Współczesne gazety stają do pojedynku o najdramatyczniej brzmiące tytuły artykułów. Sto lat temu najbardziej porywające dla Polaków były jednak nie nagłówki, a ukrywające się za nimi treści. Zmiany układu sił w całej Europie stały tak znaczące i dynamiczne, że prasa nie musiała obawiać się braku budzących emocje tematów.

Na początku listopada 1918 roku odpowiedź na pytanie o odzyskanie przez Polskę niepodległości wydawała się już oczywista, nieoczywisty był ostateczny kształt terytorialny uwolnionej z rąk zaborców Ojczyzny. Szczególnie w Wielkopolsce z zainteresowaniem sięgano po teksty, które przypominały o polskości tych ziem, nawet jeśli drukowano je na dalszych stronach gazety.

Żeby Polska była Polską

W dodatku do „Kurjera Poznańskiego” z 1 listopada mowa księdza prałata Stychla umacniała przekonanie, że niemiecka pewność siebie w sprawie zajmowania cudzych terytoriów odeszła do przeszłości.

Naród polski nigdy nie wyrzekł się praw swoich. Na troje rozdarty, pod uciskiem obcych rządów, nie przestał być zwarta całością duchem i dążeniem – wołał i walczył o wolność. Świadczy o tem historja. […] Czy znajdzie się może wśród Niemców mąż rozsądny, z poczuciem honoru, któryby dla tego żywiołowego wołania o wolność polskiego narodu nie miał zrozumienia? Czy dziwić się może, że Polak wolnym być pragnie w granicach własnej ojczyzny?

Dodatek do numeru 252. „Kurjera Poznańskiego”, piątek 1 listopada 1918 roku.

Rozważni, nie romantyczni

Dwa dni później na pierwszej stronie cytowanej gazety padało pytanie o to, jakie postawy wobec aktualnej sytuacji geopolitycznej będą najkorzystniejsze dla sprawy polskiej:

W chwili takiej oczy nasze zwrócone być muszą przede wszystkim ku jednej sprawie, dla nas najważniejszej, ku sprawie tworzenia państwa polskiego, wielkiego, zjednoczonego. Kiedy zewsząd potęgi przewrotu wyłaniają groźne oblicze zamętu i anarchji, polska bardziej niż kiedykolwiek musi być ostoją ładu politycznego i społecznego. I my, choć jeszcze jesteśmy poza granicami państwa polskiego, musimy bez wyjątku przejąć się temi zasadami, które chwila odrodzenia Polski nakłada na wszystkich synów ojczyzny.

Autor tekstu, wskazując na potrzebę zachowania jasności myśli politycznej i skupienia woli, pisał:

O przyszłość możemy być spokojni. Nie zepsują nam jej żadne protesty i wybuchy niemieckich agitatorów, bylebyśmy sami niekarnością i swawolą chwili jutrzenki nie opóźnili. […] Nie brak oznak, wskazujących na to, że ze strony pewnych, a nam wrogich żywiołów usiłuje się wprowadzić ferment i zaostrzyć przeciwieństwa w naszym kraju. Z ust niemieckich padły słowa prowokujące, że wspomniemy tylko słowa nacjonalisty Schlee’a w Parlamencie, grożące Polakom „krwawemi guzami”, gdyby chcieli odebrać to, co do nich należy. Musimy być przygotowani do tego, że takie próby prowokacji się powtórzą. Na wypadek taki należy nam zachować spokój i zimną krew. Prowokatorom odpłaćmy niemą wzgardą, a sami szeregujmy się karnie i solidarnie dookoła uznanych naszych władz politycznych.

Stałych czytelników „Kurjera Poznańskiego” nie mogło zatem dziwić ostrzeżenie zawarte na pierwszej stronie numeru z 5 listopada.

Krążą pogłoski, że osoby nieznane rzuciły hasło, aby w dniu 5. listopada, jako w rocznice proklamowania Królestwa Polskiego przez państwa centralne, urządzić w mieście naszem pochód czy demonstracje uliczną o charakterze polskim. Pomimo starań nie udało się stwierdzić źródła, z którego pomysł ten wypłynął. Wobec tego budzi się podejrzenie, że za całą ta sprawą kryją się czynniki prowokatorskie, liczące na łatwowierność ludzi dobrej woli, a dążące do wywołania manifestacji, któreby dały powód do wkroczenia policji i wojska. Stanowczo przestrzegamy społeczeństwo przed braniem udziału w jakiejkolwiek manifestacji ulicznej. […] Spokój i powaga – oto hasło chwili.

Zachowując spokój i powagę, Wielkopolanie nie chcieli jednak zapominać o swojej tożsamości. Poniższy tytuł z pierwszej strony kolejnego numeru „Kurjera Poznańskiego” był bowiem jedynie pytaniem retorycznym.

Odpowiedź była jednoznaczna i obszerna. Powoływała się przy tym na niemieckie dane statystyczne, tym wiarygodniejsze, że i tak poprawione na korzyść zaborcy. Wynikało z nich jasno, że niemal dwie trzecie ludności w Wielkopolsce to Polacy.

Są rzeczy tak oczywiste, że nie potrzeba nad niemi dyskutować, są fakty silniejsze nad wszystkie sztuczki dydaktyczne, przy pomocy których chciałoby się istnienie ich zakwestionować.Takim faktem oczywistym dla każdego bezstronnego jest polskość Poznańskiego. Jeżeli zatem podajemy kilka cyfr i faktów, odnoszących się do statystyki narodowościowej Wielkopolski, nie czynimy tego dla polemiki z rozmaitymi potentatami dnia wczorajszego, dla których w dzielnicy naszej istnieją tylko „wyspy polskie”, lecz dla lepszego uprzytomnienia sobie samym istotnego stanu rzeczy u nas, do czego posłużą nam mianowicie porównania z sąsiednimi dzielnicami Polski.

Wspomniane porównania dowodziły niezbicie, że Wielkopolska jest bardziej polska niż Galicja. Wniosek ten autor oparł „po poznańsku”: na skrupulatnych wyliczeniach matematycznych i analizie twardych danych.

„Poznańsko sknyra” i krakowski „centuś”

Również w Krakowie rachunki wskazywały, że Wielkopolska ma istotne znaczenie dla odzyskanej Ojczyzny, a dokładniej rzecz biorąc, dla jej budowanych w pośpiechu podstaw finansowych. Krakowski „Czas” z 1 listopada 1918 roku pisał zarówno o pilnej potrzebie stworzenia skarbu państwa, jak i o dobrym przykładzie, który Małopolsce dali mieszkańcy poznańskiego.

Wielkopolska będąca wzorem ofiarności na cele narodowe i wykazująca zawsze duże zrozumienie interesów żywotnych Polski, dała pierwsza jak najlepszy przykład i według otrzymanych  wiadomości w akcyji biorą udział wszystkie instytucje bankowe i wszystkie warstwy społeczeństwa. Już z górą sto milionów marek zgłosili Poznańczycy na zasilenie skarbu polskiego drogą wewnętrznej pożyczki. Że my w Małopolsce nie pozostaniemy w tyle za Wielkopolską, wątpić ani na chwilę nie należy…

Także „Kurjer Warszawski” publikował w tych dniach ogłoszenia, zachęcające do wsparcia skarbu państwa pożyczkami lub darowiznami.

 

Nie brakowało w nim poza tym relacji dotyczących wszelkich zawirowań wokół formowania władz państwa. Na łamach polskiej prasy pisano o kulisach powstania rządu w Lublinie czy też perypetiach gabinetu Świeżyńskiego. Gazety we wszystkich częściach podzielonej dotąd Polski, z „Dziennikiem Poznańskim” włącznie, opisywały ukazanie się odezwy rządu Świeżyńskiego, po której rada regencyjna zmusiła radę ministrów do dymisji. Informowano o korespondencji w sprawie powrotu do kraju internowanego w Niemczech Józefa Piłsudskiego oraz spekulowano o możliwej abdykacji cesarza Wilhelma. „Dziennik Poznański” donosił ponadto, nieco wcześniej, o utworzeniu regularnej armii, drukując obwieszczenie podpisane przez radę regencyjną i pełniącego wówczas jeszcze funkcję prezydenta rady ministrów Józefa Świeżyńskiego.

My, rada regencyjna Królestwa Polskiego, postanowiliśmy i stanowimy: W związku z dekretem naszym z 12 października 1918 roku o przejściu władzy zwierzchniej nad wojskiem polskiem w nasze ręce, przystąpić do formowania narodowej armji regularnej na podstawie tymczasowej ustawy o powszechnym obowiązku służby wojskowej, którą równocześnie ogłaszamy, poruczając naszemu rządowi bezzwłoczne jej wykonanie.

Na stronice gazet nie przedostało się nawet przypuszczenie, że najsprawniejsza i najbardziej skuteczna w walce o zachowanie polskiej tożsamości armia ruszy niebawem do walki w Poznaniu i okolicach. Wydarzenia prowadzące bezpośrednio do wybuchu Powstania Wielkopolskiego miały dopiero nastąpić.

Danuta Podolak
Kobieta z książką na głowie... - dosłownie i w przenośni. Zakochana w sztuce słowa. Legenda głosi, że urodziła się z „Trylogią” pod pachą, mikrofonem w ręce i fragmentami „Pana Tadeusza” na ustach. Tyle w tym prawdy, że lubi Sienkiewiczowskie zdania wielokrotnie złożone, pracowała w kilku stacjach radiowych i jednej telewizji oraz z zapałem interpretuje teksty literackie, nagrywając audiobooki. Aktorka, nieistniejącego już, amatorskiego teatru, którego niezapomnianą Panią Profesor była Krystyna Feldman. Prowadziła zajęcia recytatorskie dla uczniów szkoły podstawowej, reżyserowała spektakle dziecięcego teatru i organizowała warsztaty radiowe dla dzieci i młodzieży. Z radością i dumą występuje w barwach „Tytusa”. Realizuje projekt „Historia pisana głosem”. Humanistka z umysłem ścisłym, historię kocha jako wierną towarzyszkę wszelkich nauk filologicznych. Interesuje ją staropolszczyzna, lubi grzebać w wiekowych papierach. Kocha miejsca, w których to, co nowoczesne, spotyka się z tym, co dawne – na przykład biblioteki cyfrowe. Właśnie z tej miłości szpera w gazetach sprzed stu lat i szuka sposobów prababek na zdrowe, mądre i pełne uroku życie.