Facebook-icon
Hrabia Tytus

Skąd w Polsce kino, czyli jak filmowcy zdobywali ziemie polskie

Chociaż film jest najmłodszym z mediów, ma w swoich dziejach również okres nazywany „prehistorią”. Nie istniały wówczas pojęcia blockbusterów i multipleksów, a samo kino uważano za rozrywkę jarmarczną. Wśród pionierów kinematografii nie brakowało Polaków. Jeden z nich wyprzedził nawet braci Lumière.

28 grudnia 1895 roku August i Louis Lumière zaprezentowali światu swój film: „Wyjście robotników z fabryki”. Data ta uznana została za dzień narodzin kina, choć miłośnicy filmu wiedzą, że jest dość umowna – przed słynnymi braćmi prototyp kinematografu skonstruował chociażby Thomas Alva Edison i to właśnie na jego kinetoskopie Lumière wzorowali swój sprzęt.

Polscy pionierzy kinematografii

Trudno nie wspomnieć także o polskich akcentach w początkach kina. Bodaj najsłynniejszym przykładem jest działalność Kazimierza Prószyńskiego, któremu nawet słynni bracia z Lyonu przyznawali ponoć palmę pierwszeństwa w kinematograficznym wyścigu. Prószyński wynalazł pleograf – aparat, który służył jednocześnie do rejestracji materiału filmowego oraz jego projekcji. Polak opatentował swój sprzęt w 1894 roku, czyli rok przed tym, jak Lumière pokazali światu „Wyjście robotników z fabryki”.

Pierwszym filmem zarejestrowanym przy pomocy pleografu była „Ślizgawka w Łazienkach” – dziełko pokazujące łyżwiarzy z Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego. W 1901 roku Prószyński założył w Warszawie wytwórnię filmową Towarzystwo Udziałowe Pleograf, w którym powstały jedne z najwcześniejszych polskich filmów fabularnych, m.in. „Powrót birbanta” (znany również pod tytułem „Zabawne przygody pana po świątecznych libacjach”) będący historyjką o wracającym po imprezie do domu pijanym mężczyźnie, w którego wcielił się Kazimierz Junosza-Stępowski.

Cztery czarno-białe, niewyraźne ujęcia grupki ludzi jeżdżących na łyżwach.
Cztery zachowane kadry „Ślizgawki w Łazienkach”

Istotną dla rozwoju kinematografii była również działalność urodzonego w Lesznie Ottomara Anschütza, który według niektórych źródeł jako pierwszy skonstruował migawkę szczelinową, czyli urządzenie pozwalające zarejestrować obiekty w ruchu. W 1880 roku, w uznaniu zasług, został członkiem berlińskiego Towarzystwa Wspierania Kinematografii. Sześć lat później wspólnie z budowniczym organów Johannem Schneiderem skonstruował prototyp kinematografu.

Osiągnięciami w tym zakresie mógł się również pochwalić Piotr Lebiedziński. W 1893 roku podjął on próbę wynalezienia kamery, która z jednej strony mogłaby rejestrować obraz, a z drugiej – być projektorem żywych fotografii. Lebiedziński prowadził prace wspólnie z Janem i Józefem Popławskimi i za pomocą skonstruowanego wówczas aparatu nakręcił dwa filmiki: „Krakowiak” oraz „Scena w łazience”. Jego działalnością zachwycił się Bolesław Prus, który pisał:

Stajemy na granicy niemal fantastycznego świata. Bo proszę sobie wyobrazić naszych wnuków, którzy będą słuchali oper, będą przypatrywali się baletom, będą przyjmowali żywy udział w zabawach, pracach, w posiedzeniach parlamentu, w codziennej bieganinie, a nawet – w sporach i walkach ludzi, którzy już od dawna zmarli, po których nie zostały prochy! I to wszystko my pierwsi możemy mieć za sprawą panów: Lebiedzińskiego, tudzież braci Popławskich.

Czarno-biały portret (popiersie) mężczyzny mającego ok. 35 lat, z krótką brodą i wąsami.
Piotr Lebiedzinski (fot. Fototeka.fn.org.pl, sygn. 1-P-506-1, z archiwum Zbigniewa Pitery)

Pomimo zachwytu Prusa wynalazek ten nie przyjął się w szerszych kręgach filmowców. Problem stanowił fakt, że Lebiedziński proponował stosowanie ciężkich klisz zamiast lżejszej taśmy celuloidowej. Po tym jak popularność osiągnęły na ziemiach polskich aparaty Lumière’ów, Lebiedziński został uznanym doradcą technicznym, a w 1901 roku nakręcił nawet filmik „Przyjazd karetki pogotowia do wypadku”.

Pomimo tych wszystkich polskich akcentów nie ulega wątpliwości, że to właśnie „Wyjście robotników z fabryki” było momentem zwrotnym w dziejach kina. Bracia Lumière zdawali sobie sprawę z faktu, że mnóstwo osób depcze im po piętach i z tego powodu chcieli kuć żelazo, póki gorące i rozpowszechnić swój wynalazek.

Najpierw przeszkolili kilkanaście osób, a następnie wysłali je w świat ze swoim sprzętem, by pokazywali ludziom magię kina. W lutym 1896 roku pokazy odbyły się w Brukseli i Londynie, a w następnych miesiącach w Amsterdamie, Berlinie i Wiedniu. „Kinematografiści” spod znaku Lumière dotarli nawet w kwietniu 1896 roku do Meksyku. Znalazło się jednak miasto oporne na magię nowego wynalazku. Tym miastem była Warszawa.

To nieznośne migotanie!

Problem nie leżał jednak w samej Warszawie, lecz w urzędach. Pierwszy emisariusz z Lyonu, Francis Doublier, pojawił się nad Wisłą już w kwietniu 1896 roku. Miesiąc po nim wraz z grupą pomocników zjawił się Marius Chapuis, którego zadaniem było zorganizowanie terenowego biura firmy Lumière. Niestety, zarówno pierwszy z panów, jak i drugi poległ w potyczce z urzędnikami i biurokracją. Bez zgody na działalność, przełykając gorycz porażki, emisariusze z Francji udali się do Petersburga.

Tam, gdzie nie dali rady bracia Lumière, powiodło się Edisonowi. Pierwszy pokaz filmowy w Warszawie przeprowadzono za pomocą cynetografu 18 lipca 1896 roku. Dwa tygodnie później zaprezentowano możliwości edisonowskiej maszyny w Łodzi, a we wrześniu pokazy odbyły się w Lwowie, gdzie dziennikarz „Kuriera Lwowskiego” recenzował:

obrazy kinematograficzne robią wrażenie niczego więcej, jak dobrze znanej, a tak przez dzieci zwłaszcza oklaskiwanej dioramy, o tyle lepszej, że ruchomej, o tyle gorszej, że wiele obrazów, zwłaszcza fotografii scen z życia, musi być bezbarwnych i że nieznośne ich migotanie utrudnia patrzenie i męczy niesłychanie oko.

W końcu jednak i sprzęt braci Lumière – znacznie lepszy technicznie od aparatu Edisona – dotarł na ziemie polskie. Pierwsze pokazy z jego użyciem odbyły się w listopadzie 1986 roku w Krakowie dzięki działalności ówczesnego dyrektora Teatru Miejskiego, Pawlikowskiego, który szukał sposobów na przyciągnięcie ludzi do swego przybytku. Podczas tego seansu pokazano dwanaście scenek, których łączna długość nie przekraczała pół godziny. Były to m.in. „Śniadanie dziecka”, „Plac pocztowy”,Mimik z kapelusze”, „Polewacz polany”, „Hiszpańska artyleria”.

Po pierwszym pokazie zdecydowano, że takie miniseanse będą towarzyszyć każdemu przedstawieniu teatralnemu. W grudniu z Lyonu przysłano kolejne dwa zestawy filmów. W ciągu dwóch ostatnich miesięcy 1896 roku pokazy kinematograficzne obejrzało ponad dziesięć tysięcy krakowian.

Kolorowy rysunek przedstawiający od tyłu sześcioro osób na sali kinowej, żywo reagujących na widoczną na ekranie scenę, w której woda z węża ogrodowego tryska w twarz ogrodnikowi. Za nim ucieka psotnik, który odkręcił zawór.
Plakat filmowy braci Lumière z 1896 roku (rys. Marcellin Auzolle, domena publiczna)

Polscy bracia Lumière

Bardzo szybko jednak za projekcje filmowe zaczęli zabierać się sami Polacy. Swoistymi celebrytami w tym zakresie stali się bracia Witold i Antoni Krzemińscy, którzy w 1899 roku założyli w Łodzi pierwsze stałe kino „Gabinet Iluzji”. Funkcjonowało ono przez trzy miesiące, później zaś bracia kontynuowali swoją działalność kolejno w Radomiu, Częstochowie i Włocławku, by powrócić do Łodzi i znów założyć tam kino – tym razem pod nazwą Biograf.

Na początku nowego wieku Krzemińscy zakupili nową aparaturę do projekcji oraz filmy – najpierw od wytwórni Pathé, a następnie Gaumonta. Przy okazji paryskich zakupów Władysław Krzemiński nakręcił także w wytwórni Pathé krótki filmik, w którym dziękował zgromadzonej publiczności za przybycie. Scena ta emitowana była po każdej projekcji w kinie Krzemińskich i wywoływała euforię wśród widzów.

Drewniany kinematograf na drewnianym statywie.
Kinematograf braci Lumière (fot. Victorgrigas, CC BY-SA 4.0)

Dokonania Krzemińskich zyskały niesamowity rozgłos na ziemiach polskich. Bilety na projekcje ich kina objazdowego rozchodziły się bardzo szybko, a ci, dla których wejściówek zabrakło, potrafili z tego powodu wzniecać awantury. Stało się tak m.in. w Siedlcach, gdzie rozczarowany tłum wtargnął na scenę w trakcie pokazów. W 1904 roku bracia rozdzielili się i każdy ze swoim sprzętem i zestawem filmów wyruszył w głąb Imperium Rosyjskiego. W 1909 roku na stałe osiedli w Częstochowie, gdzie założyli kino Odeon.

Podczas gdy Krzemińscy przemierzali z filmami Rosję, ich dawny lokal przy ul. Piotrkowskiej 17 w Łodzi wynajął Teodor Junod, ojciec przyszłej gwiazdy polskiego kina, Eugeniusza Bodo. W latach 1903–1907 prowadził on tam Teatr Iluzji Urania, a następnie centrum rozrywkowe Urania. W podobnym czasie powstały pierwsze stałe kina w innych miastach: Cinephon we Lwowie, Elektro-Teatr Iluzja w Wilnie czy wreszcie Cyrk Edison w Krakowie.

Szczególnie ciekawa historia kryje się za tym ostatnim przybytkiem. Jego twórca, handlarz zegarami Józef Kleinberger, początkowo chciał organizować pokazy filmów pornograficznych w podwawelskim hotelu Royal. Kiedy jednak do akcji wkroczyła policja, świeżo upieczony dystrybutor filmowy postanowił założyć własne kino, które przestało istnieć wraz ze śmiercią właściciela w 1912 roku.

W tym samym roku pojawiły się w Krakowie dwa kolejne kina: Wanda oraz Uciecha, które silnie konkurowały ze sobą. Rywalizacja przyniosła publiczności m.in. pojawienie się w ofercie cykli tematycznych, takich jak „Tydzień Asty Nielsen” czy „Tydzień śmiechu i humoru”. Po koniec 1913 roku w Krakowie działało siedem kinoteatrów. Z kolei we Lwowie zaczęły ukazywać się pierwsze czasopisma poświęcone filmowi: „Scena i Ekran” oraz „Kino. Tygodnik Literacko-Kinematograficzny”.

Same seanse odbywały się zazwyczaj przy akompaniamencie muzyki oraz komentarzy konferansjerów. Duże ułatwienie dla polskich widzów przyniósł rok 1908 – dzięki działalności warszawskiej filii wytwórni Pathé w filmach pojawiły się polskie napisy.

Komedia i dramat

Trzeba podkreślić, że w owym czasie za produkcję filmową odpowiadali w głównej mierze właściciele kin. „Cyrk Edison” wyprodukował m.in. „Kraków w kinematografie” oraz reportaż z pogrzebu Stanisława Wyspiańskiego, a Teodor Junod sfinansował „Zabawę w Helenowie pod Łodzią”. Z kolei w 1909 roku w Warszawie Aleksander Hertz wraz z przyjaciółmi – Alfredem Silberlastem, Maurycym Zukerem i Józefem Koernerem – otworzył kinematograf Sfinks, który z czasem stanie się największą polską wytwórnią filmową. Pod jej egidą w II Rzeczpospolitej powstaną m.in. filmy z Jadwigą Smosarską i najważniejsze adaptacje narodowej literatury.

Jeśli uznać, że „Powrót birbanta” był tylko przymiarką do polskich filmów fabularnych, to pierwsze tego typu profesjonalne (na tyle, na ile profesjonalne mogły wówczas być) produkcje pojawiają się w 1908 roku. Rok wcześniej Mordechaj Towbin otworzył w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej iluzjon Siła i zdecydował się na realizację filmu „o walce Polaków z Niemczyzną”, który w ostatecznym rozrachunku przybrał tytuł „Pruska kultura”.

Do zdjęć zatrudniono jedną z paryskich firm, a całe dzieło składało się z siedmiu części: 1) „Szkoła ludowa we Wrześni”, 2) „Profesor Kulturtreger”, 3) „Katusze dzieci”, 4) „Wywłaszczenie”, 5) „Pruskie żołdactwo”, 6) „Wóz Drzymały”, 7) „Apoteoza Polski (Jutrzenka)”. Na ziemiach polskich nie było zgody na wyświetlanie tego filmu, był on jednak z powodzeniem pokazywany we Włoszech. Przez wiele lat obraz ten uważano za zaginiony, dopiero w 2000 roku zachowaną kopię odnaleźli w paryskiej filmotece Małgorzata i Marek Henrykowscy.

O ile „Pruska kultura” nie trafiła do kin w Warszawie, o tyle druga fabuła już takich problemów nie miała. Zrealizowany w 1908 roku film „Antoś pierwszy raz w Warszawie” przyniósł sławę odtwórcy głównej roli Antoniemu Fertnerowi i był początkiem całego cyklu poświęconego przygodom Antka.

Trudno dziś przyrównywać produkcje sprzed I wojny światowej do obrazów, które dziś nazwalibyśmy megaprodukcjami. Mimo to w miarę rozwoju branży publiczność coraz częściej interesowała się nie tylko efektem finalnym prac nad filmem, ale także tym, co działo się za kulisami. Stąd też producenci czasami zapraszali przedstawicieli prasy na plan filmowy. Dziennikarz „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” opisywał kręcenie „Kościuszki pod Racławicami”:

Przy ul. Szumlańskich 10 wre praca w przyspieszonem tempie. Krawcy szyją mundury ułanów polskich pułku Wodzickiego, znoszą stosy różnej broni i karabel z czasów Kościuszki. Pokój ubrany obrazami, przedstawiającymi różne epizody z bitwy racławickiej i portrety znakomitych wodzów, a przy biurku siedzą pogrążeni w papierach, planach, opisach historycznych bitwy racławickiej dwaj inicyatorowie i wykonawcy przyszłej filmy do kinematografu, pp. Krogulscy.

Przedstawienie bitwy racławickiej składa się z czterech części obrazowych według znanego dramatu Lasoty, uzupełnionych jednak nader pięknymi i silnymi epizodami historycznymi, które potęgują akcyę i wywołają silne wrażenie na widzu. Kilkaset osób angażowano do wykonania tej pracy, tak że widzowie w IV obrazie ujrzą na ekranie prawdziwy przebieg całej bitwy pod Racławicami, zakończonej zwycięstwem kosynierów. W tych dniach rozpoczną się próby, gdy tylko pogoda nieco dopisze, a w miesiącu wrześniu zdjęcie ma być już gotowe.

Producenci starali się także, aby do kin trafiały historie, które zaciekawią widzów, stąd też bardzo często przenoszono na wielki ekran dzieła literackie. W 1911 pojawiły się trzy głośne adaptacje: „Meir Ezofowicz”, „Dzieje grzechu” oraz „Sąd Boży”. Pomimo przychylności publiczności krytycy nie wahali się wytknąć twórcom niewielkiej wartości artystycznej. Recenzent „Kuriera Warszawskiego” nazwał „Dzieje grzechu” „parodią”, a w przypadku „Sądu Bożego” zauważono, że „życie uchwycone jest nieobrazowo”. Nieco bardziej wyrozumiali byli krytycy w przypadku „Kościuszki pod Racławicami” – produkcji, która swoją premierę miała w pierwszych dniach 1914 roku. Recenzent „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” donosił czytelnikom:

We Lwowie pokazano prasie pierwszy, większy film krajowy. Przed oczyma widzów przesunął się cały szereg obrazów, które dzieją się w naszem środowisku, wśród naszych ludzi na naszej ziemi. Kościuszko pod Racławicami wystawiony siłami wyłącznie polskiemi, przy ofiarnem wprost współpracownictwie młodzieży skautowej i sokołów, którzy trudów nie szczędzili w „zgrywaniu się”, zapoczątkuje prawdopodobnie cały szereg zdjęć podobnych, polski teren, polskie stosunki traktujących. Jak każdy początek, tak i Kościuszko pod Racławicami w Kino dalekiem jest od doskonałości.

Niewyraźny kadr w w kolorach sepii. Kościuszko z uniesioną ręką dotyka trzymanej przez żołnierza szabli i zapewne składa pzysięgę.
Kadr z filmu „Kościuszko pod Racławicami”

Trudno wymagać od kinematografii pod zaborami dzieł na miarę „Podróży na księżyc” Meliesa czy „Narodzin narodu” Griffitha. Do wybuchy I wojny światowej tak naprawdę wszyscy uczyli się dopiero nowego wynalazku. Nie da się jednak nie zauważyć, że w chwili narodzin II Rzeczpospolitej polska produkcja filmowa na pewno już nie raczkowała. Rozwijała się m.in. wytwórnia Sfinks, która zasłynie m.in. „złotą serią Sfinksa” złożoną z popularnych melodramatów. I choć dziś obrazy pokroju „Pruskiej kultury” czy „Antosia pierwszy raz w Warszawie” mogą budzić uśmiech politowania, to nie można zapomnieć, że stanowią świadectwo narodzin polskiej kinematografii.

Bibliografia

  • Władysław Banaszkiewicz, Witold Witczak, Historia filmu polskiego, t. 1, 1895–1929, nauk. Jerzy Toeplitz, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1966.
  • Małgorzata Hendrykowska, Kronika kinematografii polskiej 1895–1997, Ars Nova, Poznań 1999.
  • Tadeusz Lubelski, Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, wyd. Videograf II, Katowice 2009.
  • Kościuszko pod Racławicami (1913), [w:] Nitrofilm.pl, [dostęp: 1.06.2018], <http://www.nitrofilm.pl/strona/lang:pl/filmy/film_info/61/ko-ciuszko-pod-rac-awicami-1913.html>.
Udostępnij

Agata Łysakowska-Trzoss

Doktorantka na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, gdzie przygotowuje pracę doktorską poświęconą działalności dobroczynnej w dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Bada historię życia codziennego, rozwój miast oraz historię filmu. Od 2013 roku współpracuje z portalem popularnonaukowym Histmag.org.