Facebook-icon
Hrabia Tytus

„Precz z mięsożerstwem!” Przedwojenni wegetarianie z wyboru i z przymusu

Choć wegetarianizm może się wydawać dość młodym zjawiskiem, jego propagatorów nie brakowało już przed wojną. Zdecydowana większość społeczeństwa żywiła się jednak bezmięsnie z przymusu.

XXI wiek przyzwyczaił nas do nieskończonego wręcz dostępu do różnego rodzaju produktów, czy to egzotycznych, czy to występujących wcześniej tylko o określonej porze roku. Chcesz truskawek w środku zimy – proszę. Masz ochotę na świeżą ośmiornicę – możesz ją kupić. A przecież nie trzeba sięgać daleko w przeszłość, by przypomnieć o w czasach, w których cytrusy był dostępne raz do roku.

Talerz z grillowanymi ramionami ośmiornicy na zielonym przybraniu.
Ośmiornica to smakołyk, którego spróbować można było w Polsce już przed wojną… o ile pozwalała na to zasobność portfela. (fot. John Karakatsanis, CC BY-SA 2.0)

Okres Polski Ludowej był pod wieloma względami wyjątkowy. Centralnie planowana gospodarka, system kartkowy i wiele innych czynników sprawiało, że zaopatrzenie w żywność odbiegało od sytuacji w Europie Zachodniej. Inaczej było w przypadku II Rzeczpospolitej, w której dostęp przynajmniej do części składników i potraw był porównywalny (albo niewiele gorszy) niż w Niemczech, Francji czy Anglii. Jeżeli w Manchesterze można było zjeść banana, można było go zjeść i w Łodzi.

Przeglądając menu przedwojennych restauracji, łatwo zobaczyć, że przynajmniej teoretycznie można było spróbować wówczas naprawdę przedziwnych frykasów, począwszy od owoców morza, a skończywszy na egzotycznych żółwiach i drogich alkoholach. A jednak i wtedy mięso nie zawsze było spożywane, przy czym powody takiego stanu rzeczy bywały różne.

(Nie)postne dni

Kolorowe rysunki wystęujących w Polsce ryb.
Nie tylko na postne dni. Tablica z „Uniwersalnej książki kucharskiej” Marii Ochorowicz-Monatowej

Obradujący od 1962 do 1965 roku Sobór Watykański II dokonał wielkich zmian w Kościele katolickim, m.in. zliberalizował zasady życia wiernych, w tym kwestie postów. A przecież już kodeks prawa kanonicznego Benedykta XV z roku 1917 był wersją złagodzoną.

Przed soborem poszczono znacznie częściej niż dziś. Prawowierny katolik był zobowiązany do znacznie radykalniejszego przestrzegania postów w czasie Wielkiego Postu. Ograniczenie liczby posiłków obowiązywało przez cały tydzień z wyjątkiem niedzieli, post ścisły zaś w każdą środę, piątek i sobotę.

Do tego post obowiązywał w wigilię świąt Bożego Narodzenia, Niepokalanego Poczęcia NMP, Wszystkich Świętych i Zesłania Ducha Świętego. Jakby tego było mało, co kwartał wypadały suche dni, czyli środy, piątki i soboty następujące po jednym z czterech świąt.

W trakcie postów nie można było oczywiście jeść mięsa. Czasy, w których nie można było jeść także innych produktów odzwierzęcych, jak nabiał i jaja, już przed wojną przeszły do przeszłości. Oczywiście mowa tutaj o katolikach, których obowiązywały i tak stosunkowo łagodnie przepisy. Inaczej rzecz się miała w przypadku prawosławnych, wśród których pości się znacznie częściej i dłużej.

Propagowany dziś wegetarianizm jest bardzo często łączony ze zdrowym trybem życia. Generalnie rzecz ujmując, odstawienie mięsa łączy się z byciem fit. Przed wojną też tak bywało, o czym później, częściej jednak znajdywano inne sposoby na dostarczenia wielkiej ilości kalorii. Bo nie ma takiego składnika, jakiego nie da się przerobić na rzecz niezdrową, tłustą i obciążająca wątrobę.

Idealnym przykładem jest tutaj Maria Ochorowicz-Monatowa, autorka „Uniwersalnej książki kucharskiej”, stanowiącej swego rodzaju kompendium wiedzy kulinarnej dla kilku pokoleń kobiet. Zaczyna się niewinnie, można bowiem przeczytać, że menu postne składa się miedzy innymi z zestawu:

Zupa grzybowa ze śmietaną
Auszpik z karpia lub szczupaka
Szpinak z jajkami
Pierogi z borówkami

Ale dalej można znaleźć między innymi taki przepis:

Krem ze śledzi. Cztery duże śledzie wymoczone i obrane z ości, tak jak na kotlety, posiekać drobno; kuleczko utrzeć na misce wraz z łyżką masła i dwoma żółtkami, dodać dwie namoczone i wyciśnięte bułki, trzy łyżki kwaśnej śmietany. trochę pieprzu, soli, gałki muszkatułowej, jedną utartą cebulę, trzy łyżki parmezanu, utrzeć wszystko razem, dodając mięso posiekane ze śledzi, w końcu ubić pianę z pozostałych białek, a wymieszawszy lekko, ułożyć piramidę na blaszanym półmisku, posypać tartą bułką i piec przez pół godziny. Osobno w sosyerce podać rozpuszczone masło. Bardzo smaczna przekąska na postne śniadanie.

A także:

Kartofle wypiekane z jajami i ze śmietaną. Ugotować na wpół litr obranych kartofli, gdy przestygną pokrajać w talarki, tak samo 3 lub 4 jaja ugotowane na twardo. Wysmarować rądel masłem, wysypać mąką i układać warstwami kartofle i jaja, skropić je łyżką rozpuszczonego masła, zalać trzema lub czterema łyżkami kwaśnej śmietany i wstawić przykryte do bardzo gorącego pieca na pół godziny, aby się wypiekły i z pod spodu przyrumieniły. Wydając, wyrzucić na półmisek. Bardzo smaczna potrawa na post.

Trudno uznać to za formę umartwienia, chyba że przez sam fakt rezygnacji ze spożywania mięsa. Trzeba jednak zaznaczyć, że Monatową czytały bogatsze mieszczanki, które było stać na to by gotować tłusto i dużo. Nie każdy mógł sobie na to pozwolić.

Post o chlebie i wodzie? Nie w bogatych mieszczańskich domach (fot. Manuela Paki-Costa, CC BY-SA 3.0)

Bezmięsność z przymusu

II Rzeczpospolita była państwem wielkich kontrastów. Z jednej strony wytworne restauracje z homarami w karcie, z drugiej skrajne ubóstwo, lepianki i olbrzymie wręcz niedożywienie. Rozpisany w latach trzydziestych konkurs na pamiętniki bezrobotnych pokazywał, w jak tragicznej sytuacji znajdowała się część polskiego społeczeństwa.

„Stosownie do tego postanowienia [wydawania 50 groszy dziennie na jedzenie] z rana każdego dnia kupowałam ser litewski za 20 groszy, który najczęściej był trochę zepsuty i cuchnął jak wszystkie kloaki Litwy” – pisała jedna z uczestniczek konkursu. Inny autor żalił się, że zmuszony jest jeść na okrągło tylko zupę kartoflaną.

Mięso, szczególnie dobrej jakości, było dla wielu towarem luksusowym. Statystyki są w tej materii są jednoznaczne. Co prawda w dużych ośrodkach średnie roczne spożycie wynosiło od 32 (Wilno) do nawet 61 (Poznań) kilogramów na osobę, ale nawet w najzamożniejszym mieście oznaczało to niecałe 5 kilogramów miesięcznie, w Wilnie nieco ponad 2. A mówimy tutaj o statystyce zbiorczej.

Obraz przedstawiający duży kawał surowego mięsa.
Większość mieszkańców II RP mogła jedynie pomarzyć o takim widoku w swej kuchni (Claude Monet, „Martwa natura z mięsem”)

W przypadku rodzin robotniczych spożycie mięsa wynosiło poniżej 2 kilogramów miesięcznie na osobę, a trzeba pamiętać, że były całe regiony Polski, gdzie całoroczne spożycie mięsa nie przekraczało 10 kilogramów na osobę. Na Kresach Wschodnich mięso było rarytasem, na który można było sobie pozwolić jedynie w czasie świąt albo innych specjalnych okazji, jak chrzciny czy wesele. Na wiejskich stołach królowały zatem kasze, kapusty i różnego rodzaju pierogi.

Wegetarianie z wyboru

Skąpo ubrana hinduska tancerka na tle wyobrażenia wielorękiego hinduistycznego bóstwa
Przełom XIX i XX wieku to okres wzmożonego zainteresowania Indiami i Dalekim Wschodem. Owocem była popularyzacja jogi, wegetarianizmu, a także „orientalnych” pulpowych historii (na ilustracji okładka magazynu „Oriental Stories”, 1932 r.)

O ile dwa pierwsze powody niejedzenia mięsa związane były z przymusem, o tyle trzeci był kwestią wyboru. Koniec wieku XIX i początek wieku XX był niezwykle ciekawym okresem. Tuż przed I wojną światową Europa odczuwała przesyt dóbr. Szczególnie w kręgach mieszczańskich w Niemczech zaczęto szukać innych dróg życia. Niektórych coraz bardziej przytłaczała pędząca industrializacja, wiara w modernizm i postęp.

Inspiracji szukano przede wszystkim w obcych kulturach. To w XIX wieku zaczęto na poważnie interesować się Dalekim Wschodem, jego kulturą i wierzeniami. Coraz więcej podróżników i odkrywców odwiedzało Indie i Chiny. W dalekich krajach odnajdywano zachętę, by „wrócić do natury”, na przykład poprzez propagowany nieśmiało naturyzm, ale również jogę i wegetarianizm.

W Polsce pionierem jogi był Wincenty Lutosławski, filozof i tłumacz Platona, który w pierwszym podręczniku do ćwiczeń wprost z Dalekiego Wschodu pisał:

Trzeba rozumem i doświadczeniem utorować drogę dla natchnienia i nie wyrzekać się żadnej zdobyczy, żadnego doświadczenia, żadnej ostrożności w tym upojeniu na tchnienia, gdy nieskończoność zdaje się otwartą. Kto przebył mękę wielokrotnej śmierci po zachwytach tyluż zmartwychwstań, a wyzwolił się pracą myśli, szukającej w zapomnianym doświadczeniu ludzkości wskazówek do nowych doświadczeń i wykonując do świadczenia przez myśl wskazane, aż się zaczęły uchylać tajemnice dotąd otaczające przebłyski natchnień i źródła żywotności – ten musi z żalem patrzeć na marnowanie żywotów i sił w narodzie, któremu wieszczowie wskazali tak wyraźnie krainę cudowną wolności jaźni i potęgi ducha. A iluż to ludzi wierzących w tę potęgę zarazem ją podkopuje swą nieznajomością elementarnych warunków utrzymania ciała w zależności od ducha. Jakież to smutne zaślepienie tych, co na Mickiewicza się powołując, wyobrażają sobie, że marne zado­wolenia płynące z używania tytoniu lub alkoholu nie przeszkadzają w niczym rozwojowi potęgi ducha, zdobyciu natchnienia.

Walkę prowadził nie tylko z tytoniem i alkoholem, ale i z mięsożerstwem. Prezentował bowiem coś, co należy nazwać radykalnym jarstwem. Przy czym jego radykalizm i tak nie umywał się do tego, co głosił jego kolega Janisław Jastrzębowski:

W Niemczech roi się od stowarzyszeń mających na celu reformę życia. Wegetarianizm podniesiony jest tam do godności religii, bowiem istnie jest on tam świadomym wypełnianiem praw przyrody i świadczy o „duchowych cechach” gatunku „homo sapiens”. Dość zaznaczyć, iż już od 40 lat [XIX wieku] wychodzi w Niemczech gazeta jarska („Vegetarisch Warte”) i jej redaktorem obecnie jest znany tam hygienista dr. med. Sless.

Dla niego mięsożerstwo (obok kleru i narodowców) było jednym z najgorszych przekleństw, jakie spadło na polskie społeczeństwo. Swoją najważniejszą książkę, „Precz z mięsożerstwem”, zaczął następującymi słowy „Drogim cieniom jedynej i najukochańszej siostry mojej Bronisławy Jastrzębowskiej, Przełożonej Zakładu Naukowego w Warszawie, przedwcześnie zmarłej w 35-ym roku życia, dnia 16 listopada 1907 roku, dzięki nieuctwu, zarozumiałości i obłudzie mięsożernych lekarzy naszych, pracę tę poświęcam”.

Jarstwo miało uratować społeczeństwo Polskie przed upadkiem, oczyścić jego narodową tkankę i jednocześnie wyzwolić kobiety z kieratu kuchni. W „Historii ruchu jarskiego” Jastrzębowski postulował wręcz reformę społeczeństwa:

Jarstwo w szerszym zakresie prowadzi do odczucia swojej jedności z NATURĄ, do wspaniałego WSZECHŚWIAT CAŁY OBEJMUJĄCEGO BRATERSTWA, tego »braterstwa«, które gwałci każdy mięsożerca, mordujący codziennie (lub zmuszając innych, aby mordowali!) zwierzęta, tych braci prawdziwych człowieka, aby trupami ich podniecić swoje zwyrodniały nerwy… Człowiek, jedząc zwierzęta, jest niemal ludożercą!

Koncepcje Janisława Jastrzębowskiego i Wincentego Lutosławskiego nie spotkały się jednak z aprobatą większej rzeszy ludzi, które pozostały wierne jedzeniu mięsa.

Bibliografia

  • Marek Dłużniewski, Post już nie taki ścisły, „Przewodnik Katolicki”, 11/2015, [dostęp: 22 czerwca 2018], <https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2015/Przewodnik-Katolicki-11-2015/Wiara-i-Kosciol/Post-juz-nie-taki-scisly>.
  • Wincenty Lutosławski, Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytku rodaków, Gebethner, Kraków 1909.
  • Mały Rocznik Statystyczny, r. 10 (1939), GUS, Warszawa 1939.
  • Maria Ochorowicz-Monatowa, Uniwersalna książka kucharska z ilustracyami i kolorowemi tablicami odznaczona na wystawie hygienicznej w Warszawie w 1910 r. Przeszło 2200 skromnych i wytwornych przepisów gospodarskich i kuchennych z uwzględnieniem niezbędnych warunków odpowiedniej dyety codziennej, hygieny oraz kuchni jarskiej, Warszawa 1930.
  • George Orwell, Na dnie w Paryżu i w Londynie, Bellona, Warszawa 2004.
  • Pamiętniki bezrobotnych, nr 1–57, Ludwik Krzywicki, Instytut Gospodarstwa Społecznego, Warszawa 1933.
  • Janisław Jastrzębowski, Precz z mięsożerstwem! Praktyczne wskazówki dla naszych postępowców do wyzyskania drożyzny mięsa w celu duchowego odrodzenia narodu polskiego, Nakładem autora, Kraków 1910.
  • Tenże, Historia ruchu rajskiego w Polsce, Wyd. „Hygieia”, Berlin 1912.
  • Wincenty Lutosławski, Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytki rodaków, Kraków 1909.
Udostępnij

Paweł Rzewuski

Filozof i historyk, doktorant w Instytucie Filozofii UW. Interesuje się historią społeczną II RP.