Facebook-icon
Hrabia Tytus

Co groziło za obrazę króla w Rzeczypospolitej Obojga Narodów?

W państwie polsko-litewskim szlachta mogła zgodnie z prawem zbuntować się przeciw królowi i swobodnie go krytykować. Mimo to w historii Rzeczypospolitej nie brakuje głośnych spraw o obrazę majestatu, które kończyły się skazaniem wpływowych magnatów nawet na śmierć.

Pojęcie przestępstwa wymierzonego w panującego, zwanego zbrodnią obrazy majestatu, wywodzi się z prawa republikańskiego Rzymu, gdzie oznaczało czyn skierowany przeciw władztwu narodu rzymskiego, określany pojęciem crimen maiestatis. Pojęcie to zostało zaadoptowane w średniowiecznych państwach europejskich, w tym również w Polsce.

Elekcja viritim spowodowała osłabienie władzy królewskiej, jednak instytucja monarchy cieszyła się wielkim szacunkiem, co wynikało z tradycyjnego przywiązania społeczeństwa do osoby panującego oraz katolickiej koncepcji pochodzenia władzy królewskiej od Boga.

Choć władza królewska pochodziła w Rzeczpospolitej z wyboru, władca wciąż cieszył się ogromnym autorytetem i szacunkiem. Na ilustracji repliki polskich insygniów koronacyjnych (fot. Gryffindor, CC BY-SA 3.0)

Obraza majestatu wg prawa

W XVI w. sejm wydał kilka uchwał regulujących problem zbrodni obrazy majestatu. Konstytucje przyjęte podczas panowania Zygmunta Starego określały przedmiot ochrony karnej (król) oraz kwalifikację prawną czynu. Oskarżeni o obrazę majestatu odpowiadać mieli przed sądem sejmowym, w którym z mocy prawa zasiadali król i senatorowie. Przy równym rozłożeniu głosów w sprawie wyroku głos decydujący miał władca.

Prawo zmieniono w 1588 roku pod wpływem procesu sądowego braci Zborowskich (o którym będzie mowa nieco dalej). Król został wówczas wyłączony ze składu orzekającego, a w sądzie zasiadali odtąd dodatkowo deputaci z izby poselskiej. Monarcha wciąż jednak orzekał w sprawach o zdradę państwa, czyli poddanie twierdzy wrogowi czy przekazywanie informacji nieprzyjacielowi. Reforma ta przetrwała aż do 1775 roku. Obowiązujące przepisy nie precyzowały kar za obrazę majestatu i zdradę państwa, gdyż były one regulowane przez prawo zwyczajowe.

Czym była obraza majestatu?

Stanisław Stadnicki, słynny „Diabeł z Łańcuta” miał dużo szczęścia, że król nie zdecydował się na ściganie go za obrazę majestatu (grafika Józefa Sonntaga wydana po 1824 roku przez zakład litograficzny Józefa Dąbskiego w Krakowie)

Obraza majestatu stanowiła w Polsce najcięższą obok zdrady państwa zbrodnię spośród wszystkich przestępstw. Groziła za nią kara śmierci, infamia (pozbawienie czci, czyli praw szlacheckich), banicja (wygnanie poza granice kraju na zawsze bądź na określony czas), pozbawienie urzędów i dzierżaw królewskich, więzienie, a także konfiskata majątku dziedzicznego, co było najcięższą sankcją, ponieważ pozbawiało ród skazanego pozycji materialnej oraz społecznej. Obrazą majestatu były wszelkie formy zamachu na osobę królewską i reprezentowaną przez niego instytucję władzy monarszej. Przed sądem sejmowym można było stanąć nawet za zniewagę króla.

Znane są przypadki rzucania pod adresem panującego niewybrednych epitetów i kalumnii. Tego rodzaju „twórczość” była dopuszczalna w różnego rodzaju pismach ulotnych (tzw. awizach, czyli dawnych broszurowanych gazetach), które niemal zawsze były anonimowe. Zdarzały się jednak przypadki obrażania monarchy podczas zgromadzeń szlachty. Przykładowo w 1606 roku Stanisław „Diabeł” Stadnicki na jednym z sejmików zarzucił Zygmuntowi III sodomię. Za swoje kłamliwe słowa nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej chyba tylko dlatego, że król wychodził z założenia, iż nie warto przejmować się wypowiedziami awanturnika.

Słowna obraza majestatu mogła przyjmować także znacznie łagodniejsze formy, które dzisiaj na nikim nie zrobiłby wrażenia. Na sejmie zwyczajnym 1652 roku poseł Stefan Zamoyski, miecznik sieradzki, powiedział do Jana Kazimierza: „U nas lex regnant non rex” („U nas – tj. w Rzeczypospolitej – rządzi prawo, a nie król”), przez co urażony monarcha wyszedł z sali. Władca stanowczo domagał się postawienia posła przed sądem sejmowym. Pozostali posłowie wstawili się za kolegą, tłumacząc jego zachowanie, iż nie miał intencji obrazy osoby królewskiej. Szczęśliwie dla Zamoyskiego cała afera skończyła się tylko na przeprosinach króla podczas publicznej audiencji.

Po tych przykładach widać, że słowna obraza panującego (rzeczywista bądź nie) uchodziła zazwyczaj płazem. Gdyby dzisiaj panował w Polsce król i ktoś postanowił zrobić prześmiewczego mema z jego wizerunkiem, najpewniej uniknąłby kary. Jeśli zaś nie uszanowałby majestatu w obecności króla, wówczas wiele zależałoby od tego, co konkretnie by powiedział. Posłowie i senatorowie wiedzieli, na co mogą sobie pozwolić, więc ich wypowiedzi w obecności władcy były stonowane.

O wiele poważniejsze skutki pociągały za sobą inne formy obrazy majestatu. Napaść fizyczna na króla lub jego przedstawiciela, wyciągnięcie w obecności monarchy szabli, grożenie mu śmiercią lub próba obalenia jego władzy kończyły się zazwyczaj dla sprawcy surowymi karami, z pozbawieniem życia włącznie.

Sprawa Rusockiego i Drzewickiego

Za panowania Zygmunta Starego sprawy o obrazę majestatu nie były częste (portret powstały ok. 1553 w warsztacie Lucasa Cranacha młodszego)

W XVI wieku zbrodnia obrazy majestatu była rozpatrywana przed sądem sejmowym stosunkowo rzadko. W 1538 roku miał miejsce finał tragicznej sprawy Mikołaja Rusockiego, kasztelana biechowskiego, i Tomasza Lubrańskiego, kasztelana brzeskiego. Senatorowie byli ze sobą skonfliktowani od dłuższego czasu z powodu sporu o ordynację lubrańską – Rusocki był spowinowacony z Lubrańskimi poprzez żonę i rościł sobie z tego tytułu prawa do majątku. W maju 1537 roku Rusocki zabił Lubrańskiego, kiedy ten jechał na sejmik powiatowy do Brześcia Kujawskiego.

Sprawa ta o tyle zbulwersowała Zygmunta I, że obydwaj pełnili prestiżową funkcję legatów królewskich, jadących na sejmik z instrukcją do szlachty. Instygator (prokurator) koronny nie miał w tej sytuacji wątpliwości, że doszło do crimen lease maiestatis i zażądał dla sprawcy kary śmierci. Wobec oporu senatorów i posłów ziemskich monarcha nie pozbawił jednak Rusockiego ani życia, ani urzędu. Skazał go jedynie na 18 miesięcy wieży.

Ten sam Rusocki padł w 1548 roku ofiarą morderstwa z ręki starosty inowłodzkiego Jakuba Drzewickiego, który ożenił się z wdową po Lubrańskim. Do zbrodni doszło w czasie gdy Rusocki (poseł z sejmiku średzkiego) jechał na sejmik generalny do Koła. Wyrok w tej sprawie nie jest znany, wiadomo jedynie, że Drzewicki miał również odpowiadać za obrazę majestatu.

Sprawa Zborowskich

Najgłośniejszym procesem o zbrodnię obrazy majestatu w XVI wieku była sprawa Zborowskich, która wstrząsnęła Rzecząpospolitą w latach 1584–1585. Proces Krzysztofa Zborowskiego, poprzedzony ścięciem jego brata Samuela w 1584 roku, miał już podłoże polityczne i był związany z walką o władzę. Stefan Batory wraz kanclerzem Janem Zamoyskim dążyli do wzmocnienia pozycji króla w państwie. Doprowadziło to do powstania opozycji, która była kierowana przez ród Zborowskich.

Proces przedstawicieli tego zasłużonego domu miał spełnić w zamyśle kanclerza rolę wychowawczą, pokazując, że wyłącznie wola władcy i jego ministra decydowała o egzekwowaniu wyroków ciążących na poddanych. Sytuacja ta doprowadziła Krzysztofa i Andrzeja Zborowskich w trybie zaocznym przed sąd sejmowy. Ostatecznie jednak na sejmie 1585 roku przeprowadzono jedynie proces Krzysztofa, który został oskarżony o słowną obrazę czci królewskiej, nastawanie na życie monarchy (czyli planowany rzekomo zamach na Batorego) oraz występowanie przeciw interesom państwa, czyli zdradę.

Dowodem świadczącym o nastawaniu na życie króla był przejęty przez regalistów list wysłany przez Krzysztofa do brata Samuela. W interpretacji Zamoyskiego nadawca miał nie tylko obrażać króla, ale przede wszystkim formułować groźby pod jego adresem. Użycie materiału dowodowego w postaci pisemnej nie miało jednak oparcia w polskich przepisach prawa, co podnosiła obrona oskarżonego. Instygator koronny odpierał te argumenty, wskazując, że król ma prawo dochodzić swoich krzywd, podobnie jak osoba prywatna.

W 1574 roku, w czasie koronacji Henryka Walezego, Samuel Zborowski zabił czekanem Andrzeja Wapowskiego, kasztelana przemyskiego Andrzeja Wapowskiego, za co został skazany na banicję. Kiedy wrócił z wygnania, Jan Zamoyski nakazał egzekucję wyroku – pojmanie i ścięcie banity. Jego śmierć oraz proces jego brata, Krzysztofa, wstrząsnęły Rzeczpospolitą (na ilustracji Samuel Zborowski prowadzony na śmierć, rys. Jana Matejki)

Wystąpienie Batorego w roli delatora (oskarżyciela) groziło podważeniem autorytetu majestatu. Sytuacja ta była tym bardziej niezręczna, że obrońcą Zborowskiego z własnej woli został jeden z posłów, Jakub Niemojewski. Broniąc oskarżonego, siłą rzeczy wskazywał na błędy delatora, czyli samego monarchy. W konsekwencji doprowadziło to do zakłócenia toku rozprawy, bowiem posłowie nie wierzyli, że proces zakończy się sprawiedliwym wyrokiem. Batory nie mógł jednak przegrać sprawy. Zborowskiego skazano na banicję, a w 1591 roku pozwolono mu wrócić do kraju po 20 latach.

Zamach na życie Zygmunta III

Proces Michała Piekarskiego, który dopuścił się w 1620 roku próby zabicia Zygmunta III, to bodajże najbardziej znany przypadek zbrodni obrazy majestatu w Polsce. Chory psychicznie i niezrównoważony Piekarski napadł na monarchę i ranił go czekanem, kiedy ten szedł w otoczeniu urzędników i syna Władysława do kolegiaty św. Jana na mszę.

Napastnik lekko uderzył władcę czekanem w głowę i ramię, w wyniku czego król upadł na ziemię. Piekarski próbował zadać jeszcze jeden cios, ale został powstrzymany przez marszałka koronnego oraz królewicza, który uderzył szlachcica szablą. Piekarski został natychmiast przekazany sądowi sejmowemu.

Wieść o zamachu na Zygmunta III szybko obiegła rozległą Rzeczpospolitą, budząc ogólne zgorszenie. Szlachta oburzała się, że pośród nich znalazła się osoba gotowa popełnić królobójstwo. Zygmunt III musiał kilkukrotnie pokazać się publicznie, by udowodnić, że jest cały i zdrowy. Chodziły także plotki, że za zamachem stali Turcy lub Szwedzi lub magnacki spisek.

Śledztwo nie potwierdziło tych przypuszczeń. Piekarski działał w pojedynkę, obrażony na króla za to, że ten nałożył na niego kuratelę rodzinną. Swój zamach planował prawdopodobnie latami. Został skazany na infamię, konfiskatę majątku i śmierć w męczarniach przez przypalanie ciała, obcięcie ręki oraz rozerwanie końmi.

Spisek orleański

Groźba postawienia przed sądem sejmowym za znieważenie monarchy mogła stanowić dla króla wygodne narzędzie władzy. Umiejętnie korzystał z tego Zygmunt III, pamiętający nastroje panujące wśród szlachty po zamachu Piekarskiego. W ostatnich latach jego rządów głośno było o tzw. spisku orleańskim (1626–1628), w wyniku którego Krzysztof Radziwiłł miał rzekomo obalić króla na rzecz księcia francuskiego Gostona Burbona.

Zygmunt III otrzymał wiadomość o tym spisku z dworu namiestników Niderlandów Południowych w Brukseli i postanowił wykorzystać to przeciwko opozycji magnackiej. W listach do senatorów nie wymienił nazwiska osoby zaangażowanej w domniemane knowania, a jedynie dał sygnał, że o wszystkim wie. To wystarczyło, aby Radziwiłł dobrowolnie wycofał się z życia publicznego na trzy lata.

Zamach na Zygmunta III (ryc. z 1. tomu dzieła Hioba Ludolfa „Allgemeine Schau – Bühne oder Welt”, Franckfurt am Mayn 1699)

Przypadek Hieronima Radziejowskiego

Znany z kart „Potopu” Sienkiewicza Radziejowski to postać tyle barwna, co kontrowersyjna. Radziejowski dzięki protekcji królowej Ludwiki Marii zrobił dość szybką karierę w pierwszych latach panowania Jana Kazimierza, w pewnym momencie zaczął jednak prowadzić grę między szlachtą a opozycją, krytykując na sejmikach dwór. Jeśli podkanclerzy sądził, że monarcha pozostawi to bez konsekwencji, był pozbawiony zmysłu politycznego i wyobraźni. Król postanowił wykorzystać sytuację w celu sparaliżowania opozycji.

Pretekstem do usunięcia podkanclerzego koronnego stała się dla Jana Kazimierza awantura między Radziejowskim a jego żoną Elżbietą ze Słuszków o pałac Kazanowskich na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Doprowadziło to do bitwy pod bokiem monarchy. Już na drugi dzień podkanclerzy i Słuszkowie otrzymali pozwy przed sąd marszałkowski pod zarzutem złamania artykułów marszałkowskich odnoszących się do porządku w miejscu przebywania króla.

Sprawa Hieronima Radziejowskiego to przykład obchodzenia prawa przez króla w celu zaatakowania opozycji (na ilustracji Hieronim Radziejowski na miedziorycie Jeremiasza Falcka wykonanym wg obrazu szwedzkiego malarza Hendrika Münnichhovena, 1652 r.)

Był to zarzut słuszny, jednakże w uzasadnieniu wyroku napisano, że Radziejowski jest winny obrazy majestatu! Podkanclerzy został więc skazany za coś innego, niż został oskarżony. Chodziło o stworzenie precedensu, tak aby obraza majestatu na stałe weszła w kompetencje sądownicze marszałków, zawsze bardziej podporządkowanych woli króla.

Podkanclerzego skazano na karę śmierci, infamię oraz konfiskatę dóbr. Natomiast Słuszków, którzy ponosili taka samą odpowiedzialność za wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, skazano jedynie na grzywną i karę wieży. Osamotniony Radziejowski wniósł pozew przeciwko urzędnikom marszałkowskim do Trybunału Koronnego, lecz ten nie rozpatrzył skargi. Sprawa ta stanowiła ewidentny przykład omijania prawa przez monarchę dla osiągnięcia celów politycznych i zwiększenia swojej władzy.

Sprawa Jerzego Sebastiana Lubomirskiego

Sprawa Jerzego Lubomirskiego była o wiele poważniejsza i wstrząsnęła sceną polityczną Rzeczypospolitej w latach 1664–1665. Jej bezpośrednim skutkiem była wojna domowa, zakończona rezygnacją dworu z realizacji swoich planów.

Lubomirski należał do najpotężniejszych magnatów w państwie polsko-litewskim. Piastował urząd marszałka wielkiego i hetmana polnego koronnego, był także jednym z najbardziej uzdolnionych polskich dowódców drugiej połowy XVII wieku. Początkowo należał do zwolenników Jana Kazimierza i Ludwiki Marii, lecz w 1661 roku przeszedł do opozycji, sprzeciwiając się planom reform mającym na celu wzmocnienie władzy wykonawczej oraz wybór następcy króla jeszcze za jego życia.

Jan Kazimierz już w 1662 roku myślał o usunięciu Lubomirskiego ze sceny politycznej. Pretekstem do tego było obsadzenie przez marszałka piechotą Zamku Wawelskiego, w którym znajdowały się insygnia koronacyjne. W ten sposób magnat chciał przekonać opinię szlachecką, że jest obrońcą źrenicy wolności, a królewskie plany elekcji vivente rege są realne. Jego postępowanie wywołało gniew monarchy, który zagroził mu pozwem na sąd sejmowy za zbrodnię obrazy majestatu.

W 1664 roku przygotowano pozew sądowy. Marszałka oskarżono nie tylko o obrazę majestatu, ale także o działalność na szkodę państwa, co akurat nie było bezpodstawne. Cały proces wzbudził jednak wątpliwości, gdyż wielu świadków zostało przekupionych. Lubomirski nie został wprawdzie pozbawiony prawa do obrony, lecz instygator koronny Jan Tański oddalił wszelkie skargi na niewiarygodne zeznania świadków.

Lubomirskiego skazano na infamię, banicję oraz pozbawienie dóbr i urzędów. Dumny magnat wyjechał z Polski do Wrocławia, lecz nie na długo. Wkrótce wywołał wojnę domową przeciw królowi i powstrzymał plany elekcji. Ostatecznie jednak były marszałek nie odzyskał urzędów i ukorzył się publicznie przed władcą.

Porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego

W 1771 roku konfederaci barscy – działając za wiedzą Kazimierza Pułaskiego i pod przywództwem Stanisława Strawińskiego – napadli w Warszawie na karetę wiozącą Stanisława Augusta Poniatowskiego. Oddziały dowodzone przez Jana Kuźmę i Walentego Łukawskiego uprowadziły króla poza miasto. Poniatowski zdołał jednak namówić Kuźmę do zdrady swoich towarzyszy, w wyniku czego aresztowano wielu spiskowców.

Porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego, grafika z XVIII wieku

W 1773 roku sąd sejmowy wymierzył im różne kary. Głównych organizatorów skazał na śmierć, infamię oraz konfiskatę majątku. Innych, nie zamieszanych bezpośrednio w porwanie, skazano na infamię i dożywotnie więzienie. Pułaski i Strawiński otrzymali zaocznie karę śmierci, gdyż zbiegli poza granice państwa.

***

Procesy o zbrodnię obrazy majestatu nie należały w Rzeczypospolitej do rzadkości. W ich wyniku pociągano do odpowiedzialności zarówno zwykłych szlachciców, jak i potężnych magnatów, dla których proces przed sądem sejmowym zawsze kończył się bolesnym upadkiem.

Choć pozycja króla w Rzeczypospolitej była słabsza aniżeli w państwach absolutystycznych, to głośne sprawy z XVII wieku pokazują, że przestępstwa wymierzone w panującego były karane z całą surowością. Procesy o obrazę majestatu często jednak nosiły znamiona walki z opozycją. Chociaż kończyły się wygraną monarchów, miały wysoką cenę polityczną i nie prowadziły do trwałego zwiększenia autorytetu królewskiego.

Bibliografia

  • Janusz Dąbrowski, Głosy senatorów w sądzie nad Jerzym S. Lubomirskim w 1664 roku, [w:] Senat w Polsce – dzieje i teraźniejszość. Sesja naukowa, Kraków 25 i 26 maja 1993, red. Krystyn Matwijowski, Jerzy Pietrzak, Kancelaria Senatu RP. Biuro Informacyjne, Warszawa 1993, s. 212–220.
  • Wincenty Chrząszczewski, Piekarski Michał, „Polski Słownik Biograficzny”, t. 26 (1981), s. 74–75.
  • Małgorzata Dyjakowska, Crimen laesae maiestatis. Studium nad wpływami prawa rzymskiego w dawnej Polsce, Wydawnictwo KUL, Lublin 2010.
  • Taż, Subsydiarne stosowanie prawa rzymskiego w Polsce przedrozbiorowej na przykładzie zbrodni obrazy majestatu, „Teka Komisji Prawniczej”, nr 5 (2012), s. 60–87.
  • Adam Kersten, Hieronim Radziejowski. Studium władzy i opozycji, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988.
  • Witold Kłaczewski, Jerzy Sebastian Lubomirski, Ossolineum, Wrocław 2002.
  • Halina Kowalska, Rusocki Mikołaj, „Polski Słownik Biograficzny”, t. 33 (1991), s. 151-152.
  • Piotr Lewandowski, Zabić króla! Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę, Agencja Wydawnicza Egros, Warszawa 2012.
  • Zdzisław Szcząska, Sąd sejmowy w Polsce od końca XVI do końca XVIII wieku, „Czasopismo Prawno-Historyczne”, t. 20 (1968), z. 1, s. 93–124.
  • Wacław Zarzycki, Temida sejmowa. Z dziejów sądu sejmowego w Polsce przedrozbiorowej, Kancelaria Sejmu, Warszawa 2000.
Udostępnij

Maciej A. Pieńkowski

Ur. w 1987 r., doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Autor monografii „Sejmiki mazowieckie wobec problemów wewnętrznych Rzeczypospolitej w latach 1661–1665”, Oświęcim 2015, a także artykułów i recenzji naukowych publikowanych w „Czasopiśmie Prawno-Historycznym”, „Klio”, „Almanachu Warszawy”, „Saeculum Christianum”, „Tece Historyka” oraz seriach wydawniczych „Studia nad staropolską sztuką wojenną” i „Studia historyczno-wojskowe”. Uczestnik licznych konferencji naukowych i doktoranckich. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół historii parlamentaryzmu, kultury politycznej oraz wojskowości I Rzeczypospolitej w dobie panowania Wazów. Autor rozprawy doktorskiej „Sejm koronacyjny Zygmunta III i pacyfikacyjny 1589 roku”.

Maciej A. Pieńkowski