Facebook-icon
Hrabia Tytus

Szkielet Aborygenki i nie tylko. Najdziwniejsze pamiątki polskich podróżników

Przez setki lat polscy podróżnicy przywieźli na ojczyste ziemie ogromne ilości eksponatów z różnych dziedzin nauki. Niektóre z nich mogą wydawać się dziwne lub co najmniej kontrowersyjne.

Portret starszego mężczyzny o siwych włosach i bujnej siwej brodzie siedzącego w czarnym stroju na fotelu z rękoma na oparciach.
Władysław Zamoyski wiele lat po swojej australijskiej wyprawie

Jednym z tych kolekcjonerów był hrabia Władysław Zamoyski, który urodził się w 1853 roku w Paryżu jako syn uczestnika powstania listopadowego i Wiosny Ludów Władysława oraz Jadwigi z Działyńskich. Wychowywał się głównie we Francji – początkowo kształcił się w domu i na kursach nauk elementarnych, następnie ukończył Liceum Karola Wielkiego w Paryżu. W 1875 roku, zgodnie z wolą ojca, zaciągnął się do francuskiej armii, gdzie doszedł do stopnia podporucznika.

W maju 1879 roku Zamoyski poprosił rząd w Paryżu o zgodę na towarzyszenie kilkuosobowej komisji mającej przygotować francuskie ekspozycje na wystawach powszechnych organizowanych w Sydney i Melbourne. Ministerstwo spraw zagranicznych rozpatrzyło wniosek pozytywnie i w czerwcu hrabia wyruszył na statku „Le Rhin” do Australii. Dla Zamoyskiego był to początek długiej podróży dookoła świata.

Podróż życia

„Le Rhin” zakończył swój daleki rejs najprawdopodobniej w Adelaide. Wiadomo, że na początku września Zamoyski był w Melbourne, skąd po kilku dniach dotarł do Sydney. Tam zajmował się sprawami związanymi z wystawą powszechną, którą otwarto 17 września.

Podobnie jak podczas całego swego pobytu w Australii hrabia odbywał liczne spotkania z tamtejszymi naukowcami, duchownymi, politykami, a także z miejscową Polonią, której przekazywał polskie książki. W wolnych chwilach zwiedzał również okolice miast, w których się zatrzymywał. Ciekawiły go różne aspekty australijskiej gospodarki, interesował się też Aborygenami, a także tamtejszą przyrodą i minerałami, czego dowodem są zgromadzone przez niego zbiory.

Wystawa w Sydney trwała do 20 kwietnia 1880 roku, odwiedziło ją ponad milion osób. W połowie roku Zamoyski na pokładzie „Le Rhin” ponownie udał się do Melbourne, gdzie zajmował się organizowaniem działu francuskiego na kolejnej wystawie. Trwała ona od 1 października 1880 roku do 30 kwietnia roku następnego i odwiedziło ją ponad 1,3 mln osób.

Zaraz po otwarciu drugiej wystawy hrabia popłynął na Tasmanię. 2 października dotarł do miejscowości Launceston na tej wyspie, skąd prowadził dalsze wycieczki. Przypuszcza się, że w osadzie górniczej Waratah na stokach Mount Bischoff, gdzie znajdowała się kopalnia cyny, podróżnik zakupił szkielet Aborygenki.

Szczątki rdzennych mieszkańców wyspy mogły zostać odkryte w wyniku prowadzonych prac górniczych. Tego typu handel nie był wówczas niczym niezwykłym i nie budził wśród białych przybyszów zgorszenia. Przez setki lat szczątki tubylców z różnych części świata były chętnie kupowane przez naukowców i prywatnych kolekcjonerów.

Kolorowe zdjęcie przedstawiające grupę ciemnoskórych kobiet na tle buszu. Dwie z nich stoją po dwóch stronach szałasu, przed którym siedzą dwie kolejne. Trzy z nich trzymają w rękach małe dzieci. Wszystkie noszą europejskie ubrania, a kobieta po prawej dodatkowo ma na sobie brązowe futro zwierzęce.
Aborygenki w strojach europejskich, ok 1900 r. Widoczne w podpisie słowo „Lubras” to obraźliwe XIX-wieczne określenie używane w Australii w odniesieniu do aborygeńskich kobiet (fot. domena publiczna)

Pod koniec października Zamoyski opuścił Tasmanię, by powrócić do Melbourne, gdzie odbywał spotkania związane z trwającą wystawą. Na początku grudnia wyjechał do Sydney, skąd na kilkanaście dni udał się do kolonii (obecnie stanu) Queensland. 1 stycznia 1881 roku z Sydney wypłynął na statku „City of Melbourne” do francuskiej Nowej Kaledonii, którą w ciągu półtora miesiąca dość dokładnie zwiedził. Pod koniec lutego hrabia znów przypłynął do Sydney. Przez najbliższy miesiąc prowadził życie naukowe i towarzyskie na wspomnianym „City of Melbourne”.

Zgromadzone w Australii zbiory Polak wyekspediował do Europy w pięciu skrzyniach na statku „Kościuszko”. Sam Zamoyski 24 marca wyruszył na pokładzie parowca „Zelandia” w podróż przez Nową Zelandię i Hawaje do Stanów Zjednoczonych. 18 maja hrabia wysiadł w San Francisco. Po zwiedzeniu okolic miasta 8 czerwca ruszył w dalszą drogę koleją przez Chicago, gdzie spędził dwa tygodnie, do Nowego Jorku. Do tej ostatniej miejscowości dotarł 16 lipca, a opuścił ją 15 dni później na holenderskim statku „Stella” kierującym się do Amsterdamu. Do Europy Zamoyski powrócił 15 sierpnia.

2 września 1881 roku podróżnik zawitał do Kórnika, kończąc swoją 16-miesięczną wyprawę dookoła świata. Zamoyski odziedziczył wspomnianą miejscowość na mocy testamentu swego wuja, hrabiego Jana Działyńskiego. Nowy właściciel wybrał tamtejszy zamek na siedzibę swoich zbiorów z podróży. Znajdują się tam one do dziś.

Siekierka ceremonialna z ostrzem w kształcie dysku wykonanym z jadeitu, osadzonym na wpust w drewnianym trzonie. W ostrzu wywiercone dwa otwory, przez które przewleczono sznur mocujący. Trzon z rękojeścią zwieńczony głowicą, owinięty tapą, tkaniną, opleciony sznurem z włókien roślinnych i wełny.
Ze zbiorów Władysława Zamoyskiego: siekierka ceremonialna z ostrzem w kształcie dysku wykonanym z jadeitu, Nowa Kaledonia

Spór o szkielet

Wspomniany wcześniej szkielet Aborygenki z Tasmanii można było oglądać na ekspozycji w kórnickim zamku do 1996 roku. Dwa lata wcześniej Tasmanian Aboriginal Centre Inc., organizacja reprezentująca potomków rdzennych mieszkańców Tasmanii, zażądała zwrotu tych szczątków ludzkich. Ówczesny dyrektor Biblioteki Kórnickiej postanowił najpierw przekazać szkielet do badań w Instytucie Antropologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Ustalono, że kobieta w chwili śmierci miała ok. 18–19 lat, a ponadto trzy kości pochodzić miały od dwóch innych osobników: kość krzyżowa od jednego, a piszczelowa i strzałkowa – od drugiego. Nie udało się jednak potwierdzić w 100% tasmańskiego pochodzenia kobiety, być może była ona przedstawicielką ludów Oceanii.

W 1999 roku szkielet spoczął w magazynie muzealnym zamku w Kórniku. Mimo początkowej chęci oddania kości stronie tasmańskiej (a właściwie australijskiej) doszło do sporu o podział kosztów sprowadzenia ich do przypuszczalnej ojczyzny – Polacy nie chcieli zgodzić się na rozłożenie ich po równo. Ostatecznie w 2001 roku Tasmanian Aboriginal Centre poinformowało, że rezygnuje z praw do szkieletu, m.in. z powodu jego niejasnego pochodzenia. Do dziś pozostaje on w Kórniku.

Inne kurioza hrabiego

Oczywiście większość kórnickich zbiorów nie ma tak kontrowersyjnego charakteru, jak przytoczony wcześniej szkielet. Należą do nich m.in. zapiski, druki, mapy i korespondencja z podróży hrabiego, a także broń krajowców, elementy ich ubioru, ozdoby, przedmioty codziennego użytku, kości i skóry zwierząt, muszle, minerały (kilkaset sztuk ważących łącznie kilkadziesiąt kilogramów, obecnie są one wymieszane), zasuszone rośliny i nasiona. W posiadaniu muzeum znajduje się również ponad 200 fotografii pozyskanych przez Zamoyskiego, a prezentujących obszary przez niego zwiedzone.

Naszyjnik z zębów ludzkich z zabarwionymi na czarno koronami. Zęby nawleczone na sznur, poprzedzielane 3-4 białymi lub różowymi koralikami wykonanymi z muszli.
Ze zbiorów Władysława Zamoyskiego: naszyjnik z ludzkich zębów z Archipelagu Bismarcka

Do tych dziwniejszych skarbów w kolekcji Zamoyskiego zaliczyć można jeszcze np. naszyjnik z 90 ludzkich zębów poprzedzielanych 3–4 białymi lub różowymi koralikami wykonanymi z muszli. Nawleczone są one na sznur z włókien roślinnych. Naszyjnik najprawdopodobniej pochodzi z Nowej Irlandii, wyspy Archipelagu Bismarcka.

Również z kości ludzkiej wykonany został rekwizyt obrzędowy, przypuszczalnie na Nowej Brytanii, wyspy wchodzącej w skład tego samego archipelagu. Według opisu jest to żuchwa oklejona gliną i żywicą, pomalowana czerwonym barwnikiem. W jej boku znajduje się wyrzeźbiona głęboka bruzda, pomalowana na biało. Z żuchwy wystają gałęzie do których, przy pomocy włókien roślinnych, przywiązany został patyk. Służy on za uchwyt do trzymania owego przyrządu w zębach.

Zatopione mumie i egzotyczne zwierzęta

Przykładem innego podróżnika, który również nabył podczas swej podróży różnorodne zbiory jest jeden z najsłynniejszych i najwybitniejszych polsko-litewskich magnatów epoki nowożytnej – Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany „Sierotką” (1549–1616). Podczas swej podróży do Ziemi Świętej i Egiptu z lat 1582–1584 miał on zakupić od Arabów w grobowcach w pobliżu piramid w Gizie dwie mumie – kobiety i mężczyzny.

Portret siedzącego mężczyzny w czarnym stroju, z hiszpańską bródką i wąsami.
Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany „Sierotką” (obraz anonimowego autorstwa z pierwszej połowy XVIII wieku)

Radziwiłł planował zabrać je ze sobą do ojczyzny, jednak gdy w czasie podróżny powrotnej rozpętał się sztorm na Morzu Śródziemnym, postanowił je wyrzucić za burtę statku. Hrabia uległ wówczas przesądowi żeglarskiemu według którego pogańskie szczątki na pokładzie miały przynosić pecha.

Magnat zabrał ze sobą z Bliskiego Wschodu także sporo zwierząt. Były to: dwa lamparty, dwie mangusty egipskie, dwie małpy, kilkanaście „kotów morskich” (zapewne surykatki), papugi, trzy koziorożce i wiwera indyjska. Wówczas tego typu „żywe pamiątki” dla europejskich podróżników również nie były niczym gorszącym czy niezwykłym, jedyną przeszkodą był wysoki koszt ich pozyskania i transportu. Niestety, jak to dawniej często bywało, znaczna część zwierząt wiezionych do ojczyzny zmarła w czasie podróży – na pewno nie przeżyła koziorożce i większość „kotów morskich”.

Innymi podróżnikami, którzy przywieźli ze swych wypraw egzotyczne zwierzęta, byli urodzeni na Pomorzu Gdańskim Johann Forster (1729–1798) i jego syn Georg (1754–1794), Szkoci z pochodzenia. W 1766 roku przenieśli się oni do Anglii, gdzie Jan otrzymał propozycję wzięcia udziału w charakterze przyrodnika w drugiej wyprawie dookoła świata słynnego żeglarza Jamesa Cooka. Forster zgodził się pod warunkiem, że będzie mógł zabrać ze sobą swego syna. Warto zauważyć, że byli oni pierwszymi obywatelami Rzeczypospolitej, którzy brali udział w ekspedycji naukowej dookoła świata, a także przekroczyli południowe koło podbiegunowe.

Wyprawa odbyła się w latach 1772–1775, a jej uczestnicy najwięcej czasu spędzili na wyspach południowego Pacyfiku (odkryto wówczas m.in. Nową Kaledonię). Johann Forster zgodnie z umową prowadził obserwacje przyrodnicze, a także geograficzne i etnograficzne. Pomagał mu w tym jego syn. Obaj zbierali również okazy flory, fauny i minerały. Ponadto Georg sporządził rysunki napotkanych zwierząt i roślin, które w znacznej mierze były wcześniej nieznane w Europie. Największy zbiór jego ilustracji zoologicznych znajduje się obecnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie pod nazwą Forster Collection.

Wspomniane wyżej zwierzęta Johann Forster zakupił na Przylądku Dobrej Nadziei, zaledwie kilka z nich dożyło powrotu do Anglii. Wśród nich był m.in. skocznik antylopi, który resztę życia (do 1777 roku) spędził w menażerii księcia Richmondu, a także sekretarz (gatunek ptaka), który podarowany został brytyjskiej królowej Charlotte (jego dalszy los nie jest znany).

Ciekawostki z kolekcji Rogozińskiego i Janikowskiego

Portret mężczyzny w jasnym stroju tropikalnym, w czapce, siedzącego na kamieniach, z karabinem opartym na nodze.
Stefan Szolc-Rogoziński (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-N-477-1)

Ogromne zbiory z różnych dziedzin nauki przywieźli na ziemie ojczyste Polacy badający w latach 80. XIX wieku Afrykę Zachodnią i Środkową: Stefan Szolc-Rogoziński (1861–1896) i Leopold Janikowski (1855–1942). Wśród pozyskanych przez nich eksponatów również możemy odnaleźć kilka niecodziennych przedmiotów.

Rogoziński zorganizował wyprawę naukową do Kamerunu, która miała miejsce w latach 1882–1885. Początkowo brało w niej udział, łącznie z przywódcą i Janikowskim, pięciu Polaków. Niedługo po dotarciu do celu ich liczba zmniejszyła się na skutek rezygnacji dwóch członków ekspedycji. W 1884 roku zmarł Klemens Tomczek, przyjaciel i towarzysz Rogozińskiego, tak więc ekspedycję ukończyło zaledwie dwóch Polaków: Rogoziński i Janikowski. Obaj podróżnicy (już oddzielnie) powracali do Afryki jeszcze w kolejnych latach, dodając do swych zbiorów kolejne przedmioty.

Podobnie jak hrabia Zamoyski, przywieźli oni na ziemie polskie m.in. eksponaty antropologiczne: czaszki i kości z Teneryfy, Kamerunu i dzisiejszego Gabonu. Przynajmniej niektóre z nich musieli prawdopodobnie sami wykopać z ziemi. Nie były to jednak prywatne pamiątki, a materiały do badań dla Zakładu Antropologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, które podróżnicy zobowiązali się dostarczyć jeszcze przed rozpoczęciem wyprawy.

Do najliczniejszych zbiorów Polaków należały te etnograficzne. Były to m.in. broń, instrumenty muzyczne, ubiór i ozdoby, a także przedmioty codziennego użytku i rytualne. Eksponaty od Rogozińskiego trafiły przede wszystkim do Krakowa. Z kolekcji liczącej ok. 370 obiektów do 1984 roku zachowały się 303 przedmioty. Do zaginionych eksponatów należy np. kameruńska łódź z żaglem naturalnej wielkości i gaboński „nóż ludożerców”.

Większość z ocalałych zbiorów znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli, które to poszczycić się może jednymi z większych zbiorów afrykanistycznych w Polsce. Znaczna część przedmiotów z wyprawy kameruńskiej znalazła się również w posiadaniu Muzeum Narodowego w Krakowie. Zalicza się do nich np. pochodzący z Afryki Zachodniej uzębiony pysk ryby piły długości 44,5 cm, używany jako broń.

Kolekcja Janikowskiego, która dotarła do Warszawy, miała niestety dużo mniej szczęścia. Składała się z około 1300 przedmiotów, głównie z obszarów dzisiejszej Gwinei Równikowej. Wśród nich były takie ciekawostki jak: talizman pomocny przy wykradaniu cudzych żon, pudła do przechowywania czaszek przodków, czy tasak rytualny do ścinania głów ofiar poświęconym bogom. Ostatecznie zbiory znalazły się w warszawskim Muzeum Etnograficznym, które spłonęło razem z eksponatami podczas drugiej wojny światowej.

Podłużna sala w pałacowym wnętrzu z dużymi oknami. Pod oknami oraz na środku sali stoją gabloty z ekspnatami. Na pierwszym planie widoczny wypchany lew z otwartym pyskiem.
Wystawa etnograficzna Leopolda Janikowskiego w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa (fot. „Tygodnik Ilustrowany”, nr 45, 8 września 1890 r., s. 300)

Jest to zaledwie garść przykładów ciekawszych, dziwniejszych, a czasem i bardziej kontrowersyjnych pamiątek i eksponatów, które przez wieki przywozili ze sobą polscy podróżnicy. Na ich przykładzie widać, jak bardzo zmieniło się nasze postrzeganie świata, stosunek do innych kultur, praw, a także zwierząt. Dzięki tym zbiorom możemy się dowiedzieć, co interesowało dawniej Europejczyków w odległych dla nich krainach, a może nawet, co intryguje ich do dzisiaj.

Bibliografia:

  1. Mateusz Będkowski, Polacy na krańcach świata: XIX wiek. Część I, wydawnictwo Promohistoria, Warszawa 2015.
  2. Mateusz Będkowski, Polacy na krańcach świata: średniowiecze i nowożytność, wydawnictwo Promohistoria, Warszawa 2017.
  3. Jerzy Pertek, Polacy na szlakach morskich świata, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Gdańsk 1957.
  4. Mikołaj Potocki, Szkielet kobiety ze zbiorów australijskich Władysława Zamoyskiego, [w:] „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej”, z. 25 (2001), s. 333–334.
  5. Wacław i Tadeusz Słabczyńscy, Słownik podróżników polskich, Wiedza Powszechna, Warszawa 1992.
  6. Maria Zachorowska i Janusz Kamocki, Stefan Szolc-Rogoziński. Badania i kolekcja afrykańska z lat 1882 do 1890, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Kraków 1984.
  7. Włodzimierz Żukowski, Potocki Mikołaj, Władysława hr. Zamoyskiego podróż dookoła świata, [dostęp: 16 maja 2018], <http://www.wbc.poznan.pl/Content/152981/index.html>.
  8. Katalog wystawy etnograficznej Środkowej Afryki ze zbiorów Leopolda Janikowskiego, druk S. Orgelbranda Synów, Warszawa 1890.
Udostępnij

Mateusz Będkowski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, która została opublikowana w Zielonkowskich Zeszytach Historycznych (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w czterech ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015-2017.