielnicowego.

Zbawienne osiem godzin

Zacznijmy od krzepiących wieści opublikowanych na pierwszej stronie czasopisma „Naprzód”. Dekret rządu polskiego o 8-godzinnym dniu pracy był wówczas materiałem na informacyjną „jedynkę” i choć w cytowanym numerze ustąpił miejsca tradycyjnemu sporowi z krakowskim „Czasem”, znalazł się na pierwszej stronie wydania.

Od dnia ogłoszenia w „Dzienniku Praw Państwa Polskiego” niniejszych przepisów praca robotnika we wszystkich zakładach przemysłowych, górniczych, hutniczych, rzemieślniczych, przy komunikacjach lądowych i wodnych oraz w przedsiębiorstwach trwać ma bez wliczenia przerw odpoczynkowych najwyżej 8 godzin na dobę, zaś w dni sobotnie godzin sześć. […] W tych działach pracy, której charakter wymaga dłuższej jednorazowej pracy, ogólna liczba godzin w tygodniu nie może przekraczać 46 godzin, nie wliczając przerw odpoczynkowych. Dekret niniejszy nie może pociągnąć za sobą obniżenia płac robotników i pracowników. Nadliczbowe godziny pracy muszą być specjalnie wynagradzane.

Piłsudski kontra maturzyści

Powyższa informacja zmieniała w sposób istotny życie wielu pracujących, tymczasem maturzyści mieli przed sobą ważne życiowe wybory. Sto lat temu borykali się z decyzjami o znacznie większych konsekwencjach niż niewłaściwy wybór kierunku studiów. Młodzież męska hurtem zaczęła zaciągać się do wojska, co w niektórych przypadkach skutkowało awanturą z udziałem rodziców, nauczycieli i samego komendanta Piłsudskiego. O takiej historii donosił „Kurier Warszawski”:

Przeszło 800 osób zgromadził wczorajszy wiec rodziców i wychowańców w sali szkoły św. Stanisława. Oto młodzież klas wyższych z całym zapałem rozpoczęła zapisywać się do wojska. Jest to niewątpliwie w czasie przełomu dzisiejszego pęd piękny, ale w tej akcji nie sama młodzież winna rozstrzygać. Ze strony młodzieży odbyły się dwa wiece, na których rozstrzygnięto sprawę w sposób kategoryczny, należy jednak, aby wypowiedzieli się w tej ważnej sprawie narodowej także rodzice i wychowawcy, jako czynniki ponoszące odpowiedzialność za przyszłość młodzieży.

Cytowana w gazecie konkluzja prowadzącego zebranie była bardzo krzepiąca, ponieważ dowodziła poważnego traktowania młodzieży i autonomicznych postanowień szkolnych wieców:

[…] wiec rodziców odbywa się nieco za późno, mianowicie, już po rozstrzygających uchwałach wieców uczniowskich i z tem się ze względów psychologicznych liczyć należy […] oporne stanowisko rodziców nie jest wskazane.

Antidotum na tę sytuację miało być wcześniejsze wydanie matur uczniom na podstawie informacji o postępach w nauce uzyskanych od pedagogów. Nauczyciele szukali rozwiązań pozwalających zakończyć młodym mężczyznom szkołę uzyskaniem matury, podczas gdy mamy obwiniały nauczycieli o złe pokierowanie młodzieży, a dyrektor szkoły powoływał się na słowa samego Piłsudskiego, które zdecydowanie studziły młodzieńczy zapał.

Poznań wyprzedził naczelnika

Naczelnik Piłsudski nie chciał wprawdzie dać młodzieży maturalnej przyzwolenia na przedwczesne zaciąganie się do wojska, za to kobiety uhonorował pełnią praw wyborczych. Donosiły o tym nie tylko media sprzed stu lat, ale i telewizyjne serwisy informacyjne z 28 listopada 2018 roku. Wszystkim, którzy w setną rocznicę wydania dekretu o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, wspominają o uzyskaniu wówczas przez polskie kobiety prawa do głosowania i kandydowania w wyborach, warto przypomnieć o nieco wcześniejszym precedensie. Na zwołany w Poznaniu na 3 grudnia Polski Sejm Dzielnicowy wybrano zarówno mężczyzn, jak i kobiety, o czym prasa poznańska pisała znacznie wcześniej, nim w Warszawie znano treść dekretu Piłsudskiego. Udział kobiet w obradach Polskiego Sejmu Dzielnicowego był faktem potwierdzanym przez „Kurier Poznański”, relacjonujący przebieg walnych zebrań dla miasta Poznania:

Walne zebrania dla miasta Poznania odbyły się wczoraj wieczorem wszystkie – w liczbie pięciu – równocześnie i z jednakowym porządkiem obrad. Na wszystkich zebraniach Komitet wyborczy na miasto Poznań przedłożył jednakowy spis kandydatów na delegatów i delegowane na Polski Sejm Dzielnicowy, zwołany na 3 grudnia do Poznania.

Już następnego dnia „Kurier Poznański” i „Dziennik Poznański” zgodnie drukowały porządek obrad Polskiego Sejmu Dzielnicowego, choć zazwyczaj bywały dość rozbieżne w opiniach i doborze materiałów. W tych dniach obydwa poznańskie dzienniki żywo interesowały się dalszymi losami rządu Moraczewskiego oraz kwestią zjednoczenia ziem polskich wszystkich trzech zaborów. W artykule „Rekonstrukcja albo anarchia” „Dziennik Poznański” donosił, co następuje:

Utworzenie w obecnej chwili czysto partyjnego i klasowego gabinetu w Polsce było, jak od razu przewidzieć było można, eksperymentem nader ryzykownym. Zupełne wykluczenie „burżujów” z rządu może się podobało jednemu lub drugiemu skrajnemu radykałowi, ale już pierwsze dnie urzędowania tego rządu wykazały, że bez pomocy klas, które dziś od wszelkich wpływów odsunąć się pragnie, mechanizm państwowy funkcjonować nie może. Zbliżony do obecnego rządu organ Polskiej Partii Socjalistycznej, „Robotnik”, który przejął dziś dawniejsza „Godzinę Polski”, sam przyznać to musi, spędzając jednak całą winę na rzekoma obstrukcję ze strony warstw posiadających; zaś prezydent ministrów tymczasowego rządu ludowego, pan Moraczewski, oświadczyć miał wprost, że – jeżeli stosunki nie zmienią się na lepsze – liczyć się trzeba z bliską dymisją całego dzisiejszego gabinetu.

Zamieszczona nieco niżej konkluzja, dotycząca stylu uprawiania polityki, brzmi nad wyraz aktualnie dla bezstronnego obserwatora polskiego życia politycznego ostatniego ćwierćwiecza:

Naród polski we wszystkich dzielnicach, we wszystkich warstwach i stronnictwach ma już dosyć tego przygnębiającego obrazu, jaki przedstawia polityka polska od blisko trzech miesięcy. Nikt nie pragnie energię swoją zużywać wyłącznie w walce przeciw rządom partyjnego przeciwnika i nikomu nie zależy na tem, żeby ciągle na nowo stwarzać przesilenia, które za każdym razem ciągną się nieskończenie długo, do najwyższego stopnia denerwujące całe społeczeństwo. Zgodny głos ogółu domaga się powołania wreszcie silnego rządu, który pod swoim sztandarem skupić by mógł cały politycznie myślący naród, i domaga się go stanowczo, chociaż wszelkie w tym kierunku czynione próby dotychczas zawiodły.

O potrzebie zgody narodowej pisał także „Kurier Poznański” w kontekście zjednoczenia ziem polskich wszystkich trzech zaborów.

Sprawa zjednoczenia Polski, to nie tylko zewnętrzne, mechaniczne zagadnienie terytorialnego połączenia dzielnic polskich. Zewnętrzne kordony padną może niedługo, ale pozostaną odrębności wewnętrzne dotychczasowych zaborów, pozostaną ślady odmiennych kolei życia i rozwoju, wynikające z przynależności przeszło 100-letniej do trzech różnych państw zaborczych. Zadaniem polityki narodowej musi być przede wszystkiem, aby te pozostałe różnice, wyżłobione długotrwałą niewolą, wyrównać. Musimy dążyć do wewnętrznego zespolenia się narodu, bo tylko tą drogą usuniemy źródła roztereki nieporozumień. Wiemy, jak ciężko w naszej własnej dzielnicy dały się nam we znaki partykularyzmy prowincjonalne, szczególnie w Prusach Zachodnich i na Śląsku. Uniknąć musimy za wszelką cenę w wolnej Polsce partykularyzmów dzielnicowych. Wszechpolskość, jeżeli kiedy, to dzisiaj właśnie musi być hasłem politycznem.

O konieczności zjednoczenia ziem polskich pisał także premier Moraczewski w swej odezwie zamieszczonej na łamach „Wyzwolenia” z 27 listopada 1918, choć zapewne ideę tę rozumiał nieco inaczej, niż pojmowała ją redakcja „Kuriera Poznańskiego”.

Wyszliśmy z ludu. Robotnicy i chłopi polscy oddali nam w ręce władzę nad wyjarzmionemi już częściami Polski. To też pragniemy być rządem ludowym, który interesów milionowych rzesz ludu pracującego broni, jego życiu toruje nowe drogi, jego wolę spełnia.

Jesteśmy rządem tymczasowym, powstałym w chwili nagłej potrzeby. Władzę naszą będziemy dzierżyli aż dozwołania Sejmu Ustawodawczego, ślubując sprawować ją ku dobru i pożytkowi ludu i państwa polskiego. Sejm ustawodawczy, oparty na powszechnem, równem, bezpośredniem, tajnem i proporcjonalnem głosowaniu wszystkich obywatelek i obywateli, mających 21 lat skończonych, zdecydowani jesteśmy zwołać w początku roku przyszłego, ustalając dzień wyborów na ostatnią niedzielę stycznia. Przygotowania do tego aktu rozpoczynamy niezwłocznie, zaś ordynacja wyborcza zostanie przez nas ogłoszona w dniach najbliższych.w dniach najbliższych. Sprawując rządy tymczasowe, chcemy utorować drogę tym, którzy przyjdą po nas, aby wznosić na założonych przez nas podwalinach coraz potężniejszą i wspanialszą budowę Republiki polskiej. I tu piętrzą się przed nami zagadnienia olbrzymiej wagi, które musimy rozwiązać. Jeszcze nie jesteśmy wszyscy razem. Ludność Wielkopolski i piastowskiego Śląska nie podlega jeszcze władzy Republiki polskiej. Polskie wybrzeże morskie nie jest jeszcze objęte granicami Polski. Nad kolebką państwa polskiego powiewają jeszcze obce sztandary. Doprowadzenie do ostatecznego zjednoczenia wszystkich ziem, zamieszkałych przez ludność polską lub dobrowolnie do Polski ciążącą będzie jednym z pierwszych naszych zadań.

Pod jednym względem dążenie do zjednoczenia wszystkich ziem i frakcji politycznych okazało się owocne. Z uważnej lektury prasy sprzed stu lat wynika, że bez względu na miejsce wydawania i poglądy cytowanego tytułu, prawa wyborcze kobiet uznano wówczas za rzecz potrzebną i oczywistą. Dla istnienia gazet i czasopism żaden jednak temat nie był tak ważny, jak dopływ gazu.

Udostępnij

Danuta Podolak

Kobieta z książką na głowie... - dosłownie i w przenośni. Zakochana w sztuce słowa. Legenda głosi, że urodziła się z „Trylogią” pod pachą, mikrofonem w ręce i fragmentami „Pana Tadeusza” na ustach. Tyle w tym prawdy, że lubi Sienkiewiczowskie zdania wielokrotnie złożone, pracowała w kilku stacjach radiowych i jednej telewizji oraz z zapałem interpretuje teksty literackie, nagrywając audiobooki. Aktorka, nieistniejącego już, amatorskiego teatru, którego niezapomnianą Panią Profesor była Krystyna Feldman. Prowadziła zajęcia recytatorskie dla uczniów szkoły podstawowej, reżyserowała spektakle dziecięcego teatru i organizowała warsztaty radiowe dla dzieci i młodzieży. Z radością i dumą występuje w barwach „Tytusa”. Realizuje projekt „Historia pisana głosem”. Humanistka z umysłem ścisłym, historię kocha jako wierną towarzyszkę wszelkich nauk filologicznych. Interesuje ją staropolszczyzna, lubi grzebać w wiekowych papierach. Kocha miejsca, w których to, co nowoczesne, spotyka się z tym, co dawne – na przykład biblioteki cyfrowe. Właśnie z tej miłości szpera w gazetach sprzed stu lat i szuka sposobów prababek na zdrowe, mądre i pełne uroku życie.

Danuta Podolak