fbpx
Facebook-icon
Hrabia Tytus

Bimbrownia i goście z zagranicy, czyli początki Polskiej Kroniki Filmowej

Polska Kronika Filmowa przez pięćdziesiąt lat była zarówno tubą propagandową władzy, jak i rozrywką dla widzów. Jej początki sięgają jeszcze lat wojennych, a nawet przedwojennych.

Za starszego brata Polskiej Kroniki Filmowej należy uznać Magazyn Filmowy Polskiej Agencji Telegraficznej, który funkcjonował w II RP od 1925 roku. Choć realizowany był do 1939 roku, zdania na jego temat były mocno podzielone. Do fanów dokumentów Agencji nie należeli chociażby sanacyjni politycy, którzy wprost krytykowali je z sejmowej mównicy. Sam Sławoj-Składkowski tak odniósł się do słów swojego przedmówcy o dokumencie przedstawiającym otwarcie nowego mostu i udziale w nim dygnitarzy:

Słusznie mówił pan kolega poseł Żenczykowski, że jak się przedstawia otwarcie mostu, to powinno się pokazać po pierwsze pracę robotników, plan budowy, wartość tego mostu, a na końcu dopiero można dać trochę tych „meloników”. Postaramy się zmienić tę sprawę, mianowicie postaramy się przedstawić nowe budowle z punktu widzenia tężyzny pracy, wartości gospodarczej, a „meloniki”, które dla panów ministrów nie przestawiają tak znowu wielkiej przyjemności, skrócimy do minimum. To są słuszne uwagi i postaramy się do nich dostosować.

Początki Polskiej Kroniki Filmowej sięgają czasów przedwojennych

Pomimo słów samego premiera o modyfikacjach w magazynie, PAT nie zmienił formuły swoich obrazów: wciąż filmowano głównie imprezy z udziałem władz. Dla dalszej historii istotne jest jednak coś innego: to właśnie przy tych dokumentach pracowali operatorzy, którzy po wojnie zasilili szeregi redakcji Polskiej Kroniki Filmowej, tacy jak chociażby Wacław Kaźmierczak. Zresztą jego droga do PKF prowadziła nie tylko przez dokumenty PAT, ale także przez kroniki powstańcze. W czasie gdy opuszczał on wraz z cywilami Warszawę, w Lublinie powstawała prowizoryczna redakcja PKF.

Niczym bracia Lumière

Zanim jednak poszło do powstania redakcji w Lublinie, filmowcy musieli przejść długą drogę. I to dosłownie: „matką założycielką” redakcji PKF była grupa osób zorganizowana jako „Czołówka”, która powstała w 1943 roku przy I Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki. Wśród osób związanych z kinematografią w armii gen. Berlinga znalazły się osoby ze środowiska „Startu”: Jerzy Bossak, Ludwik Perski czy Stanisław Wohl. „Start” był przedwojennym Stowarzyszeniem Miłośników Filmu, które postulowało m.in. produkcję filmów użytecznych.

Przedwojenny „startowiec” Jerzy Bossak (po prawej) po wojnie był nie tylko redaktorem naczelnym PKF, ale także stał na czele czasopisma „Film” oraz nadzorował przedsiębiorstwo „Film Polski” powołane dekretem z 13 listopada 1945 (kadr z PKF 45/53, Repozytorium Cyfrowe Filmoteki Narodowej)

„Czołówka” odpowiadała za realizację frontowego miesięcznika „Polska Walcząca”, którego pierwszy odcinek pokazano w kinach polowych w styczniu 1944 roku. W założeniu cykl ten miał być emitowany co miesiąc, jednak kolejna jego odsłona powstała dopiero latem, a zaprezentowano ją 26 listopada 1944 w kinie Apollo w Lublinie. W tym mieście zadecydowano także o przekształceniu „Czołówki” w wytwórnię filmową oraz o utworzeniu redakcji Polskiej Kroniki Filmowej, która otrzymała swoją siedzibę w jednej z lubelskich willi. Jej pierwszym redaktorem naczelnym został Jerzy Bossak, który wspominał później:

Już wtedy rozumieliśmy, że potrzebny jest periodyk filmowy, notujący aktualne wydarzenia i jak najszybciej przekazujący wiadomości. Ale pierwsze numery kroniki nie mogły być, niestety, wydawane regularnie. To, co nazywaliśmy wytwórnią, przypominało pierwsze atelier braci Lumière: wywoływanie taśmy na ramach, suszenie na ręcznie obracanych bębnach… Pracowaliśmy w willi zajmowanej przedtem przez lubelskiego szefa gestapo Globocnika. Operatorów było niewielu. Zrealizowaliśmy tam kilka numerów PKF, wyświetlanych na terenach sukcesywnie wyzwalanych.

Pierwszy odcinek PKF wyemitowano 1 grudnia 1944 roku. W lutym siedzibę redakcji przeniesiono do Łodzi, a do marca 1945 roku wyemitowano siedem wydań kroniki. Liczba ta oraz znacznie szersze grono odbiorców oznaczały sukces nieporównywalnie większy od „Polski Walczącej”. Zaczęła się także rozrastać redakcja, w skład której weszli m.in. filmowcy Adolf Forbert i Władysław Forbert czy Jewgienij Jefimow, operator radzieckiego „Sojuzkinożurnała”. Koniec wojny przyniósł kronice jeszcze większą popularność. Jak zaznacza Marek Hendrykowski:

Szacuje się, iż już w latach czterdziestych swoim stale poszerzającym się zasięgiem obejmowała kilka, a wkrótce kilkanaście milionów widzów w kilkuset polskich kinach i tysiącach sal projekcyjnych, do których docierały kina objazdowe. W czasach bez telewizji i przy niewielkim jeszcze wówczas zasięgu radia, cotygodniowy magazyn aktualności rychło stał się najważniejszym źródłem audiowizualnej informacji z kraju i ze świata oraz niezmiernie użytecznym z punktu widzenia nowej władzy medium oddziaływania na świadomość milionów Polaków.

Wśród tematów pokazanych w pierwszym odcinku PKF znalazła się sekwencja dotycząca
przekazania władzom polskim „Bitwy pod Grunwaldem” i „Kazań Skargi” (kadr z PKF 1/45)

Naród gospodarzem kraju

W pierwszych latach po wojnie twórcy Polskiej Kroniki Filmowej mieli jasno sprecyzowane zadania. Po pierwsze, musieli przedstawić widzom bohatera, który pozostanie z nimi na kolejne odcinki: władzę ludową. Nie było to wprawdzie ukazywanie „meloników”, jak w przypadku patowskich magazynów, trudno jednak zaprzeczyć, że politycy byli dla PKF niezwykle istotnymi aktorami.

Już w pierwszym odcinku z 1945 roku pokazano sukces Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, jakim była wizyta zagranicznego dyplomaty. Lektor z radością donosił widzom o polsko-francuskiej współpracy, która „w niedalekiej przyszłości stanie się jednym z kamieni węgielnych europejskiego systemu bezpieczeństwa”. Z kolei w drugim wydaniu z 1945 roku znalazła się długa sekwencja dotycząca demonstracji w Lublinie na rzecz przekształcenia Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Tymczasowy Rząd Rzeczypospolitej. Podczas gdy na ekranie tłumy wiwatowały z transparentami „Niech żyje Tymczasowy Rząd Narodowy”, lektor opowiadał:

Wśród operatorów, który weszli w skład redakcji Polskiej Kroniki Filmowej znalazł się m.in. Adolf Forbert, który przed wojną pracował w Australii jako asystent operatora Kroniki Filmowej. Sergiusz Sprudin (na zdjęciu) w latach 1940–1941 i 1944–1945 był operatorem kroniki filmowej w Studiu Filmów Dokumentalnych w Kownie (fot. „Film”, n. 24, 1 września 1947, domena publiczna)

Naród czuje się gospodarzem kraju, żąda, by w jego imieniu występował na arenie międzynarodowej rząd, który zapewniłby nam przyjaźń ze Związkiem Radzieckim i sprzymierzonymi państwami Zachodu, rząd, który potrafi zdobyć dla Polski Prusy Wschodnie i oprzeć nasze granice na Odrze i Nysie. Podobne manifestacje miały miejsce we wszystkich miastach i osiedlach wyzwolonego obszaru Rzeczypospolitej.

Będąc tubą propagandową władzy, Kronika z odpowiednią dozą perswazji donosiła także o istotnych dla losu kraju wydarzeniach politycznych. W przypadku referendum z 1946 roku lektor opowiadał (PKF 18/46):

Ścisk i ruch panowały przez kilka dni w lokalach obwodowych komisji głosowania ludowego. Wobec zbliżającego się terminu referendum każdy obywatel sprawdzał, czy nie jest przypadkiem pominięty w spisie uprawnionych do głosowania. Po raz pierwszy społeczeństwo polskie ma możność bezpośredniego decydowania o losach swego kraju. Sprawa jest ważna, więc też komisje obwodowe miały dużo pracy. Przy obliczaniu głosów będą jej miały jeszcze więcej, bo w niedzielę dnia 30 czerwca wszyscy odpowiadamy: 3 razy tak.

Choć od pierwszych lat kronika stała się „medium partyjnym”, filmowcy starali się, by nie przypięto jej takiej łatki. Ludwik Perski opowiadał:

Jedną z ważniejszych prac redakcyjnych pierwszego okresu było odmawianie realizacji… takich tematów, jak zjazdy, zebrania, posiedzenia, a więc tematów statycznych, bardzo oficjalnych. Nie zawsze to się udawało. Pamiętam, jak nalegano, abyśmy przysłali operatora na zjazd OMTUR-u w Katowicach. Nie pojechał nikt. I w nocy, w przeddzień zjazdu, o drugiej – zadzwonił do mnie ktoś bardzo ważny. Kategorycznie zażądał, aby sfilmować uroczystość. Odpowiedziałem, że nie możemy znaleźć naszego katowickiego operatora. ,,Nie szkodzi! – brzmiała odpowiedź – katowicki Urząd Bezpieczeństwa odszuka go”. Był nim wówczas Henryk Makarewicz. Po pewnym czasie otrzymałem telefon z Urzędu Bezpieczeństwa. Poszukiwania zakończyły się pomyślnie; oddano słuchawkę Makarewiczowi, abym wytłumaczył o co chodzi. Potem usłyszałem jego głos: „Dobrze, załatwię. Poproś tylko, żeby mi oddali pasek i sznurowadła”.

Niestety, zdarzały się także historie, które nie kończyły się polubownym załatwieniem sprawy. W 1948 roku wśród członków redakcji doszło do aresztowań za niechęć wobec władzy. Do zatrzymanych należał operator Jarosław Brzozowski, który spędził w więzieniu sześć lat.

Wyodrębnianie prawdy z kłamstwa

Niezwykle istotną sprawą był wątek „Ziem Odzyskanych”. Realizacja tego tematu okazała się jednak trudniejsza, niż początkowo przypuszczano – szczególnie, gdy wysłani na te tereny operatorzy wrócili bez nagrań, zniechęceni chaosem i ogólną atmosferą tych terenów. Jerzy Bossak tłumaczył wówczas podczas spotkania z operatorami PKF:

Jeśli na ekranie ukazujemy w sposób sugestywny oblicze Ziem Odzyskanych i mówimy, że Ziemie te musi zaludnić́ nasz chłop, robotnik i inteligent, i że od zagospodarowania tych terenów zależy przyszłość́ naszego kraju – nie jest to kłamstwem, ale właśnie twórczą propagandą i wskazaniem najżywotniejszych celów naszego państwa […] I nie jest to jakiś́ fałszywy ruch, lecz świadome wyodrębnienie prawdy z kłamstwa, jaskrawo rzucających się̨ w oczy pozorów.

Wygląd czołówki PKF przez pięćdziesiąt lat swojego istnienia zmieniał się kilkakrotnie. W 1952 r.
Kronika otrzymała własny sygnał muzyczny, skomponowany przez Władysława Szpilmana

Słowa te przekonały operatorów – temat „powrotu do macierzy” Szczecina, Wrocławia czy Olsztyna był obecny niezwykle często na ekranach kin. Realizacja dokumentów na tych ziemiach miała szczególne znaczenie. Z jednej strony należało przekonać społeczeństwo o polskiej historii przejętych od Niemców terenów, z drugiej trzeba było udowodnić, że jest to prawdziwe El Dorado – kraina mlekiem i miodem płynąca, na której warto się osiedlić. Stąd też w dokumentach chętnie pokazywano dobrze wyposażone gospodarstwa czy budynki z polską flagą, w których czekano na przyjęcie osadników. Często przedstawiano także bohaterów – pierwszych śmiałków, którzy przybywali na nowe tereny.

Tematem powracającym w Kronice w pierwszym okresie jej istnienia były „Ziemie Odzyskane”.
W 1948 roku wyemitowano sekwencję poświęconą Wystawie Ziem Odzyskanych, która odbywała się we Wrocławiu

Dziękujemy wam za pomoc, resztę zrobimy sami

Na bieżąco odnotowywano także sukcesy w podnoszeniu kraju z ruin. Kronika donosiła o odbudowach m.in. portu w Gdańsku, ratuszu w Poznaniu czy uniwersytetu we Wrocławiu. Śledziła powrót repatriantów, jak chociażby w wydaniu z listopada 1948 roku, kiedy lektor informował: „Po długich latach rozłąki repatrianci witają swoich najbliższych. W ojczyźnie na pewno nie zabraknie dla nich pracy i chleba”.

Biuletyn Odbudowy Stolicy dokumentował podnoszenie się Warszawy z gruzów. W odcinku 12 z 1945 roku poruszono problem
odbudowy linii tramwajowych i poinformowano widza, że już ruszyła  „elektryczna kolejka dojazdowa łącząca Warszawę z Grodziskiem”

Odcinek 2/45 wprowadził cykl: „Nowa Polska”, w której prezentowano zniszczenia wojenne oraz odbudowę w polskich miastach. Jako pierwszy zaprezentowano Białystok, opisywany przez lektora jako „niegdyś potężny ośrodek przemysłu włókienniczego”. Osobnego cyklu doczekała się Warszawa – aby dokumentować postępy prac budowlanych, realizowano „Biuletyn Odbudowy Stolicy”. W sekwencji z września 1948 pojawili się nawet goście z zagranicy:

Amerykańsko-angielska delegacja na Kongres Intelektualistów zwiedza miasto, zapoznając się z ogromem zniszczenia i wysiłkiem polskiego narodu odbudowującego swoją stolicę. Na widok gruzów i tętniącej wokół pracy goście postanowili wziąć się do roboty. Zakasali rękawy i chwycili za łopaty na terenie Domu Słowa Polskiego. Mister Parker pewniej trzyma pióro niż łopatę, ale po zdjęciu koszuli pójdzie mu na pewno lepiej. Prawdziwy new look. Długa suknia, bose nogi i warszawski piasek. Były minister amerykański Rogge, murzyński poeta i hollywoodzki scenarzysta zgodnie pchają wózek z piaskiem. Dziękujemy wam za pomoc, resztę zrobimy sami.

II wojna światowa i jej konsekwencje pojawiały się w niemal każdym odcinku pierwszego okresu istnienia kroniki. Szczególne zainteresowanie budziły odcinki związane z procesami zbrodniarzy wojennych. Operatorzy Kroniki uczestniczyli m.in. w procesie Arthura Greisera, emitując m.in. sekwencje „proces Greisera w Poznaniu” w odcinku 20 z 1946 roku czy „Wyrok na Greisera” w odcinku 22 z tego samego roku. Nawiązywano również w kilku wydaniach do procesów w Norymberdze, jednak ze względu na długość jego trwania stracił on na atrakcyjności, a lektor informował tylko (PKF 6/46):

Proces w Norymberdze wlecze się i przeszedł już niemal w stan chroniczny. Podajemy szereg zdjęć obrazujących codzienny tryb pracy na procesie. Najwięcej bodajże pracują tłumacze. Także dziennikarze i telefonistki nie mogą utyskiwać na brak zajęcia. Oskarżeni natomiast nudzą się śmiertelnie.

Pomimo atrakcyjnego przekazu, kronika była przede wszystkim tubą propagandową dla władz. Stąd też często przedstawiano tematy polityczne.
W odcinku 16 z 1948 roku pokazano relację z Konferencji PPR i PPS, podczas której zacytowano Władysława Gomułkę oraz Józefa Cyrankiewicza.

Aby uatrakcyjnić wydania, redakcja PKF nawiązała współpracę z zagranicznymi wydawcami w celu wymiany materiałów. Pierwszymi partnerami, których pozyskano jeszcze w 1945 roku, były Francja, Czechosłowacja oraz ZSRR. Dzięki takim zabiegom widzowie mogli obejrzeć na przykład dokument poświęcony instytutowi kosmetyki dla psów we Francji („Jest w tych zabiegach poświęconych psiej urodzie pewna być może przesada, ale bądź co bądź wszystko to razem świadczy o kulturalnym stosunku Francuzów do zwierząt” (PKF 6/46). Niestety, nie zawsze materiały wysyłane za granicę były wykorzystywane w sposób zgodny z oczekiwaniami. W jednym z wywiadów Ludwik Perski opowiadał:

Na samym początku, dawno, pokazaliśmy, jak milicjanci rozbijają młotkami „bimbrownię” – przyrządy do nielegalnego wytwarzania alkoholu. Ukazano to za granicą jako przykład, w jaki sposób niszczy się w Polsce „inicjatywę prywatną”. Ale jeżeli odejdziemy od tych poważnych i niepoważnych fałszerstw, uważam, że materiały własne w kronikach zachodnich nie oddają tak adekwatnie jak PKF życia swojego kraju.

Sytuacja bardzo zła

W 1946 roku pojawiły się wydania specjalne Kroniki – „Przegląd Sportowy”, „Przegląd Wojskowy” – a w 1947 roku wyemitowano pojedynczy odcinek „Przeglądu Artystycznego”. Co ciekawe, pomimo propagandowego charakteru produkcji twórcy starali się, aby ich dzieła miały także walor artystyczny. W 1947 roku dokument „Powódź” otrzymał Grand Prix dla krótkometrażowego filmu dokumentalnego na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. Obraz ten został zmontowany przez Jerzego Bossaka z materiałów zgromadzonych przez pracowników redakcji podczas powodzi roztopowej w 1947 roku.

W ramach Kroniki emitowano także „Przegląd Sportowy”. W odcinku 31 z 1947 roku pokazano fragmenty meczu Polska-Rumunia, który Polska przegrała 1:2, a organizatorzy wydarzenia (według słów lektora): „przegrali na całej linii”. (kadr z PKF 31/47, Repozytorium Cyfrowe Filmoteki Narodowej)

1949 rok postawił przed Kroniką nowe zadania. Jeszcze w styczniu, podczas zebrania Komisji do Spraw Filmu, Tadeusz Zabłudowski, czyli dyrektor Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk, mówił o redakcji PKF:

Tam sytuacja jest bardzo zła! W gruncie rzeczy jedynym człowiekiem z głową jest Bossak, który nie jest członkiem partii, człowiek, który ma emocjonalną postawę̨, o której można rożnie mówić, który wie, jak trzeba robić, poza tym ludzi politycznych o pewnym wyrobieniu politycznym tam nie ma […]. Podstawową grupą jest 4 ludzi, z których żaden nie jest członkiem partii, którym zagadnienia polityczne są zupełnie obce.

Wkrótce Bossak został odwołany ze stanowiska redaktora naczelnego, a Kronice przedstawiono nowe zadania. Na kolejne lata stała się socrealistyczną tubą propagandową, opowiadającą o walce z alkoholizmem, kułactwem czy ze stonką ziemniaczaną.

Bibliografia

  • Jerzy Bossak, Helena Lemańska, Ludwik Perski, PKF ma już także 20 lat, „Film” 1964, nr 49.
  • Marek Cieśliński, Piękniej niż w życiu. Polska Kronika Filmowa 1944–1994, Trio, Warszawa 2006.
  • Tenże, Polska Kronika Filmowa. Podglądanie PRL-u, Bosz–Filmoteka Narodowa, Olszanica–Warszawa 2016.
  • Marek Hendrykowski, Polska Kronika Filmowa, [w:] Historia polskiego filmu dokumentalnego 1945–2014, 2, red. Małgorzata Hendrykowska, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2015.
  • Łukasz Jędrzejski, Polska Kronika Filmowa w latach 1945–1968 jako medium partyjne: zarys problemu, „Polityka i Społeczeństwo”, 2017, nr 1 (15), s. 158–170.
  • Jerzy Toeplitz, Polska Kronika Filmowa – dorobek XX-lecia, „Zeszyty Prasoznawcze”, 1964, nr 3.
Udostępnij

Agata Łysakowska-Trzoss

Doktorantka na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, gdzie przygotowuje pracę doktorską poświęconą działalności dobroczynnej w dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Bada historię życia codziennego, rozwój miast oraz historię filmu. Od 2013 roku współpracuje z portalem popularnonaukowym Histmag.org.