fbpx
Facebook-icon
Hrabia Tytus

Rabuj, kradnij i gwałć w służbie króla i Rzeczypospolitej

Nie dajcie się zwieść opowieściom o bohaterskich czynach żołnierzy w wojnach z Moskwą, Szwecją i Turcją. Choć część wojaków zaciągała się na służbę, by bronić króla i ojczyzny, większość pragnęła rabować oraz zdobywać łupy, jeńców, awanse i zaszczyty. Znajdowało to odzwierciedlenie w ich zachowaniu.

Hieronim Holsten, niemiecki najemnik służący w Polsce w czasach „potopu”, szczerze wyznał na kartach swego pamiętnika, że najlepszy żołnierz to taki, który umie najlepiej kraść. W czasie zawieruchy wojennej rabowano bowiem, co się tylko dało, nie bacząc na to, czy poszkodowany jest wrogiem czy przyjacielem. Większego znaczenia nie miał również status społeczny okradanego, gdyż wojskowi równie chętnie grabili chłopów i mieszczan, co szlachciców.

Potop szwedzki to czas ogromnych zniszczeń dokonywanych przez wojska przemierzające kraj wzdłuż i wszerz – nie tylko obce, ale również polskie (na ilustracji obraz Józefa Brandta „Pochód Szwedów do Kiejdan”)

Ci ostatni, choć sami często posiadali doświadczenie wojenne, niezbyt dobrze wypowiadali się o żołnierzach zawodowych, a tym bardziej o najemnikach. Społeczeństwo staropolskie nie miało dobrego zdania o wojskowej dyscyplinie, a w piechurach i kawalerzystach widziano najgorszych łotrów i gnębicieli. Z upływem czasu ranga zawodu żołnierskiego coraz bardziej malała (w wieku XVIII). Służba wojskowa pozostawała jednak nadal atrakcyjna dla osób w trudnej sytuacji materialnej.

Wojsko gorsze od plagi

W XVI, a zwłaszcza w XVII wieku Rzeczpospolita była uwikłana w liczne konflikty. W czasach ostatnich Jagiellonów oraz pierwszych królów elekcyjnych toczyły się one zazwyczaj na peryferiach ogromnego państwa. Tylko z rzadka zdarzały się przemarsze wojsk przez centrum kraju lub konfederacje wojskowe – w szczególności z lat 1613–1614 1661–1663 – odczuwalne przez mieszkańców województw rdzennie polskich.

Panowanie Jana Kazimierza tak bardzo obfitowało w wojny i nieszczęścia, że monogram ICR („Ioannes Casimirus Rex”) rozwijano jako „Initium Calamitatis Regni” – początek nieszczęść królestwa (na ilustracji portret króla autorstwa Daniela Schultza)

W okresach pokoju wojska kwarciane stacjonowały na kresach południowo-wschodnich w dobrach królewskich. Oczywiście i wówczas zdarzały się ekscesy, lecz należały one do rzadkości. Szczególnie dobrze w pamięci potomnych zapisały się lata rządów Władysława IV, kiedy między 1635 a 1648 rokiem państwo polsko-litewskie nie prowadziło wieloletnich wojen. Sytuacja uległa diametralnej zmianie po wstąpieniu na tron Jana Kazimierza. W latach 1648–1667 na terytorium Rzeczpospolitej trwały nieustanie działania zbrojne, które przyniosły pożogę, klęski głodu, epidemie oraz grabieże i rabunki na niespotykaną dotąd skalę.

Nikogo nie dziwi, że obce wojska nie tylko grabiły, lecz również paliły miasta i wsie, po to aby wyniszczyć miejscową ludność i poczynić trwałą szkodę w gospodarce. Natomiast żołnierzy polsko-litewskich obowiązywało surowe prawo zabraniające wybierania żywności, pieniędzy i furażu siłą. W dobrach szlacheckich zakaz był całkowity, a w duchownych i królewskich mógł być zniesiony za asygnatą, czyli specjalnym pozwoleniem. W czasie wojny jednak wojacy nie zważali na tego rodzaju zakazy. Poszkodowany miał wprawdzie możliwość dochodzenia sprawiedliwości, lecz często napotykał wiele przeszkód, począwszy od opieszałości sądów i braku egzekucji wyroków, po zastraszenie przez żołnierzy.

Dyscyplina w świetle artykułów wojskowych

W Rzeczpospolitej dyscyplinę i zachowanie żołnierzy w trakcie służby normowały tzw. artykuły wojskowe. Już w latach 30. XVI wieku hetman wielki koronny Jan Tarnowski opublikował kompleksowe regulacje dla armii koronnej. Dalszy rozwój prawa w tym zakresie przypadł na okres rządów Zygmunta Augusta, a następnie Stefana Batorego. W 1583 roku artykuły hetmańskie wydał Jan Zamoyski, który modyfikował je później kilkukrotnie.

W 1609 roku sejm legitymizował artykuły wojskowe w konstytucjach sejmowych. Rozwój prawa wojskowego zawdzięczamy również Władysławowi IV. Wzorując się rozwiązaniach szwedzkich opublikował on artykuły wojskowe dla piechoty i artylerii, co wiązało się z powołaniem autoramentu cudzoziemskiego oraz rozwojem artylerii jako oddzielnego rodzaju broni.

Analogicznie rozwijało się prawo wojskowe w Wielkim Księstwie Litewskim. W latach 60. XVI wieku regulacje dla litewskich wojsk zaciężnych wydał Hrehory Chodkiewicz. Przepisy odnoszące się do wojska zawierały także II i III Statut Litewski (1566 i 1588). W późniejszym okresie prawodawczą działalnością w tym obszarze wykazał się Krzysztof Radziwiłł „Piorun”, jego syn Krzysztof II, a także Janusz Radziwiłł.

Artykuły wojskowe Jana Zamoyskiego obowiązywały w wojsku koronnym przez całe dziesięciolecia (na ilustracji rycina Dominicusa Custosa z początków XVII wieku)

Prawo obowiązujące żołnierzy nakładało drakońskie kary za wszelką niesubordynację i nadużycia wobec cywilów. Dla przykładu warto przywołać zapisy artykułów Jana Zamoyskiego, obowiązujących (w zasadzie w niezmienionym kształcie) w kolejnych dziesięcioleciach.

Regulacje dotyczyły zachowania żołnierzy w obozie, podczas marszu i na polu bitwy. Nakazywały rotmistrzom przebywanie przy swoich chorągwiach, a w razie ich nieobecności (wyłącznie za zgodą hetmana) obowiązek ten przechodziło na poruczników. Żołnierze mieli być posłuszni dowództwu swojej roty pod karą śmierci. Na gardle karano także za niesubordynację wobec hetmana i wyższego dowództwa armii. Po 1609 roku za odmowę wykonania rozkazu wobec rotmistrza lub pułkownika karano obcięciem ręki.

Żołnierze mieli zakaz wszczynania awantur i bójek między sobą, a jego złamanie groziło odpowiedzialnością przed sądem hetmańskim i więzieniem, grzywną lub wytrąbieniem, czyli zwolnieniem ze służby. Jeśli w czasie bójki ktoś zranił lub zabił innego żołnierza, podlegał karze śmierci. Za wszczynanie buntów również karano na gardle, podobnie jak za paktowanie z nieprzyjacielem i ucieczkę z pola bitwy lub porzucenie chorągwi (sztandaru jednostki).

W odniesieniu do ludności cywilnej artykuły precyzowały, że żołnierzom wolno wybierać tzw. stacje tylko w dobrach do tego przeznaczonych za pieniądze z żołdu, które wypłacał pisarz polny koronny za pośrednictwem rotmistrza lub porucznika. W praktyce żołnierzy miały obowiązywać ceny rynkowe produktów, a w niektórych przypadkach ceny ustalone z góry przez dowództwo lub sejm.

Za najechanie dóbr szlacheckich i pobicie szlachcica groziła kara śmierci. Za ciemiężenie chłopów i mieszczan groził sąd cywilno-wojskowy; w zależności od ciężaru popełnionego czynu kary był różne, od zadośćuczynienia pokrzywdzonemu, przez listy aresztowe (wstrzymanie żołdu) i więzienie aż po karę śmierci w przypadku gwałtu – bez względu na pochodzenie społeczne kobiety.

Żołnierzom zakazano zabierać koni, zboża, bydła, ryb ze stawów, miodu z pasiek oraz narzędzi pracy osób trudniących się rzemiosłem. Za kradzież szlacheckich wozów karano jak za złodziejstwo. Niedopuszczalne było przebywanie prostytutek w obozie wojskowym. Gdyby szynkarki (kobiety sprzedające trunki) zajmowały się nierządem lub zatrudniał do tego inne kobiety, podlegały karze publicznego piętnowania i obcięcia uszu. W obozie dozwolona była jedynie obecność żon.

Szara rzeczywistość

W praktyce przepisy odnoszące się do stosunków żołnierzy z cywilami często pozostawały martwą literą. Wiązało się to przede wszystkim z ciągłym niewypłacaniem żołdu, co wymuszało na żołnierzach rabunki. W czasie wieloletnich konfliktów i permanentnych pustek w skarbie królowie patrzyli na grabieże przez palce. Rzadko zdarzali się oficerowie surowo zabraniający tego procederu, inni wręcz przeciwnie – sami inicjowali rabunki, czego dobrym przykładem jest Stefan Czarniecki. Skarby zwożone przez niego do Tykocina przeszły do legendy.

W ciemnej prostej na prostym łóżku siedzi wspierany przez towarzysza starszy mężczyzna w białej koszuli. Jego nogi przykryte są czerwoną narzutą. Dookoła mężczyzny znajduje się siedmiu mężczyzn. Jeden z nich klęczy na jednym kolanie i ujmuje rękę umierającego. U stóp łóżka klęczy modlący się ksiądz w czarnej sutannie. Jeden z dwóch mężczyzn na lewo od łóżka przytrzymuje białego konia, z którym żegna się umierający.
Stefan Czarniecki zrobił jedną z najbardziej spektakularnych karier polski szlackeckiej i dorobił się na wojnach niemałego majątku, pochodzącego również z grabieży (na ilustracji obraz „Śmierć Stefana Czarnieckiego” autorstwa Leopolda Löfflera, 1860 r.)

Nawet jeśli żołnierze zostali oskarżeni z powództwa prywatnego przed sądem grodzkim, Trybunałem Koronnym lub sądem hetmańskim, mogli uniknąć kary dzięki pozycji ich rotmistrza w strukturach władzy, gdyż bardzo często (zwłaszcza dowódcy chorągwi husarskich i kozackich) piastowali oni urzędy dygnitarskie lub senatorskie.

Oczywiście, zdarzało się również, że poszkodowany (miejscowy dzierżawca lub właściciel) posiadał koneksje, które umożliwiały skuteczne dochodzenie swoich krzywd. Żołnierze starali się raczej unikać grabieży bardziej majętnych posesjonatów, nierzadko dysponujących wojskiem nadwornym, aby nie narazić się na rewanż. Dopiero w drugiej połowie XVII wieku hetmani zaczęli świadomie wykorzystywać wojsko jako formę nacisku, rozlokowując chorągwie w dobrach swych przeciwników politycznych.

Karanie na gardle w obozie lub za niesubordynację w czasie bitwy również nie było regułą. Wiele zależało od tego, kto popełnił to wykroczenie, odmowę wykonania rozkazu (np. ataku na przeważające siły wroga) mógł wyrazić rotmistrz-senator. O wiele łatwiej przychodziło karanie zwykłych szeregowców w piechocie, pachołków czy pocztowych, aniżeli oficerów czy towarzyszy pochodzenia szlacheckiego, często protegowanych wpływowych magnatów.

Jan Karol Chodkiewicz, zwycięzca spod Kircholmu, znany był z porywcznego charakteru, ale nawet on – hetman i magnat – nie pociągnął do odpowiedzialności królewskiego ulubieńca (na ilustracji portret autorstwa Jana Bogumiła Plerscha, XVIII w.)

Cieszący się dużym autorytetem hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz nie ukarał śmiercią impertynencji Marcina Kazanowskiego, ulubieńca królewicza Władysława, kiedy ten zignorował kolejność marszu chorągwi i poszedł przodem przed hetmanem. Porywczy wódz rzucił w Kazanowskiego czekanem, lecz nie trafił. Bardziej znamienny jest przykład Jana Kazimierza, który w czasie bitwy warszawskiej na polach praskich (1656 rok), krzyczał, łajał i bił oficerów za odmowę wykonania szarży na wroga.

Swawola i „kawaleryjska fantazja”

Zachowane do naszych czasów księgi grodzkie i ziemskie pełne są skarg na zachowanie wojska. Dotyczy to wszystkich województw Rzeczypospolitej oraz każdej formacji, zarówno husarii, jazdy kozackiej i dragonii, jak i piechoty typu polskiego, a zwłaszcza niemieckiego. Grabieży dopuszczały się także elitarne jednostki gwardii królewskiej, szczególnie liczne w czasach Jana Kazimierza.

Największe straty ponosiła ludność w inwentarzu żywym, gdyż żołnierze potrzebowali siły pociągowej oraz pożywienia. Grabież krów, cieląt, owiec i trzody chlewnej była zatem częstym zjawiskiem. Dewastacji ulegała gospodarka stawowa. Chłopi i mieszczanie musieli dostarczać ryb albo żołnierze sami je łowili, czasem spuszczając wodę ze stawów.

Podobne skutki jak rekwizycja koni i wołów wywoływała grabież lub niszczenie narzędzi rolniczych, w wyniku czego chłopi i mieszczanie trudniący się uprawą roli nie mieli czym pracować. Najczęściej dekompletowano brony, wozy i pługi. Rejestry szkód wspominają o zaborze garderoby i to zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Żołnierze zazwyczaj mieli zużyte odzienie, w którym gnieździły się insekty. Brudni i odarci, bardziej przypominali zgraję żebraków niż żołnierzy. Spodnie, buty, koszule zabierano dla siebie, kobiece ubrania na handel.

W wojsku panował dość powszechny obyczaj zmuszania ludności do oddawania pieniędzy, ukrywanych przed żołnierzami. Na ten proceder była narażona głównie szlachta, kupcy, mieszczanie i bogatsi chłopi, a także właściciele młynów i karczm. Żołnierze nierzadko wiązali i więzili swoje ofiary oraz posługiwali się torturami, by zdobyć oszczędności napadniętych.

W 1685 roku we wsi Puczniew w województwie łęczyckim żołnierze chorągwi wojewody podolskiego Stanisława Koniecpolskiego zażądali w młynie stacji pieniężnej po dwa talary od koła. Młynarz nie mógł (lub nie chciał) zapłacić, co spowodowało, że „przyjechawszy czeladź żołnierska wzięli żelaza młyńskie, kamień zepsowali i tak młyn spustoszeli”. W 1660 roku husarze chorągwi podkomorzego podolskiego Hieronima Lanckorońskiego umieścili w izbie więziennej mieszczanina wieluńskiego o nazwisku Srebrny.

Napaści i grabieży dopuszczali się nawet członkowie elitarnych formacji takich jak chorągwie husarskie (na ilustracji obraz Leona Wyczółkowskiego „Rycerz wśród kwiatów”)

Wojskowi porywali również dla okupu. Z tego powodu właściciele dóbr lub dzierżawcy podejmowali próby ugoszczenia żołnierzy i sami podawali im jadło i napitek. Zawsze kończyło się to opróżnieniem piwnic, lecz pozwalało uniknąć fizycznej przemocy. Niekiedy szlachta próbowała także uchronić mieszczan i chłopów przed rabunkiem, oddając żołnierzom określoną sumę pieniędzy. Było to zawsze lepsze niż splądrowanie chałup i kradzież inwentarza uniemożliwiające pracę na roli, a tym samym wyżywienie.

Żołnierze mieli często w zwyczaju bić miejscową ludność, co miało wywołać psychozę strachu, a tym samym zmusić do uległości. Bito szablami, kijami i kolbami muszkietów wszystkich bez względu na wiek i płeć, w tym dzieci, starców, a nawet kobiety w ciąży, co często kończyło się tragicznie. Na przykład w 1677 roku w Sieradzu husarze z chorągwi podskarbiego koronnego Andrzeja Morsztyna „czapnika pobili, potłukli, aż się on obuch spadał”, co oznacza, że musieli włożyć w pobicie wiele siły.

W 1690 roku w Szczercowie stacjonowali żołnierze różnych oddziałów. W czasie bratania się i po wypiciu sporej ilości alkoholu doszli do wniosku, że czas na rozrywkę w postaci chodzenia od domu do domu w celu bicia kijami i sieczenia kańczugami (batami) „łyczków”, czyli mieszczan. Wojskowi lubili także wyzywać swoje ofiary, w szczególności szlachtę i mieszczan.

Obrońca czy ciemiężyciel? (na ilustracji obraz „Towarzysz pancerny” autorstwa Józefa Brandta)

Zdarzały się przypadki gwałtów, także na szlachciankach. Księgi sądowe zawierają jednak relatywnie mało tego rodzaju skarg. Wynikało to zapewne z dwóch przyczyn: po pierwsze nie każda kobieta przyznawała się, że została zgwałcona, a po drugie za gwałt groziła kara śmierci, co jak się wydaje odstraszało potencjalnych sprawców. Jeśli jednak dochodziło do tego rodzaju przestępstwa, niemal zawsze kończyło się ono tragicznie również dla mężczyzn broniących żon, matek, córek i sióstr – zazwyczaj ciężkim pobiciem, kalectwem lub śmiercią. Barykadowanie się w domu nie odnosiło skutku, gdyż rozdrażnieni żołnierze przystępowali do regularnego szturmu z wyważaniem drzwi.

Stosunek ludności do wojsk nie był jednolity. Ze źródeł można wnioskować, że mimo wszystko mieszkańcy bardziej tolerowali wojska polskiego autoramentu. Wynikało to z faktu, że w autoramencie cudzoziemskim (piechocie, rajtarii i dragonii) służyło wielu Niemców, Inflantczyków czy Szkotów, którzy byli traktowani wrogo.

Żołnierze doskonale zdawali sobie z tego sprawę, stąd często przekręcali swoje obco brzmiące nazwiska, aby poszkodowany nie wiedział, kogo ma pozwać za zniszczenia. Oddziały husarii czy kozaków wcale nie były lepsze. Zdarzało się, że żartowali oni ze swoich ofiar, mówiąc, że nazywają się „Pan Czarny, Biały, Zielony itp.”. Niekiedy przedstawiali również fałszywe asygnaty ze skarbu na wybieranie stacji.

Warto podkreślić, że jednostki typu cudzoziemskiego przemieszczały się zazwyczaj regimentami liczącymi 200–300 żołnierzy lub więcej. Dokonywane przez nie spustoszenia były więc większe niż przez mniej liczne chorągwie polskiego autoramentu. Szlachta na sejmikach często narzekała na tego typu przemarsze. W 1646 roku sejmik warszawski skarżył się na piechotę i dragonię gwardyjską Władysława IV, że „na drogach do miasta przyjeżdżających gwałtem różne rzeczy biorą, broniących biją i despectum i do dóbr i domów szlacheckich i poddanych ich nachodzą i najeżdżając wielkie angrie i krzywdy czynią”.

Zdarzało się również, że wojska autoramentu polskiego i cudzoziemskiego toczyły regularne bitwy. W 1668 roku starła się chorągiew husarska hetmana polnego koronnego Dymitra Wiśniowieckiego z arkebuzerią Marcjana Chełmskiego. Nie mogąc ustalić pierwszeństwa, obydwie splądrowały dobra w województwie krakowskim.

***

Cóż mógł zrobić cywil, wyposażony nawet w najsurowsze prawo, wobec przemocy fizycznej licznych żołnierzy? Zazwyczaj niewiele. Znane się jednak przypadki organizowania obrony przez miejscową szlachtę i chłopów. Niekiedy udawało się przegnać napastników, lecz często wracali oni większą liczbą, aby się zemścić.

Szlachta zaciągała na sejmikach własne roty mające chronić przed swawolnikami lub zwoływała pospolite ruszenie. Do pacyfikacji używano również wojsk kwarcianych – za przykład może posłużyć tutaj rozkaz Zygmunta III z 1619 roku nakazujący rozbicie lisowczyków powracających z Węgier w granice Polski. Tego typu działania nie były jednak zbyt efektywne, a w okresach długoletnich konfliktów „płacz i lament wieśniaków przebijał niebiosa, powstał głód, a z głodu mór”.

Bibliografia

  • Konrad Bobiatyński, Rola wojska w życiu publicznym w Wielkim Księstwie Litewskim w okresie tzw. Hegemonii pacowskiej (1666–1682), [w:] Społeczeństwo staropolskie, t. 4, Społeczeństwo a wojsko, red. Iwona M. Dacka-Górzyńska, Andrzej Karpiński, Mirosław Nagielski, DiG, Warszawa 2013, s. 167–187.
  • Karol Łopatecki, „Disciplina militaris” w wojskach Rzeczypospolitej do połowy XVII wieku, Instytut Badań nad dziedzictwem kulturowym Europy, Białystok 2012.
  • Tenże, Organizacja, prawo i dyscyplina w polskim i litewskim pospolitym ruszeniu (do połowy XVII wieku), Instytut Badań nad dziedzictwem kulturowym Europy, Białystok 2013.
  • Mirosław Nagielski, Żołnierz koronny w XVII wieku. Wybawca i bohater czy ciemiężyciel – w świetle zachowanych rejestrów szkód w księgach grodzkich i ziemskich Rzeczypospolitej, [w:] Społeczeństwo staropolskie, t. 4, Społeczeństwo a wojsko, red. Iwona M. Dacka-Górzyńska, Andrzej Karpiński, Mirosław Nagielski, DiG, Warszawa 2013, s. 135–154.
  • Polskie ustawy i artykuły wojskowe: od XV do XVIII wieku, oprac. Stanisław Kutrzeba, Archiwum Komisji Historii Wojskowej, Kraków 1937.
  • Tadeusz Srogosz, Między mitem a mikrohistorią. Bohaterskie czy codzienne dzieje armii koronnej i litewskiej w XVII wieku?, [w:] Społeczeństwo staropolskie, t. 4, Społeczeństwo a wojsko, red. Iwona M. Dacka-Górzyńska, Andrzej Karpiński, Mirosław Nagielski, DiG, Warszawa 2013, s. 11–37.
  • Tenże, Żołnierz swawolny. Z dziejów obyczajów armii koronnej w XVII wieku, DiG, Warszawa 2010.
Udostępnij

Maciej A. Pieńkowski

Ur. w 1987 r., doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Autor monografii „Sejmiki mazowieckie wobec problemów wewnętrznych Rzeczypospolitej w latach 1661–1665”, Oświęcim 2015, a także artykułów i recenzji naukowych publikowanych w „Czasopiśmie Prawno-Historycznym”, „Klio”, „Almanachu Warszawy”, „Saeculum Christianum”, „Tece Historyka” oraz seriach wydawniczych „Studia nad staropolską sztuką wojenną” i „Studia historyczno-wojskowe”. Uczestnik licznych konferencji naukowych i doktoranckich. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół historii parlamentaryzmu, kultury politycznej oraz wojskowości I Rzeczypospolitej w dobie panowania Wazów. Autor rozprawy doktorskiej „Sejm koronacyjny Zygmunta III i pacyfikacyjny 1589 roku”.

Maciej A. Pieńkowski