Droga do ołtarza w XIX wieku bywała długa i wyboista. Sakramentalną przysięgę w kościele poprzedzały miesiące ustaleń i umów, bez których arystokratyczne małżeństwo nie mogło być zawarte. A zaczynało się to wszystko od poszukiwań kandydatki na żonę czy kandydata na męża.

„Jego kocham, to pewna, ale zamęścia nie kocham i nie pragnę” – powiedziała rodzinie Jadwiga Zamoyska w odpowiedzi na propozycję małżeństwa ze swoim wujem, Władysławem Zamoyskim. Zazwyczaj małżeństwa pragnęli jednak krewni i to właśnie ich wola kierowała młode pary przed ołtarze.

Najczęściej panny poznawały kawalerów podczas towarzyskich spotkań, a wszystko toczyło się pod czujnym okiem rodziców. Przyszłą żonę lub przyszłego męża spotkać można było chociażby na balu. Felietonista poznańskiej „Sobótki” pisał w 1869 roku: „Wielka salo Bazaru, dziw, że na Twoją cześć jeszcze nikt pochwalnej nie napisał ody […] jesteś centralną areną tanecznych igrzysk i maryażowym bazarem”.

W poznańskim Bazarze poznało się wiele par (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-G-6955, domena publiczna)

W 1824 roku przyszłą żonę poznał na balu w Warszawie Tytus Działyński, choć nie było to na najszczęśliwsze spotkanie. Wprawdzie właściciel Kórnika był zauroczony młodą Gryzeldą Celestyną Zamoyską, nie spodobało mu się jednak, że tańczyła ze znienawidzonym księciem Konstantym. Dopiero później dowiedział się, że dziewczyna nie mogła odmówić księciu proszącemu o taniec.

Szlacheckim rodom często zależało na tym, aby ich potomek poślubił kogoś z zaprzyjaźnionej familii lub nawet osobę blisko spokrewnioną. Można zażartować, że lepszy był wróg znany niż nieznany, ale było w tym trochę prawdy. Ojciec chętniej oddawał rękę ukochanej córki synowi przyjaciela. Istotne były też względy majątkowe – starano się, aby majątek pozostał w rodzinie. Mężem jednej z sióstr Celestyny Działyńskiej został jej kuzyn z Sapiehów, natomiast córka Tytusa, Jadwiga poślubiła (pomimo niechęci do instytucji małżeństwa) w 1852 roku brata swojej matki, Władysława Zamoyskiego.

Żenić się nie mogę!

Izabela Czartoryska ani myślała żenić się z Janem Działyńskim, który odwzajemniał te uczucia. Ich rodzice nic sobie jednak z tego nie robili (na ilustracji portret Izabeli wykonany przez Matyldę Meleniewską wg obrazu Marie Pauline Adrienne Coeffier)

Przyjętym zwyczajem było, że z inicjatywą wychodziła rodzina kawalera, zdarzało się jednak, że wcześniej ze strony rodziny potencjalnej panny młodej napływały sygnały sugerujące chęć zawarcia mariażu. W przypadku ślubu Jana Działyńskiego z córką Adama Czartoryskiego, Izabelą, z propozycją ich małżeństwa wystąpiła babka dziewczyny – Izabela Anna Sapieżyna. Pomysł ten szybko podchwycił Tytus Działyński, zafascynowany osobą księcia Czartoryskiego. Za nic miał to, że przeciwni związkowi byli główni zainteresowani – jego własny syn oraz Izabela. Pomimo niechęci z obydwu stron (na propozycję ojca Jan odpowiedział w liście: „Żenić się nie mogę, bo to się sprzeciwia wszystkim skłonnościom, dążnościom, obowiązkom, naukom i zatrudnieniom moim teraźniejszym”) do wystawnego ślubu doszło w Paryżu w 1857 roku.

Ważnym było, by kawaler miał sojuszników w najbliższym otoczeniu panny młodej. Dla Tytusa Działyńskiego taką osobą okazała się guwernantka Zamoyskich, Henrietta d’Arnaud, która pomogła także Leonowi Sapiesze wystarać się o rękę młodszej siostry Celestyny – Jadwigi. Poważnym sprzymierzeńcem Tytusa okazała się także babcia przyszłej żony, księżna Izabela Czartoryska, która podzielała kolekcjonerskie pasje Działyńskiego.

Oczywiście kawaler musiał też poprosić o rękę przyszłej małżonki. Leon Sapieha oświadczył się Jadwidze Zamoyskiej podczas jednego z konnych spacerów w Warszawie w 1825 roku. Ponoć kiedy przekazał jej, że zamierza starać się u jej rodziców o jej rękę, „okropnie się biedna zmieszała; rozpłakała się i czym prędzej do domu zaczęła uciekać. Jednak półgębkiem upoważniła mnie do proszenia o jej rękę”.

Co się działo dalej? Mając obietnicę Jadwigi, Leon udał się do jej rodziców. Matka dziewczyny „przyjęła mnie najserdeczniej, zapewniła, że z jej strony nie będę miał żadnych trudności, ale kazała, żebym mówił z jej mężem”. Ordynat z kolei uwarunkował swoją decyzję odpowiedzią matki młodzieńca, a jego siostry, która w tym czasie przebywała w Szwajcarii. Stąd też na ostateczne postanowienie Leon i Jadwiga musieli czekać kilka tygodni.

Jak można zauważyć z wcześniejszego akapitu, zgodę na ślub musiał wyrazić ojciec. W przypadku jego śmierci o wszystkim decydował brat panny na wydaniu. Anna Potocka, której w Dreźnie w 1865 roku oświadczył się Stanisław Potocki, tak opisywała oczekiwanie na decyzję swojego brata, Jana Działyńskiego:

Na brata czekałam w gorączce, przyjechał nareszcie. Tak jak się spodziewałam, był przeciwny, miał inne dla mnie zamiary, jednakże gwałtu mi zadawać nie myślał nigdy – owszem, widząc, że jestem zupełnie zdecydowana, sam się wziął pomagać; pojechał po Stasia i przywiózł mi go. Odtąd już miałam prawo Stasia za narzeczonego uważać, podawać mu rękę na spacerze i wszystkich przywilejów narzeczonej używać.

Same zaręczyny ogłaszano z pompą. Z okazji zaręczyn Leona Sapiehy i Jadwigi Zamoyskiej w kwietniu 1825 roku zorganizowano bal, na którym gościł także car Aleksander. Ślub zaplanowano na dzień imienin babki panny młodej, Izabeli Czartoryskiej, 19 listopada. Tego samego dnia miał odbyć się także ślub siostry Jadwigi, Celestyny. W wyniku nieszczęśliwych okoliczności (choroby narzeczonego) w listopadzie tylko jedna para stanęła na ślubnym kobiercu: Tytus i Celestyna.

Czy ten pan i pani są w sobie zakochani?

Przymuszony do ślubu Jan Działyński nie zamierzał stawać na drodze do szczęścia swojej siostry (na ilustracji portret Jana autorstwa Leona Kaplińskiego)

Co na to wszystko sami zainteresowani? Zdarzało się, że próbowali sami wpłynąć na wolę rodziców. Tak było w przypadku Andrzeja Zamoyskiego, który zakochał się ze wzajemnością w Róży Potockiej. Małżeństwu temu przeciwny był ojciec kawalera – Stanisław Kostka Zamoyski. Cierpienia jego syna trwały dwa lata – dopiero, kiedy zagroził ojcu wstąpieniem do wojska, ten zgodził się na ślub.

Częściej działało to jednak w drugą stronę i to rodzina decydowała o zakończeniu związku. Jan Działyński nie chciał żenić się z Izabelą z Czartoryskich, jednak tęskne spojrzenia kierował w stronę Winnogóry, gdzie mieszkała Maria Mańkowska. Temu związkowi kibicowała szczególnie żeńska część rodziny Działyńskich, przeciwny mariażowi był jednak Tytus, zaślepiony wizją połączenia swojego rodu z Czartoryskimi.

Z kolei w 1826 roku Poznań żył historią nieszczęśliwej miłości córki namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Elizy Radziwiłłówny, i księcia Wilhelma Hohenzollerna, późniejszego cesarza Wilhelma I. Aby małżeństwo zakochanych doszło do skutku, Radziwiłłowie wynajęli nawet prawnika, który miał udowodnić równość obydwu rodzin; pojawił się także pomysł adopcji Elizy przez cara Aleksandra I. Marzenia o wspólnym życiu ukrócili jednak Hohenzollernowie, wskazując Wilhelmowi kandydatkę nie do odrzucenia – Augustę von Sachsen-Weimar-Eisenach.

Suknie, pantofelki, pończochy, bielizna…

Zanim doszło do ślubu i mniej lub bardziej wystawnego wesela, obie rodziny musiały odpowiednio przyszykować się do mariażu. Przygotowywano posag oraz wyprawę ślubną dla panny młodej. Izabela Czartoryska otrzymała posag w wysokości 600 000 franków francuskich. Połowa tej sumy została ulokowana w akcjach Banku Francuskiego, a za pozostałą kwotę zakupiono dwie posiadłości na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Spisano także intercyzę, według której małżonkowie posiadali odrębność majątkową.

Ważnym elementem przygotowań było skompletowanie ślubnej wyprawy, w skład której wchodziły m.in. suknie. Ta najważniejsza – suknia ślubna – jeszcze na początku XIX wieku nie była powszechnie szyta z białych materiałów. Popularnym zwyczajem był wybór strojów panny młodej i pana młodego w tym samym kolorze, np. błękitnym.

Cechą charakterystyczną sukien z wyprawy była ich różnorodność, gdyż młoda mężatka powinna być przygotowana na każdą okazję. Dlatego też panna młoda otrzymywała na wypadek żałoby przynajmniej jedną czarną suknię. Dodatkowo, każdy ze strojów miał specjalne zakładki służące do poszerzania lub zwężania – ubrania były szyte na lata, co oznaczało, że musiały być przygotowane na zmianę rozmiaru właścicielki.

Jedną czarną suknię musiała mieć każda mężatka, ale niekoniecznie pragnęła mieć tylko czarne (na ilustracji portret Jadwigi z Zamoyskich Sapieżyny autorstwa Leopolda Horowitza, 1882 r.)

Zdarzało się, że przy kompletowaniu ślubnej wyprawy matki ulegały panującej modzie. W dniach żałoby narodowej młode mężatki często otrzymywały komplet strojów w czarnym kolorze – nie tylko suknie, ale także okrycia, szale, wachlarze i biżuterię oraz bieliznę. Kiedy patriotyczny zapał ostygł, dziewczęta pozostały z czarnymi strojami, których nie dało się przefarbować. Z kolei Ewa Felińska wspomniała, że jej kuzynka, która wyszła za mąż na początku XIX wieku otrzymała w wyprawie kilkadziesiąt par płaskich satynowych pantofelków, wówczas niezwykle modnych. Niestety, moda przeminęła, a młoda mężatka pozostała z obuwiem, które było już passé.

Niektórzy rodzice okazywali się bardziej przezorni. Tomasz Ostrowski oprócz piętnastu gotowych sukien podarował w 1805 roku swojej córce Ludwice cztery tkaniny „w sztuce”, by ta w przyszłości mogła sobie zamówić taką sukienkę, na jaką będzie miała ochotę. Z kolei dziesięć lat później, gdy druga córka Ostrowskiego wychodziła za mąż, jedna z jej sukien została zaopatrzona w „dworski ogon”. Roztropny ojciec spodziewał się, że Maria może brać udział w przyjęciach wyprawianych z okazji pobytu w Warszawie cara Aleksandra I. Bez tego specjalnie dopinanego trenu dziewczyna nie mogłaby być przedstawiona monarsze.

W skład wyprawy dla panny młodej wchodziła także bielizna – zazwyczaj w spisach wymieniano około stu sztuk tej części garderoby, nie wliczając w to pończoch oraz chusteczek do nosa. Oczywiście, bielizna bieliźnie nierówna – panna młoda otrzymywała zarówno taką zwykłą, jak i taką bardziej elegancką, zdobioną haftami, koronkami czy wstawkami. Minimum kilkanaście sztuk z każdego rodzaju powinna była liczyć także bielizna pościelowa i stołowa – prześcieradła, poszwy, poszeweczki, obrusy, serwety, serwetki. Elżbieta Radziwiłłówna (nota bene przyjaciółka wspomnianej wcześniej Augusty von Sachsen-Weimar-Eisenach), która w 1885 roku poślubiła Romana Potockiego, w swojej ślubnej wyprawie otrzymała 480 samych tylko ścierek i 156 fartuchów dla służby kuchennej.

Wyprawa obejmowała także elementy wyposażenia domu. Mogły być to meble, np. łoże małżeńskie, czy naczynia, jak chociażby srebrne i kryształowe przybory na toaletę.

Rady matki dla córki

Zdjęcie młodej kobiety z mocno kręconymi lokami siedzącej na fotelu.
Celestyna Działyńska miała jedną radę dla swojej córki: „pamiętaj, ażebyś nigdy z żadnym mężczyzną nie zostawała się sama na chwilę”

Przygotowania do ślubu upływały nie tylko na dopełnianiu formalności. Zofia Zamoyska przygotowała dla Celestyny i Jadwigi coś, co dziś nazwalibyśmy naukami przedmałżeńskimi. Czas spędzony na Podzamczu upływał paniom na wspólnej modlitwie i rozmowach. Matka tłumaczyła córkom, jak powinna zachowywać się żona względem męża, i zachęcała je do czytania dzieł religijnych, w tym jej ulubionego O naśladowaniu Chrystusa. Owocem czasu spędzonego w Podzamczu była przygotowana przez Zofię broszurka pt. Rady matki spisane dla córki w dzień ślubu. Zamoyska tak tłumaczyła potrzebę spisania porad:

Pragnę skreślić ci niektóre rady, aby poniekąd mnie przy tobie zastępowały, aby ci przypominały, że cnoty twoje będą chlubą i szczęściem twojej matki. Nakreślę je bez planu i systemu, ale je sercem matki zgromadzę. Odczytuj je czasem moja droga, a kiedy oddalone ode mnie serce twoje mnie szukać zechce, rzuć na nie okiem, spytaj się samej siebie, czyś te rady zachowała, a zawsze powtórz sobie, że moje modły za ciebie do Boga się wznoszą. O tak będę Go błagała o błogosławieństwo, zdrowie, szczęście dla ciebie, ale nade wszystko aby ci dał chęć i siłę do cnoty.

Ponad dwadzieścia lat później również Celestyna udzielała rady swojej wychodzącej za mąż córce, Jadwidze. Działyńska, chcąc przestrzec dziewczynę przed zachowaniem, które mogłoby wywołać plotki, poradziła jej:

Jedną tylko dam ci radę, tę, którą moja matka mnie dała w chwili rozstania po ślubie; pamiętaj, ażebyś nigdy z żadnym mężczyzną nie zostawała się sama na chwilę, ani z krewnymi, ani z księżmi, ani z profesorami, ani z lekarzami, ani z przyjaciółmi męża, ani z gośćmi zwykłymi, ani z młodymi, ani ze starymi, ani z nikim.

Ślubne uroczystości

Po miesiącach przygotowań przychodził dzień ślubu. Goście bawili zazwyczaj w miejscu uroczystości przez przynajmniej kilka dni. Podczas świętowania zaślubin Róży Potockiej i Andrzeja Zamoyskiego liczne towarzystwo spędziło w Lubomli kilkanaście dni na specjalnie dla nich organizowanych polowaniach.

Z kolei podczas organizowanych przez samą księżną Izabelę zaślubin Celestyny i Tytusa goście przebywali w Puławach ponad tydzień, a wśród nich znaleźli się przedstawiciele najważniejszych arystokratycznych rodów: ordynat Alfred Potocki z Łańcuta, Henryk Lubomirski, Konstancja Rzewuska czy książę Maksymilian Jabłonowski. Jeszcze dzień przed ślubem księżna Izabela udzieliła wnuczce uroczystego błogosławieństwa. Następnego dnia, przy obiedzie, świętowano imieniny księżnej Izabeli, a właściwe uroczystości ślubne rozpoczęły się dopiero wieczorem, około godziny ósmej. Franciszek Ksawery Prek relacjonował:

Kiedy już oświetlone zostały [pokoje] otworzyły się podwoje i weszła księżna generałowa z najmłodszymi wnukami swymi. Po jednej stronie Eliza, po drugiej Staś Zamoyski nieśli tace napełnione bukietami. Pierwsza rozdawała je kawalerom, drugi damom.

Panna młoda wystąpiła w białej sukni ozdobionej klejnotami, natomiast pan młody pojawił się w mundurze Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Po ślubie, do godziny jedenastek (kiedy to podano kolację) trwały tańce. Pierwszy był polonez. Panna młoda miała obowiązek pójść w pierwszej parze kolejno ze wszystkimi panami – dopiero później mogła zatańczyć z ojcem, a na samym końcu – z Tytusem.

Ślub Celestyny Zamoyskiej i Tytusa Działyńskiego w Puławach był wielkim wydarzeniem (na ilustracji pałac Czartoryskich na akwareli Konstantego Czartoryskiego, 1842 r.)

Ślub Działyńskich był ostatnim tak dużym wydarzeniem w Puławach – grudniowy ślub Jadwigi był już o wiele mniej okazały ze względu na żałobę po śmierci cara Aleksandra. Skromniejsze także były zaślubiny córek Tytusa i Celestyny. Anna z Działyńskich tak opisywała swój ślub ze Stanisławem Potockim, który odbył się w 1866 roku w Kórniku:

Na ślub nasz oprócz najbliższej rodziny nie prosiliśmy nikogo. Ślub odbył się w sumie po wiejsku. Miałam 18 drużbów ze wsi i Staś 18 drużek; jechali drużbowie na koniach, pokrzykując, po dwóch stronach powozu, drużki na wozach, z wiejską muzyką, dudami, kobzami i skrzypkami.

Zwrócony w lewą stronę mężczyzna w wieku ok. 35 lat, z wąsami i bokobrodami, ukazany od pasa w górę. Ubrany jest w granatowy mundur z białymi epoletami obszytymi frędzlami.
Tytus Działyński nie dorównywał fortuną Zamoyskim, był jednak przystojny, a dzięki pasji kolekcjonerskiej spodobał się wielkiej babce swej wybranki, Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej

Co ciekawe, strój Celestyny ze spektakularnego puławskiego ślubu został częściowo wykorzystany ponownie prawie sto lat później. W 1908 roku w Jutrosinie miłość przysięgali sobie córka Zdzisława Czartoryskiego Elżbieta Maria oraz Jan hr. Szołdrski. Po mszy nastąpiło uroczyste śniadanie, które odbyło się w ogromnym namiocie postawionym w parku. Stanisław Leitgeber wspominał, że przygotowano specjalne dekoracje: kwiaty, obrazy, oraz godła narodowe. Stangret oraz hajducy wiozący pannę młodą do kościoła ubrani byli w stroje staropolskie, natomiast sama Elżbieta Maria pojawiła się w jedwabnej sukni oraz welonie, który pochodził ze stroju ślubnego właśnie Celestyny Działyńskiej.

Ślub Elżbiety i Jana pod względem widowiskowości był zresztą podobny do tego puławskiego. Do Jutrosina zjechały elity arystokratyczne. Druhnami panny młodej były Maria Czartoryska i hrabianka Zyberk-Plater, natomiast drużbami pana młodego – Olgierd Czartoryski i Witold Szołdrski, którzy wystąpili w żupanach i kontuszach. W licznych toastach sławiono ród Czartoryskich oraz chwalono urodę panny młodej. Bal, który rozpoczął się od poloneza Ogińskiego, trwał do białego rana.

Po ślubie przychodzi codzienność…

Trzy dni po puławskim ślubie Tytus Działyński zabrał Celestynę do Wielkopolski, a w podróży towarzyszyła im służba, która z tej okazji otrzymała nowe stroje, nawiązujące do wielkopolskich tradycji. Andrzej Zamoyski wraz z Różą z Potockich zamieszkali po ślubie wraz z ordynatami w Pałacu Błękitnym w Warszawie, z kolei Roman Potocki i Elżbieta Radziwiłłówna osiedli wspólnie w Łańcucie.

Ślub był początkiem wspólnego życia, mniej lub bardziej udanego. Był też manifestacją potęgi rodów, które – choć pozbawione własnego państwa – nadal pielęgnowały tradycję. Zawsze też można było świętować rocznice ślubów. W 1913 roku złote gody obchodzili Kazimierz i Anna Chłapowscy. Wydarzenie to stało się jedną z najważniejszy poznańskich imprez tamtego roku; było także okazją do wielkiego rodzinnego zjazdu.

Bibliografia

  • Aldona Cholewianka-Kruszyńska, Piękna i Dobra. Opowieść o Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Kozłówka 2008.
  • Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni: opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX w., Zysk i S-ka, Poznań 2008.
  • Sławomir Leitgeber, O życiu towarzyskim w Wielkopolsce w XIX i XX wieku. Jak je pamiętam. Zysk i S-ka, Poznań 2001,
  • Anna z Działyńskich Potocka, Mój Pamiętnik, oprac. Andrzej Jastrzębski, Pax, Warszawa 1973.
  • Jadwiga Zamoyska, Jadwiga Zamoyska w domu rodzinnym i na emigracji. Wspomnień część 1, red. Edyta Bątkiewicz-Szymanowska, Magdalena Biniaś-Szkopek, Fundacja Zakłady Kórnickie, Kórnik 2013.
  • Zofia Zamoyska, Rady Matki spisane dla córki w dzień ślubu, Warszawa 1825.