Facebook-icon
Hrabia Tytus

Kuśtykając przy ołtarzu? Czy niepełnosprawny mógł zostać księdzem w średniowieczu?

Niepełnosprawność w średniowieczu oznaczała zazwyczaj nędzę, a także pogardę i przemoc ze strony społeczeństwa. Mimo głoszonego przez Kościół ideału miłosierdzia „defekty” fizyczne często zamykały również drogę do stanu duchownego. Dlaczego?

Żaden człowiek, który ma skazę, nie może się zbliżać, aby złożyć ofiarę Panu – ani niewidomy, ani chromy, ani mający zniekształconą twarz, ani kaleka, ani ten, który ma złamaną nogę albo rękę, ani garbaty, ani niedorozwinięty, ani ten, kto ma bielmo na oku, ani chory na świerzb, ani okryty liszajami, ani ten, kto ma zgniecione jądra.

(Kpł, 21, 18-20)

Średniowieczne prawo kanoniczne podążało za starotestamentowym zakazem i uznawało wadę fizyczną (defectus corporis) za istotną przeszkodę do przyjęcia święceń kapłańskich. Mimo to cierpiący na widoczną ułomność kandydat przy odpowiedniej determinacji i niemałych nakładach mógł jednak wystarać się w kurii rzymskiej o odpowiednią dyspensę.

 Piotr stoi pod drzewem, jego dłonie złożone są do modlitwy a głowa skierowana ku niebu. Modląc się prosi Boga o wybaczenie. Na jego twarzy rysuje się żal za popełniony grzech, a oczy przepełnione są łzami. Wokół głowy Apostoła widać zielone gałązki, symbolizujące odrodzenie i nawiązujące do drzewa życia jakim był krzyż. Śmierć Chrystusa na krzyżu zapowiada zmartwychwstanie. U jego pasa widoczne są dwa klucze, symbol władzy nad Kościołem dany mu od Jezusa. Po lewej stronie w tle El Greco umieścił małą scenkę. Nie jest ona widoczna na pierwszy rzut oka, ale po głębszym przyjrzeniu się widać Marie Magdalenę odkrywającą pusty grób Jezusa. Obok niej widać jasną postać anioła, który zgodnie z Ewangelią nakazał jej i kobietom jej towarzyszącym, by powiadomili uczniów o zmartwychwstaniu Chrystusa.
Penitencjaria decydowała, czy udzielić rozgrzeszenia skruszonym duchownym winnym ciężkich przewinień (Na ilustracji „Łzy św. Piotra” El Greca. Apostoł płacze po tym, jak wyparł się Chrystusa)

W praktyce decyzja należała do Penitencjarii Apostolskiej, urzędu powołanego w XIII wieku do rozpatrywania spraw zarezerwowanych dla decyzji papieża. Oprócz dyspens od ułomności cielesnej to właśnie tam ważyły się losy duchownych oskarżonych o zabójstwo czy zbiegłych z klasztorów zakonników.

W Rzymie sprawę prowadzili profesjonalni pełnomocnicy, którzy w imieniu petenta wnosili formalny wniosek do urzędu. Treść owego wniosku, zwanego supliką, wpisywano wraz z ostateczną decyzją do oficjalnego rejestru spraw Penitencjarii. W roku 1983 decyzją Jana Pawła II ów gigantyczny zbiór archiwalny został po dziesięcioleciach starań historyków udostępniony szerszemu gronu badaczy.

Spowiedź na piśmie

W przypadku ułomności cielesnej decyzja o udzieleniu dyspensy zależała nie tylko od rodzaju niepełnosprawności, ale też okoliczności jej powstania. Doskonale widać to na przykładzie typowej, spisanej w trzeciej osobie supliki niemieckiego benedyktyna, który w niewinnej zabawie doprowadził do uszkodzenia oka współbrata.

Leonard Furst, mnich zakonu benedyktynów w diecezji Eichstatt, przyznaje, że w czasie prac murarskich nad obramowaniem okna klasztoru, zobaczywszy pracującego poniżej współbrata, postanowił dla żartu rzucić w niego bryłką wapna. Niestety ów brat spojrzał wówczas w górę i został trafiony wapnem w prawe oko. Po kilku dniach stracił w nim widzenie. Leonard prosi papieża o rozgrzeszenie od wspomnianego występku.

Charakterystyczna dla tysięcy zachowanych suplik szczegółowość narracji czyni z nich źródło unikalne, utrwalające dramatyczne sceny z życia szeregowych przedstawicieli duchowieństwa w ich małych wspólnotach.

Błogosławieni, którzy nie widzieli

Najczęstszym problemem, z którym polscy klerycy przychodzili do urzędników Penitencjarii, było uszkodzenie wzroku. Ówcześni kanoniści zwracali szczególną uwagę na sprawność lewego oka (tzw. oculus canonis), które winno umożliwiać płynne czytanie Pisma w czasie mszy. W 1480 roku przed trybunałem stanął kleryk z Pabianic imieniem Mikołaj. W jego przypadku do uszkodzenia wzroku miało dojść podczas rutynowej naprawy noża. Podczas gdy przyszły duchowny starał się scalić elementy rękojeści za pomocą ołowiu, kropla rozgrzanego metalu wpadła do jego oka, nie tylko czyniąc je bezużytecznym, ale i pozostawiając po sobie niewielką skazę.

Co ciekawe w tym samym roku do rejestru wpisano podobną sprawę Bartłomieja, bliżej nieznanego duchownego z Poznania. Był to przypadek o tyle poważniejszy, że wspomniany duchowny zataił wadę przy przyjmowaniu święceń. Prosił zatem nie tylko o dyspensę, ale i rozgrzeszenie pozwalające na kontynuowanie posługi. Do uszkodzenia wzroku suplikanta doszło, gdy w wieku zaledwie ośmiu lat usiłował wykonać wiązkę rózeg, mających zresztą posłużyć jego nauczycielowi do zdyscyplinowania chłopca. Niestety, Bartłomiej posługiwał się nożem na tyle niezdarnie, że jednym gwałtownym ruchem uszkodził prawe oko, całkowicie tracąc w nim widzenie.

Obraz przedstawia grupę pięciu kalek, prawdopodobnie żebrzących na ulicy lub podczas jakiegoś festynu. Grupa jest czymś poruszona. Każdy z nich ma na głowie odmienne nakrycie głowy, które może wskazywać na różne pochodzenie lub pozycje społeczne: można rozpoznać mitrę (odniesienie do księdza), futrzaną czapkę (mieszczanin), czepek (wieśniak), hełm (żołnierz) i koronę (arystokrata). Z prawej strony widoczna jest kobieta, która oddala się pozostawiając kalekom pożywienie.
„Kalecy” – obraz Pietera Bruegla (starszego)

W suplice wyraźnie zaznaczono, że powstałe uszkodzenie pozostawało niemal niedostrzegalne dla postronnych. W obydwu przypadkach owa mocno podkreślana niewidoczność wady stanowiła istotny warunek udzielenia dyspensy. Ówczesne autorytety prawa kościelnego nie pozostawiały wątpliwości: defekt fizyczny duchownego nie powinien wzbudzać niezdrowej ciekawości, bądź drwiny ze strony wiernych. Właśnie z tych powodów Kościół odmawiał święceń zgoła sprawnym kandydatom cierpiącym na karłowatość czy kifozę (potocznie garb).

Teatr nikczemności

W trosce kanonistów pobrzmiewała wyraźnie świadomość mentalności wiernych. Pomimo propagowanego przez Kościół ideału miłosierdzia w codziennym stosunku do niepełnosprawnych dominowały akty pogardy i okrucieństwa.

Skrajnym przejawem tych postaw była pewna „zabawa” z udziałem niewidomych żebraków, która zyskała znaczną popularność na Zachodzie Europy w XIV wieku. Dzięki zachowanym opisom i ikonografii wiemy, że główne role odgrywali w niej niewidomi uzbrojeni w długie drewniane pałki. Zasady nie były szczególnie skomplikowane. Jeśli uczestnicy zdołali zatłuc wpuszczoną między nich świnię, mięso zwierzęcia stawało się ich własnością. Nietrudno zgadnąć, iż główną atrakcją całej tej zabawy był widok wzajemnie okładających się nieszczęśników…

Jeśli twoja prawa ręka jest dla ciebie powodem do grzechu…

I sobór w Konstancji surowo zakazał autokastracji (ikona przedstawiająca cesarza Konstantyna i biskupów na soborze trzymających nicejsko-konstantynopolitańskie wyznanie wiary)

Troska o integralność cielesną duchowieństwa dotyczyła wszelkich organów, nawet tych niezwiązanych z codziennymi obowiązkami sługi bożego. Mimo iż Kościół w XII wieku ostatecznie sformułował instytucję celibatu, nigdy nie złagodził swej negatywnej oceny kastracji jako „zabiegu moralnego”.

Szczególnie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie brakowało żarliwców, którzy nazbyt dosłownie pojmowali ideał wstrzemięźliwości. Skala zjawiska skłoniła biskupów zgromadzonych na pierwszym soborze powszechnym w 325 roku do wydania surowego zakazu przyjmowania do stanu duchownego tych, którzy dobrowolnie poddali się zabiegowi kastracji. Niemal o tysiąc lat późniejsze dekrety papieża Grzegorza IX z roku 1234 w ostateczny sposób rozstrzygały kwestię „kleryków eunuchów”. Podtrzymano w nich zasadę, iż do święceń dopuścić można jedynie tych, którzy utracili narządy płciowe w nieszczęśliwym wypadku, dla ratowania zdrowia, bądź też byli ich pozbawieni od urodzenia.

W piętnastowiecznych archiwach Penitencjarii odnajdujemy supliki 12 kleryków z ziem polskich, którzy pomimo braku narządów płciowych ubiegali się o przyjęcie święceń. U większości z nich omawiany defekt był konsekwencją zabiegu chirurgicznego zleconego przez medyków (kastrację praktykowano wówczas w „leczeniu” trądu oraz przepuklin).

Czasami jednak rutynę działalności urzędu przerywały i mniej oczywiste przypadki. Do tej kategorii bez wątpienia należał wniosek Jana z Leśnicy w diecezji wrocławskiej. Ów kleryk pragnął zostać duchownym pomimo pewnego przykrego wypadku z dzieciństwa. Za ubytek w narządach płciowych Jana odpowiadała rzekomo świnia, która odgryzła mu kawałek członka, gdy jako niemowlę spoczywał w kołysce.

Nie było to tłumaczenie zupełnie nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę mnogość procesów zwierząt oskarżanych na Zachodzie Europy o okaleczenia lub „zabójstwa” ludzi. Przypomnieć wystarczy słynny przypadek z francuskiego Falaise, gdzie w 1397 roku okrutnie stracono maciorę uznaną za winną śmiertelnego pogryzienia trzylatka.

Pozbyć się narzędzi zbrodni

Być może mniej bogaty w drastyczne szczegóły, ale nie mniej intrygujący wydaje się wpis do rejestru z 1493 roku. Widnieje pod nim imię Mateusza z Grodziska, który stwierdził jedynie, iż został w całości pozbawiony przyrodzenia przez „swych wrogów”. Co kryło się za tym lakonicznym określeniem? Kastracja do końca epoki pozostawała tradycyjną karą za gwałt i cudzołóstwo. Charakter zbrodni mógłby zatem wskazywać, iż wspomniani wrogowie dopuścili się samosądu za jakieś występki seksualne duchownego.

Pomijając słynny przypadek Abelarda i Heloizy, znamy z owych czasów podobne „akty sprawiedliwości”, których dopuszczali się najczęściej krewni poszkodowanej kobiety. Dokładnie tak było w przypadku Baltazara Bosse z diecezji merseburskiej. W suplice z roku 1477 zwrócił się on do papieża o zdjęcie ekskomuniki nałożonej nań w związku z tym, że swego czasu „pozbawił genitaliów duchownego, który obcował cieleśnie z jego siostrą”.

Monachomachia

Samokastracja Orygenesa na miniaturze z francuskiego rękopisu z końca XV wieku

Chirurg, wrogowie, zbłąkana świnia – w wymienionych dotąd suplikach do kastracji dochodziło wbrew woli suplikanta. Jak wielokrotnie wspomniano, Kościół surowo potępiał samookaleczenie, nawet wtedy, gdy wynikało ono z wyższych pobudek moralnych. Potwierdza to jedyny w źródłach watykańskich przypadek polskiego duchownego, który dobrowolnie pozbawił się przyrodzenia. Niewymieniony z imienia krakowski benedyktyn, jak sam przyznał, uczynił to w nieodpartym przypływie cielesnych żądz. Świadomy popadnięcia z tego powodu w ekskomunikę, prosił nie tylko o dyspensę konieczną dla dalszego pełnienia funkcji kapłańskich, ale i rozgrzeszenie za sam występek.

Wydaje się, że do podobnych przypadków mogło dochodzić częściej właśnie w klasztorach, gdzie kontrola nad wstrzemięźliwością mnichów była o wiele surowsza. Świadczyć może o tym interesujący przypadek spoza ziem polskich. Niejaki Jan Thimez z diecezji mogunckiej stwierdził w swej suplice, że jako 15-latek zasłyszał, że ten, kto pozbawiony jest lewego jądra, nie odczuwa dłużej pociągu seksualnego. Oczywiście nie znalazłby się w naszym archiwum, gdyby nie postanowił sprawdzić, czy rada zadziała.

Dramatyczny akt kastracji chociaż nie wpływał bezpośrednio na sprawowanie funkcji kapłańskich, a przy zachowaniu minimalnej dyskrecji nie mógł wywołać zgorszenia wiernych, naruszał wszakże istotę walki z grzechem. Pozbawienie się źródła pokus było widziane jako akt ogromnego, ale jednorazowego poświęcenia. O ileż bardziej wymagające były codzienne boje ze stale powracającymi demonami.

Na to rzekł Jezus do Piotra: schowaj miecz do pochwy!

Praktyczną przeszkodą w sprawowaniu funkcji kapłańskich był brak palców i kończyn. W szczególności niesprawne dłonie uznawano za istotną przeszkodę w dokonywaniu aktu ofiary eucharystycznej. Jak dochodziło do tego typy obrażeń? Ze źródeł jednoznacznie wynika, że znakomita większość powstawała w wyniku przemocy.

Normy prawa kanonicznego surowo wzbraniały duchownym noszenia broni oraz czynnego udziału w wojnie. Kapłanom od roku 1139 przysługiwała nadto specjalna ochrona przed przemocą fizyczną. Zgodnie z kanonami soborowymi ten, kto podniósł rękę na duchownego, automatycznie popadał w ekskomunikę, której zdjęcie zarezerwowano dla papieża. Pomimo to duchowni powszechnie stykali się z przemocą, zarówno w charakterze jej ofiar, jak i sprawców. Tylko w archiwach Penitencjarii za lata 1450–1500 znajduje się przeszło 150 suplik polskich duchownych oskarżonych o doprowadzenie do czyjejś śmierci (najczęściej nieumyślnej).

O ile częstsze musiały być przypadki owych „niewinnych nieporozumień” kończących się lżejszymi obrażeniami. Oto jak swój zatarg z księdzem z diecezji włocławskiej opisał pewien gdański duchowny:

Zdarzyło się, że pokłóciłem się z księdzem Jakubem. Obaj złapaliśmy się za włosy. Wówczas Jakub zacisnął zęby na moim palcu wskazującym, gdy zaś spróbowałem go gwałtownie wyciągnąć, uczyniłem to wraz z zębem wspomnianego Jakuba. Proszę o absolucję od przemocy wobec innego duchownego.

Wiele wyjaśnia fakt, iż podobne sceny rozgrywały się z reguły w karczmach, których duchowni bynajmniej nie omijali, nawet pomimo zakazów. Jeśli wierzyć zapewnieniom suplikantów, do obrażeń dochodziło zazwyczaj w trakcie rozdzielania walczących stron. Dla pełnego obrazu dodajmy jeszcze, że owe zabiegi mediacyjne naszych bohaterów przypadały niemal zawsze na czasy studenckie. Nie jest to specjalnym zaskoczeniem; ówcześni żacy słynęli ze skłonności do burd, które od czasu do czasu przeistaczały się w niemal regularne bitwy. W roku 1487 Marcin ze Święcic stracił kawałek kciuka lewej ręki w jednym z tych mniej imponujących starć, gdy – jak twierdził – usiłował jedynie rozdzielić pojedynkujących się kompanów.

Średniowieczni studenci często znani byli nie jako adepci sztuk wyzwolonych, lecz miłośnicy burd i awantur (na ilustracji wykład z filozofii na uniwersytecie w Paryżu, miniatura z końca XIV wieku)

Powołanie podwyższonego ryzyka

Poruszaniu się po średniowiecznych traktach zawsze towarzyszył wyczuwalny dreszczyk emocji. Rozumieli to hierarchowie Kościoła, którzy w ramach wyjątku dozwalali duchownym nosić broń w czasie podróży. W szczególnie niebezpiecznych czasach najlepiej było zaś przywdziać strój świecki, by nie stanowić zachęty dla potencjalnych napastników. Przywołajmy tu dość typową suplikę Błażeja, duchownego z diecezji włocławskiej: „Pewnego razu, gdy podróżowałem w swoich sprawach, jakiś rzezimieszek napadł na mnie i mieczem odciął mój lewy kciuk”. Poważniejszych obrażeń doznał duchowny z Lublina imieniem Jakub, gdy przewoził jakieś dokumenty kościelne. Wskutek ataku, jak przyznał, stracił całą stopę.

Napady na duchownych pełniących funkcje sądownicze i dyscyplinarne nie były zresztą zjawiskiem odosobnionym. Głośny przypadek inkwizytora napadniętego i okaleczonego na Kujawach w trzeciej dekadzie XV wieku doskonale ukazuje, że nawet gwarancje bezpieczeństwa udzielone łowcom heretyków przez Władysława Jagiełłę nie zapewniały ochrony przed zdeterminowanymi napastnikami. Nieznany z imienia inkwizytor stracił wówczas nie tylko odcięty nos i uszy, ale i wyłupione oczy, co bez wątpienia czyniło go niezdolnym do dalszej pracy.

Okoliczności powstania podobnych obrażeń bywały też całkiem prozaiczne. Niejaki Gotard z Grabkowa w diecezji poznańskiej stracił trzy palce u stóp wskutek odmrożenia. Co prawda otrzymał upragnioną dyspensę, ale z zastrzeżeniem, że pozostanie ona w mocy, dopóki będzie w stanie poruszać się bez pomocy laski bądź kul. Po raz kolejny dała o sobie znać troska o odbiór ze strony wiernych duchownego służącego przy ołtarzu.

Wspomnijmy jeszcze o interesującym kazusie Jana Hammerstocka z diecezji mogunckiej, który stracił palec przy przestawianiu ogromnej stągwi z winem i o pewnym duchownym ze Śląska, który jako dziecko upadł z kawałkiem krzemienia w pięści na tyle niefortunnie, że stracił mały palec lewej ręki.

Między niebem a ziemią

Wraz z osiągniętym w późnym średniowieczu wyraźnym zagęszczeniem sieci parafialnej ksiądz na dobre wrósł w życie codzienne małych wspólnot ludzkich. Zgodnie z zamysłem miało to umożliwić skuteczniejsze kształtowanie życia duchowego wiernych. W praktyce przy niedoskonałym wciąż systemie kształcenia i kontrolowania kleru parafialnego często oznaczało to po prostu zeświecczenie samych kapłanów. Jawnie utrzymujący konkubinę i przesiadujący z chłopami w karczmie pleban – ów stały bohater protokołów sądów biskupich – narażał na szwank reputację całego Kościoła.

Kupcy napadnięci przez drogowych rabusiów, miniatura ze średniowiecznego rękopisu (ok. 1340 r.)

Stawianie wymogu „integralności cielesnej” było tylko jednym z wielu elementów nieustannego programu reformy Kościoła, opartego na idei wyjątkowości stanu duchownego. Wykluczając osoby z poważnymi niedoskonałościami, usiłowano zgodnie z ówczesnymi pojęciami wzmocnić powagę rytuału, sfery która wywierała największe wrażenie na maluczkich.

Było to charakterystycznym rysem pobożności epoki, w dużej mierze opartej o bierną obserwację swoistego spektaklu liturgicznego. Jego kulminacyjnym momentem było bez wątpienia wzniesienie nad głową kapłana konsekrowanej hostii. Każdy ruch pośredniczącego w cudzie eucharystycznym musiał być godny, pewny, zdecydowany. Widoczna niepełnosprawność zdawała się zakłócać atmosferę nadprzyrodzoności, której tak bardzo pragnęli doświadczyć wierni. Doznając jej na chwilę, zapominali nawet o drobnych grzeszkach swego poczciwego plebana.

Bibliografia

  • Kultura Polski średniowiecznej, XIV–XV w., Bronisław Geremek, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 1997.
  • Repertorium Poenitentiariae Germanicum. Verzeichnis der in den Supplikenregistern der Pönitentiarie vorkommenden Personen, Kirchen und Orte des Deutche Reiches, Bd. 1-6, bearb. von L. Schmugge, De Gruyter, Tübingen–Berlin–Boston 1998–2012.
  • James Brundage, Law, Sex and Christian Society in Medieval Europe, The University of Chicago Press, Chicago–London 1987.
  • Stanisław Bylina, Religijność późnego średniowiecza. Chrześcijaństwo a kultura tradycyjna w Europie Środkowo-Wschodniej w XIVXV w., Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2009.
  • Arnaud Fossier, Propter vitandum scandalum. Histoire d’une catégorie juridique (XIIeXVe siècles), „Mélanges de l’Ecole Française de Rome. Moyen Âge”, t. 121 (2009), nr 2, s. 317–
  • Irina Metzler, Disability in Medieval Europe. Thinking about Physical Impairment during the high Middle Ages, c. 11001400, Routledge, New York 2006.
  • Taż, A Social History of Disability in the Middle Ages. Cultural Considerations of Physical Impairment, Routledge, New York–London 2013.
  • Taż, Then and Now. Canon Law on Disabilities, [w:] Disability in Antiquity, ed. Christian Laes, Routledge, London–New York 2017, s. 455–
  • Paolo Ostinelli, I chierici e il „defectus corporis”: Definizioni canonistiche, suppliche, dispense, [w:] Deformità fisica e identità della persona tra medioevo ed età moderna, a cura di Gian Maria Varanini, Firenze University Press, Firenze 2012, s. 3–30.
  • Kirsi Salonen, The Penitentiary as a Well of Grace in the Middle Ages. The Example of the Province of Uppsala 1448–1527, Academia Scientiarum Fennica, Helsinki 2001.
  • Ludwig Schmugge, Patrick Hersperger, Beatrice Wiggenhauser, Die Supplikenregister der päpstlichen Pönitentiarie aus der Zeit Pius’ II. (1458–1464), Max Niemeyer Verlag, Tübingen 1996.
  • Henri-Jacques Stiker, History of Disability, The University of Michigan Press, Ann Arbor 1999.
  • Hugh Thomas, The Secular Clergy in England, 1066–1216, Oxford University Press, Oxford 2014.
Udostępnij

Łukasz Kowalczyk

Historyk, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (specjalizacja: mediewistyka). Interesuje się historią starożytnego Rzymu, dziejami Kościoła, reformacji i rewolucji oraz historią społeczną i antropologią historyczną.